Polska jak chleb z pomidorem, masłem, solą i pieprzem, po prostu pyszna cz.1

fot. red.

W kraju nad Wisłą, a czasem Odrą, prześcigamy się tandetą z dnia na dzień, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Coraz tańsze i droższe produkty, z roku na rok, są coraz lżejsze. Wiatrak na stojaku w porze letniej osiąga zawrotną kwotę 120 zł. Czy można stworzyć urządzenie w cenie nie przekraczającej 120 zł? A w zasadzie 80? Okazuje się, że tak. Wystarczy „pocienić” obudowę i odpowiednio ukształtować by nie poddała się pod ciężarem wiatraka, który zresztą także łatwo pocienić. I tak stoi sobie dumnie i chwiejnie ON, dmuchawa na miarę naszych możliwości z wytartą plakietką „TERAZ POLSKA”. O ironio losu, nie podobało się przecież siermiężnie.

A jak to wygląda od kuchni? Ano tak:

Tomasz i Bronisław zakładają w Polsce firmę pod nazwą: „Lekkie wiatraki” ver. 1.0. Otrzymują z Chin ofertę mejlem. Ilość opcji przyprawia ich o omdlenia. Okazuje się bowiem, że każda część wiatraka występuje w 50 wersjach. Obydwaj główkują dniami i nocami nad wyborem, kombinacji jest setki, jeśli nie tysiące. Rozpiętość cenowa powoduje oczopląs z torsjami, a oni sami zaczynają powoli rozumieć tzw. „chińską tandetę”, bo wiedzą już, jak wielkim stereotypem posługuje się przeciętny Polak.

Po żmudnym procesie składania „polskiego” produktu przychodzi czas na podsumowanie. Koszt wszystkich części wiatraka to 750 złotych. Przecież my tego nie sprzedamy – mówi Bronek do Tomka – toć to za drogo! A gdzie tu jeszcze koszty?! Krótkie badanie rynku i okazuje się, że Polak go nie kupi. Nie stać go.

Panowie i Panie ponownie siadają do komputera, jednak tym razem zagłębiają się w szczegóły. Stojak można zbudować z cieńszej rurki, łopatkę wiatraka także pocienić, po uprzednim, odpowiednim uformowaniu. Potem jeszcze tylko cieńszy kabel, z cieńszą izolacją, cieńsza osłona (bo cieńsze łopatki) i… cieńszy karton, bo wiatrak lekki. I „Vous voilà”! Szczyty wszelkich polskich możliwości osiągnięto na poziomie klawiatury jeszcze rodem z Optimusa. Ojej, rozmarzyłem się.

Czas na podsumowanie. Koszt urządzenia 65,70 PLN z uwzględnionymi kosztami wszelakimi. Teraz już tylko formalność, umowa z Chińczykiem, logistyka, wysłane logo mejlem, kredyt w banku na halę monta…, przepraszam, produkcyjną.

Tak oto powstaje firma „Lekkie wiatraki” ver. 2.0. Awans do wersji 3.0 nastąpi po tym, jak  przez pękniętą izolację potelepie panią Krystynę na os. Trumpa 33/2 w mieście stołecznym Warszawa. Tego już wspólnicy dowiedzą się tuż po mszy, w piękne, niedzielne południe. Uniknęli odpowiedzialności, gdyż pani Krysia wypowiedziała znane nam wszystkim, polskim, niezłomnym patriotom zdanie: „…co za chińska tandeta!”

Oczywiście rzecz dotyczy prawie wszystkich produktów, od wiecznie pękających pazurków do liści, ramek na zdjęcia i mebli wiórowych z wirującym formaldehydem na ściankach płuc przeciętnego Janusza biznesu, przez okulary, bojlery na wodę typu „Czajka”, aż do młotka ciesielskiego, z trzpieniem z cienkościennej rurki, wewnątrz której hula wiatr polskiej nadziei na lepsze. Cienkościenność występuje nawet na blachach ocynkowanych, które pozbawiono kilku mikronów warstwy cynkowej, a które rdzewieją jeszcze na linii, nazwijmy ją, produkcyjnej. Czasem stosuje się sztuczki i zamienia materiały bardzo dobre na kiepskie.

~ Jerzy Krawiec-Mostowiak

Zapraszamy jutro na cz. 2 doskonałego felietonu.

11 komentarzy do “Polska jak chleb z pomidorem, masłem, solą i pieprzem, po prostu pyszna cz.1

  • 17 lipca 2021 o 09:20
    Permalink

    Polska sielska i anielska w tytułowym foto… w nawiązaniu do tekstu p. JK-M. – idziemy ‘po taniości” niczym f-ma Mercedes, synonim bylejakości, jak widzę
    na ulicy ‘szrota”, nie mam wątpliwości kto to wyprodukował. Ile można jechać na stereotypie solidności z dawnych lat? … i gdzie tu miejsce na ekologię?
    “Zielony ład”? 🙂

    Odpowiedz
  • 17 lipca 2021 o 09:59
    Permalink

    I tak ze wszystkim już chyba robią ci biedni kapitaliści. Ale zamiast mówić o “chińskiej tandecie” trzeba mówić raczej o kapitalistycznym bublu. Tak, tak kiedyś w PRL ci nawiedzeni antykomuniści zachłyśnięci zachodnimi świecidełkami i ładnie opakowanym “gównem” twierdzili że produkty z PRL-u to komunistyczna tandeta, bubel itd.. No i o ironio losu, mija 30 lat a mamy kapitalistyczne buble. Tak działa osławiona konkurencja, która przerzuca koszty i szkody na konsumenta. Czy kiedyś ludzie to sobie uświadomią, to zamknięte koło wyzysku?

    Od jakiegoś czasu szukam wygodnego fotela, bo czas zmienić, wysiedziała się ta kapitalistyczna tandeta, którą już musiałem kupić 5 lat temu, bo mój wysłużony 30 letni fotel z PRL-u po prostu padł ze starości, ale wygodniejszego nigdy nie spotkałem. No i mam problem, bo nie ma, wszystko badziewie wykonane z materiałów, które za chwilę padną pod ciężarem dziadka czytającego coś non stop w fotelu. Tamten z PRL-u wytrzymał 30 lat, ten kapitalistyczny nie wytrzymał nawet 5. Pomijam już kwestię wygody i stylistycznego opracowania potrzebnego mi mebelka. Wszędzie tandeta tandetą pogania, a do Warszawy po fotel nie będę jechał do jakiegoś ekskluzywnego sklepu, bo za daleko i pewnie cena by mnie zwaliła z nóg.

    No ale chleb z pomidorem, masłem, solą i pieprzem, jest pyszny, zwłaszcza upieczony sobie na zakwasie naturalnym z pomidorem z własnej działki, więc nigdy go nie zamienię np. na bagietkę czosnkową, czy inne zachodnie pasze.:-)
    A więc Polska jest pyszna mimo tych kapitalistycznych bubli, którymi nas zaśmiecają.

    Odpowiedz
  • 17 lipca 2021 o 13:58
    Permalink

    U mnie meble w pokoju nazwijmy go bawialnią, mają ponad pięćdziesiąt lat i się nie rozsypują: komoda, stół, kredens, witrynka po mamie, gdzie stoi ceramiczna wiewiórka w wieku sześćdziesięciu lat. Widelce i noże z epoki Gierka. Trabantem jeździłem ponad dziesięć lat, używaną syrenką siedem. W czasach Polski Ludowej nie stać mnie było na więcej niż pół litra wódki na miesiąc, a dzisiaj mogę pić alkohol codziennie, czego codziennie nie czynię.
    Każda epoka ma swoje plusy i minusy, ale już Kopernik ogłosił traktat o dobrej monecie. Z towarem to samo.
    Artykuł dowcipny ale i autorowi też nic nie brakuje.

    Odpowiedz
  • 17 lipca 2021 o 14:04
    Permalink

    Ad krzyk58
    Przypomina sobie rozmowę z właścicielem salony sprzedaży Mercedesa. Kupę lat temu. Podał najnowsze hasło reklamowe: “Idź do salonu po swojego Mercedesa, on tam już rdzewieje”. Jak widaćjest to działanie systemowe i od zarania dziejów tzw. kapitalizmu wolnorynkowego.

    Odpowiedz
  • 17 lipca 2021 o 17:24
    Permalink

    Mnie najbardziej irytują apele, że koniecznie mamy OGRANICZYĆ KONSUMPCJĘ, bo przez nią nasza cywilizacja jest pod każdym względem zagrożona. A to hasełko irytuje mnie z powodu hipokryzji, bo dzisiaj wszystko co się sprzedaje przeciętnemu obywatelowi jest tak zrobione, żeby zaraz po gwarancji się zepsuć. A ponieważ naprawa jest przeważnie nieopłacalna, no to zepsute ląduje na śmietniku i kupuje się nowe.

    Takie dwa przykłady:
    1. Znajomy na początku lat 2000-cznych wszedł w posiadanie kultowego Mercedesa, który był marzeniem każdego taxsiarza, bo był nie do zajechania. Niestety musiał go sprzedać bo wyjeżdżał na dłuższy kontrakt. Dzisiaj również ma wypasioną furę i regularnie różne problemy z nią, bo ciągle coś się psuje [przeważnie drobne rzeczy, ale bez warsztatu się nie obejdzie].

    2. Moją pierwszą pralkę automatyczną typu “Wiatka” oddałem po latach zupełnie sprawną, a dziś jestem już na kupnie trzeciej. Podobnie mam z lodówkami – pierwsza chodziła kilkanaście lat, a kolejne coraz krócej…

    Odpowiedz
    • 17 lipca 2021 o 20:56
      Permalink

      @Niechodzący … . “Niestety musiał go sprzedać bo…” “Ruda” pokochała modele z drugiej połowy 90′ także następne modele i roczniki, wszyscy wiemy co jest powodem dziadostwa a jak ‘nie wiemy” to podpowiem – chodzi o pieniądze (oszczędności, robimy po taniości) . Przyznam panu ze od kilkunastu lat ujeżdżam Volvo rocznik 96’ model 850 (pierwszy przednionapędowy Volvo)”w kombi” – oczywiście tede-i, 🙂 2.5 140 KM ( ze ‘stajni” Audi) mierzony na hamowni,w trakcie kupna ‘kunie” nie uciekły do lasu, trzyma parametry (R5 – rzędowa piątka) rdzy nie muszę szukać, bez wodotrysków – ale posiada wszystko co służy bezpiecznej i komfortowej jeździe, i co ważne nic ponad-to( nie rozkraczy mi się pośrodku trasy z błahego powodu) Chwatit! A! b. często spotykam się z wyrazami uznania z powodu, przyznam nieskromnie dobrego gustu i celnie dokonanego wyboru. 🙂

      @Miecław. “Od jakiegoś czasu szukam wygodnego fotela…” Uciekł mi (dłuższy) kom. więc tym razem ograniczę się do zdawkowych ‘dwu zdań”. Jak już wspominałem jestem na etapie kapitalnej renowacji kultowych “lisków”: https://yestersen.com/pl-pl/fotel-300-190-lisek-proj-h-lis-polska-lata-60-327179
      które przeprosiłem w miejscu odosobnienia, wyrzucone nie wiem kiedy, może pod koniec
      80′, zdemontowałem do golasa i oddałem do renowacji, to nie są tanie rzeczy, jak mówi Ferdek, ale za to cieszyć będą oko w “salonach’ córki na wiejskiej posiadłości “gdzieś pod W-wą” , nawiasem mówiąc,
      leżały by do końca świata albo i jeszcze dłużej gdyby nie inicjatywa córki, która to podpatrzyła w necie
      te i jeszcze inne ‘peerelowskie lexusy”. Krótko mówiąc -‘robią się” do stanu wiernego jak najbliżej oryginałowi, widziałem też jak niektórzy potrafią “przedobrzyć”, normalnie – spieprzyć. Niby taki sam a “coś” odpycha… Więc co stoi na przeszkodzie miłośniku PRL-u? A może masz życzenie posadzić ‘cztery litery” po jaśniepańsku na klasycznym buddenbrooku?
      A?
      🙂
      Takie tam dygresje do panów uwag …

      Odpowiedz
      • 18 lipca 2021 o 09:16
        Permalink

        @krzyk58

        Miałem takiego “liska”, ale w kolejnych przeprowadzkach się zabył ze starości, a nie przypuszczałem, że kiedyś będzie kultowy i do tego w kosmicznej cenie. Widzisz, problem z renowacją obecnie jest taki, że z zewnątrz “opakowanie” jest ok do zrobienia, ale do środka włożą ci gąbki, które wytrzymują góra 2 lata siedzenia. Mój fotel z PRL-u był ze skóry, extra rzemieślnicza robota gościa który robił takie rzeczy dla kleru, nawet biskupów podobno. Więc sam rozumiesz, czułem się jak “biskup” na urzędzie w tym fotelu. 🙂 Niestety przeprowadzki spowodowały uszkodzenie skóry no i padł w końcu. Teraz w sumie żałuję bo mogłem go oddać do renowacji, no ale wiesz jak jest, druga połowa chce mieć nowe meble z salonu, ale okazały się kapitalistyczne buble.

        Tak, tak, my dopiero się uczymy czym jest kapitalizm i oczy przecieramy ze zdumienia, co te prymitywy styropianowe zrobiły z Polską.

        Odpowiedz
  • 17 lipca 2021 o 22:50
    Permalink

    Panowie, nie lećcie z tymi pochwałami “dawnego dobrego” za daleko!
    W swoim tekście, Autor napisał wyraźnie jak się “potania” produkt , psując go jednocześnie.

    Chiny robią rzeczy od najlepszych po tandetne.

    Merce w swoim najgorszym wcieleniu “okularnik” były pierdylion razy lepsze niż cokolwiek na kołach z RWPG, choć rdzewiały trochę . A tzw. BECZKI jeździły MILIONY kilometrów!

    Syrena i Trabant to były twory samochodopodobne ! Wzorem rdzewienia na taśmie prod. były nasze Żuki i Nysy. To był złom!

    Jakikolwiek samochód zachodni jeździ min. 3 x dłużej niż cokolwiek z RWPG!
    Nawet małe Opelki czy Peżo , czy Reno z ok. 2002 r.

    Najnowsze auta psują się częściej z powodu pierdylona układów, o jakich kiedyś się nie śniło!

    @ Danielu, a kryształy na etażerce jeszcze TEŻ trzymasz? Ja prdl.!!! Piłbym częściej !
    ( chyba, że wynajmujesz do filmu)

    Odpowiedz
  • 17 lipca 2021 o 23:07
    Permalink

    @krzyku, “liski” trzeba lubić. Wiek temu miałem ( tzn. rodzice) .Wygoda zerowa, wygląd zerowy. Ja nie trawię niczego, co ma nogi rozwarte ( poza ładnymi paniami) . Serio, ta moda z l.60-tych działa na mnie jak płachta na byka! Niestety, teraz wraca.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.