Społeczeństwo

Pomiędzy Berlinem a Mińskiem jest Warszawa, a w Warszawie… cuda!

 Pewien zaprzyjaźniony Niemiec, inżynier w dużej firmie amerykańskiej posiadającej olbrzymi oddział w Niemczech został poproszony przez inną niemiecką firmę jako wsparcie doradcze (techniczne) w jej inwestycji na Białorusi. Sytuacja jest śmieszna, albowiem wszyscy wiedzą, że pod płaszczykiem niewielkiej niemieckiej firmy (kilkanaście milionów Euro obrotu) działa i wchodzi olbrzymi globalny koncern, ale nikomu to nie przeszkadza, ani w USA, ani w Niemczech i już na pewno nie na Białorusi. W każdym bądź razie tenże niemiecki inżynier – człowiek w wieku dojrzałym, doświadczony życiowo, już po sukcesie zawodowym, ojciec trojga dzieci – nie może się nadziwić, nie Białorusią i nie Mińskiem, w którym przychodzi mu żyć co trzy miesiące przez dwa miesiące w roku, ale właśnie naszą Warszawą, przez którą przejeżdża jadąc na miejsce inwestycji i do domu.

Wedle pana inżyniera Polska to wspaniały kraj, znakomite drogi, Warszawa to piękne miasto (starówka), ale jakoś chaotycznie zbudowane (książka o Powstaniu wyjaśniła zdziwienie charakterem i rozproszeniem zabudowy), nawet Pałac Kultury i Nauki mu się podoba, ponieważ widział bardzo podobne budownictwo w USA, gdzie uwielbia jeździć na wakacje, albowiem jest wielkim miłośnikiem Ameryki (gdzie mieszkają jego dzieci).

Białoruś także wedle naszego niemieckiego sąsiada jest cudowna. Jednakże widać dystans jaki dzieli Mińsk od Warszawy, przy czym stolica Białorusi wedle naszego niemieckiego przyjaciela jest o wiele czystsza. Tamże mieszka on w nowoczesnym osiedlu udostępnionym jego firmie przez białoruskich partnerów. Osiedle jest ultranowoczesne – w zasadzie nie ma na nim Białorusinów w odizolowanej – zamkniętej części, w której mieszkają pracownicy zagraniczni. Wszyscy są zadowoleni, zakupów praktycznie tam nie robi, jedzenie zapewnia pracodawca, a to co potrzebuje kupuje on i cała brygada w Polsce, bo jest uwaga – lepsze i tańsze.

Trudno orzec, ale wizja, że jedzenie w Polsce jest tańsze niż na uboższej od Polski Białorusi jest dla nas szokiem, z pewnością Niemcy nie umieją kupować na placach targowych, najlepiej tych półlegalnych, gdzie lokalna białoruska inicjatywa sprzedaje wspaniałe wędzonki, boczki, kiełbasy i półtusze! Rzeczywiście próba wyprawy na bazar skończyła się dla naszego przyjaciela lekkim strachem, ponieważ mówi tylko po Niemiecku i Angielsku, stosunkowo szybko zorientował się że lepiej jest mówić tam po Angielsku, zwłaszcza przy ludziach starszych. Irracjonalnego lęku Niemca przed tym, że zostanie oszukany przez Rosjan nie da się w żaden sposób wytłumaczyć, no ale to jego życie i jego decyzje. W każdym bądź razie długie nudne dni pomiędzy poszczególnymi naprawami lub kalibracjami aparatury, czy też oczekiwanie na dosłanie części z USA, Chin lub Polski przez Niemcy – nasz przyjaciel postanowił wypełnić sobie obserwacją spraw lokalnych.

Mińsk piękne miasto, zadbane, czyste, chodniki równe, ruch uliczny regulowany przez milicję, na głównych ulicach można czuć się bezpiecznie – wycieczka z aparatem skończyła się jednak wylegitymowaniem przez dwóch mężczyzn w skórzanych kurtkach z groźnym i zdecydowanym wzrokiem. No nie można bezkarnie fotografować lokalnej siedziby „czegoś tam”, ale pomnik Lenina nie tylko można, ale nawet trzeba – podobnie jak niezliczone czołgo-pomniki i inne temu podobne dowody na zwycięstwo Białorusi w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.

Z czasem pobytu tam, nawiązały się znajomości, może nawet przyjaźnie, Białorusini okazali się bardzo przyjaznymi i ciepłymi ludźmi, do tego stopnia, że nie ma możliwości, żeby nasz Niemiec spędził weekend w domu sam – stale jest gdzieś zapraszany, to chrzciny, to ślub, to zwykłe imieniny, okazji nigdy nie brakuje. Doszło do pogłębionej fraternizacji, przyjęcia dzieci na wakacje w Niemczech, załatwił komuś jakieś elementy stomatologiczne podobno bardzo tanio itd.

Jednym z elementów zaprzyjaźniania się były także rozmowy o codziennym życiu o warunkach życia, o aspiracjach mieszkańców, o sytuacji politycznej, o białoruskim sposobie widzenia świata i innych takich sprawach dnia codziennego. Nasz Niemiec widząc przysłowiowe M3 w bloku z białej cegły nieocieplonym, z balkonem zamienionym w szklarnię – dodatkowy prawie pokój – nie mógł się nadziwić ichniejszej zaradności i zdolnościom do przystosowywania się do nawet najtrudniejszych warunków. Wszyscy żyją, nikt nie narzeka, a był uprzedzony przez autora tegoż artykułu o tym jak wyglądają realia życia w Polsce i jakie są różnice. Bywał w sklepach widział, że nie ma większej różnicy cenowej, owszem są rzeczy nieco tańsze, ale generalnie poziom cen polskich ocenia na około 70% cen niemieckich, przy czym ich promocje są o wiele lepsze – więcej oferują.

Słuchając opowieści o warunkach życia na Białorusi, zwłaszcza o poziomie cen – nasz Niemiec przeraził się nie na miarę, do tego stopnia, że pytał się tut. autora, czy to prawda i czy to możliwe, żeby ceny na Białorusi były praktycznie takie jak w Polsce, albo ciut wyższe, przy czym często widział tam polskie lub generalnie europejskie produkty. Nasz Niemiec nie mógł uwierzyć, że pomimo tego że tam jest trochę drożej niż tutaj, ludzie tam praktycznie nie narzekają, tylko cieszą się z tego co mają, chociaż przeciętnie zarabiają mniej od Polaków, co przejawia się np. w samochodach jakimi jeżdżą.

Porównanie warunków życia w Warszawie, Berlinie i Mińsku dla naszego Niemca wypadało najkorzystniej na rzecz Berlina, ponieważ można tam najwięcej kupić za przeciętną pensję, a koszty stałe – związane z utrzymaniem mieszkania nie są tragicznie wysokie w stosunku do zarobków tak jak w Polsce. Na Białorusi są niższe i to jest chyba jedyny powód, dla którego rodzą się tam jeszcze dzieci. Mińsk właśnie przez to, że jest o wiele tańszy do życia w rozumieniu kosztów utrzymania, które w ogóle dla gościa z zagranicy nie istniały – został uznany za drugie miejsce pod względem jakości życia, z tym zastrzeżeniem, że nie za białoruskie zarobki. Natomiast Warszawa przegrała w pełni, ponieważ zarobki ma prawie Białoruskie, a ceny nieruchomości przekraczają ceny Berlina – windując koszty życia do niebotycznych wartości, nieznanych w zachodniej Europie jako relacja kosztów do przeciętnych dochodów. Niemiec stwierdził, że nie wie jak to robią Białorusini, że żyją w tamtych warunkach – jak podkreślił prawdopodobnie chyba tylko dzięki niskim kosztom utrzymania, natomiast nie potrafił sobie wyobrazić, jak można przeżyć w Polsce za 3000 zł, gdzie wynajęcie mieszkania kosztuje 2000 zł a opłaty 1000 zł. Zupełnie poważnie uznał, że My Polacy jesteśmy dobrymi kombinatorami i na pewno nie jest tak jak starano się mu przedstawić, o czym świadczy elementarna matematyka. W Mińsku „tanio”, w Berlinie normalnie a w Warszawie – cuda!

Wniosek: najlepiej pracować w Niemczech, żyć w Niemczech, omijać Warszawę a wakacje spędzać na Białorusi – jeżeli ktoś lubi lasy – wedle zapewnień naszego przyjaciela z Niemiec – jest to kraj nieograniczonych możliwości.

6 komentarzy

  1. Nie dziwne. Ale smutne…

  2. Pisałem już o tym , ale nie chcieliście uwierzyć

    • O czym “tadeusz” pisałeś?
      I nie uwierzyli?
      Wielu już przychodziło i nie rozpoznali, nie uwierzyli…
      Bądź pozdrowiony.

    • Czytałam komentarze i od czasu do czasu udaje mi się rozmawiać z poznaną rodziną z Białorusi. Białorusini i to spora ich część wcale nie życzą sobie, takiego kapitalizmu jaki jest obecnie w Polsce. Zbyt dobrze pamiętają pierestrojkę, która najbardziej dokuczyła zwykłym mieszkańcom. Pozdrawiam w.

  3. Sympatycznie opisana Białoruś, Polska oczami Niemca. Znam zbliżoną historię. Francja opisana oczami Amerykanina a konkretnie oczami Nowojorczyka, równie sympatycznie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.