Polnische Wehrmacht to stan umysłu!

graf. red.

Polnische Wehrmacht to stan umysłu! To niesamowite, że nadal niektórzy politycy robią problem i wielkie „strachy na Lachy”, posiłkując się taką zbitką językowo-historyczną, jak powołanie czyjegoś przodka do Wehrmachtu. W istocie jest to parszywy sposób stygmatyzowania człowieka, albowiem NIKT NIE WYBIERA SOBIE PRZODKÓW. Przy czym, co będziemy chcieli poniżej wykazać – sama przynależność obywateli polskich do Wehrmachtu i innych niemieckich formacji zbrojnych lub innych formacji pomocniczych w hitlerowskim aparacie przemysłu, organizacji pracy i oczywiście wojsku – NIE JEST HAŃBĄ. Jak również nie był hańbą dla wcielonych, tak i nie może być – powtórzmy to wyraźnie – hańbą dla potomków. Decydują tutaj intencje i okoliczności, mające bardzo skomplikowany charakter w dominującej większości przypadków.

Wynika to z tej prostej przyczyny, bo nawet jeżeli się było „ochotnikiem” to głównym czynnikiem motywującym do ochotniczego zgłoszenia się było zagrożenie dla członków rodziny „ochotnika”. Sprawa była bardzo złożona, Niemcy kolonizowali Polskę i dzielili byłych obywateli Polski wg. grup swojej Volkslisty. Następnie w miarę potrzeb mobilizacyjnych, zaciągali kolejne roczniki i grupy, wg. ocenianej podatności na sugestię.

Proszę sobie wyobrazić następującą sytuację, pracujecie państwo w kopalni na Śląsku lub jesteście rolnikiem na Pomorzu, dostajecie najpierw informację, że jesteście obywatelami Rzeszy, a następnie kartę powołania do komisji poborowej armii niemieckiej. Jeżeli się nie zgłosicie, to będziecie ścigani przez potężny aparat terroru, co więcej, wasi krewni musieli się liczyć z represjami – np. spaleniem domu lub najczęstszym przypadkiem – wizyty na Gestapo z wizją wysłania do obozu koncentracyjnego. Los dezerterów był analogiczny, ta tragedia dotknęła tysiące śląskich, pomorskich, czy wielkopolskich rodzin – tam maszyna werbunkowa Wehrmachtu była na najwyższych obrotach.

W powyższych okolicznościach tamtej epoki, ciężko było być bohaterem. Pomimo tego, mniej więcej 30% Żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, to byli jeńcy lub dezerterzy z armii niemieckiej, którzy mając styczność z alianckimi Żołnierzami, przeszli na ich stronę i zasilili polskie formacje. To miało masowy charakter, mówimy o prawie 90 tyś., ludzi!

Można z dzisiejszej perspektywy się wymądrzać i tworzyć tego typu, oparte na ksenofobii zarzuty. Jednak to jest nie tylko ahistoryczne, jak również obraźliwe dla setek tysięcy ludzi, to jest po prostu głupie. Ponieważ co ma zrobić młody człowiek, którego rocznik i wszystkich w okolicy biorą do armii, a jeżeli chciałby się sprzeciwić, to ryzykuje, że matkę lub ojca – albo żonę, po przejściu przez Gestapo osadzą w obozie koncentracyjnym, a jego wyślą do robót przymusowych lub po prostu zabiją? Ciężko być bohaterem, ale wiemy że byli tacy ludzie, którzy potrafili prowadzić więcej, niż bierny opór.

Germanofobia jest parszywą przypadłością w dzisiejszej Polsce, nie można się na nią zgodzić, ponieważ przeważnie jest po prostu naiwnie głupia. Straszenie Polaków – zbitką propagandowo-wizerunkową Niemca, jako „Krzyżako-SS-mana”, jest najdelikatniej mówiąc po prostu głupie. Historia jest historia, oczywiście trzeba z niej wyciągać wnioski, czego akurat nie robimy, jednak warto również po prostu racjonalnie oceniać fakty. Kto by się przeciwstawił takiemu poborowi w 1942 roku? 1943? W W944 i 1945 brano nawet Polaków, których na siłę usiłowano zniemczać. Znane są przypadki ludzi, którzy walczyli w jednostkach Wehrmachtu na Pomorzu i uciekali przy pierwszej nadarzającej się okazji. Czy z tego powodu mamy dzisiaj obrażać ich pamięć i poniżać ich potomków? Przecież to jest po prostu parszywe, niegodziwe i nie można tego uzasadnić traumą wojenną własnej rodziny, czy własną chociaż to już bardzo rzadkie przypadki.

Te zagadnienia są bardzo skomplikowane i pogmatwane, zawsze – w każdym przypadku, może poza autentycznymi ochotnikami (bo byli i tacy), to oznaczało tragedię i stygmatyzację dla tych osób i rodzin. Co ciekawe, po wojnie władze w Polsce nie prześladowały systemowo ludności, która służyła państwu niemieckiemu. Zdarzało się wiele zemst osobistych, czy ścigania ludzi oskarżonych o przestępstwa. Jednak sam fakt służby w Wehrmachcie, nie był okolicznością wykluczającą z życia społecznego w Polsce Ludowej. To było raczej zagadnienie o którym się nie mówiło, albowiem wszyscy ówcześni decydenci mieli świadomość jak wielkie tragedie całych rodzin za tym stały. Zresztą np. Śląsk wyjątkowo nie miał szczęścia w wojennych i powojennych losach i to co wycierpiała ludność, zasługuje nie tylko na pomnik w Katowicach, ale przede wszystkim na jednoznaczne naświetlenie i rzeczowe omówienie.

Jak ktoś chce przeczytać realny przekaz dotyczący obywateli polskich wcielonych do Wehrmachtu i innych niemieckich formacji militarnych, powinien przeczytać wielkie dzieło o tej tematyce – „Pogmatwane drogi” autorstwa pana Ryszarda Hajduka (Wydawnictwo MON 1976 i inne wydania). To jest skarbnica wiedzy na ten temat, nie brakuje również i nowszych opracowań. Przywołana pozycja historyczna jest warta trudu zakupu lub wypożyczenia i poświęcenia na nią czasu. Wartością dodaną jest to, że przedstawia ona realia tamtej epoki, mówimy o 30 latach po wojnie!

Niestety tymi hańbiącymi fantasmagoriami ahistorycznymi grają dzisiaj znowu politycy. Jedna z „dobrozmianowych” Posłów do Parlamentu Europejskiego, miała przywołać kontekst rzekomych „faszystowskich pamiątek”, które rzekomo miałby posiadać w większej ilości pewien bardzo znany polski polityk (celowo nie piszemy kto, żeby nie karmić fake newsów). To wszystko w nawiązaniu do maski, jaką tenże polityk miał ubrać – z emblematem błyskawicy, symbolizującym „Strajk Kobiet”. Sugerowanie, że na następnym spotkaniu polityk miałby powitać gości „w mundurze dziadka z Wehrmachtu” jest po prostu smutne, a na pewno nie jest żartobliwe. To są za poważne sprawy, które do dzisiaj bolą. Jeżeli ktoś tego nie rozumie to lepiej niech milczy.

Jeżeli już się chcemy rozliczyć z własną historią, to pamiętajmy że przed wojną państwo polskie wcielało do Wojska Polskiego swoich obywateli, nie polskiej narodowości np. Rusinów (ówczesne nazewnictwo) – nie tylko wbrew ich woli, ale pod karabinami maszynowymi i to w znaczeniu dosłownym. Tyle w temacie, naprawdę smutnym i trudnym, zbyt poważnym, żeby podcierać nim sobie dzisiejszą błahą w istocie współczesność. Polnische Wehrmacht to stan umysłu! Zostawmy historię – dla historyków (ale tych prawdziwych).

20 komentarzy do “Polnische Wehrmacht to stan umysłu!

  • 13 grudnia 2020 o 07:45
    Permalink

    Odważne słowa i bardzo wyważone jednocześnie. W zasadzie to mógłbym z Panem zgubić.

    Osobiście bardziej mi głupio za głupie słowa głupich polityków w tych czasach, jak za rozterki tamtych ludzi, chroniących całe rodziny. Podawałem niedawno przykład matki celującej pistoletem w czoło syna, która wymierza mu karę śmierci bo podjął wg niej złą decyzję. Nie sobie strzeliła w łeb, lecz jemu.

    I ten przykład jest świetnym kontrastem przy losach ludzi, którzy podjęli decyzję być może hańbiącą, ale tylko w tych głupich czasach.

    pozdrawiam

    Odpowiedz
  • 13 grudnia 2020 o 09:22
    Permalink

    No odważne w warunkach stygmatyzacji i straszenia wrogiem, którego nie ma. Nie ma nic prostrszego, niż wyjęcie kogoś poza nawias i plucie na niego. Ciekaw jestem ilu z tych wiernych pisonogów by się odwazyło iść do Sachsenhausen zamiast do Wehrmachtu. Łatwo jest być odważnym po czasie.

    Odpowiedz
  • 13 grudnia 2020 o 10:25
    Permalink

    Obecne koniunkturalne i polityczne wykorzystywanie tego historycznego problemu jest faktycznie godne potępienia. Z tego co czytałem po wojnie ścigano największych polskich kolaborantów faszystowskich, ale nie czepiano się tych, którzy wykazali, że byli wcieleni przymusowo do służby na rzecz ówczesnej niemieckiej machiny śmierci i nie dopuścili się umyślnych zbrodni na narodzie polskim.
    Skala tych polskich tragedii jest przecież ogromna i manipulacji danymi także:
    “Najciekawiej jest jednak wówczas, kiedy redaktor „Polityki” pisze o liczbach, bo tu wykłada się najbardziej i tu najpełniej widać jego manipulacje i przekłamania.
    „Ok. 400 tys. Polaków służyło w AK, ok. 300 tys. – w Wehrmachcie; w większości zostali tam wcieleni przymusowo, ale było też ok. 20 tys. ochotników” – pisze Szacki. Nie wspomina jednak o tym, że w 1931 roku mniejszość niemiecka liczyła w II RP 750 tysięcy osób. W Wielkopolsce i na Pomorzu stanowiła 10% populacji, na Górnym Śląsku 7%. To z tej mniejszości rekrutowali się „polscy” ochotnicy do Wehrmachtu.”
    https://wolnemedia.net/niedouczenie-czy-niebezpieczne-manipulacje/

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Polacy_w_Wehrmachcie

    Niestety podobnie pod zaborami Polacy byli rekrutami armii zaborczych i bywało, że brat musiał stawać przeciwko bratu. To są zbrodnie feudalno-monarchicznych systemów, które potem były wzorcem w nazistowsko-niemieckiej machinie.
    Polecam przykład:
    “-Mój ojciec był powstańcem śląskim, a jego brat, a mój stryj był po drugiej stronie, walczył w armii niemieckiej. Gdyby się wówczas zetknęli w walce, to by do siebie strzelali. Takie to były śląskie losy – z Franciszkiem Pieczką rozmawia Krzysztof Lubczyński.”
    https://trybuna.info/opinie/mialem-szczescie-do-ciekawych-rol/

    Fakty historyczne imperializmu zachodniego są takie, że już w starożytnych kronikach radzono jak rozbijać jedność plemion słowiańskich, aby je zwrócić przeciwko sobie i wykorzystać do podboju słowiańskich terenów.
    Według Witolda Hensela: „Zhańbiony w krwi słowiańskiej krzyż i wszechwładny miecz mają na długo odtąd stać się symbolami „kulturalnej pracy” Niemiec. Pod jej działaniem wyniszczone zostają kolejno poszczególne narody zachodnio-słowiańskie, a granice Niemiec przesuwają się od Sali i Łaby do Odry, Wisły i dalej”. W. Hensel, Kłamstwa nauki niemieckiej o Słowianach, Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik, Łódź 1947, s. 2.

    TAK DO DOSKONAŁA KSIĄŻKA, KIEDYŚ JĄ MIAŁEM I INNE TEGO DOSKONAŁEGO ARCHEOLOGA ! POLECAM. WEB. JÓZ.

    Odpowiedz
  • 13 grudnia 2020 o 10:37
    Permalink

    To prawda, zachowanie w stylu wytykania komuś przodków jest parszywe, ale jest też druga strona medalu – co z tymi, którzy nie mogli się narodzić, bo panowie z Wehrmachtu zabili ich przodków? Ktoś się o nich upomni? Właśnie dlatego nienawidzimy Niemców.

    Odpowiedz
  • 13 grudnia 2020 o 10:46
    Permalink

    Dobry artykuł.

    Potwierdzam słowa Autora o wcielaniu do Wojska Polskiego pod lufami karabinów maszynowych.

    Opowiadał mi przed laty Starszy Pan, jak bodajże w Stanisławowie (obecnie Iwano-Frankowsk) na palcu apelowym 48 pułku piechoty, wcielano rekrutów, tzw. Rusinów.

    Na budynkach otaczających plac, było ustawionych kilka km-ów, tak żeby je było widać, ale nienachalnie.

    No bo zanim zaczynał się proces wcielania (spisywanie, strzyżenie, badania lekarskie, zabieranie ubrań cywilnych i wydawanie mundurów, itp.) upływało kilka godzin i TŁUM WCIELONYCH mógł zachować się różnie, a były to lata 30-te i te tereny przechodziły już PACYFIKACJE i niszczenie cerkwi …

    Tak to było i nikt tego nie odkręci.

    Ponadto, starano się “roztapiać” obywateli polskich o narodowości niepolskiej – wśród masy etnicznych Polaków.

    Rusini byli wysyłani do jednostek WP na zachodzie kraju, a Niemcy – na wschód.

    Nie wysyłano wszystkich, starano się tylko o “roztopienie” przedstawicieli mniejszości wśród polskiej masy poborowych.

    Podczas kampanii 1939 roku, zachowania tych wcielonych mniejszości były różne.

    Podobno obywatele polscy niemieckiego pochodzenia, powoływani do jednostek na wschodzie – zachowywali się poprawnie.

    Dopóki jednostka była zwarta, prężnie dowodzona i karmiona.

    Ale po 10-tym, 15-tym września 1939 roku, nocnych przemarszach i ostrzeliwaniu w dzień przez niemieckie lotnictwo – było z tym “zachowaniem” – różnie.

    Wszystko popsuło się po 17-ty września, szczególnie pośród przedstawicieli mniejszości ukraińskiej.

    Z uwagi na upadek aparatu państwowego, wkroczenie Armii Czerwonej, brak zwartych jednostek i zaopatrzenia – wszystko upadło.

    Ci co czuli się Polakami, starali się przedostać do Rumuni i na Węgry.

    Tym którym się nie udało – poszli do niewoli.

    Resztę ich losów znamy.

    Dlatego przypomnienie losów Polaków siłą wcielanych do Wehrmachu – jest słuszne.

    To była rzesza około miliona Polaków w ciągu kilku lat.

    Tak było i musimy z tym jakoś żyć w Naszym przepięknym Nadwiślańskim Macondo.

    Amen.

    Odpowiedz
    • 13 grudnia 2020 o 14:03
      Permalink

      Przypominam ze z tych tak uciskanych Rusinów pochodził m.in. Naczelny Wódz II RP… 🙂

      Odpowiedz
    • 22 grudnia 2020 o 18:15
      Permalink

      Samo bycie w wojsku JEST hańbą. Mundurowi nigdy nie będą mieć ode mnie szacunku
      Gorzejj jak jest to forma obowiązkowa, bo świadczy to tylko o pazerności polityków nad wolnością obywateli do ich sumienia. Tym bardziej na szacunek nie zasługują wszyscy ci co mają cokolwiek wspólnego z tą fffff instytucją! O!

      Odpowiedz
      • 23 grudnia 2020 o 07:44
        Permalink

        Z tą – ddddddd – instytucją miało być.

        TAK ALE NIE NALEŻY NIKOGO OBRAŻAĆ. PANA UWAGA ODNOSI SIĘ GENERALNIE DO WOJSKA JAKO ZJAWISKA SPOŁECZNO-PAŃSTWOWEGO. NIE MOŻEMY TEGO ZAAKCEPTOWAĆ, ALBOWIEM PONOSIMY ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA TO CO JEST PUBLIKOWANE NA NASZYM PORTALU. MA PAN DOWODY NA POTWIERDZENIE SWOICH TEZ? CO INNEGO W ODNIESIENIU DO NIEMIECKICH FORMACJI WOJSKOWYCH Z OKRESU II W. ŚWIATOWEJ – W TYM KONTEKŚCIE JAK NAJBARDZIEJ TO PRAWDA, CZEGO DOWIÓDŁ TRYBUNAŁ NORYMBERSKI – TYLKO PROSZĘ USZCZEGÓŁOWIĆ WYPOWIEDŹ. POZDRAWIAM. WEB. JÓZ.

        Odpowiedz
      • 23 grudnia 2020 o 09:31
        Permalink

        @Kronos

        A więc mamy rozumieć, że jesteś tak dobrym chrześcijaninem, że nie akceptujesz służby wojskowej? Albo po prostu naiwnym pacyfistą wychowanym na zachodniej kulturze głupoty?
        Może jednak przymus służby wojskowej pomógłby ci zostać mężczyzną? 🙂
        Gdyby nie mundurowi, bez znaczenia wojsko, policja i inne służby, to człowieku służyłbyś jako podnóżek dla jakiegoś lokalnego mafioso lub feudała bez prawa głosu. Byłbyś niewolnikiem i albo chwycił byś za broń stając się de facto żołnierzem, aby się uwolnić, albo zdychałbyś na galerach. Tak czy inaczej o godność trzeba walczyć w tej ułomnej i niedorozwiniętej ludzkiej cywilizacji.
        Kto ma dbać o bezpieczeństwo kraju i bezpieczeństwo wewnętrzne w społeczeństwie, aby ludzie się wzajemnie nie pozagryzali, jak nie mundurowi?
        W jakim świecie ty żyjesz, może za dużo Marychy?

        Odpowiedz
  • 13 grudnia 2020 o 10:55
    Permalink

    “Straszenie Polaków – zbitką propagandowo-wizerunkową Niemca, jako „Krzyżako-SS-mana”

    My Polacy(nie tylko “my Polacy” , w Jugosławii w niektórych miejscach stosowano jeszcze w latach 60′ ostrzeżenia drogowe iż niemieccy turyści wjeżdżają na własną odpowiedzialność…) mamy długą tradycję straszenia nas”krzyżakiem i giermańcem”, tak sobie myślę 🙂 że ‘ta fobia” nie wzięła się znikąd – były ku temu mocne podstawy w naszej historii A! -Wyżej zarysowany wizerunek przez K. to była domena Polski Ludowyj, o ile sobie dobrze przypominam to owym krzyżakiem straszyła PZPR ze dwa pokolenia Polaków, ale też władze stanu wojennego jeszcze w latach 80’.

    Zapewniam ze wcześniej (przed 39′ też było jeszcze podobnie, a oto taki przykład grania na uczuciach Polaków w latach 80: (starsi wiekiem na pewno sobie przypomną). https://www.galeriagrafikiiplakatu.pl/images/image.php?h=455&q=90&a=tl&src=https://www.galeriagrafikiiplakatu.pl/www/images/pics/images/20051_d75f18d5.jpg

    “Obchody rocznic bitew z Krzyżakami miały więc pokazać, że zagrożenie niemieckie jest wciąż takie samo, zmieniają się tylko mundury – Gomułka pewnego razu mówił zresztą o „wilczej naturze imperializmu niemieckiego, który nie zmienił się od czasu Ulricha von Jungingena do czasu K. Adenauera”. Niesamowitym prezentem dla propagandzistów było zresztą zdjęcie kanclerza Adenauera w krzyżackim płaszczu. ”
    (…)
    W grudniu 1970 roku podpisano w Warszawie układ o normalizacji stosunków pomiędzy PRL a RFN, natomiast dwa lata później podobną umowę zawarło NRD i RFN.

    Jak bardzo zmieniało to polską sytuację, świadczyć może wypowiedź Jana Szydlaka na kilka miesięcy przed zawarciem układu z Niemcami, zanotowana przez Mieczysława F. Rakowskiego:

    Przez dwadzieścia lat integrowaliśmy naród strachem przed Niemcami. Starszym wyciskaliśmy łzy z oczu, część młodszych też mieliśmy po swojej stronie, a co teraz? Teraz karta niemiecka jest zgrana, nie można jej używać. Czym teraz będziemy integrować naród? (Jak TO czym ? Tym samym schematem! 🙂 moj przyp.)

    Zmieniały się realia polityczne, a dla kolejnych młodych pokoleń przypominanie o „rewanżystach z Bonn” i straszenie trzecią wojną światową stawało się coraz mniej czytelne. https://historia.wprost.pl/10102241/pogrobowcy-hitlera-z-nrf-czyli-propaganda-antyniemiecka-w-czasach-prl.html
    Liberasty w PZPR ‘wcześnie” utracili instynkt i przeszli na pozycje prozachodnie… postępowe…

    https://polskamyslnarodowa.wordpress.com/2015/01/29/25-rocznica-likwidacji-pzpr/

    https://polskamyslnarodowa.wordpress.com/2014/05/31/generala-jaruzelskiego-przypadki/

    Odpowiedz
    • 13 grudnia 2020 o 13:49
      Permalink

      @Wojciech. Dokładnie tej relacji spodziewałem się zanim otworzyłem twitterową “ssyłke”. “Biedni” Amerykanie
      “stoją- taczkami” po niezbędne do przeżycia racje żywnościowe. Bieda jak widać ma “różne oblicza”… 🙂

      Odpowiedz
    • 13 grudnia 2020 o 21:32
      Permalink

      Myslę, że problemy żywnościowe dopiero przed nami.
      Kto miał zbierać plony, przy blokadach granic?
      Kontrakty “future” decydujące o cenach, to nie żywność w magazynach.
      Nagle może się okazać, że pozostanie na składzie jedynie papier, albo jakieś elektroniczne widmo.
      Zapasy fizyczne niekoniecznie odpowiadają tym ksiegowanym na róznych platformach.

      Przypomina mi się Nikodem Dyzma.
      Genialny był pomysł z Bankiem Zbożowym.
      U Obywateli składowano gigantyczne ilości zboża, płacąc im za to.
      Niestety, w sporej cześci stodół hulał jedynie wiatr…..

      Mielismy susze, szarańczę, powodzie, epidemie zwierzęce.
      A ceny papierowych kontraktów ani drgną….

      Odpowiedz
  • 13 grudnia 2020 o 12:41
    Permalink

    W pełni popieram ten tok rozumowania, jakbym był w takiej sytuacji jak tysiące Kaszubów, Górnoślązaków, Pomorzan, czy Wielkopolan – nie miałbym wyjścia. Po prostu to był przymus państwowo-sytuacyjny, odmowa oznaczała wyrok śmierci na siebie ie najbliższych, a jak się poszło to była szansa, że rodzina przeżyje.

    Odpowiedz
  • 13 grudnia 2020 o 18:08
    Permalink

    Najsmieszniejsze jest to, że jesteśmy skazani na „opcję niemiecką”….
    I nic nie da odwoływanie się do negatywnych skojarzeń.
    W jakiej grupie mają być wywołane te negatywne?

    -wśród tych kilku milionów pracujących w Niemczech, produkujacych dla Niemiec, kooperujących z nimi?
    -tych którzy wyjechali na stałe?
    -tych sprzedających polskie produkty?
    -znajdujących zatrudnienie dzieki niemieckiemu rynkowi?

    Opcja niemiecka jest jedyną REALNĄ.
    Nie da się zmienić sasiedztwa….

    Odpowiedz
  • 16 grudnia 2020 o 15:26
    Permalink

    Przylaczam sie do doglebnej wymowy dzisiejszego felietonu oraz do wszystkich komentarzy, podkreslam jednak, ze nadal jest aktualna agresywna poltyka niemiecka, usilujaca i to z bardzo dobrym efektem podporzadkowac sobie kulturalnie, mentalnie i gospodarczo tereny Slaska, Wielkopolski ( strony rodzinne Merkel /, drzy o Pomorze….Rumunie i Moldawie prawie juz zdruzgotala sciagajac z tamtad wiekszosc rak do pracy i to pod scislym dumpingiem, pozbawiajac autochtoniczna ludnosc niemiecka pracy, co budzi coraz to wieksze niesnastki, obecnie podczas pandemii np.w Rumunii brakuje 140.000 lekarzy, ktorzy udali sie do Niemiec, mimo, ze wyksztacila ich Rumunia….ten temat jest szeroki i brzemienny w skutkach i produkuje ponownie bogata marchie i bardzo biedne i nedzne peryferia, dawcy bardzo tanich rak do pracy przy jednoczesnie istniejacym, nowopowstalym w epoce globalnego liberalizmu “lumpen proletariatem” w Niemczech, ktorego nie stac na mieszkanie, oplate za prad i ogrzewanie i codzienna zywnosc…plus uczucie wyobcowania we wlasnym kraju…i ze wlasnie te okolicznosci budza niby stare i struchlale wizje, ze tylko wojna pozwoli te masowa degregolade pokonac….to okropne ale moze byc prawdziwe…przeto poslugiwanie sie rzekomo zuzytymi parszywymi obrazkami z przyszlosci nomens omens moze tu sie dokladnie powtorzyc…Chce z naciskiem podkreslic, ze analogiczna sytuacje i dluzej od tej polskiej maja tereny wschodniej Francji z Alzacja, Lotaryngia i Krajem Saary / SaarLand /, na tych terenach od zawsze prowadzono wojny niemiecko-francuskie, wcielano Francuzow do armii niemieckiej lub oferowano im bardzo dobrze platna prace w kopalni wegla albo w przemysle zbrojeniowym w licznych hutach stali itp., parokrotnie zmieniano im obywatelstwo, w latach 30-tych do 45 cos ze 6 razy, wczesniej jeszcze wiecej, jedni w rodzinie byli Francuzami, inni Niemcami….rok 1870 i pokoj westfalski niby mial to wszystko regulowac i uspokoic….hmmm ???
    Omawiane w felietonie fenomeny i histoczne tragedie niweluje tylko UE, jak ta sie rozpadnie to stare demony wstana jakby nigdy nic i ponownie uczynia Polske i Europe Ukraine placzu…tu nie ma ani odrobine fatalizmu czy zlego kaznodziejstwa, lecz powracajace gospodarcze struktury i nastepstwa, tego, je jedne regiony rekami biedoty rozwijaja sie a inne gina w nedzy…i powsraje zu dylemat, o ktorym mowi powyzszy felieton….
    Pozdrowienia

    Odpowiedz
    • 16 grudnia 2020 o 20:46
      Permalink

      @krolowa bona

      Świetnie, że się odezwałaś i potwierdzasz nasze obserwacje i opinie.
      Pozdrawiam

      Odpowiedz
      • 16 grudnia 2020 o 23:56
        Permalink

        @Mieclaw
        Milo mi takze !!!
        Pozdrowienia z Lohness, oj !!! nie z Lohness, tylko z LackDawn/ ShattDawn, to takie podobne slowa !!! W kazdym razie tajemnicza czarna materia, wogole jeszcze przez geofizykow i astronomie nie zbadana !!!

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.