Ekonomia

Pomoc publiczna dla LOT-u – ocena z perspektywy klasowej

 Polski rząd nosi się z zamiarem udzielenia pomocy publicznej dla tzw. narodowego przewoźnika lotniczego. Firma jest w złej kondycji finansowej – minister skarbu państwa wypowiedział się publicznie o potrzebie odwołania pana Marcina Piróga z funkcji prezesa spółki. W ocenie pana ministra Mikołaja Budzanowskiego to, pan Marcin Piróg ponosi największą odpowiedzialność za złą sytuację finansową Lot-u. Jest mowa o około 400 mln złotych pomocy publicznej ze specjalnego Funduszu Restrukturyzacji Przedsiębiorców, jednakże pojawiają się głosy, że spółka może potrzebować dwa razy większej ilości pieniędzy. Co ciekawe związki zawodowe w firmie są sceptyczne, co do pomocy publicznej, jak również restrukturyzacji, albowiem stoją na stanowisku, że te działania nie mogą uratować spółki.

Teoretycznie sprawa wygląda w sposób banalny – właściciel spółki – państwo, w osobie pana ministra – zwalnia zarządzającego swoją spółką i obiecuje jej dać pieniądze na restrukturyzacje. Wszystko jest, zatem w porządku – być może około 500 pilotów i 800 stewardes i stewardów uratuje swoje miejsca pracy, a „narodowy” przewoźnik nadal będzie obsługiwał swoje połączenia. Jednakże sprawa ma też drugie dno – klasowe, albowiem pomoc publiczna bez względu na to, z jakich pieniędzy pochodzi, jeżeli pochodzi z budżetu, to zawsze jest pochodną podatków lub innego typu dochodów publicznych, – czyli nas wszystkich.

Jeżeli zatem, pomoc dla tej firmy ma pochodzić od nas wszystkich, to zastanówmy się, kto – komu dopłaci do biletów! To jest kuriozalne, ale nagle, bowiem sprawa ma zupełnie inny kontekst i ukazuje się w odmiennym świetle. Przecież robotnicy z Radomia, bezrobotni z Bytomia, wygłodniali bezrobotni z Łodzi – nie latają samolotami Polskich Linii Lotniczych! Jednakże z ich i im podobnych podatków – mają być dofinansowane linie lotnicze – obsługujące elitę i osoby na tyle zamożne, że stać je na korzystanie z linii „normalno rozkładowych”, albowiem mała skala działalności LOT na polu tzw. tanich linii lotniczych w istocie się nie liczy w odbiorze społecznym. Trzeba zadać pytanie, czy to jest normalne, żeby miliony ludzi – borykających się z codziennym dojazdem do pracy autobusem lub tramwajem, ewentualnie korzystających z dramatycznych w naszym kraju połączeń kolejowych – miało dofinansować wygodę latania dla bogatych?

Nie może być na to zgody. Potrzeba latania samolotem nie jest człowiekowi niezbędna do życia, do większości miejsc w Europie można dotrzeć autokarem, – co robi dominująca większość społeczeństwa! Alternatywnie, jeżeli już ktoś chce latać to z zasady wybiera tanie linie lotnicze, albowiem koszt przelotu to sprawa zasadnicza. Na tych samych trasach w Europie można lecieć za 2000 zł i za 100 zł! Tylko ktoś bogaty wybiera to droższe połączenie, no chyba, że ktoś leci na koszt formy – bogatej korporacji, albo państwowego molocha, którego stać na wszystko albowiem najczęściej jest quasi-monopolistą! To patologia! Po prostu okradanie narodu w biały dzień i to z uśmiechem na twarzy! Dodajmy, że przecież nasz rząd także korzysta z samolotów tej nieszczęsnej firmy – w związku z tym, urzędnicy mają interes kastowy w jej finansowaniu. To jest skandal! Unia Europejska powinna zakazać udzielania jakiejkolwiek pomocy tej firmie.

Jeżeli ktoś organizuje działalność lotniczą – musi liczyć się z kosztami. Jeżeli bierze się za to państwo, to najlepiej niech od razu da sobie spokój, albowiem nie dość, że oferta cenowa przewoźnika nie należała do najtańszych, jak również przegląd destynacji nie zachwycał, to jeszcze się okazuje, że po okresie dobrej zabawy m.in. lotów do Tbilisi za kilkaset złotych! Państwo, czyli my wszyscy musimy jednak do tych tanich biletów – naszej elicie słono dopłacić.

Nie może być na to zgody. W kraju jest o wiele więcej biedy niż to, żeby się użalać nad biedaczkami – burżujami, którzy nie będą mieli, czym latać. Owszem warto uwzględnić pewne argumenty o interesie narodowym w kwestii organizacji siatki przewozów, jednakże trzeba na sprawę popatrzeć także przez szkło powiększające kryzysu. Może po prostu my Polacy nie nadajemy się do prowadzenia konkurencyjnej działalności gospodarczej w międzynarodowych przewozach pasażerskich? Może lepiej byłoby się wyspecjalizować np. w Cargo? Natomiast obsługę ruchu osobowego powierzyć tanim liniom i dużym międzynarodowym przewoźnikom? Niestety – zawsze jest coś za coś. Tutaj nie ma powodu, żeby miliony biednych ludzi miały dopłacać do biletów lotniczych elicie, która w ten sposób jest utrzymywana pod luksusowym kloszem wygody i ciągłego dotowania!

Nie może być zgody na pomoc publiczną dla Lot! Biedni nie będą płacić za wygodne latanie bogatych!

3 komentarze

  1. Przegląd destylacji? Czy mówimy o monopolu spirytusowym?

  2. mroczny i sprawiedliwy

    Tak naprawdę pokazuje to prawdziwą twarz rządzącej nami elity. Przypomnijcie sobie Państwo pokazywane parę tygodni temu w mediach kłopoty Centrum Zdrowia Dziecka. Szpital ten ma około 200 mionów długu z przyczyn systemowych. Ale szpital pieniędzy od Państwa Polskiego nie dostanie w tych trudnych chwilach pomimo tego że to jeden z najlepszych szpitali w Europie leczący szczególnie trudne przypadki, a LOT dostanie kilkaset milonów. Dlaczego tak się dzieje? Proste w Centrum Zdrowia Dziecka leczą się wszyscy z całej Polski, prości młodzi ludzie, często biedni, a samolotami PLL LOT lata w większości tzw. polska elita. Dlatego rządzącym bardziej zależy na Locie i lekką ręką rząd RP wyłoży kilkaset milionów dla tej firmy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.