Polska jak bezmięsne parówki

Współczesna Polska to fascynujący i zmuszający pod każdym względem do refleksji kraj. Państwo tak rządzone jak nasze, ma wyjątkowe szczęście, że przyszło mu funkcjonować w czasach cywilizowanych, gdy sąsiadom nie wypada już jawnie zagarnąć jego terytorium a społeczeństwa zamienić w niewolników. Naprawdę mamy wielkie historyczne szczęście, że żyjemy tu i teraz i nawet panowie: Kaczyński i Tusk nie powinni nam przyjemności z tego funkcjonowania zabierać, chociaż to niebywale trudne.

Polska – w znaczeniu systemu jaki tutaj wytworzyliśmy to taka bezmięsna parówka, niby ładna z zewnątrz, a w środku pełna trocin, utleniaczy, różnego rodzaju sztucznych substancji tworzących mięso-podobną pulpę, całość obwinięte w foliowy worek, ładnie sprasowane na końcówkach, ale już nawet psy nie chcą tego oszustwa jeść, albowiem właśnie nasz kraj to jedno wielkie oszustwo. Oszukują wszyscy – politycy udają, że wiedzą, że mają wizję i że potrafią oraz chcą wprowadzić ją w życie. Administracje wszelkiego rodzaju – udają i oszukują obywateli, że są omnipotentne i że stoją na straży przysługujących im praw – szczególnie jaskrawo widać to w przypadku administracji świadczących. W końcu państwo zaczyna udawać, że jest w stanie np. płacić emerytury i renty na poziomie umożliwiającym przeżywalność ubogiej większości. Doprowadza do zmiany systemu, który na chwilę ma nieco przywrócić równowagę, ale następnie wycofuje się ze względu na orzeczenia jego własnych sądów i trybunałów, albowiem musi być zachowana stratyfikacja – biedniejszy ma dostawać mniej, żeby bogatszy był stale bogatszy, aż do śmierci! Takich przykładów można szukać więcej – państwo udaje, że jest w stanie nas obronić przed agresją z zewnątrz, podczas gdy w zasadzie każdy rozsądny wojskowy – w tym ci najwyżsi – emerytowani, ale obecni przy prezydencie – przecząco kiwają głowami. Dobrze, że przynajmniej potrafimy się przyznać do tego, że się nie da i bardzo dobrze. Państwo udaje, że nas leczy, na szczęście nie obiecuje nam wyleczenia, więc nie można sobie robić nadziei – ryzyko zawsze istnieje, natomiast bieda temu, kto musi skorzystać z medycznej pomocy państwa – nie m a w tym nic przyjemnego ani pewnego.

Jednakże oszukuje nas nie tylko państwo – podobnie postępują też inne organizacje aktywne publicznie. Przykładowo partie polityczne mają tak skonstruowane wewnętrzne statuty regulujące sukcesję władzy w ich organach, że mogą zaskoczyć całe społeczeństwo – nieoczekiwaną zmianą miejsc, a nadal nie wiadomo, o co chodzi. Podobnie liczne związki i stowarzyszenia – jak związki zawodowe, przykładowo kolejarzy, – które oderwały się od rzeczywistości prawdopodobnie już tak znacznie, że chyba tylko zupełna zmiana ustawy i ich delegalizacja – mogłaby umożliwić uzdrowienie sytuacji. Nie zapomnijmy także o Kościele – Katolickim – przypomnijmy – starszej organizacji biurokratycznej na tych ziemiach niż państwo polskie! Gdy okazało się, że instytucja ta powinna świadczyć pewne usługi państwu – jak np. podtrzymywanie pewnych wzorców i wartości – jej znaczna część schowała głowę w piasek, a reszta, z wyjątkiem nielicznych głosów rozsądku – milczy, żeby uniknąć rozłamu!

Myli się też ten, kto myśli, że na serio są w naszym kraju podatki! Okazuje się, bowiem, że także w tej kwestii jesteśmy oszukiwani, gdyż, – o czym nikt nie mówi – bogatsi i lepiej sytuowani płacą radykalnie niższe procentowo udziały w swoich dochodach niż biedni. Skala podatkowa jest skonstruowana w taki sposób, że państwo jest utrzymywane głównie z podatków pośrednich – płaconych przez rodziców kupujących ubranka dla dzieci i codziennych konsumentów drobnicy. Podczas gdy posiadacze majątku – klasa żyjąca z renty odsetkowej ma się w najlepsze – może stale akumulować kapitał i się bogacić, korzystając z dobrobytu państwowego i opieki państwa – utrzymywanego na koszt biedującej i często – nie bójmy się tego powiedzieć – niedojadającej większości!

Jeżeli kogoś szokuje porównanie naszego kraju do bezmięsnej parówki – to nie przepraszam, albowiem trudno jest wskazać coś bardziej adekwatnego, czego może spróbować każdy. Nie ma w niej grama mięsa, a nawet, jeżeli są to mamy do czynienia ze zmielonymi żyłami i inną masą organiczną – odpowiednio zmodyfikowaną chemicznie i podaną w przystępnej – a nawet ładnie pachnącej przed przegotowaniem formule. Cóż z nią zrobić jednak, – jeżeli pies jej nie chce tknąć? Czy zjedlibyście państwo mięso, którego nie chce zjeść pies? No właśnie! A jednak musicie żyć w tym kraju i codziennie zginać kark z niemocy – pełni poczucia bezsilności i przerażenia. Dokąd zmierzamy? Co będzie dalej? Co jest naszym celem? Więcej parówek lepszej, jakości?

Polsko zbudź się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.