Polityka

Potrzeba jasnego określenia odpowiedzialności oraz nagród i kar

 W naszej polityce istnieje pilna potrzeba jasnego określenia odpowiedzialności z wyraźnym rozróżnieniem nieuchronności kar oraz prawdopodobieństwa nagradzania. Nie może być dalszego przyzwolenia na beznadziejność decydentów, nie może być mowy o bezkarności polityków – nieodpowiadających za swoje decyzje. Za wszelką cenę należy skończyć z praktyką – wynagradzania „mniejszym złem” za niesprawdzenie się, albowiem w świecie polityki, gdzie nie ma potrzeby mieć żadnych kwalifikacji – nawet niesprawdzenie się jest porażką.

Przykładów polityków, którzy nie odznaczyli się niczym, albo którzy po prostu są nieudolni mamy bez liku. Większość członków obecnego rządu do niczego się nie nadaje i nic sobą w sensie kreatywnego wpływu na rzeczywistość nie reprezentuje, o czym najlepiej świadczy brak dokonań. Można by to jeszcze zrozumieć, gdyby nasi politycy byli wizjonerami, przedstawiającymi różne koncepcje, aktywnie biorącymi udział w życiu publicznym – na tematy merytoryczne. Tymczasem – nic takiego się nie dzieje, nie tylko dlatego ponieważ życie publiczne w warstwie merytorycznej praktycznie nie istnieje poza oficjalnie realizowanymi pogadankami z okazji różnych okazji. Problemem jest „parcie na szkło”, otóż jeżeli gdzieś nie ma „zabookowanych” kamer głównych stacji telewizyjnych to momentalnie zainteresowanie naszych polityków takim wydarzeniem spada prawie do zera. Całość zła wynika z braku zapotrzebowania na rzetelne informacje i ucieranie opinii w dialogu. Mechanizm konsultacji społecznych, mógłby służyć za modelowy sposób na to w jaki sposób zniweczyć dialog publiczny. Media nie interesują się merytoryką, bo nie ma na to popytu – a nie opłacało się go wytworzyć, ponieważ byłoby to niebezpieczne. Proszę się zastanowić czy mamy w naszych mediach jakikolwiek program telewizyjny lub jakąkolwiek poważną kolumnę prasową – poświęconą rzeczowej merytorycznej dyskusji? Całe prawo tworzy się w zaciszu gabinetów, pod dyskretnym wpływem lobbystów, a potem jest już tylko obrona zapisów na komisji sejmowej, ewentualnie jeżeli się coś zepsuło tak jak minister Michał Boni sprawę ACTA, to robi się „okrągły stół”, gdzie rzeczowa dyskusja ze względu na czas jest niemożliwa pomijając przy tym klucz doboru ekspertów z tzw. środowisk.

W tych realiach bardzo łatwo jest być politykiem, przykładowo ministrem. Nie trzeba się na niczym znać, wystarczy dobrze wyglądać. Wysławiać się ładnie, a na to wszystko dokładać pewność siebie – kariera gotowa. Natomiast, że nic z tego nie wynika – to już inna kwestia. Można jednak zapytać, dlaczego ktoś kto był nieudolnym ministrem w niepotrzebnym ministerstwie ma teraz dostać miejsce w wyborach do Parlamentu Europejskiego? Jednakże to pytanie blednie w sytuacji innego pana, który dostał stołek ministerialny, tylko dlatego bo ma bardzo dobrze ustosunkowanego tatę no i w zasadzie była to jego pierwsza poważna praca. Nikt się nawet nie zajęknął!

Jest oczywistym, że w większości tych przypadków winny jest premier – to on nadaje ton funkcjonowania administracji publicznej a przynajmniej powinien nadawać. Może wymagać i wywalać z pracy na przysłowiowy bruk – jednakże z niezrozumiałych powodów nie korzysta ze swoich kompetencji, a przynajmniej nie wtedy kiedy są one konieczne. I nie można tłumaczyć mierności ministrów – omnipotencją premiera, ponieważ w momencie jego czmychnięcia do Brukseli – państwo pozostanie pod zarządem niekompetentnej grupy nieudaczników, u których nagle uwolnią się polityczne ambicje. Skutek będzie opłakany.

Najdziwniejsze jest to, że odwołanie z funkcji politycznej nie stygmatyzuje. A w niektórych przypadkach, jak np. odwołanie pana Gowina, można uznać to za wyjęcie człowieka z pola minowego! Czy to jest normalne? Mamy kilku byłych ministrów kilku byłych wiceministrów oraz wysokich urzędników, w tym także byłych samorządowców, którzy albo wygrywali w kasynach albo wymieniają się z kolegami zegarkami – i nic się nie dzieje – nikomu to nie przeszkadza, a nawet nie jest to tematem. Ci ludzie po odejściu ze służby państwowej idą na inne odcinki walki w ramach tego samego systemu, no bo przecież muszą mieć za co jeść. Wielka szkoda, że podobnej troski co o swoich ludzi, system nie wykazuje o ofiary ich chybionych decyzji lub braków decyzji.

Skrajnym przykładem – modelowego wręcz braku odpowiedzialności za popełnione błędy są postacie panów: Jerzego Buzka, Leszka Balcerowicza i Mariana Krzaklewskiego – politycznie i merytorycznie odpowiedzialnych za wprowadzenie poronionej reformy emerytalnej. Żeby chociaż posiedzieli w więzieniu po 15 lat w zamian za tą przymusowość składki i wysokość obligatoryjnej opłaty za zarządzanie! Mniej więcej wyszło by nieco ponad milion dziennie na każdego z nich z tytułu odsiadki za same przymusowe opłaty. To dobra stawka za taką skalę marnotrawstwa.

Wnioski – coś takiego jak prawo podejmowania decyzji – wynikające z władzy politycznej musi wiązać się z odpowiedzialnością za błędy i zaniechania. Wobec tych, którzy zawiedli potrzebna jest stygmatyzacja, wyśmianie, śmierć cywilna i Trybunał Stanu.

One Comment

  1. Polityk ponosi odpowiedzialność polityczną.
    Nie może płacić z własnego majątku za wadliwe decyzje, bo nikt nie chciałby nim zostać.
    A tak się umówiliśmy, że mają nami rządzić WYBIERANI przez nas politycy. Amen.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.