Społeczeństwo

Czy Polską rządzi lumpenproletariat?

 Zastanawiająca jest hipoteza, zgodnie z którą Polską dzisiaj miałby rządzić lumpenproletariat. To twierdzenie jest zaskakujące głównie dlatego, ponieważ wygłosił je prezes największej partii opozycyjnej, człowiek współodpowiedzialny za wykreowanie obozu rządzącego, który tym stwierdzeniem prawdopodobnie stawia się ponad tym, kim są jego rządzący koledzy i koleżanki.

Samą definicję lumpenproletariatu można sobie sprawdzić w dostępnych w Internecie źródłach, zasadniczo są trafne, chociaż nie można ulec wrażeniu, że pewnego rodzaju filtr klasowy, jakim skażono naszą publicystykę po 1990 roku odciska swoje piętno na wszelkiej percepcji w naszym języku.

Oburzenie pana prezesa partii opozycyjnej wzmogła prawdopodobnie kwiecistość języka nagrywanej części establishmentu. To jest rzeczywiście problem, jednakże nie nasz, tylko osób silniejszym językiem się posługujących. Przy czym uwaga – nie możemy mieć pretensji o to, że dorośli ludzie przeklinają. W dzisiejszej stresującej rzeczywistości w zasadzie trudno jest będąc w obrocie społeczno-gospodarczym, nie mówiąc już o politycznym i nie przeklinać! W zasadzie nawet dziwnym jest, funkcjonuje się w naszej rzeczywistości i się nie przeklina! To chyba nie jest możliwe w naszych realiach. Oczywiście elita jest izolowana, pieniądze bardzo dużo tutaj pomagają w odcięciu się od większości problemów życia codziennego, jednakże te główne – te wielkie problemy pozostają i nie da się nad nimi przejść do porządku dziennego często bez mocniejszego słowa. W ostateczności nasza elita jest tylko i wyłącznie emanacją społeczeństwa, a to już w ostateczności uzasadnia prawo do używania ostrego języka, nawet w życiu codziennym. Samo robienie z tego powodu zarzutu jest infantylne, zwłaszcza w czasach, kiedy film, gazety, portale – pełne są słów najmocniejszych, seksu, skandali i innych konstrukcji werbalnych.

To jest nasza rzeczywistość – uwaga – trzeba ją prostować, trzeba nazywać zło po imieniu, bardzo dobrze, że językoznawcy zwracają uwagę na zachwaszczanie języka, jednakże nie można się obrażać i unosić ponad układ. To jest, bowiem nasza teraźniejszość, takie mamy realia. W ten sposób, jaki możemy odsłuchać – komunikuje się zarówno przeciętny Polak, jak również – jak widać – przedstawiciele elity. To duże spłaszczenie, wręcz zakładające programową egalitarność językową i percepcyjną jest swoistym fenomenem, albowiem we wszystkich szanujących się krajach zachodu tak nie jest. Elity Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i USA – mówią zupełnie innym językiem niż powszechnie się w tych społeczeństwach używa, nie mówiąc już o „slangu”, różnych subkultur, środowisk i regionalizmach tych kręgów językowych. Jednakże naprawdę angielskiemu z wyżyn starych bogatych miast wschodniego wybrzeża USA jest bardzo daleko do slangu gett mniejszości meksykańskiej z Los Angeles. No a u nas jak widać mamy równość, chociaż pod względem językowym, czy też może raczej równanie w dół, ponieważ w towarzystwie ludzi z nizin społecznych w tym elementu kryminalnego z pewnością nikt z nagranych przedstawicieli elity nie siliłby się na grypsowanie.

Nie powinniśmy, więc oceniać charakteru naszych elit na podstawie jedynie kryterium językowego, ponieważ w naszych realiach to nie ma 100% przełożenia na sferę realną. W naszym społeczeństwie hipokryzja jest powszechna, w zasadzie jest ona elementem ubocznym powierzchowności katolicyzmu, jest silnie zaszczepiona w naszej kulturze. Wystarczy zresztą zobaczyć jak łatwo Polacy nabierają się na stary numer polityków, którzy maskują swoim cynizmem – braki w inteligencji. Nikomu to nie przeszkadza, ponieważ Polacy nie są uczeni elementarnych zasad logiki formalnej, przez co nawet występujące w naszym języku słowa klucze decydujące o charakterze wypowiedzi jak „bynajmniej” często bywają źle używane.

Patrząc na zagadnienie lumpenproletariatu trzeba jeszcze uwzględnić kontekst klasowy. Dzisiaj tego elementu klasowego w naszym społeczeństwie nie ma, a jeżeli gdzieś się przejawia to jest w zaniku i powinien być chroniony, jako ewenement kulturowy.

No, a jak się komuś, w tym przypadku prawdopodobnie panu prezesowi partii opozycyjnej nie podoba społeczeństwo naszego kraju, to na to już nic nie poradzimy. Ludzi trzeba akceptować takimi, jakimi są – wielu nie miało szans na edukację, wielu złamało życie. Kim jesteśmy, żeby oceniać innych?

4 komentarze

  1. Demokracja jak widać od lat ma ogromne wady. System wyborczy w Polsce tylko te wady obnaża tworząc dobór negatywny.
    Ani mnie osobiście ani moim znajomym nie przyszło by do głowy omawiać jakieś sprawy słusbowe czy “interesy” w knajpie. Nawet jakby była “monitorowana” przez “służby”. A raczej szczególnie jakby była “sprawdzana”. Przecież natworzono tyle “tajnych policji” że samo się nasuwa iż oni się wzajemnie sami muszą nagrywać i podgryzać…
    Może obracam się w dziwnych kręgach, ale słowa “powszechnie uważane” to się jedynie potrafią wyrwac z ust jak się człowiek trafi w rękę młotkiem gdy wiesza obrazek…
    Z drugiej strony – jest znany jeden doskonały prezydent pewnego miasta, świetny organizator – a słynny z kwiecistego niezmiernie języka. Co bardzo mu pomaga przy kontaktach z podległymi pracownikami jeżeli coś ewidentnie “za…walili” oraz jak wizytuje jakieś miejskie inwestycje…
    O dziwo nikogo to nie oburza, pomaga (działa uzdrowiająco), a społeczeństwu się podoba…
    Można różnie…
    Byle była skuteczność…
    DLATEGO…
    Powtarzam: LOSOWANIE 160 posłów (10 z każdego województwa) plus albo likwidacja Senatu albo Senat powiedzmy 30-osobowy, składający się z wybieranych naukowców i inzynierów z dorobkiem jakimś…

    Losowo wybrani ludzie z “przypadkowego społeczeństwa” będą madrzejsi, kulturalniejsi, bardziej “patriotyczni” niż to co serwuje nam nieusuwalny “establiszment”…

  2. Wierny_czytelnik

    Nie, nami rządzą proto-buszmeni 🙂 Bo to proto-buszmeni żywią się ogonami 🙂

  3. Prezes jest z Żoliborza, zatem ma prawo w stosunku do pozostałych osób używać takich określeń jak lumpenproletariat.
    Natomiast idąc na Pragie, (weź na odwagie) i tu już używamy zwykłego,potocznego i soczystego języka czyli “spieprzaj dziadu”.

  4. Małgorzata Konstańczak

    co prawda nie ma w naszym kraju widocznego lumpenproletariatu jednak duchowa otoczka tej klasy funkcjonuje bezproblemowo.Afera podsłuchowa pokazała jakie asy uzyskały tytuły i stanowiska.tak mogą rozmawiać tylko przedstawiciele lumpenproletariatu i obrażać się za to, że ich podsłuchano.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.