Paradygmat rozwoju

Jak Polska może przetrwać w tym położeniu geostrategicznym?

 Jeżeli rozważymy tylko główne determinanty naszego położenia geostrategicznego, oczywiście obdzierając prawdę z fikcji i ładnego papieru, w jaki ją przystrojono pod nazwą Traktat Północnoatlantycki. Już raz mieliśmy gwarancje sojuszniczego Zachodu – i jak na tym wyszliśmy? Nie minęło nawet 100 lat od tej wielkiej tragedii, żyją jeszcze świadkowie, rodziny ofiar na żywo wspominają straty, jednak naszym elitom to nie wystarczyło. Z niedających się zrozumieć powodów uczyniono z podpisania się pod strukturami Zachodu „świętego Grala” naszej racji stanu, do którego dorzucono w pakiecie wściekłą i irracjonalną rusofobię, która sama nas wyeliminowała z normalnych relacji ze Wschodem. Dodatkowo nikt nas oto nie prosił, prawdopodobnie jakiś idiota (termin medyczny) wymyślił sobie, że pozycjonując Polskę naprzeciwko Rosji, możemy na tym skorzystać, wnosząc „wiano dla Zachodu”. Problem polega jednak na tym, że Zachód bardziej potrzebuje Rosji, niż nas, bo ma swoje interesy, które są fundamentalne i naprawdę trzeba być ciężkim przypadkiem idioty (termin medyczny), żeby tak podstawowej okoliczności nie wziąć pod uwagę wchodząc w relację pan-sługa i to oczywiście na własne życzenie i za własne pieniądze. W neoliberalnym para kapitalizmie za wszystko trzeba zapłacić. Nie ma znaczenia, że przez kilka lat Zachód nas dotuje, to jeszcze chwile potrwa, a rentę kapitałową z dokonanych inwestycji będą pompować przez o wiele dłuższy okres. Oczywiście nie ma w tym niczego złego, sami się przecież na to zgodziliśmy – bez elit, kapitału i kapitalistów. Teoretycznie nie mieliśmy alternatywy a i tak mieliśmy szczęście, że nie skończyliśmy tak jak Jugosławia. Słowianom południowym nie podarowano niczego.

Jeżeli chodzi o NATO, chyba nikt nie ma wątpliwości, że to – w tym kształcie i stanie – porażka oraz pic na wodę i fotomontaż. Jeżeli chodzi o Unię Europejską, to nie można udawać, że sama dla siebie nie jest problemem, – bo niestety jest. Jeżeli popatrzymy na efekty polityki zagranicznej, to na wszystkich kierunkach jest jedna wielka porażka, albo mniejsze lub większe zaniedbania. To, do czego doprowadzono na Wschodzie to horror, szokujący horror, którego nie da się w sposób racjonalny i jednoznaczny opisać. No, ale na Zachodzie wcale nie jest lepiej. Nord Stream 2 i kwestia złamania przez Niemcy unijnych porozumień w sprawie polityki migracyjnej, pokazują nasze realne możliwości wpływania na Unię Europejską i na sąsiadów w jej ramach. Grupa Wyszehradzka to mocny żart, a Trójkąt Weimarski nawet nie może być nadal pojmowany w kategoriach śmieszności. Stosunki z Białorusią nie istnieją, stosunki z Litwą to wielki grzech poprzedniego ministra, Południe to wielka zmarnowana szansa, podobnie jak współpraca w obszarze Bałtyku. Zablokowanie małego ruchu przygranicznego z Obwodem Kaliningradzkim najlepiej świadczy o sposobie myślenia naszych elit i tym jak rozumieją rzeczywistość.

Jednakże to wszystko to i tak nic w porównaniu z rozczarowaniem, z jakim mamy do czynienia z USA. To rozczarowanie będzie tym większe, jeżeli zwycięży pan Donald Trump i przeprowadzi, chociaż z 10% tego, co zapowiada m.in. w kontekście resetu z Rosją, który i tak jest nieunikniony nawet jak wygra pani Clinton, albowiem Chiny coraz bardziej rozpychają się i już nie tylko w Azji. Jeżeli wszystko, co potrafią Amerykanie, to takie scenariusze jak w Syrii lub niedawno w Turcji, a wcześniej porażka w Libii, to mogliby dać sobie spokój w ogóle z obecnością w naszym regionie, ponieważ zakłócają obraz rzeczywistości, na który nabierają się nieco mniej zorientowani obserwatorzy.

Obecnie mamy dwa poważne zagrożenie geostrategiczne, które musimy brać pod uwagę, a na które nie jesteśmy przygotowani i już nic nie zrobimy, żeby je antycypować. Po pierwsze chodzi o Ukrainę. Problemem nie jest ryzyko wojny z tym krajem, chociaż biorąc pod uwagę to, kto w nim rządzi nie można i tego w ostateczności wykluczyć. O wiele groźniejsze jest ryzyko wynikające z destabilizacji jej przestrzeni post państwowej. Nasz problem to świadomość, że jesteśmy zbyt słabi, żeby im pomóc, co wiedzą Oni, My i Zachód. Co więcej Oni i Zachód, doskonale rozumieją, że pomaganie Im nie jest w naszym interesie. Ponieważ Ukraina dla Zachodu może być już tylko źródłem problemów, kosztem i utrapieniem. Zachód nie zamierza ponosić tych kosztów. Dlatego tam, może być tylko gorzej i będzie. Co się z tego wykluje, to chyba lepiej nie wiedzieć. Po drugie chodzi o Niemcy. Ryzyko zmiany polityki tego kraju polega na tym, że tego nawet nie zauważymy. Wówczas wszystko będzie się źle układać, a potem jeszcze gorzej.

Nic nie jesteśmy w stanie zrobić ani w pierwszym, ani w drugim elemencie, składających się na nasz współczesny geopolityczny problem. Nie trzeba już wiele czasu, wystarczy że będzie trochę gorzej i wszyscy na Zachodzie będą się modlić o to, żeby Rosja wzięła na siebie czarną dziurę jaka pozostanie po kolejnej katastrofie jądrowej na Ukrainie. Niemcy natomiast zawsze będą realizować swoje interesy traktując nas jako narzędzia. Wszystko, co możemy zrobić, to zdecydować czy chcemy być narzędziem kompatybilnym (posłusznym i przydatnym), czy też niekompatybilnym, ale pożądanym. Już dzisiaj warto się zastanawiać nad scenariuszem, który może być sprowokowany w taki sposób, żeby na zasadzie słuszności, Niemcy mogli odzyskać to, co utracili. Uwaga, tutaj nie potrzeba żadnej wojny, proszę przestać myśleć kategoriami armat i karabinów. W erze globalizacji liczy się przede wszystkim sterowanie strumieniem przyszłych dochodów, w taki sposób, żebyśmy byli na stałe biedni. Reszta to kwestia dobrego składu okoliczności. W stosunkach z tak potężnym i genetycznie wrogo do nas nastawionym krajem, nie możemy nigdy pozwolić sobie na utratę czujności. Chyba, że ktoś uważa, że po tym, co nam zrobili i planowali z nami zrobić – nie ma sprawy? Gra się toczy i będzie trwała wiecznie.

Biorąc pod uwagę to, jakie mamy elity i w jaki sposób ci ludzie (z wyjątkiem szlachetnym wyjątków) myślą o sprawach państwowych na suwerenność nie mamy szans. Wymagałoby to utrzymywania stale milionowej armii i kilkumilionowej Obrony Terytorialnej na wzór Izraela i Prus z okresu ich największej świetności. Do tego potrzeba jeszcze broni masowego rażenia i środków jej przenoszenia, czyli własnych technologii, których obecnie nie mamy. Dzisiaj prawdopodobnie na etapie wzmacniania państwa w tym kierunku zrobiono by nam w kraju to, co dzisiaj dzieje się w Syrii. Wiele do tego przy tak podzielonym społeczeństwie nie potrzeba.

Na dzień dzisiejszy również neutralność byłaby fikcją, ponieważ to nic innego jak tylko koncepcja międzymorza w nieco okrojonej osłonie. Ta ostatnia oczywiście nie ma żadnego sensu, ponieważ wszyscy dookoła doskonale wiedzą, że defilada nie świadczy o sile armii. Nie można nawet myśleć w ten sposób, ponieważ to dzisiaj najprostszy i najszybszy sposób na popełnienie narodowego samobójstwa.

Niestety również jest już za późno na to, żeby postawić na edukację i czekać, aż nowe pokolenie zmieni naszą rzeczywistość, na chociażby taki potencjał, jaki mają nasi sąsiedzi Czesi. Również w wydatkach na wojsko nie zaszalejemy, po pierwsze, dlatego bo trzeba wydawać na emerytów, a po drugie to i tak nie decyduje o tym, czy możemy wygrać wojnę lub nie.

Na dzień dzisiejszy prawdopodobnie jedynym sposobem na wzmocnienie państwa, dające nam szanse na przetrwanie w razie pojawienia się kryzysu jest oddanie inicjatywy obywatelom, ze wszystkimi konsekwencjami. Chodzi oczywiście o powszechne uzbrojenie poprzez udostępnienie powszechnego dostępu do broni i oczywiście wyprodukowanie jej w takiej ilości, żebyśmy byli w stanie odpowiedzieć na każde zagrożenie. Oczywiście w systemie mobilizacyjnym, Obrony Terytorialnej itd. Połączenie naszej armii, zdolnej do zdalnej obrony przed środkami właśnie zdalnego rażenia przeciwnika z masowością uzbrojenia ludzi oczywiście w broń pełnowartościową. Chodzi o to, żebyśmy byli w stanie w ciągu jednej doby mieć kilka milionów bagnetów, karabinów, granatników i dziesiątki tysięcy takiego uzbrojenia, jakie jesteśmy w stanie wyprodukować (co jest praktycznie prawie w pełni fikcją). Nowoczesne systemy logistyczne są w stanie zapewnić nam przewagę organizacyjną nad każdym nieprzyjacielem, który chciałby wejść na nasze terytorium, właśnie dzięki przewadze logistycznej umożliwiającej błyskawiczne rozwinięcie wojsk. Do tego potrzebne są szkolenia i nowa umowa społeczna, powodująca, że elity nie będą bały się dać ludziom broni do ręki, a ludzie będą chcieli za tą Ojczyznę się poświęcić. To bardzo bolesne, ale to właśnie na poświęceniu obywateli musimy oprzeć swoje przetrwanie. Inaczej nie mamy szans.

Przy czym uwaga – to nie jest koncepcja na 100 lat, to jest koncepcja na najbliższe 15 może 25 lat, zdolna do zagwarantowania nam względnego posłuszeństwa. O przyszłości zadecyduje postęp technologiczny w zakresie sztuki zabijania i nie tylko, bo przecież technologie wojskowe zawsze służą technice cywilnej. Tylko do tego trzeba mieć odpowiednie powiązania i zdolności, żeby te technologie właściwie wykorzystać. W naszych realiach dzisiaj naprawdę nie robimy szału. Będzie sukcesem jak elity, przestaną opowiadać kwestie niezrozumiałe i marnować szanse. Musimy sobie sami zagwarantować przetrwanie na czas, do póki nie uda się nam wykonać skoku cywilizacyjnego. Do tego potrzeba zjednoczenia całego Narodu, mądrości polityków, wytrwałości, poświęcenia i trochę szczęścia.

10 komentarzy

  1. Wierny_czytelnik

    Zawierzmy modlitwie, ale niech to będzie modlitwa za powodzenie naszych znamienitych elit posmoleńskich! Amen

  2. Wyobrażam sobie naszych uzbrojonych obywateli na wiejskiej dyskotece lub meczu Zagłębie, Ruch tam ofiar będzie tyle że PKB dzięki produkcji trumien uratuje 500+.

  3. Realna ocena sytuacji i futurologiczne zakończenie: “Do tego potrzeba zjednoczenia całego Narodu, mądrości polityków, wytrwałości, poświęcenia i trochę szczęścia.”

    Pozostaje jeszcze MODLITWA, żeby to chciejstwo Autora zaczynało się spełniać.

    Innej drogi nie ma i nie będzie

  4. Nie przetrwamy z tymi p…i u władzy bez względu na to czy to prawica, czy lewica to porażka. Potrzebujemy silnej władzy zdolnej do skomasowania poparcia społecznego.

  5. Ja tylko zadałam sobie pytanie czy różni politycy (nie tylko polscy) działają z własnej i nie przymuszonej woli, czy też są dodatkowe “zachęty” do takich jak obserwujemy a nie innych zachowań.

  6. Witam. Uważam, że wczorajszy felieton S.Michalkiewicza http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3722 koresponduje z dzisiejszą wypowiedzią red. Krakauera i może poszerzyć horyzonty czytelników o to, jak jesteśmy rozgrywani i czym się w zasadzie zajmują nasze “elyty” polityczne.
    Tak sobie myślę, co by się zaczęło dziać w mediach społecznościowych i jakie byłyby reakcje naszych “elyt” gdyby REGULARNIE obnażało się ich sposób działania i motywy, które nimi powodują. A sądzę, że w tym mogłaby dużo pomóc “intuicja” niezrównanego Red. Krakauera. Rysa

  7. Podobne położenie polityczne i wojskowe miała świeżo zjednoczona Polska gdy królem został Kazimierz III zwany później Wielkim. Kazimierz III Wielki sobie poradził, umocnił Polskę. Ale dbał o Polskę a nie o dobro jakichś hipotetycznych sojuszników, buforów przed rzekomo nieubłaganym niebezpieczeństwem, tych bredzących o prometeiźmie pewnie kazał by zamknąć w jakimś lochu. Prowadził zaawansowane rozmowy z Zakonem Krzyżackim, potęgą militarną będącą ówcześnie po za zasięgiem możliwości militarnych i politycznych piastowskiej Polski i będącym wobec nas agresorem, po prostu dokonywał dyplomatycznych uzgodnień z wrogami Polski, tworząc z naszej ojczyzny kraj przewidywalny i współpracujący ze swoim otoczeniem, niwelując w ten sposób militarne zagrożenie dla Polski, świeżo zjednoczona Ojczyzna otrzymała tak potrzebny jej czas na rozwój. Sądziłem że te zdolności przejawiają politycy PiS, dzisiaj wiem że się kompletnie pomyliłem. Prezydent Duda nie jest w stanie porozmawiać u Wierzynka z prezydentem Rosji o wzajemnych problemach i zagrożeniach. Może co najwyżej poklepać się po plecach z prezydentem Estonii, co oczywiście nie jest naganne i jest pożądane ale grubo za mało wobec potrzeb.

    • @ Rysa – ależ regularnie obnażamy, piszmy, podpisujemy różne petycje, tysiące petycji, wczuwamy się w KRAKAUERA, czytamy Michalkiewicza, słowem reagujemy, a to i tak po naszych elitach spływa jak po kaczce. Zresztą nie bardzo ma po czym spływać, bo tak naprawdę elit z prawdziwego zdarzenia elit nie mamy. Mainstream jaki mamy każdy widzi.

    • @ Leming, jak słusznie zauważyłeś, bo był Wielki. Poza tym stan szlachecki na ogół dopiero się kształtował. Nie było wykształconego “polskiego folwarku”. Przez stulecia folwark urósł w siłę i to właśnie on rządzi. To jest nasz mainstream.

  8. Lemingu,kolejny raz chyle czoło,ja podobnie dojrzewałem,lepiej później niż wcale .Pozdro.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.