Polityka

Popłakali się i wyją w kierunku prezesa

 Jeszcze nawet nie ogłoszono wyników, a prawicowcy popłakali się i już wyją w kierunku prezesa. Niedobry prezes! Odtrącił ich, wyrzucił z jedynie słusznej partii, nie kocha ich i nie odwzajemnia ich uczyć. Oni by tak bardzo chcieli biedactwa – nie czołgając się, ale jednak wejść do koalicji z poszanowaniem logotypów i ich indywidualności. Coś niesamowitego! Naprawdę fascynujący spektakl upodlenia prawicowych popłakanych indywiduów zafundowała nam jedynie słuszna błękitna stacja telewizyjna. Biorąc pod uwagę inteligencję prowadzących i reżysera, albowiem u profesjonalistów nawet w programach na żywo jest reżyser/realizator, który tłumaczy przez słuchawkę prowadzącej/prowadzącemu różne tricki – musieli mieć w studio niezłą zabawę. Upokorzenie pieseczków jest tak fenomenalne, że brakowało tylko samoobnażeń i samookaleczeń w miejscach intymnych.

Jednakże nastąpiło coś więcej, otóż bowiem mogliśmy wszyscy zobaczyć prawdziwe oblicze prawicowych aktywistów, pozbawione jakiejkolwiek troski o los państwa, wyzute z wszelkich pozytywnych cech, które tylko hieny cmentarne wykazują. No niestety, znowu doszło do ujawnienia się wątku smoleńskiego – na zasadzie – jak to naprawdę było. Zdaniem co najmniej jednego z prominentnych działaczy prawicowych, miałby to być wabik dla wielkiego prezesa – zwycięzcy w tych wyborach, żeby tenże zechciał, – nie tylko stworzyć z nimi listę, ale przede wszystkim traktować po partnersku.

Jak naiwnym trzeba być, żeby wierzyć w to i publicznie się ze swoją wiarą obnosić, że jako mały nieudolny Brutusik, co nawet nie potrafił odpowiednio sztylecika wbić, teraz chce liczyć na łaskę, a nawet wspaniałomyślność Cezara! Przecież podstawową zasadą w polityce jest eliminowanie wrogów, którzy nam zagrażają. Panowie, którzy zostali wyeliminowani w oparciu o minione i przeszłe zasługi liczą na coś więcej niż to, że w najlepszym wypadku zwycięski wódz zaniecha dekapitacji. Nic bardziej mylnego, ponieważ tutaj nie ma litości i tej litości być nie może, gdyż wielka idea wymaga wielkich ludzi, każdy kto nie jest z wodzem, w sposób jednoznaczny i ponad wszelkie wątpliwości lojalny – nie ma nawet co marzyć na to, że będzie mu dane przyzwolenie na jakiekolwiek funkcjonowanie w nowej politycznej rzeczywistości, rzecz jasna po OSTATECZNYM, BEZKOMPROMISOWYM I PEŁNYM ZWYCIĘSTWIE.

Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że gdyby prawica – przynajmniej ta wywodząca się ze wspólnego szczepu prawicy prezesowskiej – była zjednoczona na wspólnej liście, wówczas mogłaby odnieść druzgoczące zwycięstwo.

To zrozumiałe, że różne indywidua chciały w tych wyborach zaprezentować swoją twarz, wyrabiając sobie polityczną, markę a przez to samo identyfikując się w przestrzeni jako samodzielne byty polityczne. To słuszna strategia, ale pod warunkiem bycia beniaminkiem, bez konkurencji, albo takim radykałem, żeby przeskoczyć otoczenie.

Na co liczyli, ci politycy, którzy dosłownie prezentując swój nieskończony program chcieli zaistnieć na firmamencie krajowej polityki? Po co był ten wysiłek? Przecież te głupie logotypy kosztują pieniądze! Za jedną szeroką ściankę promocyjną można wysłać kilkoro dzieci z domu dziecka na kolonię, a im mniejsza partyjka tym większa ścianka i bardziej obrobione w programach służących do edycji zdjęć i grafiki logo.

Teraz to dopiero będzie się działo! Przecież pomimo całego prawicowego zaślepienia pasażerom nawet najwęższych kanap nie można odmówić samoświadomości i instynktu politycznego, który jest najlepszym miernikiem skuteczności zachowań. W interesie wszystkich przegranych jest zjednoczenie się, a dopiero potem – na tej podstawie – jako blok wyciągnięcie dłoni do jedynie słusznego prezesa, jedynie słusznej prawicowej partii. Po prostu jak sami zrobią 10-15% to tylko wtedy będą się liczyć. To jest piękne w demokracji.

Jednakże, ci panowie i te panie prawdopodobnie się na to nie zdobędą, ponieważ są zbyt wielcy! We własnym mniemaniu pozjadali już wszystkie rozumy i rozumki, mają absolutny monopol na słuszność i nie zamierzają nawet tolerować w myślach sytuacji, że nie mieliby być PIERWSZYMI, tylko stanąć karnie w jednym szeregu z innymi, uznawanymi za równych sobie.

Tak długo, jak długo sztucznie rozumiany „honor” i przerośnięta ambicja nie pozwala tym ludziom na współpracę, tak długo Polska jest bezpieczna. Chociaż, trzeba przyznać, że gdyby pojawiła się skoncentrowana w jednym organizmie prawicowa alternatywa dla prawicy, to zarówno jedynie słuszna partia rządząca, jak i jedynie słuszna partia opozycyjna miałyby problem. Natomiast wszelkiego typu zielone lub czerwonawe języczki u wagi – wypadłyby z parlamentu, nie udawajmy niczego – w ostateczności przecież tylko on się liczy.

Zjednoczenie prawicy lub śmiertelna walka na niej dokona się w dwóch etapach. Najpierw zjednoczą się wszyscy – potem postawią warunki prezesowi. Ewentualnie utoczą sobie tyle krwi w procesie jednoczenia, że nie będzie o czym mówić.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

4 × 5 =