Paradygmat rozwoju

Potrzebna jest rewolucyjna zmiana elit

 Polskie elity nie są już zdolne do rządzenia, nie mają możliwości wzajemnego porozumienia się, osiągnięcia kompromisu i stworzenia czegokolwiek wartościowego. Od 23 lat obserwujemy rotację tego samego układu personalno-osobowego, który nie jest już zdolny do wygenerowania niczego ponad to, co już było. Zmiana miejsc na karuzeli stanowisk nie ma znaczenia, to nie uzdrowi kraju. Nie mamy już czasu na ścieżkę ewolucyjną, albowiem ona nie postępuje od 23 lat! Potrzebujemy rewolucji na górze, która zmiotłaby do rynsztoka niezdolne do niczego obrosłe tłuszczykiem post-styropianowe elity.

Nie popieram pana Bronisława Komorowskiego, ponieważ jest myśliwym, a nie uznaje ludzi, którzy zabijają cokolwiek dla własnej przyjemności – bez konieczności spowodowanej np. zagrożeniem, epidemią, głodem. Poza tym nasz pan prezydent nie ma wyczucia do spraw wagi państwowej, za mało się angażuje, z łatwością mógłby zrobić więcej i nie ma dobrego ucha do doradców poza generałem Koziejem. Reszta jego otoczenia to osoby myślące o herbacie w pracy a nie o zrobieniu czegoś istotnego dla naszej racji stanu. Oczywiście jest jeszcze za wcześnie, żeby podsumowywać prezydenturę tego pana, ale powiedzmy to sobie otwarcie – on nas już raczej niczym nadzwyczajnym nie zaskoczy. Prezydent w cieniu swojego zaplecza, tych ludzi, którzy go wystawili i których musi popierać, albowiem liczy na reelekcję i odtworzenie układu, w którym o dziwo – chce rozgrywać wbrew Tuskowi. Polska potrzebuje, jako prezydenta męża stanu, który przede wszystkim byłby doskonale potrafiącym grać dyplomatą. Potrzebujemy prezydenta, który potrafiłby aktywnie swoją osobą uczestniczyć w gremiach międzynarodowych i bywać na salonach! Osoba bez znajomości języka angielskiego i rosyjskiego po prostu nie powinna pełnić tej roli z braku kwalifikacji. Stać nas na prezydenta, który potrafiłby rozmawiać z panem Putinem! Trzeba pamiętać o tym, że w polityce często bardzo wiele zależy od umiejętności znalezienia się w konkretnej chwili. Czego najlepszym przykładem były działania dyplomatów związane z konfliktem w Gruzji w 2008 roku, kiedy Rosjanie mistrzowsko – rozegrali Francuzów jak dzieci w kwestii językowej interpretacji wycofania się z terytorium Gruzji. Żonglerka pojęć „Gruzja właściwa” i wycofywanie się usankcjonowało status quo, – czyli tam gdzie stały czołgi. Nie jesteśmy bogaci, ani potężni militarnie. Dlatego musimy stawiać na najlepsze jednostki.

Nie zgadzam się z panem Donaldem Tuskiem we wszystkich kwestiach uważam, że po prostu źle rządzi – głównie, dlatego ponieważ boi się podejmować ważne decyzje. Jeżeli zaś je podejmuje to w sposób wykluczający jakikolwiek dialog społeczny (ACTA, „67” inne). Można go oskarżyć, o zmarnowanie historycznej szansy, jaką miał jako człowiek rządzący państwem dwie kadencje! Naprawdę mógł zmienić kraj! Niestety nie chciał, albo nie mógł nic zrobić, ponieważ także jest zakładnikiem w istocie bezideowego układu politycznego, który doprowadził go do władzy i kuli u nogi w postaci koalicjanta. Oczywiście pan Tusk nie jest tylko złym politykiem, albowiem jednak kilka spraw mu się udało, jednakże przeważnie były to sprawy mniejszej wagi niż te, na które powinien kierować państwo. To zbyt technokratyczny polityk na czasy przemian i reform. To on odpowiada za bałagan z budowaniem infrastruktury, to o nim będziemy pamiętać jeszcze przez lata – nie mając należytych efektów z wykorzystania funduszy unijnych. Na początku zapowiadał się dynamicznie – odwołał prof. Ćwiąkalskiego za błahostkę, potem już nie był taki odważny. Widać, że jest zakładnikiem układu i nie może sam podejmować strategicznych i kierunkowych decyzji. Jeżeli zaprzepaści szansę na budowę energetyki atomowych to popełni większy błąd od pana Jerzego Buzka, który jako odpowiedzialny politycznie za zepsucie państwa powinien dostać przepaskę na oczy przed plutonem egzekucyjnym (gdyby była w Polsce kara śmierci) a nie Order Orła Białego. W zasadzie największą zasługą pana Donalda Tuska jest właśnie obnażenie szkodliwości decyzji politycznych, które firmował pan Jerzy Buzek – zwłaszcza nieudanej reformy emerytalnej i innych bardziej lub zupełnie poronionych reform. Nie nazywając rzeczy po imieniu pan Tusk przejmuje na siebie odpowiedzialność pana Buzka za zepsucie państwa wówczas i nie naprawienie go teraz. Najgorsze jest jednak to, że ten człowiek nie ma i nie jest zdolny wypracować jakiejkolwiek wizji całości. To skreśla go, jako polityka tej rangi. Być może byłby doskonałym marszałkiem województwa, ale nie nadaje się na premiera. Niestety nie potrzebujemy premiera, który boi się trudnych decyzji. Najpierw ludzie mają za złe, a potem są wdzięczni – nawet, jeżeli tego nie mówią.

Pan Jarosław Kaczyński niestety nie zasługuje na szacunek, ponieważ przedkłada własną rację nad potrzebę osiągnięcia konsensusu dla dobra ogółu. Nie da się w demokracji dążyć do autorytaryzmu nie będąc autorytetem! Wbrew temu, na co się kreuję – pan Kaczyński, ani jego zmarły tragicznie brat żadnymi autorytetami nie byli, nie są i nie będą. Najlepsze, co pan Kaczyński może zrobić dla polskiej polityki i naszego państwa to już tylko usunięcie się w cień – wzorem Piłsudskiego w Sulejówku i pisać książki, wspomnienia, nawet robić to, co lubi, czyli właśnie kreować się na autorytet. Może jakby odpoczął i nabrał dystansu, rzeczywiście mógłby wnieść coś konstruktywnego do dialogu publicznego nad Polską. Więcej szkoda słów na temat tego w istocie przegranego już człowieka – wyjaśnijmy, przegranego, dlatego ponieważ niezdolnego do wyjścia poza własne, wręcz samemu sobie narzucone ograniczenia dogmatyczne. Polityka zawsze wymaga pragmatyzmu, umiejętności osiągnięcia konsensusu, uwzględnienia interesu drugiej strony i szukania punktów wspólnych.

Pan Waldemar Pawlak jest prawdopodobnie najbardziej wytrwałym, konsekwentnym i skutecznym politykiem Polski po 1989 roku, niestety jest przywódcą partii interesu klasowego, która opiera swój model polityczny na utrwalaniu zaszłości społeczno-ekonomicznych na polskiej wsi, przez co niestety szkodzi przyszłości kraju. To, że Polska nie wykorzystuje swojej szansy, jaką stwarzałoby doskonale rozwinięte rolnictwo wraz z przemysłem przetwórczym nastawione na masowy eksport – to wina głównie pana Pawlak i jego zachowawczo-konserwatywnej wizji rolnictwa pompowanego pomocą unijną traktowaną, jako pomoc społeczna. Wielka szkoda, że człowiek tak zdolny koncentruje swoje wysiłki tylko na wycinku spraw państwowych a nie jest w stanie wyjść poza paradygmat i dać coś z siebie dla całego kraju. Z powyższych względów, ten polityk, który nie dorósł do własnego formatu i zmarnował szansę którą dali mu wyborcy i koalicjant musi być traktowany jako polityk niszowy. Być może byłby świetnym naczelnikiem Państwowej Straży Pożarnej, wówczas mógłby świetnie realizować swoje sektorowe pojmowanie rzeczywistości, ale nie nadaje się na wicepremiera, premiera w zasadzie do żadnych funkcji kierowniczych, ponieważ zawsze będzie „ściubał dla swoich”, niestety kosztem ogółu.

Pan Leszek Miller wyczerpał już swoją formułę bardzo dawno temu to, że osoby jego i jego pokroju (Oleksy, Kwaśniewski, Cimoszewicz i inni). Przez pewien czas byli obecni w naszej polityce – zdecydowanie przyczyniło się do jej wzbogacenia, jednakże tamta formuła się wyczerpała. Polska od dawna potrzebuje partii prawdziwie lewicowej, a nie postkomunistycznej – napełnionej po czubek nosa kawiorem niby-lewicy. Największym grzechem tego polityka i innych z jego generacji i środowiska jest utopienie wszelkiej nadziei i złamanie pokoleniowe na polskiej lewicy. Następców jakich wygenerowali jak pan Olejniczak, czy też jeszcze większe nieszczęście – pan Napieralski najlepiej w ogóle wykreślić z kart historii polskiej sceny politycznej. Niestety na tym polega pecha pokolenia pana Millera, że po nich jest luka, której nie da zapełnić się bezideową plasteliną. Pozwolenie na zepchnięcie się na margines sceny politycznej w wyniku jednego głupiego nagrania dokonanego przez redaktora pewnej gazety to dowód braku skuteczności. Politycy bezideowi nie mają miejsca na lewicy, ponieważ tylko ją zawłaszczają i psują.

Pan Zbigniew Ziobro (Kurski i inne pozostałości po PiS) zmarnują życie, jeżeli nadal będą udawać, że zajmują się polityką. Co rzeczowego przez tyle lat pobytu na scenie politycznej zaoferował w sprawach publicznych pan Ziobro? Nic? Zupełnie nic? Czy też może absolutnie w ogóle nie wygenerował niczego? Uwaga! Tu nie chodzi o psucie, szczucie, ściganie i grożenie sankcjami prokuratorskimi. Od polityka należy wymagać pewnej kreatywności, działania na tak – na pójście do przodu! A to zupełnie coś innego niż przerzucanie się pozwami. Być może ten człowiek byłby doskonałym prawnikiem, świetnym sędzią – nie przekupnym i poza wszelkimi układami. Może właśnie tam powinien się realizować a nie sięgać po sprawy, których najwyraźniej do końca nie rozumie.

Pan Janusz Palikot nie kwalifikuje się w ogóle do oceny. Nie chodzi o to, czy biznesmeni, którzy dorobili się m.in. na wódce zasługują na jakiekolwiek publiczne uznanie, ale o kwestię czy można pozwolić na tabloidyzację polityki człowiekowi, który buduje swoją popularność na pieniądzach i kupowanych za nie marketingowych hasłach. Państwo to coś więcej niż kolejny „biznesik” i pole do popisu dla sprytnych agencji marketingowych. Nie może być zgody na polityków bezideowych, dorabiających hasła i program polityczny po wyborach traktowanych, jako sprzedawanie własnych twarzy osadzonych na wrzeszczącym pomarańczowym kolorze, dzięki hasłom chwytliwym dla mniejszości społecznych, ale w istocie burzącym spoistość systemu. Biznesmeni niech się zajmują interesami, prostytutki sprzedawaniem swoich usług, rolnicy uprawą ziemi, a do polityki niech idą osoby, które coś sobą reprezentują, a przede wszystkim są wierne ideom a nie skrajnemu koniunkturalizmowi. W polityce chodzi o zasady, bez nich nie ma polityki tylko babranie się w ekskrementach jak próby zalegalizowania narkotyków, dla doraźnych korzyści politycznych.

Na tym kończy się katalog aktywnych i mających znaczenie polityków. Pozostaje jeszcze Kościół, który sam się zaangażował w politykę, więc nie może wymykać się spod oceny. Przede wszystkim wymaga zmiany pokoleniowej, w tym realnego określenia się wobec raka, który go toczy. Nie chodzi tylko o pewnego księdza z Torunia, ale także o kardynała z Krakowa i innych hierarchów, którzy myślą, że nadal żyją w kraju klękania ich majestatem. Majestatu już nie ma, czasy gwałtownie się zmieniają. Nie można trwać w swoich pałacach bez interesowania się stanem społeczeństwa i kondycją kraju. Największą porażką Kościoła w ostatnich latach jest oddanie pola w kwestii moralności. Brak moralności powoduje upadek obyczajów i daleko idący kryzys na wielu polach. Po co płacimy przez tyle lat za lekcję religii? To marnowanie czasu i pieniędzy. Nie potrzebujemy Kościoła, który tylko bierze i milczy, a jak mówi to głosem pewnego radia albo dzieli Naród jedną decyzją o pochówku. Jeżeli tak poważna i stabilna instytucja nie potrafi pomimo 1000 lat doświadczenia na tej ziemi wybrać z siebie liderów wielkiego formatu to nie ma prawa do takiej pozycji. Jednakże to już schyłek i początek końca.

Wnioski – po pierwsze nie mamy mechanizmów wyłaniania elit, nie wybieramy ludzi z wizją i nawet technicznymi umiejętnościami na poszczególne funkcje. Nasze państwo potrzebuje ludzi wielkiego formatu, zdolnych poświęcić wszystko dla dobra ogółu. Po drugie im szybciej obecna klasa polityczna zejdzie ze sceny politycznej tym lepiej. Niestety sądząc po datach urodzin czeka nas jeszcze około 20 lat dogorywania post-styropianowego układu i jego popłuczyn.

9 komentarzy

  1. Piłsudski w Milanówku? Chyba jednak w Sulejówku… 😉

  2. Stach Głąbiński

    Nie zgadzam się z przekonaniem, iż naprawa może nastąpić w wyniku jakiejś roszady personalnej. Zmiany wymaga postawa obywateli, którzy są odpowiedzialni za to jakie są i jak postępują wybrane przez nich (zarówno przez głosujących jak i absentujących na wyborach) władze. Realizować tę odpowiedzialność można tylko przez udział w organizacjach, gdyż biadolenie indywidualnych krytyków jest zupełnie bezpłodne. Uczestnictwo w partii nie może jednak polegać, jak to się dzieje np. w SLD, na bezwarunkowym popieraniu ustanowionego przez koterię “wodza”, który bez temperującego samowolę krytycyzmu oddolnego prędzej czy później staje się aparatczykiem. To właśnie tej partii uwiąd nastąpił, gdy mający zastrzeżenia do Millera, zamiast zgodnie wystąpić przeciw jego samowoli, w większości (ponad 3/4 członków!), odeszli, a pozostali narzekając po cichu, w fałszywie pojętej lojalności, zamiast wymóc na nim podporządkowanie się wymaganiom statutu, popierają bezwarunkowo tego, w rzeczy samej bardzo uzdolnionego organizatora. A podobnie dzieje się we wszystkich innych organizacjach nie tylko politycznych.

  3. Kraszan Karamandżanga

    A jakieś propozycje na zastępstwo ? Imiona, nazwiska i nazwy ?

  4. Nie chodzi tylko o zmianę personalną. A o zmianę jakościową, motywację, nie kuszenie złodziei leżącym na środku ulicy portfelem. Rewolucyjna zmiana elit oznaczać może jedno – zmianę sposobu wybierania posłów przez wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych do Sejmu – w systemie wzorowanym na brytyjskim. Dzisiaj to najbardziej zaawansowany projekt w Polsce, któremu brak realnej alternatywy. JOWy to nie jest rewolucja w sensie natychmiastowej, radykalnej zmiany, taka nie jest praktycznie możliwa, ale w sensie zapoczątkowania procesu zmian polskiej polityki i kraju, której istotnym elementem jest również edukacja obywatelska.

  5. Dark Dwarven Dwellings

    “Polskie elity nie są już zdolne do rządzenia, nie mają możliwości wzajemnego porozumienia się, osiągnięcia kompromisu i stworzenia czegokolwiek wartościowego.”
    Nie przesadzajmy, jakoś wciąż rządzą, wciąż prywatyzują itd. Porozumienie – cóż, cały ich urok w tym, że prezentują się jako spektrum polityczne. Kompromis – nie, to nie o kompromis chodzi ale o rozumienie (i wyartykuowanie tego) polskiej racji stanu. W tym dopiero jest problem, że te “elity” nie mają za zadanie realizować polskiej racji stanu, nie do tego zostały powołane. Ich zadaniem jest przysporzyć wartości całkiem gdzie indziej, nie w Polsce. To tyle.

    “Potrzebujemy rewolucji na górze, która zmiotłaby do rynsztoka niezdolne do niczego obrosłe tłuszczykiem post-styropianowe elity.”
    Na górze? Rewolucji na górze? A co konkretnie oznacza ta “góra”? Czy mamy na myśli ludzi, którzy te “styropianowe elity” namaścili jako reprezentantów narodu? Na przykład Kiszczaka? A może to nie Kiszczak wytyczał kierunek zmian politycznych, a jego pozycję uzasadniała jedynie zdolność rozumienia, czego się od niego oczekuje?
    Kto w rzeczywistości jest tą “górą”?

    Widać teraz wyraźnie, że jestem zwolennikiem teorii spiskowych, tajnych sprzysiężeń itp. Jestem wariatem zapewne…
    Pamiętajcie jednak, że to nie Rosjanie finansowali działalność Lenina.

  6. Po raz kolejny w większości zgadzam się z tekstem. Jesteś dobrym obserwatorem.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.