Kultura

Polski Instytut Sztuki Filmowej – zbytek w czasie kryzysu?

 Zastanawiającą jest pozycja ustrojowa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, tak proszę państwa – ustrojowa, albowiem w naszym kraju, gdzie jedynie państwo jest mecenasem jakiejkolwiek twórczości – nawet tworzenie filmów urasta do rangi zadań administracji państwowej. Utworzenie specjalnego podmiotu – powołanego do prowadzenia spraw publicznych na zasadach autonomicznych było jednym z ostatnich efektów rządów skompromitowanej moralnie polskiej lewicy. Polski Instytut Sztuki Filmowej został powołany w zasadzie nie wiadomo, po co, poza jedną zasadniczą sprawą – rozdziałem pieniędzy z dotacji publicznych na twórczość artystyczną. Dlatego jest w swojej istocie tylko i aż tylko administracją specjalną, której rolę powinna pełnić zwykła komórka przy ministrze kultury, albowiem nie są to sprawy wymagające wielomilionowego budżetu na obsługę, jak również powoływania specjalnej protezy pośredniczącej, jaką jest w istocie Instytut. Jest to jedna z tych instytucji, których likwidacja nie tylko spowodowałaby oszczędności finansowe w budżecie państwa, ale z pewnością wpłynęłaby uzdrawiająco na realia funkcjonowania bardzo istotnej dziedziny sztuki, jaką jest sztuka filmowa. Nie stać nas na zbytek, ani tworzenie specjalnej administracji powołanej do zadań tak abstrakcyjnie odległych od problemów nękających ten kraj jak tworzenie warunków do rozwoju kinematografii!

Instytut działa na podstawie ustawy z 30 czerwca 2005 roku o kinematografii i własnego statutu. Jest on państwową osobą prawną powołaną w celu wspierania kinematografii, realizuje on zadania z zakresu polityki państwa w dziedzinie kinematografii, w szczególności przez: tworzenie warunków do rozwoju polskiej produkcji filmów i koprodukcji filmowej; inspirowanie i wspieranie rozwoju wszystkich gatunków polskiej twórczości filmowej, a w szczególności filmów artystycznych w tym przygotowania projektów filmowych, produkcji filmów i rozpowszechniania filmów; wspieranie działań mających na celu tworzenie warunków powszechnego dostępu do dorobku polskiej, europejskiej i światowej sztuki filmowej; wspieranie debiutów filmowych oraz rozwoju artystycznego młodych twórców filmowych; promocję polskiej twórczości filmowej; dofinansowywanie przedsięwzięć z zakresu przygotowania projektów filmowych, produkcji filmów, dystrybucji filmów i rozpowszechniania filmów, promocji polskiej twórczości filmowej i upowszechniania kultury filmowej, w tym produkcji filmów podejmowanych przez środowiska polonijne; świadczenie usług eksperckich organom administracji publicznej; wspieranie utrzymywania archiwów filmowych; wspieranie rozwoju potencjału polskiego niezależnego przemysłu kinematograficznego, a w szczególności małych i średnich przedsiębiorców działających w kinematografii.

To szczytne cele, jednakże czy one w ogóle powinny być w orbicie spraw zainteresowania państwa? Przecież jak inaczej rozumieć hasło: „zadania z zakresu polityki państwa w dziedzinie kinematografii”? Czy państwo w ogóle powinno mieć jakiekolwiek zadania w dziedzinie kinematografii? Przecież jest wolność działalności twórczej – każdy filmy kręcić może? Pisać scenariusze? Krytykować je! Dyskutować na temat twórczości, – co ostatnio stało się nawet sprawą polityczną! Nie ma nigdzie zdefiniowanych zadań z zakresu polityki państwa w dziedzinie kinematografii – a przynajmniej nie ma zdefiniowanych wprost, albowiem wyprowadzać zadania z ogólnych kompetencji na rzecz ochronę kultury i jej rozwoju to można zawsze. W Konstytucji w art. 6 znajdujemy jedynie zapis o stwarzaniu warunków upowszechniania i równego dostępu do dóbr kultury, będącej źródłem tożsamości narodu polskiego, jego trwania i rozwoju. Nic o zadaniach z zakresu polityki państwa w dziedzinie kinematografii tam nie ma! W zasadzie można obronić tezę, że kinematografia nie jest zadaniem państwa w ogóle, aczkolwiek nie można też zaprzeczyć, że wspieranie jej powinno być zadaniem państwa w ramach wspierania działalności kulturalnej. Tylko w ten sposób, można uzasadnić istnienie tego typu tworów administracyjnych jak przywołany Instytut.

Podkreślmy – nie oceniamy jego działalności, która jest jak najbardziej pozytywna i przynosi nadspodziewanie interesujące owoce, liczy się sama zasada – czy państwo powinno się takimi sprawami w ogóle zajmować? Alternatywnie, czy nie można zwykłego rozdzielnictwa pieniędzy zorganizować w inny sposób? Czy musi być do tego powołany specjalny instytut z wyodrębnioną strukturą – dyrekcjami i całą aparaturą administracyjną? Jest kryzys – tnijmy!

One Comment

  1. Dlaczego nie lubi Pan @krakauerze Pani Agnieszki Odorowicz?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

four − 4 =