W poszukiwaniu nowego modelu gospodarczego

graf. red.Kryzys na giełdzie w Chinach pokazuje, że oparcie globalnej gospodarki o krwiożerczy kapitalizm ma swoje ograniczenia, od pewnego momentu po prostu nie ma wzrostu, a przynajmniej nie ma go na tyle, żeby można było wypłacić nagrody wszystkim zainteresowanym jak najlepszym wynikiem. Po prostu na dobrym torcie może być tylko jedna wisienka, ale to wiedzą wszyscy, którzy przestudiowali kapitalizm w USA z okresu wielkich trustów i szczytu ich potęgi gospodarczej. Powielenie tego modelu gospodarczego na całym świecie było prawdopodobnie największym błędem cywilizacji zachodniej i wszystkich, którzy głupio kapitalizm małpowali, licząc na to, że podobnie jak Zachodowi da on bogactwo. Tymczasem tutaj naprawdę bogaty może być tylko ten, kto dominuje, a przeważnie dominuje ten, kto będąc pierwszy był na tyle obrotny i bezwzględny, żeby nim pozostać.

Wiele krajów, w zasadzie cały świat powielił model anglo-amerykańskiego kapitalizmu, w efekcie stracili wszyscy – włącznie ze społeczeństwami najbardziej drapieżnych kapitalistycznych gospodarek. Jednak w najgorszym stanie są ci, którzy nie mieli w ogóle szans na wzbogacenie się, ponieważ czas i model nie pozwoliły prawie na żadną akumulację, chyba że ktoś dosłownie odejmował sobie od ust. Były kraje gdzie tak funkcjonowały dwa pokolenia, wreszcie są kraje poddane drenażowi przez globalną gospodarkę kapitalistyczną, nie dostając nic w zamian, a jeszcze przed 30-tu laty były w stanie eksportować gotowe fabryki dosłownie wykonywane pod klucz. Kapitalizm nie zakłada równości, to pojęcie nie jest w tym systemie znane, chyba że chodzi o równy wyzysk klasowy, wówczas rzeczywiście działa doskonale.

W wielu krajach elity mają inne interesy niż reszta społeczeństwa, dzięki kłamstwom medialnym, marketingowi, czy religii – w większości przypadków udało się ludziom wmówić, że są sami sobie winni bo są niedostosowani do zmieniających się realiów gospodarki wolnorynkowej. Wyrugowano z powszechnego myślenia coś takiego jak opór klasowy, w bogatych krajach wielu ludzi wyrzuconych poza margines społeczeństwa, nie myśli o sobie w kategoriach krzywdy klasowej tylko w sposób zgodny z wzorcami dostarczanymi przez masową pop-kulturę. Skutki tych kłamstw są przerażające, przede wszystkim chodzi o to że nie ma dla tych ludzi alternatywy, a sami nie mają nawet świadomości tego, że mogliby ją stworzyć.

Zachód po wysłaniu swojej produkcji prostej i średnio złożonej obudził się z ręką w nocniku, ponieważ nagle okazało się, że duży procent populacji niczego innego nie jest w stanie się nauczyć, niż właśnie wytwarzania dóbr prostych i średnio złożonych. Natomiast pozbawienie go źródeł dochodu stało się powodem do frustracji i spadku generalnego poziomu zamożności, ponieważ po prostu miejsca pracy, może i słabo płatne ale jednak dostępne wyemigrowały. Nie ma pracy – nie ma pensji. Tak długo, jak długo gospodarki zachodu wytwarzają jeszcze wartość dodaną, a ci którzy zarabiają w sektorach gospodarki o wyższej stopie zwrotu – dają zarobić całej reszcie, to jeszcze jakoś funkcjonuje, ale także się kończy, ponieważ Daleki Wschód też ma swoje ambicje a dzisiaj dobry samochód można wyprodukować nie tylko w Niemczech.

Europa jest w szczególnej sytuacji ze względu na eksperyment z Euro, który spowodował olbrzymie możliwości, a zarazem stworzył gigantyczne ryzyko systemowe. Po to ratowano Grecję za wszelką poddającą się logice cenę, żeby była możliwa ucieczka do przodu. Niestety problem polega na tym, że nie bardzo widać ten przód. Ludzie na zachodzie żyjący w dobrobycie od pierwszej dekady lat powojennych nie mają najmniejszego pojęcia, co to znaczy funkcjonować z całą rodziną za 300 Euro przez miesiąc, przy zachodnim poziomie cen żywności i jedynie nieco niższym poziomie cen za usługi komunalne. Tutaj zderzenie z rzeczywistością może być totalne, w tym znaczeniu, że obniżanie poziomu życia jakie np. obserwujemy w Grecji – żeby pozostać przy walucie Euro, to i tak mniejszy koszt, niż koszt resetu systemu przy zmianie waluty. Jednak wytłumaczyć tego emerytom, którzy mieli 1000 Euro emerytury a mają mieć 650 Euro – jest czymś niemożliwym. Widać jak bardzo społeczeństwo kapitalistyczne zawiodło. Jednakże czy inaczej było w krajach poddanych ludobójczej transformacji ustrojowej?

Kraje nie mające wystarczającego potencjału, żeby same o sobie stanowić gospodarczą w ogóle nie liczą się w globalnej dyskusji na temat przyszłego modelu gospodarczego, który mógłby zapewnić dla jednych supremację, dla innych przetrwanie a dla ambitniejszych i wytrwalszych rozwój. Kapitalizm nie jest wcale taki zły, jeżeli tylko mniej niż połowa uczestników oszukuje. W Unii Europejskiej interesującym kierunkiem poszukiwań jest koncepcja dochodu minimalnego, wypłacanego każdemu przez państwo bez względu na wszelkie okoliczności. Jeżeli to zostałoby wprowadzone, to mielibyśmy do czynienia z prawdziwym triumfem socjalizmu i myśli komunistycznej po latach. Jednakże nikt tego głośno nie powie, zresztą nie można bo za gloryfikowanie komunizmu można iść do więzienia.

Jesteśmy w momencie w którym czeka nas przełom w myśleniu o gospodarce i miejscu w niej państw, korporacji i ludzi. Być może przyszłość nas zaskoczy, może jednak okaże się, że wyszło jak zwykle. Chciwość napędza świat i zawsze będą tacy, co chcą mieć dwie wisienki i cały tort dla siebie, a inni co najwyżej żeby posprzątali po nich kibel…

11 myśli na temat “W poszukiwaniu nowego modelu gospodarczego

  • 9 stycznia 2016 o 07:24
    Permalink

    Mocne!!! Bardzo mocne i prawdziwe. Dlaczego tak nie mówią nasi politycy??/

    Odpowiedz
  • 9 stycznia 2016 o 07:59
    Permalink

    Nie da się prowadzić jakiejkolwiek działalności bez podstaw moralnych.

    Obecny kryzys turbokapitalizmu dowodzi, że jednak CHCIWOŚĆ NIE JEST DOBRA.

    Odpowiedz
  • 9 stycznia 2016 o 11:25
    Permalink

    cała prawda o krwiopijczym modelu gospodarki w Polsce; “Powielenie tego modelu gospodarczego na całym świecie było prawdopodobnie największym błędem” otóż nie błędem a CELEM zdrady, TO NIE JEST MIEJSCE NA DEBILNE KOMENTARZE I LINKOWANIE GDZIEKOLWIEK, PROSZĘ MYŚLEĆ CO SIĘ PISZE. GRANICĄ WOLNOŚCI SŁOWA JEST DEBILIZM. WEB. JÓZ.

    Odpowiedz
  • 9 stycznia 2016 o 19:17
    Permalink

    Gdyby Japończycy czy Koreańczycy po II wś. we wszystkim słuchali Amerykanów, to nie byliby dzisiaj wśród największych potęg przemysłowych, technologicznych i finansowych świata, co wcale nie znaczy, że ich model jest najlepszy i uniwersalny. Recz w tym, że wypracowali własny model, który był zgodny z ich potencjałem i kulturą, współgrał z zastaną sytuacją międzynarodową oraz pozwolił kreować w jak największym stopniu rzeczywistość we własnych krajach. 20 lat po II wś. Japonia była już drugą potęgą gospodarczą świata i na trzecie miejsce dopiero 2010 r. zepchnęły ich pędzące, wielkie w każdym calu Chiny. A Polska już prawie 27 lal tkwi w niechcącej skończyć się transformacji. Ile jeszcze czeka nas tej mitycznej przebudowy, 50 lat, 100 lat. Sądząc po efektach tych 27 lat, to pomysłem na Polskę było doczłapać się do unii i robić za drugą Grecję czy Hiszpanię. 27 lat polskiej transformacji cechuje ZERO ambicji, zachowawczość i bylejakość.

    Odpowiedz
    • 10 stycznia 2016 o 10:55
      Permalink

      Warto byłoby dogłębnie prześledzić procesy rozwoju Japonii i Korei po II wś. oraz Chin w latach 90 z uwzględnieniem specyfiki ich kultury i poziomu technicznego w tamtych czasach. Oczywiście wielką naiwnością byłoby założenie, że można je skopiować, gdy otoczenie gospodarcze, polityczne i techniczno-naukowe przeszło dogłębną ewolucję a może nawet rewolucję, ale może udałoby się wyekstrahować jakiś bardziej ogólny model rozwoju.
      W przypadku rozwoju państwa najgorszym wyjściem jest pozostawienie tego istotnego elementu tzw. niewidzialnej ręce rynku. Za ilustrację, co z tego wychodzi może posłużyć raport Fundacji Kaleckiego (http://kalecki.org/raport-kapital-zagraniczny-w-polsce-czy-jestesmy-gospodarka-poddostawcy/). Obecne rynki wydają się być nasycone wszelakim dobrem a jednocześnie zachodnie korporacje wraz ze swoimi rządami pilnują swoich pozycji na tych rynkach i są w stanie wiele zrobić z użyciem ogromnych środków, aby nie dopuścić konkurencji. Chyba trzeba już myśleć o tym, co będzie można sprzedawać za 20-30 lat i planować jak znaleźć dla siebie lukę na tych przyszłych rynkach. Potrzeba nam wizjonerów i analityków, którzy będą w stanie realnie oszacować nasze szanse rozwoju w wybranych dziedzinach, tak byśmy mogli w przeciągu 20-30 lat (okres wykształcenia pokolenia młodych Polaków) konkurować na światowych rynkach zbytu ze światem zachodnim. Działanie jest obarczone ryzykiem, bo trzeba by zainwestować środki w rozwój dziedzin, które obecnie wcale nie muszą przynosić dochodów, ale w przyszłości mogą być dominujące (np. zaawansowana sztuczna inteligencja, autonomiczne urządzenia przemysłowe, zrobotyzowane metody produkcji żywności itp.). Powyższe przykłady są losowo wybranymi dziedzinami, które wcale nie muszą być dobre dla nas ze względu np. na ograniczenia nie do przeskoczenia takie jak środki finansowe, brak doświadczenia, specyficzna kultura techniczna itp. W tym punkcie można byłoby się podeprzeć historią rozwoju Japonii i Korei aby oszacować jakie zapóźnienia, przy danych zasobach ludzkich, przy pomocy jakich środków finansowych można nadrobić w zadanym okresie czasowym, uwzględniając dodatkowo różnice kulturowe. Zachód nie chce inwestować w rozwój naukowo-techniczny Polski i nigdy tego nie zrobi, ale skoro zachód chce nam jeszcze dawać pieniądze na nasz rozwój to wydawajmy je na ich wiedzę, uczonych, małe firmy w perspektywicznych dla nas dziedzinach, niech przyjeżdżają do nas i nas uczą.

      Odpowiedz
      • 10 stycznia 2016 o 13:42
        Permalink

        Korea na ten przykład świetnie wyczuła i wstrzeliła się w rynek smartfonów i płaskich ekranów. Z kolei Nokia, Siemens czy Ericksson poszli w niepamięć, a Japonia straciła rynek tv. Tym nie mniej mamy polskie niespodziewajki jak np. Solaris czy PESA na fali renesansu transportu publicznego, a przecież autobus czy pociąg to są wynalazki odp. sprzed ponad stu i dwustu lat. Uważam, że każdy szanujący się kraj musi bronić te tradycyjne dziedziny i podmioty które operują największą skalą czyli handel detaliczny i hurtowy, produkcja żywności i śr. czystości oraz leków, bankowość, finanse, ubezpieczenia, produkcja energii i transport, budownictwo. W tych dziedzinach nie ma zmiłuj się i trzeba je bronić przed przejęciem albo odzyskać. A kapitał uzyskany inwestować w nowe technologie, aby mieć lepszą pozycję eksportową. Wiadomo, że przyszłość to nowe materiały np. grafen, nanotechnologie, robotyka, informatyka, zielone technologie. Kluczowe jest wielowymiarowe przekraczające myślenie w kategoriach jednej kadencji czy perspektywy budżetowej sprzężenie edukacji, inwestycji, polityki przemysłowej, źródeł finansowania, zabezpieczenia międzynarodowego interesów rodzimych producentów we wrażliwych na ryzyko inwest. dziedzinach. Oraz najważniejsze – zachowanie wpływu państwa na obrót akcjami przedsiębiorstw tak by unikać wrogich przejęć. Japonia po wojnie starała się z sukcesem uzyskiwać wychodzące z użycia w USA technologie i wprowadzać je u siebie, a na tej bazie jaką był chłonny rynek wewn. budowała swoje technologie i wracała na rynek amerykański, przy czym udało im się wyeliminować dostęp Amerykanów na swój rynek, czy raczej Amerykanie nie byli w stanie sprostać japońskiej specyfice.

        Odpowiedz
  • 10 stycznia 2016 o 00:29
    Permalink

    Co nas moźe jeszcze zaskoczyć w 2016 Roku?

    Odpowiedz
    • 10 stycznia 2016 o 05:18
      Permalink

      @jaro
      zylaki na nogach od czekania na pomoc od wujka zza. wody ! Wszyscy beda czuc sie zaskoczonymi nawet sam wujek …on tez czeka , zeby mu pomagac ….¡¡¡

      Odpowiedz
      • 10 stycznia 2016 o 10:09
        Permalink

        My Polacy nie potrzebujemy żadnej formy pomocy,
        od wuja Sama(za dobrze znamy skutki tejże ,tam
        gdzie była niesiona). A z “wrogami” dogadamy się
        sami,jak Słowianin ze Słowianinem – w rodzinie, bez pośredników polskojęzycznych,czy analogicznych z rosyjskiej strony, czy zupełnie
        obcych,wrogich struktur(Bruksela,Berlin) dążących od zawsze do wytworzenia między Naszymi Narodami “muru nie do przebicia’…

        Odpowiedz
    • 11 stycznia 2016 o 02:24
      Permalink

      @Teresa Stachurska
      Goetz Werner byl zalozycielem samoobslugowej sieci drogeryjnej “dm”- “Drogerie Markt” = “Rynek Drogeryjny”,
      poza tym jest wyznawca spoleczno-filizoficznego ruchu antropozofii i zdaje sie do dzis w jest czlonkiem w Niemieckiej Radzie Szkol Waldorfa ( specyficzny sposob nauczania ), z tych kregow znam go, bardzo ciekawa osoba, obecnie takze jest profesorem od “zakladania nowych przedsiebiorstw” w Karlsruhe / Badenia-Wirtenbergia /

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.