Ekonomia

Polska – kraj zjadaczy kurczaków i ziemniaków!

 Patrząc na ceny w naszych sklepach i na naszych bazarach można się przerazić i mieć stany lękowe, za każdym razem jak idzie się na zakupy. To nie jest zrozumiałe, że polędwica cielęca kosztuje za kilogram 90-130 zł w dużym mieście, a nie pachnie ani świeżością, ani nadzwyczajną jakością. W ogóle ceny mięsa w sklepach są porażające, taniej jest się karmić owocami cytrusowymi, których nazw nawet nie umie się powtórzyć. Natomiast ceny dobrej jakości mięsa i ryb są szokujące – to nie jest na kieszenie polskich konsumentów.

Społeczeństwo jeżeli kupuje jakieś mięso, to głównie kurczaków, które jeżeli miały szczęście to przez jeden dzień – już po uboju widziały słońce, wcześniej nie, ponieważ nowoczesne metody chowu w euroklatkach rządzą się swoimi prawami. Mięso kury musi być tanie, standard jakości jest znany, a mrożonki na naszym rynku się nie sprzedają. Stąd też mamy wybór podrobów, udek, skrzydełek, piersi – wszystko to kurczaki, które żyją swoim krótkim zżyciem tylko po to, żeby spocząć w naszych żołądkach. Jednakże biada temu, kto myśli że na takim kurczaku bez „kostki rosołowej” ugotuje sobie wspomniany rosół. Kurczak, który nie widział słońca i kosztuje za kilogram 12 zł – nie nadaje się do takich celów, po prostu nie ma tłuszczu, a raczej ma go bardzo mało.

Nasza dieta narodowa opiera się na przetwórstwie ziemniaka, potrafimy zrobi z niego pierogi, wódkę, sałatkę, zapiekankę, frytki, w zasadzie wszystko co tylko się da. Oczywiście najbardziej zaawansowanym sposobem na spożytkowanie ziemniaków jest karmienie obierkami prosiaków, a następnie spożywanie mięsa wieprzowego. Jednakże to w przeciwieństwie od cielęciny jest uważane za nie zdrowe. W Internecie można przeczytać bardzo wiele poważnych informacji na temat szkodliwości mięsa w ogóle, a zwłaszcza czerwonego.

Można się z tego śmiać lub nie, ale warto jest zrobić bilans tego czym się odżywiamy, nawet nie dla celów diety, ale po prostu dla celów własnego obrachunku – ile, czego i za ile człowiek spożywa. Wiele osób, które nie mają czasu na gotowanie w domach żywi się w restauracjach i różnego rodzaju punktach gastronomicznych, przez co ma raczej inny odbiór skali problemu, jednakże tutaj też szału nie ma – bary mleczne z menu opartym na kaszy, mące i ziemniakach święcą triumfy. To w zasadzie jedyne punkty gastronomiczne w naszych miastach, gdzie można wejść jako osoba o średnich dochodach – bez lęku, że rachunek popsuje nam smak potrawy.

W tym najzabawniejsze jest to, że jeżeli chodzi o produkcję żywności jesteśmy unijną potęgą, a ostatnio nawet udaje się eksport na rynki poza unijne, gdzie konsumentów stać na najlepsze produkty naszego przemysłu przetwórczego. Jednakże w kraju nadal wspomniany na początku kilogram cielęciny kosztuje około 100 zł – co jest po prostu nienormalne. Żeby było śmieszniej, przeprowadzone badanie uczestniczące – dostarczyło informacji, że widziana naocznie przez autora cielęcina w sklepie była produkcji duńskiej! Nasza jest podobno dużo droższa, bo lepsza i cała jest rozchwytywana i eksportowana do bogatszych krajów Unii, których mieszkańców – w tym Duńczyków stać na dobre, zdrowe mięso krowie z Polski.

Wspólnotowa polityka rolna to fascynujący mechanizm. Dobrze, że jest ale niestety jej głównym efektem w Polsce jak do tej pory jest rozwój suburbiów, bo migrujące dzieci z wiejskich rodzin kupują mieszkania na obrzeżach dużych miast – finansując kredyty hipoteczne właśnie pieniędzmi z dopłat bezpośrednich. Wieś wyszła na swoje, osiągnęła swoje cele biologiczne, ale nadal jest biedna, zacofana i dzięki temu ekologiczna. W efekcie produkcja rolna i zwierzęca z Polski – znajduje szybki zbyt na bogatym zachodzie, podczas gdy Polska musi importować cukier, a w sklepach wielkopowierzchniowych w dużych miastach – łatwiej jest kupić kawałek krowy, który sobie szczęśliwie chadzał po zachodniej Jutlandii niż po naszej Suwalszczyźnie! Naprawdę, nie da się nie kochać Unii Europejskiej!

Problem jest jednak poważny, albowiem jaki ma sens życie w kraju, w którym za przeciętną pensję nie jest stać przeciętnie żyjącego człowieka nawet na to, żeby zjeść kilogram polędwicy co tydzień! No bo jak to wydać 100 zł na jeden kilogram mięsa? Przecież można mieć za to kilka kilogramów piersi z kurczaka! Nie mówiąc już o ziemniakach i piwie do popicia – fajny grill można zrobić!

Żyje się wspaniale! A kiedyś nasi dziadkowie i pradziadkowie zjadali gęsi, kaczki, dziki, sarny, woły, prosiaki… mięso na polskich stołach ma długą tradycję, ale dopiero teraz w Unii Europejskiej doprowadziliśmy do perfekcji model, w którym za sprzedaż swojego mięsa – stać nas na kupowanie cudzego i jeszcze nam zostaje pieniędzy!

Naprawdę Polska to wspaniały kraj!

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

30 komentarzy

  1. 1. Buhaj osiąga dojrzałość rzeźną w wadze 650 – 700 kg. Potrzeba na to ok. 20 – 30 miesięcy w zależności od rasy i sposobu żywienia. Tusza (czyli bez skóry, głowy i wnętrzności) to ok. 60% tej masy, czyli 390 – 420 kg.
    Mięsa kierowanego do sprzedaży jest jeszcze mniej, bo przy rozbiorze tuszy powstaje trochę (kilkadziesiąt kg) niekulinarnych odpadów – część kości, błony, ścięgna.
    Polędwice z takiego buhaja ważą ok. 6 kg i jest na nie ogromny popyt – wynika to z braku wiedzy kulinarnej i prostackiego przyjęcia telewizyjnych wzorców “stek z polędwicy to jest to” przez nowobogackich klientów.
    Inne wyręby, doskonałe smakowo i dietetycznie, w cenie ok. 20 zł/kg cieszą się mniejszą popularnością – bo nie pokazują ich w amerykańskich filmach akcji ani w polskich sielankowych serialach, a poza tym trzeba je umieć przyrządzić – a z tym krucho…
    2. Buhaj w skupie kosztuje obecnie ok. 7zł/kg i jest to cena nie pokrywająca kosztów produkcji (tzn. do produkcji dokłada się z dopłat do rolnictwa i własnej, półdarmowej pracy).
    Tak więc za buhaja hodowca dostaje ok. 5000 zł. Mięso (w cenach detalicznych, jeśli uda się sprzedać wszystko) to ok. 10 000. Tyle, że po drodze są potężne koszta i trudności w większości wynikłe z chorego polskiego i unijnego bardzo restrykcyjnego prawa, które stanowione jest w interesie wielkich “przemysłowych” podmiotów i ma za podstawowy cel uniemożliwienie skrócenia łańcuchów żywnościowych “od pastwiska do stołu”, bo wtedy rolnicy odzyskali by podmiotowość z korzyścią dla siebie i konsumentów, ale ze stratą dla wielkich pośredniczących w tym procederze firm, grabiących i rolników i konsumentów.
    3. Spożycie mięsa wołowego we Francji czy Niemczech to ok. 30 kg rocznie na głowę. W czasach “komuny” w Polsce było to kilkanaście kilogramów, dziś – ok. 2 kg rocznie na głowę.
    4.Polska ma wielki potencjał rozwoju hodowli bydła mięsnego – np. w moim powiecie obsada trwałych użytków zielonych (czyli łąk i pastwisk) kształtuje się na poziomie ok. 10% możliwości. Wynika to z systemu wsparcia rolnictwa, który ekonomicznie preferuje “pozorowanie” działalności rolniczej kosztem rzeczywistej produkcji.
    5. Historia polskiej polityki rolnej (a raczej jej kompletnego braku) w dekadzie 2004 – 20014 to (zwłaszcza w odniesieniu do produkcji wołowiny) długa lista kolejnych ograniczeń, zmniejszania wsparcia, restrykcji.
    Ostatnio ministerstwo rolnictwa zapowiadało wsparcie hodowli, co nawet już przełożyło się na konkretne działania – pozbawiono hodowców tzw. płatności zwierzęcej.
    6. Przedwczoraj w nocy w rekordowym tempie (17 godzin na wszystkie trzy czytania i głosowanie) uchwalono w Sejmie pozbawienie rolników wsparcia z budżetu krajowego w wysokości 433 mln euro (ok. 1,8 miliarda złotych) w roku 2014. To oznacza ok. 130 zł na każdy hektar gruntów rolnych w Polsce. Państwa “starej unii” zastosują krajowe dopłaty na maksymalnym dopuszczalnym poziomie.
    Unijna część płatności jest też niższa w Polsce niż np. we Francji czy Niemczech.
    Jak w tej sytuacji mamy konkurować na wspólnym rynku?
    7. Ok. 20% polskiego eksportu to produkty rolno-spożywcze
    8. Nie ma możliwości “preferencyjnych kredytów” ani innego wsparcia zakupu ziemi rolnej przez polskich rolników. Kredyt hipoteczny na zakup ziemi u nas to koszt 6 – 7% + zabezpieczenia na poziomie min. 200%, w Niemczech 2 – 3%.
    Można tak długo – namawiałbym @Krakauera i innych użytkowników portalu aby zainteresowali się rzeczywistą sytuacją w polskim rolnictwie, bo obiegowe stereotypy (z którymi się tu czasem spotykam) są z gruntu fałszywe.

    • Szanowny Panie – dziękujemy za ten wspaniały komentarz praktyka, pana głos jest bezcenny – nie ukrywamy, że liczyliśmy na to że po napisanym z perspektywy talerza artykule poczuje się pan wywołany do tematu. Bardzo dziękujemy jeszcze raz w imieniu czytelników – nie mających styczności s prawdziwym rolnictwem. Webmaster Józef i Redaktor naczelny

    • Bardzo dobry tekst, przedstawia sprawy w okół, których krążą głównie stereotypy, ja natomiast uczę się nowego tematu za co dziękuję.

    • Ja juz widzę kandydata na ministra rolnictwa…

  2. # Polska w latach 2010-2012 była drugim po Irlandii eksporterem netto mięsa wołowego. W latach 2010-2012 eksport netto wołowiny z Irlandii wynosił rocznie 476,8 tys. ton, w Polsce 256,5 tys. ton, w Niemczech 139,8 tys. ton i 88,8 tys. ton w Holandii.
    # Spożycie wołowiny w Polsce:
    2003 -19,7 kg/osobę
    2004 – 5,3
    2012 – 1,8
    # Tak gwałtowny spadek spożycia wynika m.in. ze wzrostu cen, jaki nastąpił po akcesji Polski do Unii Europejskiej. Był on skutkiem wzrostu eksportu mięsa na rynki unijne.
    # Fachowcy twierdzą: “To [eksport wołowiny na rynki unijne] spowodowało wyhamowanie popytu na wołowinę w Polsce. Jeśli już podnosimy cenę, to za tym powinna iść znacząca poprawa jakości. A tej znaczącej poprawy jakości w ślad za ceną nie odnotowano.Drugi powód spadku konsumpcji mięsa wołowego wynika stąd, że przemysł mięsny odszedł od jego przetwarzania do produkcji wędlin wieprzowych”.
    # No i jest jeszcze kwestia obaw przed BSE (popularnie nazywaną “chorobą szalonych krów”) ?

    • Dziękuję za dokładne dane – cieszy że komuś się chce poświęcić czas, poszukać w źródłach i sprawdzić, to dziś rzadkie. Komentarz pisałem ad hoc, dane podawałem z pamięci. Pańskie uzupełnienie jest bardzo cenne.
      Chciałbym się odnieść do poruszonej przez Pana kwestii jakości wołowiny.
      Podstawowy problem jest natury “rasowej” – krowa krowie nie jednaka. Najlepsza wołowina pochodzi od ras mięsnych – w Europie to głównie Limousine, Charolaise, Salers, Hereford, Angus i co najmniej kilkanaście innych. Na drugim biegunie znajduje się typowo mleczna rasa Holsztyno – Fryzyjska (HF). To są te czarno-białe rekordzistki, dające ponad 10 000 litrów wodnistego mleka rocznie, ale nie nadające się do zjedzenia. A właśnie ta rasa stanowi w Polsce większość (prawie całość) pogłowia bydła (“z głowy” podam liczby 95% mleczne, głównie HF, 5% rasy mięsne). Ponieważ każda krowa (a także jej cielę, niezbędne corocznie dla produkcji mleka) kończy w rzeźni, większość mięsa wołowego na polskim rynku to wspomniane wyżej HF-y i ich potomstwo.
      Jeszcze jakieś 20 lat temu masowo hodowano w Polsce krowy wszechstronnie użytkowe – dawały one mniej mleka, jakieś 5 – 6 tys. litrów (znów dane “z głowy”), ale miały całkiem przyzwoite walory mięsne. Przeciętna jakość wołowiny była wtedy dużo lepsza. Później przyszedł postęp…
      Nie znam danych statystycznych (najprawdopodobniej nie zostały w ogóle zebrane i opracowane), ale najpewniej wołowina z tych kilku procent “mięsnego” pogłowia wyjeżdża na eksport, tam gdzie potrafią (także finansowo) docenić jakość, a na rynek krajowy pozostają głównie odpady z produkcji mleczarskiej.
      Drugi czynnik to sposób utrzymania i żywienia. Krowy mleczne żywi się pod kątem jak najwyższej mleczności, one prawie nie wychodzą z budynków, jedzą głównie “przemysłowe” mieszanki pasz, często dozowane komputerowo. Natomiast produkcja mięsa ma inne wymogi – im więcej ruchu i naturalnego pożywienia (pastwisko, siano itp.) – tym lepiej.
      No i trzeci (choć nie ostatni) czynnik – sposób postępowania z mięsem. Przede wszystkim mięso przed spożyciem powinno przejść proces dojrzewania – nawet kilkanaście dni w chłodni, przy ścisłym reżimie temperatury i wilgotności. Tego w Polsce właściwie nikt nie robi. No i sprawa kultury kulinarnej – kurczaka z marketu trudno zepsuć, krótka obróbka termiczna (jakakolwiek), do tego przyprawy nadające smak (bo własnego toto nie ma)- i zawsze daje się przełknąć. Odwrotnie z wołowiną – tu trzeba wiedzy, umiejętności i cierpliwości, a z tym, jak już wspomniałem, jest marnie. Z najlepszej wołowiny można zrobić podeszwę. Telewizyjni kulinarni celebryci koncentrują się na samograjach – rostbefie i polędwicy – a gdzie te ozorki w sosie chrzanowym, gdzie rozliczne gulasze, bitki, zrazy zawijane,
      szpondry z rosołu i cała plejada innych wspaniałości?
      Kilkakrotnie miałem przyjemność obserwować starsze (60+) gospodynie podczas zakupów mięsa (wtedy jeszcze nie pakowanego próżniowo) – to obracanie, wąchanie, wybieranie “to pani mi odkroi dwa kilo z tej strony, ale z tym tłuszczykiem” – chapeau bas!
      To se uż ne vrati?

      • …baco56, narobiłeś mi “smaka” tymi ozorkami w sosie chrzanowym, że hej…
        Trochę przeraża mnie pańskie fachowe potwierdzenie marnej jakości wołowiny w Polsce, a myślę też, że z innymi mięsami – wieprzowiną i drobiem – oraz rybami też nie jest najlepiej.
        Żal, że musimy zapomnieć o pożywnym, zdrowym i smakowitym mięsie. Może jednak jeszcze kiedyś, gdy daj boże zmądrzejemy, powróci widok i zapach łąk i pastwisk ze spacerującym i pasącym się zwierzem rozmaitym.

        • Dołączamy się do pańskich odczuć. Przypominamy, że pan Baca 56 jest autorem najlepiej ocenianego tekstu przez redakcję z 19 lutego 2013 r “Gulasz wołowy – moja pogańska komunia, czyli moralne rozterki poganina” https://obserwatorpolityczny.pl/?p=8154 który gorąco polecamy przeczytać, ale uwaga – tekst jest wybitnie naturalistyczny i jak człowiek sobie uświadomi o co tak na prawdę chodzi – może stać się wegetarianinem, a już na pewno nie zje przez jakiś czas niczego mięsnego co nie ma skrzydeł. Gorąco polecamy – wszyscy w redakcji jednogłośnie uznali, że to najbardziej naturalistyczny tekst na naszym portalu. Webmaster Józef

      • Szanowny Panie! jedynie uprzejmie przypominam, że redakcja ZAWSZE czeka na każdy pana tekst z otwartymi ramionami. Serdecznie pozdrawiamy i dziękujemy za bardzo ciekawy wykład. Webmaster Józef

  3. inicjator_wzrostu

    Dobry artykuł, ale komentarz @bacy56 – jeszcze lepszy.
    Może Pan @baca56 napisze jeszcze coś wiecej na jakże istotny temat rolnictwa w Polsce?
    Ja bym bardzo chętnie poczytał opis rzeczywistości polskiej wsi i produkcji rolnej z pozycji praktyka i realisty.

  4. Jak zwykle ‘propaganda sukcesu”, to nie “ta” Polska.
    Owszem tak bylo , ale to była, “epoka E.Gierka”.
    PRL była w “złotej dziesiątce”.
    Dla popatrzenia w statystyki i porównania :
    http://www.prawica.net/badura
    Proponuję łyk chłodnej wody, celem ochłonięcia.
    Pisze wszystko tylko nie to ze 80% Polaków nie może pozwolic sobie na prawdziwe mieso, czy tez zakup ubrań, nie pochodzacych ze szmatexu,podobnie w temacie motoryzacji, stare niemieckie wypierdki, które to w normalnym kraju winny byc złomowane.
    Podobnie sprawa ma się z zachodnią wojskową myślą techniczną, “dychawiczne aeroplany, czy tez tanki przechodzone.”
    Tyklo KTO OSMIELI rąbnąć PRAWDE, p. premierowi czy Zwierzchnikowi Sił Zbrojnych, prosto w oczy??
    No kto??
    Aktualna pozycje Polski prosze “równać” do krajów Czarnej Afryki, tu moze byc jakis postep.

    • … niedouków antypolskich nie sieją, takie zmierzłe kutafony rodzą się na kamieniu…
      “Aktualna pozycje Polski prosze „równać” do krajów Czarnej Afryki, tu moze byc jakis postep” – kompletnie wyprana mózgownica przez agencje propagandowe.

  5. Szanowny Panie, “wzięłem wolne”, od wypacania się.
    Panu proponuję też “wrzucić na luz”.
    Dobrze robi na kondycję psychiczną, a w naszym wieku…
    a co do pernamentnych inwektyw, no coż, ,nie jest to przyjemne …ale staram się zrozumieć, różni ludzie, o różnych poziomach kultury osobistej, korzystają z tego środka komunikacji międzyludzkiej.
    Do miłego… pozdrawiam
    pomimo,a może właśnie dlatego.

  6. … wracaj na drzewo…

    • Jestem. Wróciłem z “drzewa”, potrójnym zeskokiem salto mortale.Zimno , aktualnie -13, i “ten” wiatr przenikliwy. @senior, “czas na drzewo”, nie zapomnij o ciepłym pledzie, no i najwazniejsze, na rozgrzewkę – herbata po goralsku.A, i ostrożnie ze”spadaniem z drzewa”, weż chyba drabinę, lata jednak robią “swoje”.
      Skąd u mnie tyle troski, o “blizniego swego??”.
      Tradycyjnie, pozdrawiam Wszystkich, piszących i czytających.Trzymajmy się ciepło.

  7. W temacie jedzenia, czy MY NAROD, mosimy opychać się nieprzyzwoicie smaczną wołowiną.
    Czy nie wystarczy że “oni” to jedzą(i się nie udlawią – a powinni). Nam zwykły “zjadaczom chleba “, powinna wystarczac MOMtadela,(pamiętam prawdziwą mortadelę z PRL-u, wspominam ze smakiem isentymentem).
    Dalsze informacje na http://www.prawica.net/badura, tekst p.Piotra z29.01.2014r. pt.”MOMtadela”.Przeczytać warto, może i warto wyciągnąć wnioski.
    Dedykuję szczególnie seniorom, może przestaną uprawiać”propagandę sukcesu”??
    A juz konkluzja tekstu jest zbieżna z moją wizją , iż Polska jest na dobrej drodze do “równania się “z niektórymi “rozwiniętymi krajami”Czarnego Lądu”, to że Polskę zaludnia bardzo wysoki procent Negrów, tzn “białych murzynow”, to też sukces tejże “transformacji” solidarnościowej.
    I stąd ten, odcien skóry(nie ubliżając, naturszczykom, z Afryki).

    • В России едят мясо, как доктор прописал
      #
      Россияне вплотную приблизились к рекомендуемым медицинским нормам потребления мяса. По данным Минсельхоза, с которыми удалось ознакомиться РБК daily, в прошлом году (2012) на каждого человека приходилось 73,8 кг мяса при нормативе 75 кг. Через несколько лет Россия сможет приблизиться к европейскому показателю, однако не сможет догнать США, где один житель съедает за год 110 кг. Но россиянам и не следует этого делать, считают эксперты. Лучше расширить рацион за счет овощей, молока и рыбы.
      #
      Пройдет еще два года, и россияне, по расчетам министерства, достигнут рекомендованной медиками нормы — 75 кг. В 1990 году каждый житель СССР съедал в среднем 70 кг в год.
      #
      Чаще всего в прошлом году россияне ели мясо птицы (27,1 кг) и свинину (22,9 кг). Потребление говядины было чуть скромнее — 16,5 кг в год на душу населения. При этом доля отечественного производства говядины составляет 68%, свинины — 76%, мяса птицы — 88%.

      http://rbcdaily.ru/market/562949986055063

      Oni ciągle w górę, a my – osiągnąwszy 75,3 kg w 2008 r. – już przechodzimy na wegetarianizm zgodnie z zaleceniami lekarzy.

      • W temacie : poczytaj porównania jak wypadamy np.
        z Bialorusią.Zaczadzony doktryna solidarnościową mózg należy przewietrzać, tak by byl chłonny na nowe – które powoli, acz nieuchronnie zmierza, takze i do nas. “Idzie nowe” tytuł pewnego eseju – powieści mocno “historycznej.
        http://www.prawica.net/badura

      • … w Białorusi tylko dyktator został jeszcze do zjedzenia… wg półjawnej agencji propagandowej “Łonochod”.

  8. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, aczkolwiek…

  9. “Lenin wiecznie żywy.”
    I dokonania leninowsko – trockistowskie, jako żywe w myśli neokonserwatystów hamerykańskich.
    To stamtąd i Niemiec ta zaraza spłynęla na Rosję.
    Dopiero Stalin uporządkował scenę po onych, kosmopolitach , marzących o światowej rewolucji.

    • … tumanowatym nigdy dość tłumaczyć, że Stalin to jeden z największych zbrodniarzy w dziejach ludzkości i … skończył na śmietniku historii.

      • …bo tak “zatwierdzil”sanhedryn, odpowiedzialny za ludobójstowo Rosji i Rosjan, na kogoś winy za “uszczęśliwianie” narodu rosyjskiego trzeba zwalic.Wiatr historii, zmiecie brud…
        Jak “onego” czasu powiedział W.W.Putin odnosnie Katynia “Polacy to inteligentni ludzie”…wiemy o co chodzi.

      • O C E N Z U R O W A N O Webmaster Józef

  10. …w Bialorusi tylko dyktator… a w Polsce m.in. @senior…i nie tylko, senior jako ciężkostrawny,wymaga dłuższej obróbki Cel uswięca srodki.Do zrealizowania.
    http://www.prawda2.info/stalin

    • … “krzyk” – новый, абсолютно мерзопакостный менталитет.
      I ten fetor…

  11. Doceniając zaangażowanie w obrażaniu innych internautów postanowiłam ustalić nagrodę prywatną “Kostki brukowej” i “Wiechcia słomy”. Jak państwo się domyślają wygrał… no właśnie, wygrał i to bezapelacyjnie najwspanialszy komentator SENIOR, prosimy o oklaski a następnie owacje na stojąco. Przykro mi ale pozostali komentatorzy nie zasłużyli nawet na nagrody pocieszenia. Pozostali komentatorzy tak trzymać.

    • … rozumiem, że to nadmiar słomy z gumofilców warmianki – jednookiej ciotki klotki w pretensjach.

      Czuję zażenowanie – jak wielu, których chwalą niezasłużenie i przedwcześnie. Tak strasznie zachwaszczone pole… tyle pracy…. nic to, trzeba pielić. Z pewnością nie zawiodę.

      Jak mówił cтудент из США…
      Хам – народ у тебя, пьяный, да с завистливой душой!
      За тобой постоянно следит, на соседа в орган стучит!

    • Oczywiście, domyśliłem się, nie czytając do końca kom.
      “nasz” formułowy “autorytet”, przeintelektualizowany.
      @senior, proszę nie “dołować” się – wszystko jeszcze przed Panem.
      Wszak żółta kartka nie jest dana “raz na zawsze”.
      Zawsze twierdzę, że łyk zimnej…(wody)i długi spacer, studzą emocje i “gorącą głowę”.
      Pozdrawiam ciepło, “wieczorynkę” –
      – i a jakże, “seniora.”
      Nie zapominając oczywiście o kręgu
      czytających i co nieco “wypacających”.
      No i mózg portalu – Sz. Redakcję.
      Podpisano: niejaki “krzyk.”

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.