Soft Power

Polskie nagrania jednak pełną parą i z przytupem!

 Polskie nagrania pokazały swoją siłę, jednak idą pełną parą i z przytupem! Dzieją się proszę państwa rzeczy niesłychane, których mechanika jest arcyciekawa. Można tylko współczuć panu Giertychowi tej parszywej prowokacji, której ofiarą właśnie się stał, jednakże tutaj możemy być pewni, że ten pan sobie poradzi i warto mu na tej drodze życzyć wszystkiego najlepszego, albowiem o ile w zupełności nie zgadzamy się z jego światopoglądem a przede wszystkim wizją państwa, to trzeba wyraźnie powiedzieć – jeżeli facet pił – miał prawo „bredzić” do woli! Wypicie 0,75 litra wódki dla każdego dorosłego mężczyzny w jeden wieczór to ilość powodująca uwolnienie języka, wesołość albo sen z utratą przytomności. Panowie widocznie mieli dobre jedzenie i sobie dogadzali ile się dało, więc wyszło jak wyszło, no a że został nagrany to już inna kwestia.

Najciekawsze w ten sprawie jest to, co pchnęło inicjatorów akcji do ujawnienia nagrań na pana Giertycha? Tutaj mechanika jest kluczowa, albowiem ustalenie kto tym steruje jest już możliwe, albowiem widać co wyzwala akcje. Mianowicie pan Giertych pozwolił sobie w pewnym bardzo popularnym programie telewizyjnym na zadanie publicznego pytania o fragment życiorysu pana redaktora czasopisma, które opublikowało stenogramy i nagrania „na polityków”. Otóż bowiem okazało się, że ten pan przez dość długi czas był w Federacji Rosyjskiej – gdzie przecież musiał jeść i gdzieś spać. Znając praktycznie nieskończoną gościnność i serdeczność Rosjan, trzeba sobie uświadomić, że na pobyt w Rosji trzeba mieć wizę, albo status azylanta. Poza tym, ceny tam a zwłaszcza w Moskwie i innych największych miastach po prostu przerażają. Wynajęcie mieszkania w Moskwie to kwota co najmniej 3000 zł miesięcznie – za „cokolwiek” na obrzeżach. Jedzenie codzienne to około 100 zł jeżeli się gotuje samemu. Tam nie ma tanich rzeczy! Jak w takich realiach przetrwać prawie trzy lata jeżeli się nie jest zdolnym programistą ani nie mającą do siebie szczególnego szacunku młodą i atrakcyjną kobietą?

Oczywiście sedna sprawy pan Giertych nie powiedział, jednakże dla większości komentatorów w naszym życiu publicznym otwartym stało się pytanie o rzekomą współpracę tegoż pana redaktora ze służbami specjalnymi obcego mocarstwa. W konsekwencji mamy proszę państwa „taśmy”, czy też raczej nagrania na pana Giertycha, które praktycznie jeżeli są prawdziwe oznaczałyby w kraju standardowym koniec jego zawodowej kariery. Jednakże tu jest Polska i wszystko jest możliwe. Żyjemy w kraju, w którym standardy oceny i margines hipokryzji są tak rozchwiane, że wszystko, naprawdę każde matactwo, nawet „piwotalne robienie łaski” jest możliwe bez mrugnięcia okiem i to w wykonaniu ujadających rzeczników przegranej sprawy, którzy przemalowali swoje garniturki na inny kolor. Więc w tej sytuacji prawdziwe jest zdanie, że nic nie ma znaczenia, albo że wszystko się liczy.

Moglibyśmy całą nową aferę „wyśmiać”, jednakże tutaj naprawdę przeraża i szokuje powyższy kontekst. Oczywiście wiadomo, że nie ma na nic dowodów i w ogóle samo sugerowanie czegokolwiek jest najdelikatniej mówiąc nietaktem, jednakże stało się – uderzono w stół, a nożyce nie tylko zabrzęczały, ale podskoczyły i wpiły się w blat! Szokuje to w jaki sposób można zaatakować człowieka po prostu wyciągając na niego trupa z szafy. Warto zadać poważne pytanie – jaka była tak właściwie skala tych nagrań?

Nie nam oceniać i nie nam stawiać się w sytuacji redakcji tego czasopisma, jednakże wykazali już tendencję do zdrowego rozsądku – informując o swoich nowych publikacjach publicznie z wyprzedzeniem wobec ewentualnych działań służb bezpieczeństwa. W związku z tym, podejmując się takiego procederu, który obciąża przecież zarówno wydawcę, redakcję jak i poszczególnych redaktorów – musieli się czymś zabezpieczyć. Biorąc pod uwagę w co i kogo uderzają, jedynym zabezpieczeniem jest niepublikowanie najbardziej kompromitujących materiałów! Jedynie bowiem mając je jako zabezpieczenie, o którym inni wiedzą że będą ujawnione np. w przypadku dziwnego wypadku którejś z zaangażowanych osób i w tym podobnych sytuacjach. Inaczej trudno jest w ogóle wyobrazić sobie możliwość prowadzenia działalności na taką skalę i wymierzoną w taką ilość ludzi i ich interesów.

Nie dajmy się zwariować. Jeżeli pan mecenas Giertych rzeczywiście podjął próbę stworzenia działalności przestępczej, której celem działania miało być szantażowanie ludzi bogatych, to TRZEBA MU TO UDOWODNIĆ. Trudno uznać rozmowę przy wódce z adwokatem za coś innego jak np. próbę prowokacji, którą przecież sam zainteresowany mógł także nagrywać. Natomiast, żeby postawić tak poważne oskarżenia – takiemu człowiekowi, to jest po prostu szaleństwo i skazanie się na długotrwały proces, poza tym ilu można mieć wrogów? To jest naprawdę istotne pytanie w dzisiejszej Polsce. Istotniejsze jest tylko: Qui bono? (czyja korzyść?)…

3 komentarze

  1. No to może zastanówmy się publicznie,”czyja korzyść”…
    napisałem zdanie , ironizując. Temat śliski i wcale
    nie krotochwilny, wręcz momentami trąca o czarny
    kryminał…czy aby za dużo nie napisałem, w temacie?
    Wszystko (niestety),jeszcze przed nami.

  2. wieczorynka

    Proponuję rozwiązanie problemu podsłuchów osób publicznych, panowie zamówcie sobie pizze przez telefon i problem z podsłuchami z głowy, jednocześnie budżet zyska.

  3. Z tej całej afery wynika pusty śmiech ino…
    Ale i gorzki niezwykle…
    Bo wygląda na to że podsłuchiwali wszyscy wszystkich: służb tajnych i jawnych dziesiątka bez mała, dziennikarze, partyjniacy z wszelkich partii, obce wywiady pewnie też…
    No i kelnerzy…
    A jak kelnerzy to pewnie i sprzątacze, kucharki i kto tam jeszcze tylko chciał…

    Jeżeli to jest zjawisko już KULTUROWE i tak powszechne to przestanie niebawem wzbudzac emocje i nalezy zmienić prawo, zezwolić na podsłuchiwanie wszelakie…
    Najlepiej wszczepiać wszystkim takie mikrofoniki z nadajnikami…
    I tyle…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.