Społeczeństwo

Pomimo dobrej zmiany co piąty Polak nadal chce emigrować zarobkowo!

 Dobra zmiana, dobrą zmianą, ale nadal co piąty Polak i co piąta Polska chce emigrować zarobkowo do bogatszych krajów Unii Europejskiej. Nie można się temu dziwić, jeżeli weźmiemy pod uwagę różnice w możliwych do uzyskania dochodach, jak również jakości życia przestrzeni oferowanej przez Polskę i przez przeciętne kraje zachodnie. Dzisiaj wszędzie, nawet w pogrążonej w kryzysie Grecji nie jest gorzej niż w Polsce, co żeby sobie uświadomić, trzeba wyjechać chociaż na przysłowiowe kilka dni. Wszystko się liczy, nawet a może i zwłaszcza klimat.

Polska nadal nie oferuje możliwości ponad wegetację – mówimy o przeciętnych warunkach i możliwościach dla przeciętnych ludzi, mających przeciętne kwalifikacje i bez tzw. pleców, którzy nie są w stanie załatwić sobie np. etatu w Spółce Skarbu Państwa jako wybitny specjalista od PR oraz zasiadać w trzech radach nadzorczych innych tego typu spółek. Mówimy o zwykłych ludziach, żyjących w zwykłych warunkach.

Niestety te nadal nie zachwycają i nie pomoże tutaj żadna dobra zmiana, ani żadne inne zaklinanie rzeczywistości. Dla ludzi liczą się głównie trzy rzeczy – dobra praca, miejsce zamieszkania oraz adekwatny do oczekiwań warunkowanych poziomem rozwoju cywilizacyjnego poziom usług publicznych, tj. komunalnych i przede wszystkim opieki medycznej. W naszym kraju wszystkie trzy elementy nadal szwankują i są kulawe, albo wręcz destrukcyjne.

Przede wszystkim praca w Polsce to nadal rarytas, zwłaszcza tzw., dobra praca, pozwalająca człowiekowi na zarobienie tyle pieniędzy, żeby było go stać na zapewnienie sobie i swojej rodzinie możliwości funkcjonowania w istniejących standardach cywilizacyjnych. O pracy umożliwiającej spełnianie pasji, realizowanie się twórcze itd. To może sobie pomarzyć większość społeczeństwa, niestety ze względu na przyjęty model rozwoju gospodarczego, dominująca część ofert pracy, to prace proste, ewentualnie średnio złożone, które są wynagradzane słabo lub przeciętnie, a pracodawca nie widzi konieczności dbania o pracownika, ponieważ w każdej chwili może go zastąpić kimś innym, kto nie będzie stawiał warunków. Niestety to głównie wina państwa, ponieważ nie było w stanie narzucić takich warunków regulujących zatrudnienie, żeby zmusić obie strony stosunku pracy do lojalnej współpracy, szanującej ich interesy. Pracobiorca jest w naszym Kodeksie pracy traktowany jak niewolnik, zwłaszcza po ostatnich zmianach dotyczących elastyczności czasu pracy za rządów pana Tuska i pana Kosiniak-Kamysza. Nie ma równości, więc jest tak, jakby byśmy pracowali u wroga w okupowanym kraju. Polacy nie przykładają się do słabo wynagradzanej pracy, w której nie ma stabilizacji. Niestety sytuacja na rynku pracy zmienia się na niekorzyść, bo wiele prac prostych i średnio złożonych już dzisiaj obstawiają goście ze Wschodu, powoduje to wzrost nieuczciwej konkurencji i generalne obniżenie stawek wynagrodzenia, po prostu eliminujących obywateli polskich zobowiązanych do płacenia w Polsce podatków z wielu miejsc zatrudnienia.

Jeżeli chodzi o mieszkanie, to stały problem. 27 lat rządów postsolidarnościowych nie było w stanie tego problemu rozwiązać. Wypracowany przez neoliberalną gospodarkę model budowania za pieniądze hipoteczne, został domknięty tzw., hipoteką zwrotną, czyli skrajnym już przykładem eksploatacji ludzi przez system finansowy. Mówimy o systemie, odzierającym całe pokolenia Polaków z własności. Jest to w swojej istocie system dla ludzi cały czas żyjących w nędzy i uzależniający ich od kredytów. Nie da się problemu mieszkaniowego rozwiązać inaczej, niż w formie własności publicznej – substancji mieszkaniowej. Jednakże i to nie zaspokoi wszystkich potrzeb. Przekłada się to na skłonność ludzi do zakładania rodzin, dzietność i innego rodzaju decyzje życiowe, które są albo opóźniane, albo nie udają się zgodnie z wzorcem społeczno-cywilizacyjnym, właśnie dlatego ponieważ ludzi nie jest stać na własne mieszkanie. Poza tym liczy się także ich jakość. Tutaj przede wszystkim chodzi o powierzchnię oraz o dostępność różnych funkcji związanych z ich architekturą, aranżacją oraz położeniem. Niestety – parking, udogodnienia dla niepełnosprawnych, strefy bezpieczeństwa (oddymiania itd.), to nadal rzadki luksus.

Kwestia usług publicznych składających się na jakość naszego życia jest poważnym problemem. Nie da się ukryć faktu, że nastąpiła generalna poprawa w tej kwestii, głównie dzięki funduszom pomocowym Unii Europejskiej, jednakże nie nastąpił skok jakościowy w znaczeniu cywilizacyjnym. Nadal samochód jest traktowany jako coś lepszego w miastach. Na prowincji jest niezbędny do przemieszczania się. Samo to stawia nas gdzieś w połowie lat 70-tych, jeżeli chodzi o rozwój sfery transportu publicznego w państwach Zachodu. Podobnie jest w innych kwestiach, w ogóle samo bycie pod władzą państwa polskiego to powód do wielu krzywd i niesprawiedliwości. Załatwienie najprostszych czynności urzędowych, to w wielu przypadkach dalej kpina i droga przez mękę. O drodze elektronicznej to można sobie pomarzyć. Porażka państwa w kwestii informatyzacji do usług publicznych jest powszechnie znana, nawet stanowi już przedmiot badania co najmniej dwóch instytucji śledczych (i bardzo dobrze). Jednakże to, co ludzi najbardziej szokuje i złości to tzw. służba zdrowia, czy też publiczny system opieki zdrowotnej opłacanej z naszych składek (para podatków) na Narodowy Fundusz Zdrowia. Tutaj w zasadzie wszystko jest źle, czego po prostu nie da się zrozumieć i nie ma sensu się na ten temat rozpisywać, ponieważ stan problemu jest powszechnie znany, na pewno każdy z państwa Czytelników, ma własne doświadczenia, przeważnie trudne jeżeli chodzi o tą sferę usług publicznych. Przy czym warto zwrócić uwagę na jedną rzecz, rządzący popełnili systemowy błąd, budząc lęk obywateli przed nieuprawnionym wzywaniem Pogotowia Ratunkowego. Już samo zmienienie tego elementu w systemie, na mniej więcej taki standard dostępności jaki pamiętamy z końcówki państwa ludowego – bardzo istotnie poprawiłoby dostępność do opieki medycznej w odczuciu społeczeństwa, jak również już sam element psychologicznego bezpieczeństwa byłby bardzo ważny, wręcz fundamentalny.

Całość tych spraw, w tym przede wszystkim pieniądze, decyduje o tym, że w Polsce nie chce się żyć. Jeżeli ktoś – mówimy o ludziach przeciętnych o przeciętnych zdolnościach i oczekiwaniach, chce się dorobić własności, w Polsce nie ma na to szans. Nasz system wyklucza możliwość akumulacji kapitału, jeżeli chce się żyć zgodnie ze standardami kulturowo-cywilizacyjnymi, czy też przynajmniej do nich nawiązywać, nadążać. Nie można więc mieć pretensji do ludzi, że chcą stąd wyjechać, ponieważ chociaż rok pracy na Zachodzie, może przyczynić się do odłożenia kapitału pozwalającego np. na zakup samochodu średniej, dobrej klasy w wieku kilku lat, a nie kilkunastu. Te tendencje się nie zmienia, do póki nie będzie podniesiony poziom dochodów i nie poprawią się warunki życia. Przy czym trzeba pamiętać, że powyższe to ocena z perspektywy miejskiej. Na wsiach i w małych miasteczkach bywa naprawdę ciężko i żadnej nadziei na nic. To jest dopiero smutne.

6 komentarzy

  1. To i tak mało.

    Jak dojdą prześladowania za np. zbyt późne wywieszenie flagi, spóźnianie się na Mszę, albo i czytanie artykułów publikowanych na łamach Obserwatora Politycznego – to ta liczba wzrośnie do 30%.

    Tylko że wówczas będą już pozamykane szlabany na granicach Polski.

  2. Mam wrażenie, że w Polsce próbowano i dalej próbuje się zbudować klasę polskich kapitalistów według zasady, że pierwszy milion trzeba ukraść. Przedsiębiorczy rodacy szybko zauważyli, że państwo zbytnio się nie wtrąca w relacje pracodawca-pracownik i wprowadzili wiele ciekawych “innowacji”. Niestety nie były to innowacje z obszaru rozwoju wysokich technologii a jedynie z pola jak najwydajniejszego wykorzystania siły ludzkiej. Okazało się, że niewielu polskich kapitalistów ma pomysł,wiedzę, fantazję na nowatorską produkcję lub usługę, która będzie mogłaby konkurować z zachodnimi produktami. Marża, na sprzedaży prymitywnych produktów lub usług jest tak niewielka, że wystarcza jedynie na dostatnie życie sprytnego kapitalisty. Dla pracowników zostają jedynie marne ochłapy pozwalające wegetować. Aby trwać w tej sielance giganci “innowacji” chętnie godzą się z emigracją swoich rodaków jeśli pozwala im się zapełnić lukę jeszcze tańszymi pracownikami z Ukrainy. Wystarczy tylko spojrzeć jak reklamują się agencje sprowadzające pracowników ze wschodu: zmotywowani pracownicy pracujący 10-15h 6 dni w tygodniu, zwalniasz kiedy chcesz, nie płacisz na L4, itp. Jeśli to ma być nasz atut w starciu gospodarczym z innymi to nie oszukujmy się, daleko nie zajedziemy. Kiedyś skończą się tani robotnicy albo szybciej zachód wprowadzi tak powszechną robotyzację, że polskie tanie usługi staną się zbędne. Zatem, żadne programy rządowe, które nie będą ukierunkowane na zapewnienie godnej pracy dla ludzi nie są w stanie wyhamować emigracji. Oczywiście problem nie jest trywialny, konia z rzędem temu, kto obmyśli plan, który nas wyrwie z tego zaklętego kręgu. Ja w pierwszym rzędzie postawiłbym na promocję kształcenia młodzieży, ze szczególnym uwzględnieniem przekazywania prawdziwego obrazu świata nieskażonego ideologiami. Między innymi poprzez odbudowanie międzypokoleniowego przekazywania doświadczenia w przemyśle, wszędzie tam gdzie jeszcze pozostali jacyś specjaliści. Może udałoby się zaszczepić w nowym pokoleniu żyłkę innowacji zamiast kombinacji.

  3. Przykro czytać ten artykuł, ja widzę sytuację zupełnie inaczej. Od ponad roku poszukujemy pracowników do montażu instalacji wentylacji, klimatyzacji i serwisu instalacji w budynkach – oczywiście nie trzeba mieć tak szerokich umiejętności, są to różne stanowiska pracy. Na rynku pracy w ogóle nie ma ludzi z kwalifikacjami. Stawka dla montera w firmie to 2500 zł na rękę, osoby z większym doświadczeniem (brygadzista) zarabia 3300 – 4000 zł, uwzględniając nadgodziny miesięczne wynagrodzenia rosną średnio o 20% do 30%. Oczywiście nadgodzin jest dużo, ale to jest też efekt braku pracowników w firmie. Podsumowując pracownik fizyczny na budowie zarabia od 3000 do 6000 zł. Czy to są tak słabe warunki? Ja w roku 2005 / 2006 pracowałem fizycznie zarabiając 900 zł + 300 zł premii, którą w ciągu 6 miesięcy dostałem tylko raz – w innych miesiącach była w całości zabierana, np. za wzięcie 2 dni urlopu w miesiącu straciłem 300 zł. W mojej ocenie Polska się bardzo rozwinęła w ciągu ostatnich 12 lat. Aktualnie sam prowadzę firmę i zatrudniam 8 osób, pamiętam jakie kiedyś miałem problemy jako pracownik i wiem jakie mam obecnie mam z pracownikami. Główny problem to brak chęci do pracy, rozwoju zawodowym, podnoszeniu swoich kwalifikacji, w większości pracownicy chcą iść po możliwie najniższej linii oporu. Społeczeństwu ciągle jest wpychane głów, że w kraju jest źle i nie ma pracy. Na różnych portalach ogłoszeniowych od półtora roku mamy wciąż zamieszczone 4 do 6 ogłoszeń z informacją o etatach, miesięcznie dostajemy dosłownie kilka CV. W roku 2015 przez firmę przewinęło się około 28 osób z czego na stałej umowie zostały 4, pozostałe pracowały od kilku godzin do kilku miesięcy. O problemach ze spóźnieniami, alkoholem, nie efektywną pracą nie będę wspominał, ale trzeba było tolerować takie wynaturzenia w chwili kiedy termin oddania inwestycji się zbliżał, a brakowało monterów. Reasumując, jest źle, jeśli polak w Polsce nie potrafi nauczyć się się zawodu i zarabiać 4 – 5 tyś, to faktycznie zostaje tylko wyjazd za granice i zmywanie naczyń lub składanie kanapek.
    Do autora artykułu – zrób proszę analizę, jakie umiejętności i kwalifikacje mają osoby w Polsce, które poszukują pracy od kilku lat. Jak często ludzie idą na studia i w ogóle nie zamierzają pracować w wyuczonym zawodzie, robią to tylko po to, aby “mieć studia”. Przeprowadziłem kilka rozmów z pracownikami w wieku około 30 lat – pytam co chcesz robić w życiu, jak się rozwijać, człowiek tylko się uśmiecha, patrzy na mnie jak na idiotę i odpowiada, że nie ma pojęcia, będzie co ma być. Natomiast po pracy w pierwszej kolejności idzie do sklepu kupić 3 piwa, to chyba wystarczająco dużo wyjaśnia…

    • To są efekty zacofania naszego społeczeństwa, promocja na każdym kroku kombinatorstwa a nie solidnej pracy. Z takiego społeczeństwa wyrastają politycy i właściciele firm co powoduje dodatkowe dodatnie sprzężenie zwrotne tych negatywnych cech. Ponadto, w naszym państwie wiele rzeczy opiera się na udawaniu. Wyśrubowane normy, wymagania, kwalifikacje, realnie nie do osiągnięcia, po czym wszyscy udają, że je spełniamy i na papierze jesteśmy potęgą. Może czas postawić przed ludźmi realne wymagania, przeprowadzić narodową edukację jak wygląda obecnie świat, wbić do głów, że bez ciągłego dokształcania nie da się już funkcjonować, oraz w końcu może państwo zaczęłoby publicznie, swoim autorytetem promować uczciwość, solidność oraz obnażać i ośmieszać kombinatorstwo i udawanie.

      JAK PAN MYŚLI KIEDY CZYTELNICY OP PRZESTANĄ UDAWAĆ, ŻE WSPIERAJĄ SWÓJ PODOBNO ULUBIONY PORTAL? WEB. JÓZ.

    • wieczorynka

      Pracodawcy świetnie płacą za umiejętności w danej dziedzinie (i tak powinno być), dlaczego zatem pracodawcy tak bardzo bronią się przed podwyżką płacy minimalnej. Tak zwany elastyczny czas pracy, umowa cywilno-prawna gdy chodzi o zatrudnienie de facto brak związków zawodowych to przywileje pracodawców, większość pracowników pochodzi z Agencji itd. Znam kilku pracodawców i wielu pracowników zatrudnianych przez tychże. W miarę też wiem co nieco jaki jest standard życia nieuka/pracownika i łaskawcy/pracodawcy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.