Polskę w sercu noś

 

My urodzeni

2011-10-16
Poznań

w drugiej połowie
w czasach kiedy
komunizm z ludzką niby twarzą
po cichu robił i tak swoje
gardząc Narodem
łżąc w żywe oczy
idąc w zaparte na całego
pluł swą szpetną mordą
w zastraszone oblicza nasze

dziś
dziś nie umiemy odnaleźć swego miejsca
dziś Bóg dla nas obcy i daleki
dziś znamy tylko Jego sfałszowaną karykaturę
którą wciąż nam się narzuca na oczy
wiary bowiem nie wywiedliśmy z domu
nadziei bożej z domowego ogniska
wtedy była zakazana przez wrogi światopogląd
odgórnym zaleceniem nieludzkiego ustroju
a tak ochoczo wielbionym
przez tych którym serca zwiedzono na drogę zagubienia
oni nie zniknęli z dnia nadzień
nadal są między nami
nadal z przekory przyzwyczajenia i nienawiści
mnie i tobie szkodzą po dziś dzień

dla nas tak zwana Ojczyzna
jedynie wredną macochą
nie mając już nic do zaoferowania
pogardzana w sercach naszych oszukanych
może stąd tylu spodlonych
na dobrowolnej emigracji za żebraczym chlebem
bo nas nikt nie uczył jak mamy kochać
jedynie pogardę nam wpajano zamiast miłości

my urodzeni
w drugiej połowie
oszukani przez życie
zbałamuceni przez nienawistnych ludzi
a mimo to wciąż ślepi nierozumni i głusi
nadal dajemy się
wodzić za nos na pokuszenie łatwej imitacji życia
drżące chciwością wyciągamy dłonie
by tylko brać brać brać
by jak najwięcej dla siebie zagarnąć
by więcej więcej więcej
by tylko dla siebie dla siebie dla siebie
by się nachapać byleby tylko mieć
by tylko brać by nigdy nic nikomu nie dawać
bo tylko ja i tylko moje i tylko mnie
i nic ani nikt dla mnie nie liczy się

wicher historii potępieńczy chichot niesie szatana
ten śmieje nam się w twarz
żyjemy z serem złamanym z nie naszej winy
ze zbrukaną duszą przez własną niewiedzę
a jeszcze bardziej przez naiwną durnotę
ze straconą nadzieją
i przetrąconym kręgosłupem
bez własnej woli
bez czystego sumienia
uśpieni za życia
uśpieni od urodzenia

któż zechce wyciągnąć pomocne do nas dłonie
kto wyrwie ze śmierci objęć wrogich
kto wybudzi ze snu złego co pierś koszmarem dusi
kto otrze obłąkane oczy nieumiejące widzieć brata swego w potrzebie
kto serce rozbudzi miłością możliwą wciąż od nowa a nawet na przekór
kto Ojczyźnie pokaże jak służyć z miłości mocą
kto dziś kto mnie kto

my urodzeni
w drugiej połowie
pokolenie nowe nie znające apokaliptycznej trwogi
dzieci ocalałych z wojennej pożogi tych co wówczas byli młodzi jak dziś my
wychowani bez wartości
bo nikt nie dbał o nie w czasach pogardy i upodlenia
oszukani przez życie które miało być złotem
a okazało się głupotą i omamieniem
trwamy biernie
obojętnie mijamy Ojczyzny w potrzebie
wołane o pomoc o serc zaangażowanie
głusi na skargi rodzimej Ziemi
głusi na jęki uciśnionych

my zrodzeni
w drugiej połowie
napiętnowani epoką
słusznie minioną
nie rozumiemy
że owoc zła sam z siebie nie znika
jego korzenie wciąż trwają w nas
oddech jego srogi nadal nad karkiem dyszy naszym

życie nasze samolubne
nikomu nie ujmuje cierpienia
nikomu nie niesie nadziei
nikomu nie poda dobrego słowa
nie chcemy uwierzyć
że w niewoli
choćby luksusowej
zawsze jest gorzej
zawsze nieludzko
i że pamięta się tylko
co dobre uciekając od koszmaru wspomnień
od wolności uciekamy ciągle
choć ona nam dana krwią ojców naszych
nie chcemy jej darów
wolność nam jest za trudna

nam to obojętne
nam tam wszystko jedno
byleby tylko mnie żyło się lepiej
byleby mnie żyło się jako tako
cóż zatem obchodzić miałby mnie
los obcego przecież Człowieka
czemu miałbym nieść mu pomoc
czemu miałbym skoro niczego nie zyskam
co mnie po takiej Ojczyźnie
co mnie po Wolności byle jakiej
dlaczego miałbym się w cokolwiek angażować
dlaczego miałbym tu jeszcze pozostać
skoro tam na obcej ziemi
może być mnie lepiej
cóż z tego że kosztem najbliższych
cóż z tego że zacząć trzeba od poniewierki
ja współczesny dobrowolny niewolnik
dusze i ciało oddałem za mamony kęs

nas łatwo zwieść
nas łatwo oszukać
nas łatwo omamić
bezwolna z nasz tusza
pustka w nas przeszłości
pustka bez ducha
pustka nie zamieszkana przez Boga
dajemy się złowić na piękne słówka
dajemy uwieść kłamstwu każdemu
nikt nie zważa na to
że przecież bez pokrycia
nadal powtarzane obietnice
perliste słowa mamią blaskiem i chwałą
a wnętrze ich puste i martwe
a wnętrze ich jadowitym kłamstwem

większość z nas w złym czasie czerwonego wschodu
miała się nie najgorzej w niewolnej przeszłości
większości z nas nie gnębiła bezpieka
większości z nas nie prześladowano za wiarę i poglądy
większość z nas za nasze dziś
nie musiała zapłacić własnym życiem
większość z nas nie musiała wyrzec się siebie
większości z nas nikt nie szantażował nie gnoił nie beształ z błotem
zmuszając do haniebnej współpracy wbrew złamanej męką woli
większości z nas nie zbrukano sumienia
u większości z nas sumienie spało spokojnie
gdy u bliźniego rewizję czyniła bezpieka
większości z nas nie zabito najbliższych

dziś sami zaprzedajemy siebie z ochotą
martwym obietnicom bez życia
serca w nas zastygłą lawą
dusze w nas samotne i zapomniane
myśl zastała i nieruchliwa w nie-użyciu wciąż bywa
jesteśmy tylko namiastką życia pożądania odruchem
tresowani do nie-bycia nie-myślenia bez-sprzeciwu
zatruci kłamstwa słowem martwe wiedziem życie

my zrodzeni
w drugiej połowie
w świecie niewoli
w czasie bez przyszłości
w epoce bez nadziei
wciąż nie umiemy przebudzić się ze złego snu
wciąż nie potrafimy Bogu zaufać Jemu dać się odszukać
wciąż nie chcemy prawdziwie Ojczyzny pokochać
wiernie Jej służyć swoim prawym życiem

dla nas poczętych
w drugiej połowie
nie wszystko jednak stracone
na naszych szczęśliwych oczach skruszały niewoli kajdany
na naszych oczach oszczędzonych dla życia rozbito podziałów mury
na naszych oczach Bóg powstał z martwych serc i dusz
nie zginął nadal żyje w udręczonym narodzie
powrócił z wygnania zapomniany w epoce bez-boga
wyszydzany w czasach nie-dla-ludzi
świętość Jego rozlewa się w dzisiaj
nasz czas ubogi
by zrodzić i w nas
życia nić nadziei
dla Ojczyzny uratować
ludzi zacząć kochać

my poczęci w świecie
z którego wypędzono Boga
żyjemy nadal z Jego woli
w wolnym świecie gdzie staje się Jego chwała
On wierny pozostał nam ludziom nijakim szarym zagubionym
choć myśmy znów pokazali plecy z najgorszej
ludzkiej strony grzechu
dziś uczy miłosiernie przebaczać
lecz nie zapominać co działo się złego
niepamięć gorsza jest bowiem od śmierci
wybaczyć trzeba zapomnieć nigdy nie wolno

życie póki w nas trwa
daje nam szansę i ratunek
dziś czas jest dla nas dobry na to
by oczy otworzyć by zbudzić się wreszcie
by się w Bogu odrodzić do nowego życia
by podjąć odpowiedzialność za darowane życie

my poczęci
w drugiej połowie
w epoce nienawiści człowieka
dzięki łasce Boga
Cywilizację Miłość możemy
naszymi rękami współtworzyć

nie zginęła i nie zginie
więc podnieś dumne swe czoło
Ojczyzna to Naród
Ojczyzna to ty cóż że ubogiś i słabyś zagubionyś
w końcu przebudzą się w nas sumienia
w końcu otworzymy oczy
przestaniemy samych siebie zwodzić i oszukiwać

my zrodzeni
w drugiej połowie
wciąż jeszcze mamy szansę
życiem swym przyszłość zmienić
dla tych co przyjdą po nas
nam wciąż jeszcze do Boga
jest po drodze za życia
nam Ojczyzna jest zadana w miłości trudzie

Adam G. Grzelązka

 

Zbliża się 11 listopada. Czas szczególny dla naszej Ojczyzny. Dobry to moment na poezję patriotyczną. Dotychczas w swoich esejach prezentowałem niedługie wiersze. Tym razem, ze względu na doniosłość tematu – zapraszam do lektury i zagłębienia się w poemat.

Co znaczy w XXI wieku być Polakiem? Czym jest i skąd się bierze patriotyzm? Dla mnie to pytania wciąż aktualne. Wciąż nie do końca wypowiedziane, zapoznane, rozwikłane. Dla mnie patriotyzm nie jest czymś ani prostym ani oczywistym. Nie wyniosłem jakiejś szczególnej miłości do Polski z rodzinnego domu. Ale i nie wyniosłem dla niej ani obojętności, ani tym bardziej wrogości. Nie mogę poszczycić się jakimiś patriotycznymi historiami moich przodków. Właściwie mogę powiedzieć, że dla mnie patriotyzm jest sprawą dojrzałości i wyboru. Jestem Polakiem i jestem z tego dumny.

Żyję w czasach ani lepszych, ani gorszych niż inne. Są to po prostu czasy mojego istnienia. Nie jestem nikim szczególnym, wiec mój wpływ na kształt tego świata nie jest szczególnie wielki. Przynajmniej pozornie. Tak naprawdę bowiem wpływ na naszą rzeczywistość ma każdy z nas. Każdy mój wybór, każdy mój dzień kształtuje to, w jakiej Polsce żyję. W końcu to ja głosuję lub nie i wybieram lub nie zapobiegam w żaden sposób, by rządy sprawowali ci albo inni, a nie całkiem ktoś inny. Mój bunt lub zgoda cicha na zastaną rzeczywistość wpływają na kształt i szybkość przemian.

Oczywiście – w pojedynkę niewiele dokonam. Czyż jednak lawina nie zaczyna się od jednego niepozornego kamyczka? No, ale jeśli mnie się nie chce ruszyć liter wiadomych, nie chce nic poza narzekaniem, cóż się dziwić, ze jest jak jest.

Mogę jeszcze inaczej. Mój mój, moje, dla mnie, o mnie. Nic ode mnie, Nic dla ciebie. Ja i tylko ja. Nikt więcej. Można tak. Nie oceniam nikogo. Obserwuję jednak fakty. Iluż jest takich, którzy myślą tylko o sobie, o własnej wygodzie. Ile małżeństw, ile rodzin rozpadło się z powodu emigracji zarobkowej? Ta sama energia, jaką włożyli w wątpliwej wartości pracę na zachodzie, włożona w Polskę dokonałaby choćby tylko  – ale zawsze niewielkiego przełomu i zmiany na inne. Śmiem wątpić, czy polska emigracja zarobkowa jest szczęśliwą zbiorowością ludzi. Jednak wyjechali. Nie widzieli innego wyjścia. Mieli marzenia i tylko tam, a nie w Ojczyźnie mogli je zrealizować. Niewielu się udało. Zachowali i godność i tożsamość. Nieliczni przeszli zwycięsko przez tę krwawą próbę.

Jestem Polakiem. Uczę się tego. Uczę się, jak nim być. Uczę się mojego człowieczeństwa. Polskość jest wpisana w naszą kulturę. Częścią tej kultury jest literatura. istotną częścią literatury jest i poezja. To poezja nauczyła mnie kochać ojczyznę. Nie tylko ona. Ale w dużej mierze. Ufam, że choć w części zdołam spłacić ów dług przodkom dokładając choć kilka wartościowych utworów do kolekcji polskiej poezji patriotycznej.

Pisać o Polsce nie jest łatwo. Łatwo jest zbanalizować temat. Niełatwo przecież świadomie swą polskość przeżywać. Poezja patriotyczna wymaga szczególnego zaangażowania się w temat. Wciąż tego próbuję i wciąż odczuwam niedosyt. Nie wystarczy znajomość historycznych faktów. Trzeba pójść głębiej, a może nieco obok. Trzeba wczuć siew ducha czasów, by zrozumieć, o co chodziło naszym przodkom, a co obecnie jakbyśmy nieco zagubili.

Łatwo było walczyć o Polskę i polskość przez 123 lata niewoli. Łatwość ta kosztowała setki tysięcy życie, zesłanie, poniewierkę, dożywotnią emigrację. łatwo było walczyć w czasach Solidarności o Polskę jutra.

Tak wiec owo „jutro” mamy dziś. I co? I nic. Dziś nikogo na zsyłkę nie wywożą. Nikogo w łagrach nie osadzają. Nikt nie jest prześladowany. Chyba że za swą katolicka wiarę. Pozornie jest ok. Pozornie jest super. Pozornie jesteśmy wolni. Pozornie jesteśmy u siebie i na swoim.

Dwadzieścia kilka lat wolnej Polski poczyniło jednak ogromne spustoszenia w naszych sercach i umysłach. Daliśmy się zwieść i oszukać. Daliśmy się omamić. Staliśmy się bezmyślną tłuszczą. Bezrozumną masą, którą z łatwością wodzi się za nos i utrzymuje w ciągłej bierności. Którą na dodatek udało się odciągnąć nie tylko od Ojczyzny miłowania, ale i od szacunku i miłości do Boga.

Należę do pokolenia, które w dorosłość wchodziło już w wolnej Polsce. Naprawdę nie wiem, czy być mam z tego dumnym czy winienem się tego wstydzić. Jednak chyba i jedno i drugie. Dumny jestem z mojej ojczyzny. Wielki to kraj o wspaniałej kulturze. Wstydzę się swojej obojętności bierności.

Tylko ode mnie zależy, co będzie dalej. Tylko ode mnie zależy, czy i jak pokocham moją ojczyznę. Tylko ode mnie zależy, czy podejmę się trudu jej obrony i jej budowania. Pomimo przeszkód i bezradności. Żaden czyn i żadne słowo nie są bez znaczenia. Co bowiem u ludzi słabe i bez znaczenia, z mocą Bożą jest nie do zatrzymania.

Rozejrzyj się dookoła siebie. Może ktoś potrzebuje twojej pomocy. Może warto się w coś zaangażować. Może warto coś zorganizować. Może warto poszukać ludzi, którzy maja podobne pragnienia i cele. Może warto ofiarować ojczyźnie samego siebie. Może w końcu nadszedł i twój czas.

Najważniejsze, aby się nie zniechęcać. Najważniejsze, aby nie pozostawać dłużej biernym, obojętnym, nijakim, letnim. Zaangażuj się w to, co dobre i wartościowe. Zaangażuj się w przyszłość naszej Polski.

Jeśli czytasz – czytaj, co polskie i co dobre. Nie cokolwiek. Czytaj, co najlepsze. Kupuj co najlepsze i polskie. Wspieraj tych, co mają coś do powiedzenia.

Jeśli piszesz, pisz dla Polski. Pisz dla pokrzepienia serc. Pisz dla zachęty. Pisz dla potomnych.

Niezwykłe jest to, że Niepodległość wspominamy ledwo kilka dni po Uroczystości Wszystkich Świętych. Znakomita okazja powspominać naszych bliskich. Powspominać tych, którym polskość swą zawdzięczamy.

7 myśli na temat “Polskę w sercu noś

  • 8 listopada 2012 o 13:48
    Permalink

    Fantastycznie napisane i jak najbardziej na czasie. Jesli moge od siebie dodac kilka slow luznych obserwacji, to moim zdaniem nie tylko 20 ostatnich lat “wypralo” obecne pokolenie z jakiegos systemu wartosci, ale raczej poprzednie lata za PRLu (choc i to nie do konca jest prawda, gdyz Koscioly byly pelne i byla to jakas forma podtrzymania Polskosci). Po prostu w ’89 spoleczenstwo nie bylo zupelnie przygotowane do zderzenia z agresywna kultura “ja” odmienianego na kazdy sposob. Zachod doskonale o tym wiedzial i doskonale to zagospodarowal dla wlasnych profitow. Dzialo sie to zreszta za przyzwoleniem “styropianowych” elit, ze pozwole sobie przypomniec jednego elektryka, ktory mial przeskoczyc plot, a teraz mowia ze go motorowka przywiezli. Po tym jak zostal prezydentem, zachecal inwestorow zza wielkiej wody do inwestowania mowiac, ze na glupocie zarabia sie duze pieniadze. Rzeczywiscie, dalismy sie oszukac i omamic. To moje zdanie, oczywiscie mozna sie z nim nie zgodzic, tyle tylko ze wyjazd na Zachod pokazuje kraje Europy funkcjonujace zupelnie inaczej, co podkresla kazdy emigrant, wiec jest to widoczne. Mniejsza z tym, czy to pojmowanie rzeczywistosci przez emigrantow jest swiadome lub nie, moim zdaniem nie da sie okreslic emigracji jednoznacznie jako negatywnej. Jest to okupione czesto dramatycznymi wyborami osobistymi, z drugiej strony jednak daje mozliwsosc zobaczenia normalnie funkcjonujacego Panstwa. Do czasu, az obecne elity nie zostana usuniete Polska normalnym Panstwem nie bedzie. Emigracja plus te indywidualne przypadki zdrowego myslenia w kraju daja nadzieje na to, ze jest to mozliwe. W koncu Mojzesz dluzszy czas sie blakal po pustyni zanim doszedl do celu, a wiec da sie.
    Ma Pan calkowita racje, iz odbudowac wspolnote, narod, Polske mozna tylko powracajac do wartosci republikanskich od najnizszych szczebli swojego otoczenia. Do tego trzeba pokonac wrodzona biernosc i pasywnosc Polakow, a tego nie zrobia za nikogo administratorzy III RP. Trzeba sie do tego zabrac samemu.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • 9 listopada 2012 o 04:28
      Permalink

      To prawda, daliśmy się okraść z czegoś bardzo wartościowego: z naszych wartości. Czas przemiany nie był dla nas łatwy. Kłopot w tym, że przemiany przeprowadzali, a śmiem nadal tak uważać, przeprowadzają po dziś dzień ludzie wrodzy Polsce, wrodzy Bogu i wrodzy człowiekowi. Z wyjątkami oczywiście, na szczęście w miarę licznymi. Dopóki Bóg Honor Ojczyzna nie będą priorytetami, w polityce nic się nie zmieni. Pieniądz wyznacza swoje prawa i ma całą resztę w zasiedziałych literach czterech. Nie mamy co liczyć, że zmieni się cokolwiek odgórnie. Zatem może trzeba od dołu. Zrzeszać się, angażować społecznie, protestować, a przede wszystkim darować innym drobinę naszej obecności, życzliwości, czasu i talentów. Popierajmy to, co Polskie. Nie negując przy tym tego co obce tylko dlatego, że obce. Ale może warto mieć coś nieco gorszego, ale polskiego. Może warto bym zjadł gorzej, bo drożej, ale w maleńkim prywatnym sklepie kupował zamiast w markecie. Ja ciut stracę, ale moje zakupy komuś pozwalają się utrzymać na rynku pracy. Ważna jest też samo-edukacja, by ów Zachód, o którym Pan wspomina, nas nie kiwał. Wiedza to potęga. Ale musi być zdrowa. Prawdziwa. Trzeba mądrze czytać. Może warto raz w tygodniu odpuścić sobie TV i sięgnąć po książkę. Np. po poezję 😀 Może wówczas byłoby nam poetom łatwiej cokolwiek wydawać. Nie bylibyśmy niewolnikami wydawnictw, które zazwyczaj po prostu nas ignorują, bo nie da się na nas zarobić. Od roku czasu szukam wydawnictwa, które zechciałoby wydać kolejny tomik. Bez szans, a na wkład własny finansowy mnie nie stać. Ani nie znam nikogo, kto chciałby się Mecenau podjąć i pokryć owe koszta. Lekko nie jest. Ale nie ma się co zniechęcać. Jednym moje wiersze się nie podobają, innym wręcz przeciwnie. Wszystkim nie dogodzę. Po prostu piszę dalej, uczę się robić to coraz lepiej – taką mam nadzieję przynajmniej. Może ktoś gdzieś kiedyś dostrzeże, dłoń wyciągnie, pomoże… Może komuś serce się wzruszy, komuś łzy się otrą, ktoś się zainspiruje, komuś pocieszenie będzie dane podczas czytania, słowo otuchy… Kto wie, gdzie jak i kiedy Bóg zechce posłużyć się naszymi talentami.

      Odpowiedz
      • 9 listopada 2012 o 09:46
        Permalink

        Moim zdaniem problemem polskich elit jest z jednej strony powierzchownosc wiedzy, najlepszy przyklad to pan Balcerowicz, ktory ekonomie uznal za technokratyczna zabawe, zupelnie nie przejmujac sie skutkami spolecznymi, o niedouczonych historykach zasiadajacych w parlamencie juz nawet nie wspominam. Z drugiej strony bylo/jest zindoktrynowanie pod tytulem walczymy do upadlego ze wszystkim, co bylo zwiazane z PRL. W ten sposob rozmontowano sluzby specjalne i skutecznie “zreformowano” edukacje (praktycznie na kazdym poziomie) tak, ze jest na nizszym poziomie niz byla. Zamiast ze wszystkim walczyc jak z diablem, nalezalo to wykorzystac. Preferowano wylanie dziecka z kapiela. Przykladow jest wiecej, z prywatyzacja na czele. Teraz wiadomo, ze mozna bylo zrobic to jak Korea Pld. (z rolniczego kraju, pariasa Azji zrobiono ultra-nowoczesny kraj), czy Tajwan. Podobna droga ida Chiny, ale z racji wielkosci nie jest pewne ze wszystko sie uda.
        Polska nie tylko, nie ma szczescia do wielkich ludzi, nie ma tez zupelnie szczescia do pragmatykow w polityce. Pieniadze same w sobie to rzecz neutralna, mozna wykorzystac zarowno dobrze, jak i zle. Noz kuchenny takze mozna wykorzystac dobrze i zle, jak i wiekszosc rzeczy martwych.
        Osobiscie majac dosc medialnej papki, zutylizowalem odbiornik TV w miejscu do tego przeznaczonym. 🙂
        Jak najbardziej sie zgadzam z Pana wnioskiem, robic swoje, nawet jak pod gorke i nie przejmowac sie malkontentami, ktorych w Polsce ponad miare. Ponadto organizowac sie i interesowac lokalna spolecznoscia, w tym jest sila, choc i owszem wymaga to poswiecen.

        Odpowiedz
  • 8 listopada 2012 o 19:16
    Permalink

    Obawiam się, że zarówno poemat jak i komentarze wyrażają rodzaj histerii, której i tak mamy w nadmiarze. Świadczą o tym zarówno wzmianka o tym, że “było łatwo” w czasach nienormalnych jak i dopatrywanie win obcych i szatana, gdy w normalnych warunkach nie wszystko idzie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Sądzę, że zamiast dramatycznego apelu bardziej na miejscu było by zastanowieniem nad realnymi sposobami na osiągnięcie choćby niewielkiej poprawy we własnym otoczeniu.

    Odpowiedz
    • 8 listopada 2012 o 20:22
      Permalink

      Pozwolę sobie wiec zapytać o jakieś sugestie nad tymi realnymi sposobami niewielkiej poprawy we własnym otoczeniu. Troche brzmi to jak apele z epoki słusznie minionej w rodzaju “weźmiemy sie i zrobicie”. 🙂

      Odpowiedz
      • 9 listopada 2012 o 04:12
        Permalink

        Przestanie brzmieć tylko w jednym przypadku: jeśli się zaangażuję i przejmę inicjatywę. Niemniej konkrety nie są proste. Wciąż ich szukam. Również chętnie nadstawiam ku nim ucha. Do pytania jak najbardziej się przyłączam. Przykład, cóż mogę jeden od siebie, osobisty. Moje krwiodastwo zaczęło się od apelu mojej znajomej: potrzebna krew dla kogoś tam. Odpowiedziałem na jej apel, a obecnie po prosu oddaję mniej lub bardziej regularnie – przecież komuś się to przyda. Komuś życie uratuje. Drobiazg, ale dla kogoś ważny. Poza tym warto szukać sobie podobnych. Samemu ciężko coś zdziałać. Ja moje zaangażowanie religijne realizuję w ramach duszpasterstwa, którego jestem członkiem. Sam tak usłyszałem o Bogu, teraz dzielę się tym z innymi. Z patriotyzmem można podobnie. Tu niestety trochę jednak trudniej jest znaleźć. Ale nie ma rzeczy niemożliwych. Poemat, który tu prezentowałem powstał w ramach przygotowań do spotkania autorskiego dla Związku Działkowców Polskich. Taki był mój wkład w obchody rocznicy niepodległości. Wiele osób jednak go współtworzyło poprzez przygotowanie owego spotkania, wystrój sali, wypieki itd. Drobiazgi na miarę możliwości. Ci jednak nie byli tylko biernymi widzami – ci coś zrobili dla innych, po cichu, skromnie, od siebie. I tak trzymać. Warto to naśladować. Nie jest ławo wyjść poza myślenie: należy mi się, nie chce mi się, popatrzę sobie. Próba wyjścia poza własny egoizm często boli, czasem spotyka się z brakiem zrozumienia i śmiesznością. Daje jednak swoistą cichą satysfakcję: miałem w tym swój drobniuteńki udział. Było warto.

        Odpowiedz
    • 9 listopada 2012 o 04:00
      Permalink

      Należę do pokolenia, które patriotyzmu musi uczyć się samo na własnym bolesnym życiu. Minione słusznie czasy były trudne a “łatwość” jest zwrotem ironicznym. Możliwe, że warto, bym “podkręcił” tekst, by owa ironia była czytelniejsza – zastanowię się nad tym :). Wina leży po stronie człowieka. Każdego z nas w czasach tamtych żyjących. A zarazem nie tylko po naszej. Czy tego chcemy, czy nie – nasze życie toczy się również na płaszczyźnie duchowej. u zaś złe moce wiele mają do powiedzenia. Bynajmniej nasz w nie niewiara wcale im nie przeszkadza. Jeśli apel skłania do wołania o konkrety – to cząstkowo spełnił już swe zadanie. Niemniej ma Pan całkowitą rację. Tu i teraz, ja a nie kto inny – mam wpływ na niewielki co prawda, jednak realny wpływ na to, co mnie otacza, na ludzi mi bliskich, na wydarzenia. Współczesny patriotyzm domaga się przełożenia go na konkretne zaangażowanie społeczne. Jest jak jest – każdy widzi i czuje to inaczej. Jeśli jednak zechcę podjąć działanie, jeśli komuś jakoś zechcę pomagać, nie pomóc, ale właśnie pomagać, wspierać, umacniać, towarzyszyć, ale nie wyręczać czy zastępować – już zmieniam jakoś mój świat na lepsze. Okazji nie brakuje. Życie bogate jest w inspiracje. Mój gest nie będzie wielki, ale miarę mych możliwości. Coś zmieni – chociażby we mnie, jeśli coś z siebie bezinteresownie ofiaruję drugiemu człowiekowi. Ważne, by każdy z nas przestał w końcu być biernym obserwatorem. Każdy ma jakiś dar, jakiś talent czy umiejętność, którą może ofiarować. Ja radzę sobie z jednym a nie radzę z drugim. Ktoś ma dokładnie odwrotnie. Wspierając się i uzupełniając zmieniamy sobie nawzajem świat na lepszy. Zmieniamy tym samym i Polskę. Bo dobro wyzwala dobro. Tyle że po cichu, skromnie, niekrzykliwie.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.