Polska potrzebuje paradygmatu rozwoju… na przed wyborami i po nich

Problemy społeczno-gospodarcze kraju przekraczają możliwości percepcji przeciętnego obywatela. Ich źródła mają charakter strukturalny, ściśle związany ze sposobem funkcjonowania państwa opartym na obowiązującej międzypokoleniowej umowie społecznej.

W wyniku funkcjonowania państwa w okresie “przejściowych” a w istocie pełzających reform ostatnich 20 lat, doszło do zaburzenia łańcucha odtwarzania pokoleń, ponieważ w wyniku zmian kulturowo-ekonomicznych posiadanie dziecka w Polsce A.D. 2011, przynajmniej w mieście jest wyzwaniem i złożonym problemem.

Co gorsza, kraj nasz jest dawcą “żywych organów” lub taniej siły roboczej (jak kto woli)  dla Europy, eksportuje stale b. duże ilości przeważnie młodych ludzi jako pracowników nisko kwalifikowanych do bogatych gospodarek zachodniej UE (co z pewnością jest lepsze niż praca na Kołymie lub stepie).

Można postawić tezę, że od momentu wejścia Polski do Wspólnoty, straciliśmy miasto równoważne Warszawie. Mowa tu o około 2 – 3 mln ludzi, przeważnie młodych, zdolnych do pracy, potrzebujących mieszkań, samochodów, internetu, komórek, tabletów i wszystkiego tego co napędza wzrost gospodarczy, zwłaszcza tak ukochane przez Ministra finansów Vat i akcyzę … Niestety ten potencjał został zmarnowany, a na zachodzie nawet podczas kryzysu żyje się lepiej niż u nas w okresie minionej prosperity. nic się nie da poradzić na odwieczne prawo ekonomiczne zauważone już przez Kopernika.

Nasz problem polega na tym, że wymienione powyżej czynniki, jak również inne, których wachlarza nie da się wymienić bez rozmycia przekazu artykułu (jest ich zbyt wiele i są gatunkowo odmienne), nie są w żaden sposób antycypowane.

Polska potrzebuje p a r a d y g m a t urozwoju, czyli zdefiniowania, jak, w oparciu o co i w jakim kierunku ma się rozwijać! Może być nim oparcie ekonomiki kraju o gaz łupkowy, atom, może być nim postawienie na gospodarkę tradycyjną, na wysokogatunkowe rolnictwo, bio-paliwa, grafen, lub inne (najlepiej powiązane) koncepcje.

Niestety nasz kraj rozwija się jedynie jako “Nebenland”, czyli kraj sąsiedni, którego gospodarka i społeczeństwo podporządkowują się dominującemu sąsiadowi … którego winą nie jest to że jest większy, lepszy, lepiej zorganizowany i bardziej pracowity. Oczywiście w ten sposób można się dobrze i dynamicznie rozwijać, co czynimy, albowiem podczepienie polskiego wagoniku do unijnej a ściślej niemieckiej lokomotywki daje pożądane rezultaty. Jednakże w ten sposób można się rozwijać jedynie do pewnego pułapu, jego limes kreślą używane samochody z Niemiec, gorsze płace za prostsze prace, stałe uzależnienie (brak dywersyfikacji handlu zagranicznego) itd.

Innymi słowy, nie będzie możliwości dogonienia poziomu i potencjału na zachodzie (per capita), albowiem jesteśmy jedynie gospodarką “nadążną” i substytucyjną. Nie posiadamy własnych marek, technologii, instytutów, produktów… Wszystkie te i inne czynniki, powodują, że nasz kraj nie wie w jaki sposób się rozwijać – tak, aby maksymalizować korzyści.

Niestety zbliżające się wybory i oczekiwany okres wyrzeczeń w kolejnej kadencji, źle wróżą dla ustalenia paradygmatu. Straciliśmy rok na zabetonowanie sporu na prawicy sceny politycznej, ze względu na zdarzenie pod Smoleńskiem i jego konsekwencje. A skoro nie ma w kraju nawet świadomości potrzeby ustalenia paradygmatu, to trudno szukać pola do politycznej dyskusji w temacie … na tym polega nasz dramat.

Niestety przy tabloidyzacji życia publicznego, nie ma od tego odwrotu. Ciekawe czy to tak przypadkiem? Czy też, ma to jakiś głębszy sens np. Generalgovernament/Mitteleuropy? zwał jak zwał …

Powodzenia Polsko!

2 myśli na temat “Polska potrzebuje paradygmatu rozwoju… na przed wyborami i po nich

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.