Paradygmat rozwoju

Polska jako bufor potrzebuje większych gwarancji bezpieczeństwa NATO?

Słuchając ostatnich wypowiedzi, jak również czytając wywiady prasowe pana prezydenta i ostatnie wypowiedzi pana wicepremiera – ministra obrony narodowej – serce rośnie. Czyżby obaj panowie czytali nasz skromny i niszowy portal? Nie przypisując sobie żadnych zasług, serce rośnie. Co prawda panowie decydenci jeszcze nie mówią o stworzeniu arsenału broni masowego rażenia i środków jej przenoszenia, ani o Obronie Terytorialnej, czy też powszechnym prawie do broni wszystkich obywateli RP. Jednak to, co powiedział pan prezydent Duda w kwestii bycia przez Polskę buforem, czy też pan minister o potrzebie zwiększenia gwarancji bezpieczeństwa ze strony NATO – to nic innego, jak nasze stałe postulaty obecne na naszych łamach w zasadzie od samego początku istnienia portalu.

Pan prezydent mówił wcześniej o prawdziwej obecności wojsk NATO w Polsce, a pan minister mówi wiele o staraniach na rzecz stałej obecności żołnierzy NATO w Polsce itd. Słowa pana Dudy mówiące o prawdziwej granicy wojskowej NATO w Niemczech to święta prawda, żadne tam walenie toporem jak od razu próbował komentować słowa prezydenta jeden z polityków rządzącej partii. To szczera, zupełna i brutalna prawda o której my również przypominamy. Szkoda tylko, że pan prezydent nie powiedział, co to znaczy być buforem w świetle współczesnej doktryny wojskowej NATO i Rosji? W wielkim uproszczeniu oznacza to mniej więcej tyle, że nasz kraj stanie się na samym początku Teatrem Działań Wojennych, w który jak zajdzie taka potrzeba – obie strony będą strzelały tym, co mają w swoich arsenałach najgroźniejszego, żeby powstrzymać i zniszczyć przeciwnika, z jednej strony – jak przypuszczamy dla jednych nadchodzącego z Zachodu i siły polskie w Polsce, a z drugiej dla drugich – wkraczającego ze Wschodu. Ich wojska jeżeli się spotkają to prawdopodobnie na naszej ziemi, ponieważ Białoruś jest zbyt silna i jest zbyt silnie broniona, żebyśmy mogli myśleć o jakimkolwiek realnym zwrocie zaczepnym i przełamaniu frontu, zwłaszcza po wykorzystaniu przez Wschód jego przewagi w taktycznej broni jądrowej. Bo tylko taka może być użyta, bo na strategiczną nikt nie ma ochoty, żeby wymienić zeszklenie Nowego Jorku za Petersburg. Musimy się jednak pogodzić z tym, że np. Kielce, Radom, może Olsztyn lub w ostateczności Warszawa po prostu zostaną poświęcone, jeżeli nie w bezpośrednim ataku, to w ataku na pobliskie zgrupowanie wojsk. Współczesna broń jądrowa jest bardzo precyzyjna, można nawet względnie dokładnie regulować moc ładunków. Mniej więcej powyższe kryje się pod słowem „państwo buforowe”.

Właśnie dlatego apelujemy od lat, albo o podejście do kwestii bezpieczeństwa na poważnie, czyli nie w oparciu o tzw. doktrynę człowieka, który już nie jest naszym prezydentem, tylko o realne własne siły. Kluczem do budowy tej siły powinna być rozbudowa armii zawodowej, następnie silnie związanej z nią Obrony Terytorialnej (jakkolwiek by się to nie nazywało chodzi o ochotników z poboru), następnym elementem musi być powszechne uzbrojenie społeczeństwa – a sfinalizowaniem tego całego systemu – własna broń masowego rażenia – biologiczna i atomowa, może nawet termojądrowa (z czasem) oraz nowoczesne, niezawodne i niekonwencjonalne środki jej przenoszenia.

Jeżeli nie jesteśmy w stanie w ten sposób zapewnić sobie bezpieczeństwa, bo np. sojusznicy nam na to nie pozwolą na różne sposoby, m.in. przez rzeczywistych agentów wpływu w Polsce i różnego rodzaju „pożytecznych idiotów” (terminologia zapożyczona), to o wiele bardziej opłaca się nam jakaś formuła neutralności, na wzór Finlandii – Szwecji, w każdym razie status państwa poza blokowego, bo jak zostaniemy znowu “zgwałceni”, to żeby w podręcznikach historii powszechnej było, że nasze wyginięcie było wynikiem napaści a nie konfliktu stron, w którym doszło do anihilacji życia w strefie buforowej nad Wisłą. Można się śmiać, ale to śmiech przez łzy, w tym znaczeniu że na przykładzie zachowania panów Dudy i Siemoniaka, musi być dla nas wszystkich jasne, że wcale nie jesteśmy bezpieczni.

Niemcy nie zgodzą się na obecność Amerykanów w Europie Środkowej, ponieważ to nie tylko „rozdrażni” Rosję i spowoduje jej kontrakcję. To jeszcze można by znieść i wytrzymać, problem jest o wiele gorszy, otóż bowiem dla Niemiec obecność amerykańska nad Wisłą, to znaczące utrudnienie możliwości powrotu do scenariusza poza blokowego w ich wydaniu, czyli po wyjściu z NATO i Unii Europejskiej (w jakiejś formie) – powrotu do koncepcji Mitteleuropy, czyli łańcucha państw pośrednich pomiędzy nimi a Rosją, które swoim potencjałem przyczyniają się jako składowe do wzmocnienia niemieckiej potęgi i dobrobytu, jak również stanowią standardowe, pojmowane w kategoriach historycznych i geopolitycznych, zaplecze i rezerwuar lebensraumu (przestrzeni życiowej). Poza tym proszę pamiętać, że Niemcy są pragmatyczni i mają pełną świadomość, że władze w Polsce nie są w pełni suwerenne i jeżeli Amerykanie będą chcieli namówić Polaków do jakiejś awantury na Wschodzie, to o wiele łatwiej to zrobią będąc tutaj na miejscu niż nie będąc.

Odpowiedź na te problemy jest jedna, mianowicie nie zauważamy cały czas problemu wynikającego z niemieckiego zagrożenia dla Polski, które się może w każdej chwili ziścić, jeżeli tam dojdzie do przełomu politycznego, coraz bardziej prawdopodobnego, ze względu na niezgodną z wolą narodu niemieckiego politykę imigracyjną rządu federalnego. Naprawdę Niemcy mogą wybrać sobie takich polityków, którzy będą perfekcyjnie wyglądać w garniturach, perfekcyjnie wysławiać się o Europie i wspólnocie – w każdym języku, ale poglądy będą mieć takie, jakich byśmy u naszych zachodnich sąsiadów nie chcieli widzieć, albowiem byliśmy już ich jednymi z pierwszych ofiarami w historii.

Wniosek ostateczny – w tej układance brakuje normalnych, dobrosąsiedzkich, partnerskich a nawet przyjacielskich, czy też w ostateczności pragmatycznych stosunków z Federacją Rosyjską, w oparciu o relacje z którą – nasza gra w regionie byłaby zupełnie inna. Nie można się filozoficznie odcinać od rzeczywistości i obrażać na Rosję, bez powodu, zupełnie nie mając świadomości dlaczego! Bez chociażby neutralnej – opartej na pragmatyzmie – koegzystencji z Rosją, będziemy rozgrywani jak małe dzieci, jak Czechosłowacja w Monachium! Można wszystko zrozumieć, ale żebyśmy sami ograniczali sobie szanse? Przecież to jest jawna głupota i polityka zwiększania prawdopodobieństwa upadku!

5 komentarzy

  1. Potrzebujemy mądrej polityki opartej na współpracy z sąsiadami,a nie baz NATO i wymachiwanie szabelką.!!!

  2. Zasadniczą kampanią II wojny światowej był “Drang nach Osten”. Ten pogląd znakomicie ilustruje liczba ofiar:
    Wielka Brytania 450 400 co stanowi 0,94% ludności
    Francja 562 000 co stanowi 1,35% ludności
    Czechosłowacja 345 000 co stanowi 2,25% ludności
    ZSRR 13 100 000 co stanowi 13,71%ludności
    Z jednej strony i z drugiej:
    Niemcy 7 293 000 co stanowi 10,47% ludności.
    Udział innych państw , zarówno sojuszników i przeciwników III Rzeszy jest przy tych liczbach znikomy, co sprowadza zasadniczą wagę II wojny do wielkiego starcia Niemiec ze Związkiem Radzieckim. Zdumiewa jednak przy tym rozmiar strat polskich. Otóż Polska nie będąc istotnym uczestnikiem tej wojny straciła 5 600 000 mieszkańców co stanowi 16,07% ogółu ludności. Straciła też blisko 40% i tak wątłego majątku. Zdumiewa to porównanie, bowiem już w 18 dniu wojny uciekły polskie władze i wojskowe dowództwo. Późniejszy wojenny wkład Polaków również nie wygląda imponująco. Imponujący jest jedynie rozmiar ofiar. Skąd więc ten gigantyczny rozmiar strat? Skąd procentowo największa ofiara spośród wszystkich uczestników wojny?
    A może odpowiedź brzmi: “Bo pełniliśmy w tej wojnie rolę bufora i cudzego mięsa armatniego”. Może dlatego USA, Wielka Brytania i Francja z nadzieją patrzyły i wspierały plany Hitlera, aby zatrzymać “socjalistyczną zarazę” szerzącą się ze Wschodu. Gotowe były nawet ponieść przy tym pewne straty, zwłaszcza w ludności Polski i Czechosłowacji. Wróćmy jednak do czasów współczesnych. Czy dzisiejsze dumne : “Przedmurze Chrześcijaństwa” i “Winkelried Narodów” wyciąga z tego jakieś wnioski?
    Czy może znowu namiestnicze władze ubierają nas w buty bufora i szynele armatniego mięsa?
    Jeżeli tak, to przygotujmy się na straty zwielokrotnione w takiej proporcji jak wzrosła skuteczność bomb atomowych w porównaniu do tych napełnionych trotylem.

  3. Dobrze, że Duda powiedział wprost to o czym piszecie od lat. Czytam regularnie – tak trzymać.

  4. Niesamowicie rozsądnie i to w dniu święta Wniebowstąpienia Matki Boskiej Zielnej, co 95 lat wypędziła bolszewików spod Warszawy!

  5. i bardzo dobrze

    będzie wojna?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.