Potęgę Rosji trzeba traktować jako kategorię obiektywną naszego sąsiedztwa

fot. red.W przyrodzie występują i motylki i niedźwiedzie, podobnie jest w geopolityce – istnieją państwa słabe, istnieją państwa silne i istnieją supermocarstwa, w tym jedno takie w naszym bezpośrednim sąsiedztwie, które buduje swoją potęgę na w zasadzie nieskończonym terytorium i jego zasobach oraz rzeczywistej mocy wojskowej, której wykładnikiem jest najpotężniejszy termojądrowy arsenał zniszczenia oraz bardzo silna armia konwencjonalna.

Granicząc z supermocarstwem można się go bać i mieć powody do tego, żeby się bać, można też się go nie bać, mając lub nie mając odpowiednich powodów, można także być partnerem, oczywiście na tyle na ile jest się w stanie, gdyż o symetrii w zasadzie nie ma mowy. Jednak można próbować, w niektórych dziedzinach gospodarki, czy kultury być blisko, przynajmniej na tyle, żeby czerpać korzyści z sąsiedztwa i pośrednictwa w tranzycie wymiany sąsiedniego supermocarstwa – to strategia bardzo pragmatyczna, wręcz naturalna, mająca na celu odnoszenie korzyści przez wszystkich, którzy chcą współdziałać. To jest możliwe, dowodzi tego sukces międzynarodowego handlu, a jest to tym łatwiejsze, ponieważ supermocarstwu pieniędzy nie brakuje, ma co sprzedać i są to w dominującej części wyroby jak najbardziej poszukiwane na całym świecie.

Można również granicę uważać za przekleństwo i nie tylko się bać, ale jeszcze kreować sytuację, w której tworzy się różne przeszkody w relacjach pomiędzy supermocarstwem a jego otoczeniem z ograniczeniem własnych relacji. Prowadzi to do strat głównie po stronie podmiotu symetrycznie słabszego, ponieważ supermocarstwo zawsze znajdzie sposób, żeby kontaktować się z ośrodkami, które pragną z nim wymiany. Jedynie wzrosną koszty operacyjne, które w jakiejś części mogłoby zarobić państwo pośredniczące. Mamy przykład w postaci gazociągu pod dnem Bałtyku, który jest najdoskonalszym dowodem na to, że państwo słabe nie jest w stanie w XXI wieku przeciwstawić się państwom silnym w ich woli współdziałania, bez względu na papierowe sojusze, zawsze bowiem najbardziej liczą się pieniądze i fundamentalne interesy.

Państwo, które obecnie w XXI wieku na pograniczu Rosji i Europy Zachodniej, w pełni świadome swojej roli bufora i przestrzeni tranzytowej – szuka sposobności militarnej, do przeciwstawienia się supermocarstwu, nie mając realnego oparcia w zachodnich sojusznikach, tj. takiego oparcia, jakiego wymaga klasa zagrożenia, które na siebie sprowadza – skazuje się na poważne kłopoty. Ponieważ To nie jest nigdy tak, że akcja dzieje się w próżni. Swoimi pozornymi i nieudolnymi działaniami, uruchamiamy jednak poważne procesy zaradcze i w supermocarstwie i u naszych rzekomych sojuszników. W momencie, gdy dojdzie do jakiegoś przesilenia, a wcześniej czy później do takowego może dojść nawet bez szczególnej woli politycznej, po prostu ze względu na rozkład okoliczności – to będzie dla nas oznaczać wielką niewiadomą. Nie o to chodzi w XXI wieku, nie tak powinno się ustawiać politykę, zwłaszcza wobec zachodnich sojuszy z którymi jesteśmy powiązani. Aczkolwiek na tym kierunku brak jednoznacznych deklaracji i idących za nimi realnych i wymiernych faktów – to dowód na to, że nie mamy na kogo liczyć. Sukcesem będzie już samo to, jeżeli nie będziemy mieli do czynienia z zamknięciem granicy na zachodzie w razie kłopotów na wschodzie!

Ostatnie 300 lat istnienia i nie istnienia naszego państwa to jedno wielkie zmaganie się z sąsiadami o prawo do istnienia, w wysoce konkurencyjnym środowisku. Bilans tych stuleci był dla nas wyjątkowo TRUDNY, niestety tak wyszło. Pomimo tego my nadal nie potrafimy wyciągnąć właściwych wniosków z różnicy potencjałów i stosować odpowiedniej polityki. Tylko wtedy będziemy wiarygodnymi partnerami dla wschodu i co równie ważne dla zachodu, ponieważ nie będzie czegoś takiego jak „polski problem”. Nie ma znaczenia na ile to problem sztucznie stworzony, a na ile rzeczywisty, ponieważ nie mamy żadnego wpływu na to jak nas postrzegają i na wschodzie i na zachodzie, musimy się liczyć z okolicznościami obiektywnymi. To znaczy, nie poradzimy nic na to, że coś jest takie jakie jest.

Uwaga, patrzmy na sytuację taką jaka ona jest i zakładajmy gorszy, a w zasadzie prawie najgorszy scenariusz jako scenariusz najbardziej prawdopodobny. USA wycofały się z Europy, a Niemcy prowadzą własną politykę, odmienną od sojuszy atlantyckich, w które jeszcze nadal wierzy się nad Wisłą. Podobnie jest we Francji, pomniejszych ale bardzo wpływowych i bogatych krajach jak Holandia, czy Belgia, nie mówiąc już o Wielkiej Brytanii, która w ogóle nie zamierza ukrywać się z faktem, że traktuje Unię Europejską jako zasób, z którym nie do końca się identyfikuje. Jak w takich realiach możemy w ogóle zakładać konfrontacje ze Wschodem? Przecież to samobójstwo! Jeżeli ktoś nie rozumie o co chodzi, niech popatrzy na Morze Bałtyckie i spróbuje wyobrazić sobie, że na jego dnie leży geopolityczny pakt Ribbentrop-Mołotow XXI wieku, do którego się biernie przyczyniliśmy.

Wnioski? Wnioski są trudne, a nawet bardzo trudne. Jednakże jedyne możliwe, jeżeli zależy nam na zachowaniu pokojowego paradygmatu współistnienia na mniej więcej dotychczasowych zasadach. Przede wszystkim potęgę Rosji trzeba traktować jako kategorię obiektywną naszego sąsiedztwa. Równolegle nie można zapominać o potędze Niemiec i naszej totalnej słabości, której pomimo jej świadomości przez ostatnie 26 lat nie udało się nam przezwyciężyć, chociaż wiemy o tym że istnieją kraje, które w analogicznym czasie stały się globalnymi potentatami (Korea Południowa), czy też po prostu bardzo dobrze prosperują (Irlandia) do których można i należy się porównywać. W NASZYM INTERESIE JEST SAMODZIELNE CZERPANIE KORZYŚCI Z SĄSIEDZTWA I POŁOŻENIA GEOGRAFICZNEGO. Można to oczywiście robić dalej w ten sposób, że to co eksportujemy do Rosji, to głównie nasze części w niemieckich, czy europejskich wyrobach, albo zachodnie produkty produkowane w zachodnich fabrykach zlokalizowanych w Polsce. Jednakże takie myślenie oznacza, że prędzej czy później będziemy importować rosyjski gaz z Niemiec i będziemy uważać to za coś normalnego. Czy to o to chodziło? Jeżeli tak, to znaczy się że silnie się w kraju nie rozumiemy.

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

11 komentarzy do “Potęgę Rosji trzeba traktować jako kategorię obiektywną naszego sąsiedztwa

  • 3 listopada 2015 o 07:19
    Permalink

    Logika wypływa ze słów Krakauera,ale oprócz rozumu Polska powinna mieć jaja i tu jest problem!

    Odpowiedz
  • 3 listopada 2015 o 08:04
    Permalink

    Witam,
    Generalnie zgadzam się z Autorem…

    Ale z takimi szczegółami już nie:

    “Mamy przykład w postaci gazociągu pod dnem Bałtyku, który jest najdoskonalszym dowodem na to, że państwo słabe nie jest w stanie w XXI wieku przeciwstawić się państwom silnym w ich woli współdziałania, bez względu na papierowe sojusze, zawsze bowiem najbardziej liczą się pieniądze i fundamentalne interesy.”

    To trochę nie tak było i jest! Faktycznie jesteśmy słabym, “wirtualnym” bytem państwowym bo nie dbamy o interesy swoje ale zaoceanicznych “właścicieli” oraz sąsiada z zachodu. Przecież Rosjanie proponowali nam budowę Jamału nr 2. To “polskie władze” nie chciały się zgodzić! My straciliśmy na tym miliardy stałych, corocznych dochodów oraz możliwośc wynegocjowania lepszych cen niż mamy na gaz (najwyższe ceny w Europie) a Rosja straciła miliardy bo była zmuszona budowac koszmarnie drogi Nordstream.
    Od 2012 Rosja wraca do tematu i proponowała naszym rządom budowę Jamału-2 zamiast drugiej nitki Nordstream. I co?
    Dalej wolimy nie zarabiać i uzalezniać się od dostaw gazu z Niemiec…
    Tak antypolskiej polityki sam Hitler z Bismarckiem by nie wymyślił!

    Odpowiedz
  • 3 listopada 2015 o 08:15
    Permalink

    Jako Polak(motylek) czuję się zaszczycony bliską
    obecnością,w sensie geograficznym,Rosji,
    czyli “niedźwiedzia” – myślę że po zachłyśnięciu
    się tzw.”zachodem” powrócimy TAM gdzie Nasze odwieczne
    miejsce.Na dziś chciałbym byśmy stali się w kontaktach
    i postrzeganiu Federacji Rosyjskiej – przynajmniej Serbami. A bliskie związki z Rosją są Nam potrzebne
    po to byśmy mogli m.in.TRWAĆ jako Naród…tzw.”zachód”
    – obcy,NIGDY nam takiego statusu nie zagwarantuje.
    TAM zawsze będziemy postrzegani jako złodzieje czy prostytutki – wykonawcy ‘czarnych robót” – tak już jest
    ustalona TAM ‘hierarchia” i rozumienie porządku społecznego.

    Odpowiedz
    • 3 listopada 2015 o 14:14
      Permalink

      Tezy i analize @krzyk58 niestety musze poprzec w calej rozciaglosci, taka jest hierarchia i rozumienie porzadku spolecznego na tzw.”zachodzie”, ktory Polsce czy jej obywatelom zarzuca nizszy poziom intelektualny, no wogole “nizsza rase”…to taka specyficzna pogarda, mysle , ze to powod, dla ktorego Polska tak zabiega o wzgledy wujka zza wody, by sie do wartosciowac …i tak sie to zamyka kolo rozwojowe …
      UE zniwelowala nieco te wybuchy ponizania Polski przez “zachod”, bo nir wypada ….

      Odpowiedz
      • 3 listopada 2015 o 16:36
        Permalink

        Ileś dni temu czytałam wywiad z panem z tytułem profesora (historyk,filozof idei,sowietolog i znawca Rosji), który stwierdził, że mimo zaproszeń naukowców rosyjskich nie pojedzie do FR, dlatego, że Rosja zajęła Krym. Czyli tenże pan chce narzucać Rosji, co tak ogromny kraj ma czynić i na dodatek jeszcze ukarać. Przyznam, że niesympatycznie zaskoczyły mnie wypowiedzi eksperta w tak wielu dziedzinach a najbardziej pouczanie innych co mają robić. Ot taka pozostałość po sarmatach, która przetrwała wieki a u niektórych pozostała do dziś.

        Odpowiedz
  • 3 listopada 2015 o 12:27
    Permalink

    Jerzyj, zgadzam się,ale to tym bardziej są nam potrzebne,popatrz na rozwój Łodzi ,Żyrardowa,Pabianic w trakcie zaborów.

    Odpowiedz
  • 3 listopada 2015 o 17:15
    Permalink

    Doskonale zrównoważony i głęboko mądry tekst.
    Powinni go przeczytać rządzący Polską i stosować zawarte w nim przemyślenia.

    A wniosek główny jest jeden: INTERES POLSKI i POLAKÓW.

    Sojusze mogą być różne i nigdy ni wiadomo czy zadziałają do końca.

    Pewne jest wzajemne położenie Rosji i Polski.

    Pewne jest również stałe sąsiedztwo Niemiec.

    Odpowiedz
  • 3 listopada 2015 o 18:35
    Permalink

    niestety to prawda. Czy spadkobiercy solidaruchów zrozumieją to? Rozmawiałem z wieloma, to są idioci, a są niestety wybierani, a więc los nasz będzie nie do pozazdroszczenia.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.