Soft Power

Polska dyplomacja telewizyjna

 Wspaniale ogląda się jak imperium kontratakuje, jednakże smutno się robi na myśl, że celem kontrataku jest nasz własny kraj. Człowiek pełniący funkcję ministra spraw zagranicznych naszego kraju – przed kilkoma dniami podniósł na forum Unii Europejskiej kwestię wraku polskiego samolotu, który sobie leży i gnije na lotnisku pod Smoleńskiem. Musiało to wywołać reakcję imperium póki, co na adekwatnym do wagi spraw bieżących poziomie – zwykłej konferencji prasowej tamtejszego ministerstwa spraw zagranicznych realizowanej na bieżąco.

Nie są znane motywy pana Sikorskiego, nie wyjaśnił swoich intencji, które pchnęły go do działania w zakresie przedstawienia tego nadzwyczajnego problemu szefowej unijnej dyplomacji. Jednakże, reakcje strony rosyjskiej – przynajmniej te formalne były przewidywalne i chyba nikogo nie zaskoczył formalny ton – oficjalnego przedstawiciela niskiego szczebla tamtejszej dyplomacji. Dlatego tym bardziej zastanawiające są powody, które pchnęły do tak nadzwyczajnego działania pana Sikorskiego zwłaszcza, że niczym niesprowokowanego ze strony rosyjskiej, która właśnie w pełni świętego oburzenia może oskarżać Polskę o nie honorowanie konieczności przestrzegania przez państwo rosyjskie obowiązującego w nim kodeksu karnego.

Polska na tle rosyjskiej propagandy – póki, co wytaczającej spokojnie działa małego kalibru – jest bez szans, albowiem nie jesteśmy w stanie udowodnić Rosjanom przewlekłości – gdyż sama waga sprawy jest tak znacząca, że jakikolwiek pośpiech jest tu niewskazany, a dodatkowo sami zgodziliśmy się na prowadzenie przez nich śledztwa. Polskie działanie na tym tle zaczyna przypominać znamiona paniki, albowiem jakiekolwiek twierdzenie o rzekomej próbie testowania Unii Europejskiej, – jeżeli okazałoby się prawdziwe – wskazywałoby już na skrajne zidiocenie aktualnego polskiego kierownictwa, gdyż w ten sposób nie testuje się nawet panien lekkich obyczajów a co dopiero naszej jedynej podpory strategicznej.

Obecnie zaczął się festiwal telewizyjny, czyli polscy oficjele różnej proweniencji zaczęli wypowiadać się przeważnie głupim polskojęzycznym dziennikarzom w tej sprawie. Pierwsza wypowiedź pana premiera była stosunkowo wyważona, jednakże już komentarze polityczne tzw. sceny – są masakryczne. W tej sprawie wszyscy powinni przynajmniej milczeć, w ogóle nie powinna być podniesiona na ten poziom, o ile w ogóle trzeba było ją w istniejących realiach – i ze względu na tok śledztwa – formalnie w relacjach międzypaństwowych podnosić.

Niestety zaczyna się realizować scenariusz „Jak najskuteczniej wyalienować Polskę ze struktur zachodnich?” medialnie z Kremlem nie mamy szans, być może o czymś nie wiemy i nasza sytuacja w relacjach bilateralnych była już tak dramatyczna, że nie było innego sposobu niż sięgnąć po tak irracjonalny przerywnik w dotychczasowym toku relacji, które i tak zmierzały do upokorzenia naszego kraju. Jednakże, jeżeli wyczerpaliśmy „amunicję” w tak jałowym procesie, gdzie nie udało nam się w zasadzie uzyskać nic, a wręcz sami sparaliżowaliśmy się na scenie wewnątrz krajowej – to dajmy sobie spokój, albowiem na arenie unijnej możemy się tylko i wyłącznie ośmieszyć.

Jest możliwe, że krok pana ministra Sikorskiego – był jego prywatną inicjatywą, w której bazował on na swoim rozumieniu rzekomych relacji, jakie – jak mu się wydawało miał z panią Catherine Ashton. Być może panu ministrowi wydawało się, że jego domniemane relacje – jak prawdopodobnie mniemał bliskie i specjalne, przełożą się na przywiązanie do tej sprawy odpowiedniej – zgodnej z jego oczekiwaniami wagi. Nie wiemy czy się przeliczył, nie wiemy też czy miał podstawy do tego typu myślenia – w ostateczności nie wiadomo też, czy testował własne relacje z panią Ashton, czy też relacje Polski z sojusznikami w Unii Europejskiej. W tym drugim przypadku – powinien był najpierw spróbować przekonać do takiego działania – przynajmniej w postaci milczącego przyzwolenia kilka istotnych stolic europejskich, jeżeli chciałby iść na całość to Paryż i Berlin, a jeżeli koncyliacyjnie np. Sztokholm i Rzym. Mając poparcie polityczne, przynajmniej powodujące milczące wyczekiwanie na efekty działań wspólnotowej dyplomacji, mógłby o to poprosić panią Ashton – jednakże, – co jest szczególnie ważne – w trybie poufnym, wykorzystując swoje rzekomo nadzwyczajne relacje.

Przedstawiony algorytm miałby tylko wówczas szanse na powodzenie. Po pierwsze uzyskano by efekt zaskoczenia Rosjan – nadzwyczajnym stanowiskiem Unii Europejskiej – niespodziewanym przez Rosjan, – czyli wywołującym problem w tamtejszych strukturach i swojego rodzaju zakłócenie. Po drugie – Rosjanie odczuliby lekką presję – a raczej ciekawość dyplomatyczną – państw europejskich pytających się, o co w rozgrywce z Polakami chodzi.

Niestety to nie zostało tak przeprowadzone, całość wygląda jak działanie „na gębę”, albowiem wszystko jest jawnie i nie wiadomo, co nasz rząd chciał tą akcją osiągnąć chyba, że to nie rząd – gdyż pan premier enigmatycznie na jedno z pytań w tej sprawie odpowiedział, że on nie jest od błogosławienia. Co więcej – nic szczególnego w tej sprawie podczas jego wizyty w Brukseli się nie wydarzyło!

Najgorsze, co może się dalej stać jest dyplomacja telewizyjna, czyli rozmawianie przedstawicieli obu krajów za pomocą konferencji prasowych lub co jeszcze gorsze mediów społecznościowych. Nie po to płacimy pieniądze naszym dyplomatom, żeby rozmawiali z Rosjanami za pomocą dziennikarzy lub – co najgorsze Twittera! Premier powinien wyciągnąć z tego błyskawiczne wnioski i konsekwencje – nie ma niezatapialnych ministrów, no chyba, że nagle pan minister wyjmie królika z kapelusza – asa z rękawa i przygwoździ „przeciwnika”. Jednakże z ostrożności – lepiej żeby już nic nie mówił i nie robił, albowiem on ma gdzie uciec – my musimy w tym kraju zostać!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.