O potrzebie uniwersalizmu w kulturze – w trosce o polską rzeźbę

Czymś co prawdopodobnie najskuteczniej może wyrazić nasze istnienie są przejawy aktywności w sferze kultury, tutaj najbardziej efektywne są te dzieła, które można w stosunkowo prosty sposób „zważyć” i „podziwiać”. Liczą się wszelkie przejawy twórczości ludzkiej, jednakże najlepsze dla propagowania kultury są te, które skłaniają odbiorców do myślenia właśnie w kierunku zadanym przez artystę. Pod tym względem szczególną rolę zajmuje rzeźba jako uprzywilejowana forma sztuki wizualnej.

Rzeźby spełniają bardzo istotną funkcję – zarówno w przestrzeni publicznej jak również mogą w sposób wręcz fenomenalny wzbogacić przestrzeń prywatną, w końcu nie każdy ma w domu dzieło sztuki, a na tym że akurat rzeźba to sztuka – znają się nawet najwięksi troglodyci. Stąd też uprzywilejowana pozycja rzeźbiarstwa spośród panteonu sztuk pięknych.

Myśląc o rzeźbie większość Polaków od razu koncentruje swoje myśli wokoło trzech archetypów – rzeźby klasycznej utożsamianej z mistrzami antyku, rzeźby współczesnej spersonifikowanej (antropomorficznej) gdzie królują dwie postacie: Jan Paweł II i Józef Piłsudski oraz ci co mieli w ręku chociaż raz encyklopedię z pewnością natknęli się na nazwisko Pani Magdaleny Abakanowicz. Tutaj często następuje konsternacja, bo przeważnie jest kłopot ze zrozumieniem „Abakanów”, no ale skoro autorka jest w encyklopedii to musi być kimś ważnym.

Właśnie rzeźba to jest ten rodzaj sztuki, której najbardziej brakuje w naszej przestrzeni publicznej. Niestety bowiem króluje tu – martyrologia i szeroko rozumiana rzeźba i symbolika religijna. Dla obcokrajowców odwiedzających nasz kraj są to wymowne symbole charakteru narodowego Polaków. Prawdopodobnie najbardziej symboliczna pod tym względem jest Warszawa, gdzie praktycznie cała symbolika uwidoczniona w różnego rodzaju rzeźbiarstwie – ma wymowę martyrologiczną, tak bliską sercom Polaków, ale w praktyce niezrozumiałą i nieznaną dla większości przyjezdnych. Nie brakuje też w przestrzeni publicznej najnowszych hołdów religijnych – pod tym względem rzeźbiarstwo uproszczone do formy obrzucania tynkiem siatki rozciągniętej na konstrukcji stalowej – wzbudza emocje, albowiem nie liczy się dla wierzących forma, tylko treść, no a kogo przedstawia przywoływana „rzeźba” w pewnej niedużej miejscowości na zachodzie Polski wie każdy. Podobnie jest na Podhalu, tam można mówić wręcz o monokulturowości rzeźbiarstwa jednej postaci. Jan Paweł II jest wszędzie – w popiersiach, wolnostojący, w Krakowie jest nawet słynny „telemark” na schodach Kościoła w Nowej Hucie! Tu nie ma żartów, jest publiczne zapotrzebowanie na upamiętnienie wielkiego Polaka i to upamiętnienie jest dokonywane.

Jednakże powtórzmy pytanie – co z przestrzenią publiczną, a konkretnie co z obecnością rzeźby w przestrzeni publicznej i jej rolą w oznaczaniu miejsc, konstruowaniu funkcji i wyrażaniu „ducha” miejsca, czy też może raczej wzmacnianiu jego charakteru? Czy stać nas mentalnie tylko na produkowanie nieskończonej ilości Janów Pawłów II-gich, przeplatanych gdzieniegdzie Marszałkiem Piłsudskim, ewentualnie – modnymi obecnie „żołnierzami wyklętymi”? Oczywiście nie ma w tym nic złego – zwłaszcza rzeźb Marszałka nigdy dość!

Czy nie ma w Polsce odważnych rzeźbiarzy – zdolnych do wyrażania uniwersalizmu i symbolizmu, ekspresji prawdy o miejscach, ludziach i czasach w których żyją? Ile osób kończy akademie plastyczne w tym kraju ze specjalnością w kierunku rzeźby? Nie wymagamy od razu naturalistycznego monumentalizmu, jednakże coś można by wyprodukować, takiego żeby nadawało się do pokazania w przestrzeni publicznej – do promocji młodych artystów, pokazującego spojrzenie zupełnie nowego pokolenia właśnie poprzez rzeźbę! Chyba nie jest problemem dla samorządów – zmobilizowanie deweloperów w planach zagospodarowania przestrzennego do przewidzenia miejsca w obszarach zabudowy dla rzeźby o określonych wymiarach (skrajni)? Potem można takie dzieła „produkować” i po prostu zawozić i przytwierdzać jako gotowe w konkretnych miejscach – jako stałe elementy przestrzeni publicznej wzbogacające rzeczywistość. Można bardzo wiele przy minimum zainteresowania ze strony głównych uczestników procesu twórczego i oczywiście władz publicznych, jak również inwestorów prywatnych, albowiem co szkodzi, żeby elementem nudnego projektu urbanistycznego – modernizacji budynku czy też budowy nowego – uczynić rzeźbę wkomponowaną w całość oczywiście na zamówienie? Wiadomo, że architekci polscy mają wybitny potencjał twórczy, ale jakaś nieduża forma – zawsze się gdzieś przytuli, wkomponuje i na lata będzie decydowała o charakterze miejsca! Dom pod „Sową”, kamienica pod „okrętami” itd. Piękno XIX wiecznej secesji nie przeminęło i nie przeminie – szczególnie ciekawe są zabytki na śląsku z okresu międzywojennego, gdzie całe kamienice to w zasadzie rzeźby. Można? Da się? Dla chcącego wszystko jest możliwe.

Przestrzeń publiczna nie musi być monotonna, jednorodna i ewentualnie w centrum miasta pusty cokół po czołgu T-34 w wersji z działem 76 mm!

Ponieważ nie da się inaczej – trzeba pomyśleć o tym, żeby prawo mobilizowało inwestorów do uwzględniania w projektach znajdujących się w przestrzeni publicznej do uwzględniania kompozycji rzeźbiarskich. Najlepiej jakby to było połączone np. ze zniżką na podatek VAT na materiały budowlane – niezbędne do realizacji danego projektu. Być może w ten sposób ożywilibyśmy rynek rzeźby, pozwolili zarobić tym którzy tworzą a w ostateczności wszyscy byśmy zyskali na poprawie jakości przestrzeni publicznej. Przy czym ktoś musiałby to “dopuszczać”, bo inaczej grozi nam “szał” betonowych koszmarków i kopulujących krasnali ogrodowych… Nie ma łatwo ze sztuką!

Ps. Autor nie przeprasza wszystkich zdegustowanych zaprezentowanym obrazoburstwem wobec rzeźby, dla której jak wiadomo najlepszym miejscem są klimatyzowane i puste galerie!

2 myśli na temat “O potrzebie uniwersalizmu w kulturze – w trosce o polską rzeźbę

  • 2 kwietnia 2014 o 17:47
    Permalink

    Stawiajmy ogrodowe krasnale gdzie tylko się da!
    Skoro jakże CYWILIZOWANI Niemcy to robią – to dlaczego mamy być od nich gorsi (mniej cywilizowani)?

    Odpowiedz
  • 10 kwietnia 2014 o 05:04
    Permalink

    Ciekawe ilu ludzi przeczytalo ten artykul. P.S. Chetnie wykonam cos na zamowienie :-).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.