Ekonomia

Pomysły na stymulację gospodarki w kryzysie zapominają o wartościach

 Wszelkie pomysły na stymulację gospodarki w kryzysie mają jedną wadę – opierają się na wydawaniu pieniędzy, których nie ma i których się nie zarobiło. Z tego prostego powodu, zawsze po pewnym czasie tego typu plany odbijają się czkawką na tych, którzy chcieli je wprowadzić. Zadziwiające jest przy tym to, że te pomysły mają politycy, przeważnie nie mający najmniejszego pojęcia nie tylko o gospodarce ale przede wszystkim o prowadzeniu działalności gospodarczej – dzisiaj, tu i teraz w Polsce.

Dla bezpieczeństwa państwa w Konstytucji powinniśmy mieć wpisany bezpiecznik – wykluczający szaleństwo polityków, w wydawaniu nie ich i dodatkowo nie istniejących pieniędzy. Jednakże niestety taki trend jest powszechny w całej Unii Europejskiej poza Niemcami i Holandią. Wszyscy bardzo by chcieli dodrukować górę Euro i w zamian za nią zapewnić społeczeństwom dalsze trwanie w dobrobycie. Nikogo nie stać na powiedzenie prawdy, że globalizacja powodująca inny podział pracy – wymusza także inny podział dochodów. Po prostu i nie ma znaczenia, czy to się komuś podoba czy nie. Tak po prostu się dzieje i jest to efekt uboczny, a raczej konsekwencja na pozwolenie neoliberalnej gospodarce na swobodne hulanie po całym globie. Bogactwo powoli wycieka z zachodu wraz z każdą licencją, każdym outsourcingiem i każdym przywiezionym z Dalekiego i Bliskiego Wschodu bogactwem w postaci ropy, gazu, zabawek, czy też nawet wysoko zaawansowanych technologicznie produktów, które sami zaprojektowaliśmy ale byliśmy do tego stopnia naiwni i chciwi, że zleciliśmy ich produkcję za granicą naszego systemu.

Efekty już odczuwają najmłodsze pokolenia, które nie mogą się załapać do dzisiejszej gospodarki, która spóźniła się z innowacjami i nie mają pracy, bo jest albo powyżej ich kwalifikacji albo poniżej ich progu akceptacji samodostosowania. Jeżeli ten trend nie zostanie powstrzymany to za dwa lub trzy pokolenia – Europa naprawdę będzie mizernym półwyspem na zachodzie, gdzie bogaci arabscy seks-turyści i azjatyccy potentaci przemysłowi i technologiczni będą przyjeżdżać na nostalgiczne wycieczki lub w takich celach w jakich obecnie odwiedza się głównie Tajlandię. Trzeba uzmysłowić sytym Europejczykom, że nie ma możliwości utrzymać poziomu dobrobytu, potęgi i znaczenia bez wysiłku. Jednakże jak to wytłumaczyć biseksualnym lub metro seksualnym młodym ludziom, nie rozumiejącym dlaczego nie stać ich na kawę w sieciówkach, wieczory w restauracjach i wymianie I-gówna co pół roku na nowy model?

Tutaj dochodzimy do podstaw moralnych naszego społeczeństwa, czy też całej naszej kultury. One się rozpłynęły wraz ze wszechogarniającą deregulacją i przyzwoleniem na wszystko. Nie ma wartości, które uczyniły zachód potężnym i dominującym na skalę globalną! To znaczy są, ale schowane pod warstwami kurzu w starych bibliotekach, do których już prawie nikt – poza oczywiście coraz liczniejszymi studentami z Chin nie zagląda. Europejczycy nie lubią wysiłku, o wiele wygodniej jest przecież żyć w błogiej nieświadomości i wzajemnym cieszeniu się formą niż treścią – aniżeli zdobyć się na nadzwyczajny trud poznania. To wszystko umożliwiły pieniądze przy jednoczesnym odpuszczeniu zasad. Skutki mamy dzisiaj powszechnie jawne i znane. Z czasem będzie jeszcze gorzej, chyba że zdarzy się cud i znajdą się w Europie politycy zdolni do przeciwstawienia się neoliberalnej głupocie zżerającej naszą kulturę i cywilizację od środka gorzej niż nowotwór.

Prawdopodobnym źródłem wszelkiego zła w warstwie programującej naszą percepcję a w konsekwencji zbiorowe oczekiwania jest wieloletnia próba zastąpienia etyki chrześcijańskiej poprzez nieskrępowany konsumpcjonizm wynikający z banalnych obserwacji prostych płaszczyzn wzrostu. Tajemniczy ktoś – w bezosobowej liczbie marketingowców zafascynowanych amerykańskim konsumpcjonizmem namówił polityków do przeniesienia podręcznikowych wzorców z USA na kontynent, w sposób nie uwzględniający naszych podstaw motywacyjnych, które są diametralnie odmienne od tych dla amerykańskiej odmiany kultury zachodniej. W efekcie doszło do wypłukania naszej rzeczywistości z wartości i oczekiwań kształtowanych na podstawie tradycyjnie zdefiniowanych mechanizmów przyczynowo-skutkowych.

Zaistniałej obecnie sytuacji nie da się łatwo odwrócić, chyba że pojawiłyby się okoliczności zmuszające nas do współdziałania i mobilizacji – np. zagrażający przyjętemu powszechnie w Europie stylowi życia i rozumienia rzeczywistości. Niektórzy wieszczą konflikt cywilizacji, jednakże będzie on raczej tylko jednym z aspektów globalizacji konfliktu o podział surowców i dostęp do rynków. Proste pompowanie gospodarki pieniędzmi doprowadzi tylko do hiperinflacji. To jedynie kwestia czasu i naszego przystosowania się, albowiem okaże się, że biedni nadal są biedniejsi od tych także zubożonych bogatych.

5 komentarzy

  1. Wierny_czytelnik

    Niesłychanie intrygujące podejście do tematu. Gratuluję, gdyż tak chyba nikt w tym kraju nie myśli.

  2. :))
    Wszelkie pomysły opierające się na stymulowaniu gospodarki polegające na “dolewaniu” pieniądza są delikatnie mówiąc o kant d.. rozbić.
    Pieniądze te oddadzą wraz z odsetkami, Chińczykom, Rosjanom albo innym Brazylijczykom, nasze dzieci i wnuki.
    A można przyspieszyć gospodarę zmieniając idiotyczne przepisy. Przepisy krępujące gospodarkę, działalność gospodarczą. JA NIE CHCĘ OBNIŻENIA PODATKÓW zaakceptuję, ich podniesienie, ale muszę uzyskać coś w zamian. CHCĘ stabilnych, jasnych, jednoznacznych przepisów podatkowych, cywilnych. NIE CHCĘ uznaniowości, nie chcę sraczki ustawodawczej, nie chcę wtrącania się państwa w moje decyzje gospodarcze.
    Chcę sam decydować o mojej emeryturze, chcę sam decydować o tym komu i jak powierzam moje pieniądze.
    Nie chcę żyć w państwie, które za mnie decyduje o mojej przyszłości zaciągając miliardowe zobowiązania – by kupić kiełbasę wyborczą.

    I skończył mi się czas…a powinienem jeszcze popisać…

    Leszek.

    • wieczorynka

      @Leszek; najbardziej zgadam się ze stwierdzeniem “jasnych, stabilnych i jednoznacznych przepisów dotyczących prawa podatkowego i cywilnego” od siebie dodam prawa pracy również. Popieram przedsiębiorców,których nazywam pracobiorcami, ponieważ to właśnie pracownicy, których zatrudniają sprzedają przedsiębiorcom swoje umiejętności i swoją pracę.
      Reasumując zarówno przedsiębiorcy jak i pracownicy są sobie wzajemnie potrzebni. Jako najbardziej szkodliwy element widzę tu wysoko postawionych i wysoko zarabiających biurokratów nadto przejętych swoją rolą.

  3. Ciekawy aspekt pan poruszyl. Moim zdaniem problem z europejska interpretacja liberalizmu jest duzo glebszy i rozpoczal sie juz wiele lat temu. Zanegowano nie tylko wartosci chrzescijanskie, ale rowniez dziedzictwo greckie i rzymskie. Sprytnie podmieniono etos pracy/wyrzeczen/poswiecen/moralnosci na prymitywny etos “konsumujcie ile wlezie”. Niesety to co w USA dziala, takze dzieki temu, ze sprzyja temu geografia (brak wrogow w sasiedztwie oraz bogactwo surowcow) w Europie nie ma prawa funkcjonowac zbyt dlugo. Europa wyprzedala to co miala najcenniejsze, czyli przewage technologiczna i naukowa Azjatom to teraz bedzie musiala zapracowac na byt d..a, dokladnie tak jak pan napisal. Ale euroidioci i tak tego nie pojma, az bedzie za pozno.

  4. Bardzo ważny i znaczący tekst.
    Nie wiem, ale według mnie koresponduje z LISTEM OTWARTYM Jarosława Gowina do kolegów i koleżanek w PO, bo też nawiązuje do wartości.
    Z tym że @Autor nie jest Panem Gowinem i nie ma chyba za sobą udziału w sprawowaniu rządów, które tym wartościom zaprzeczają.
    Ale każdy grzesznik, w tym nawet były minister rządu Donalda T. – może się zawsze nawrócić.
    Odejście od wartości jest praprzyczyną nadciągającego kryzysu. Bieda, powracający głód, jak kiedyś na przednówku, dużo czasu pozostawionego bezrobotnym – uwypuklą te cenne przemyślenia @autora.
    Może z tego powstwanie jakieś nowe dobro?
    Oby!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.