Społeczeństwo

Polska polityka jednego dziecka – cena nienarodzonego pokolenia

 Slogan o polityce prorodzinnej jest już tak abstrakcyjnie wyświechtany, że w ogóle nie może być mowy o jakiejkolwiek ocenie procesu wspierania “produkowania dzieci” przez państwo. Zacznijmy od tego, czy państwo w ogóle powinno się czymś takim jak odtwarzanie się pokoleń zajmować? Owszem robi to, ale dlaczego? Co daje mandat publiczny administracji państwowej do stymulowania porodów – bo taki jest kierunek interwencji? Czy ludzie są już do tego stopnia nieodpowiedzialni, że nie decydują się na posiadanie dzieci z wygodnictwa? Zmiany obyczajowe i pełne już wyzwolenie kobiet spowodowały, że pierwsze ciąże po 30-tce to standard, za który kobiety płacą ryzykiem, a podatnicy większymi kosztami funkcjonowania systemu publicznej opieki nad ciążą. Rozwody będące obecnie standardem przyczyniają się do upadku paradygmatu rodziny, jako podstawowej komórki społecznej, albowiem przeciętna długość trwania nowo zakładanej rodziny to 5-7 lat, potem następuje rozwód, kłopoty z bankiem, kredytem na 35 lat, podział majątku i jak zwykle cierpią dzieci. Przyjmując za wzorzec totalitarne standardy inżynierii społecznej, należy uznać, że tak – państwo jak najbardziej może i nawet powinno wspierać procesy prowadzące do “produkowania dzieci”. W tym zakresie możliwa jest pełna paleta stymulacji – od społeczeństwa teokratycznego, zakładającego zupełne zniewolenie kobiety, po nowoczesny “lebensborn”, w którym kobiety zostawiają dziecko po porodzie – nie ponosząc żadnych konsekwencji prawnych, ekonomicznych i środowiskowych. Niestety tak łatwo tym procesem się zarządzać nie da, więc państwo – niestety nie bogate, nie ma zbyt wielu możliwości na skuteczne interwencje na tym polu, albowiem tylko o interwencjach na zasadzie gaszenia pożarów może być mowa, ponieważ nie starcza nam ani wyobraźni, ani pieniędzy na nic więcej.

Najistotniejszym czynnikiem ograniczającym “produkowanie dzieci” w Polsce jest szerokie rozwarcie nożyc przedstawiających stosunek dochodów do kosztów. Dochody dysponowane “na obywatela” są dramatycznie niskie, ledwo wystarczają na pokrycie kosztów utrzymania się w znaczeniu egzystencjalnym. Rozwój osobowy, edukacja, przyjemności, wypoczynek, podwyższanie standardu życia – to wszystko jest bardzo często nieosiągalne dla młodych (i nie tylko) Polaków. Jeżeli do tego dodamy jeszcze koszty związane z pojawieniem się dziecka lub dzieci, to ryzyko ekonomiczne młodej rodziny powoduje konieczność dramatycznych wyborów (samochód-dziecko), lub innych tego typu problemów mających podłoże ekonomiczne. No, bo niby jak dwoje ludzi żyjących za pensję minimalną ma samodzielnie nabyć lub wynająć mieszkanie i jeszcze do tego stworzyć rodzinę? Przecież za około 3200 zł to jest niemożliwe! A jednak Polacy tak żyją, przy czym nasz rząd w wyniku ekonomii, jaką zafundował społeczeństwu bardzo skutecznie realizuję “politykę jednego dziecka” Komunistycznej Partii Chin, można nawet podnieść, że zdecydowanie wyprzedziliśmy pod tym względem Chińczyków i to bez srogich sankcji. O zgrozie sytuacji najlepiej świadczą porównania skrajne, otóż można bez problemu obronić tezę, że przy całym swoim okrucieństwie polityka niemieckiego okupanta z lat 1939-1945 była dla Polaków długofalowo mniej szkodliwa niż obecna polityka ekonomiczna rządów polskich. Dlaczego? Ponieważ wówczas pomimo deportacji, pracy przymusowej, łapanek, wywózek, Powstania, rozstrzeliwań, tortur, skrytobójstw i innych zbrodniczych działań okupanta – w Polsce rodziło się więcej dzieci niż okupant był w stanie zabić. A dzisiaj dławimy się sami, na własny rachunek i własnymi siłami. Nie potrzeba Polakom wiązać rąk drutem kolczastym i gipsować gardeł, nie są potrzebne rozstrzeliwania. Po prostu wystarczy pozwolić nam – samym się rządzić i oto mamy efekty! Albo ludzie emigrują z “zielonej wyspy”, bo jest tutaj tak cudownie, że naprawdę można tylko wyjechać, albo boją się mieć dzieci ze względu na brak pewności ekonomicznej, co do podstaw swojej egzystencji! Uwaga dla wszystkich wiarołomców wyznających kłamliwe poglądy neoliberalnych szatanów w białych kołnierzykach – Mówimy o stworzeniu społeczeństwu takiego systemu, w którym mogłoby “przebiedować”, ale mieć szanse w tym wegetowaniu na jakąkolwiek progresję, a już na pewno żeby się nie kurczyło demograficznie, albowiem 38 milionowe społeczeństwo to prawdopodobnie największy kapitał, jaki udało się naszej ojczyźnie mieć w jej wielowiekowej (z przerwami) historii! Nie można wszystkiego tłumaczyć kryzysem, albowiem zapaść demograficzną mamy od lat. Zmarnowanie potencjału, ludnościowego czyni nie możliwym awansowanie przez nas kraj do ligi państw 50 milionowych i dalszy rozwój ludnościowy. Chyba nic nie jest lepszym miernikiem prosperity niż przyrost liczby ludności. Na tym polu niestety III RP zupełnie się nie sprawdziła, nie jest w stanie zachować nawet posiadanego potencjału ludnościowego a co dopiero myśleć o jego rozwoju. W tym sensie, jeżeli ktoś kiedyś będzie oceniał dokonania naszej państwowości, to z pewnością weźmie to pod uwagę, jako okoliczność negatywną.

Oczywiście możliwe jest pójście po brzytwie i swobodna prokreacja, bez oglądania się na realia ekonomiczne, w tym przejmowania się takimi drobiazgami jak mieszkanie, ogrzewanie i inne drobiazgi. Można mieć szczęście, jeżeli pojawią się “wieloraczki”, wówczas telewizja przyjedzie, może burmistrz kupi wózek… Być może łatwiej jest egzystować bez przejmowania się tym wszystkim, co nas otacza, po prostu płodząc kolejne dzieci zgodnie z naszą międzypokoleniową dewizą “jakoś tam będzie”. Niestety takie podejście stwarza potem problem proletariatu i dzieci z nizin społecznych.

Dziecko to luksus, na który w naszych realiach stać bardzo niewielu, Polacy w istniejących realiach ekonomicznych nie mają szans na właściwe wychowanie, edukowanie i zapewnienie przyszłości swoim dzieciom. Straszną cenę płacimy za transformację gospodarczą – cenę nienarodzonego pokolenia, które się nie narodziło i nie narodzi, gdyż rodzice walczą o przetrwanie w świecie stworzonym przez ich niedoszłych dziadków. Nie ma, co się dziwić młodym ludziom, że nie chcą mieć dzieci, albo, że odkładają tą decyzję na nieokreśloną przyszłość, naszemu państwu udało się bez jednego wystrzału osiągnąć chiński ideał polityki jednego dziecka, nie potrzeba przy tym strażników, obozów i łapanek – wystarczy Polakom pozwolić się rządzić.

7 komentarzy

  1. A kto powiedzial, ze rzadza tu Polacy.
    Rzadza Ci, ktorzy maja w reku banki. A te nie sa juz od dawna polskie.

  2. Poza tym bardzo wnikliwy artykul dobrze obrazujacy sytuacje.

  3. Mocne, brutalnie prawdziwe…

  4. Przejmujący w swojej wymowie artykuł.
    Tylko czy to się przebije do sytego mainstreamu?

  5. Co za bzdury. Młodzi ludzie walczący o przetrwanie?
    Kupują mieszkania, fury, jeżdzą na wakacje. Dzieci nie mają bo im się zwyczajnie nie chce bachorów chować. Bo są przyjemniejsze i ciekawsze rzeczy w życiu niż zmiana pampersów.
    Jak wytlumaczysz fakt, że najliczniejsze rodziny są ubogie a w kraje wysoko rozwinięte starzeją sie?
    Beznadziejny artykuł.

  6. Łe niunia… ci co jeżdżą na wakacje i kupują fury to 15% społeczeńśtwa… obudź się… albo jeszcze lepiej nie kupuj __________ – bo cię zbytnio pobudzają… ___________ _________
    Komentarz ocenzurowano – Redakcja.

  7. “Chyba nic nie jest lepszym miernikiem prosperity niż przyrost liczby ludności” – a ja zawsze myślałam, że przyrost ludności to stała cecha krajów rozwijających się, a stabilizacja pod spadek krajów rozwiniętych, do których aspirujemy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.