Społeczeństwo

Polityka tolerancji i współczucia wymaga twardych dowodów

 Wraz z decyzją o finansowaniu In vitro z publicznych pieniędzy wywołano w Polsce temat zaangażowania państwa w wyrównywanie szans życiowych obywateli, czy jak kto woli robienia dobrze wybranym grupom reprezentatywnym. Jest oczywistym dla każdego, kto umie, chociaż odrobinę czytać politykę, że ruch w stronę In vitro to otwarcie drzwi do gabinetu Janusza Palikota. W istocie sam los pacjentów i samego In vitro nie ma znaczenia, albo ma znaczenie drugoplanowe. Liczy się przede wszystkim sam fakt, że zmiana idzie w politycznie pożądanym kierunku, a lepszego dowodu na politykę ugodowości nie potrzeba.

Podobnie moglibyśmy zacząć myśleć o odcinaniu kuponów dzięki polityce tolerancji i współczucia, która tak silnie jest promowana na zachodzie i znajduje wyraz w naszym życiu publicznym. Jednakże, żeby pokazać w sposób jednoznaczny i niepozostawiający złudzeń, że nasze państwo jest przykładowo przyjazne postulatom środowisk LBGTQ, powinniśmy pójść drogą twardych dowodów na zaangażowanie państwa i środków publicznych w pomoc w rozwiązywaniu problemów tych środowisk.

Przykładowym zagadnieniem, które można bezpiecznie poruszyć nie tykając kwestii małżeństw jednopłciowych jest możliwość finansowania pomocy medycznej dla osób transseksualnych, tj. osób, u których występuje rozbieżność pomiędzy pojmowaniem własnej płci a posiadaną budową ciała. Transseksualiści to osoby dążące do korekty ciała w kierunku płci pożądanej. Doskonałym przykładem transseksualnego sukcesu jest osoba poseł na Sejm RP Anny Grodzkiej, gdzie wedle publicznych zapewnień możemy domniemywać, że doszło do zmiany płci w połączeniu z korektą chirurgiczną narządów płciowych. Mówiąc wprost – kastracji penisa i moszny – celem wykształcenia pochwy i warg sromowych oraz powiększeniu piersi. Z przekazów medialnych wiemy także, że zabieg ten w przypadku przywołanej osoby był odpłatny i wykonany za granicą.

Z informacji dostępnych w Internecie wynika duża rozbieżność pomiędzy kosztami tego typu operacji połączonych z terapią hormonalną i ogólnym dostosowaniem ciała do nowego – pożądanego kształtu. W świetle dostępnych informacji są to różne kwoty od kilkunastu tysięcy dolarów do stu kilkudziesięciu – w zależności od renomy kliniki, skali zabiegu i wielu skomplikowanych czynników, których nie ma potrzeby rozpatrywać. W Polsce operacje zmiany płci były dokonywane, nasi lekarze umieją je realizować. Nie ma, zatem powodu, dla którego nasze państwo wzorem finansowania In Vitro nie mogłoby sfinansować pragnień osób transseksualnych, które źle się czują w swoich ciałach i nie mogą egzystować – opłacając im solidnie przeprowadzone zabiegi w państwowych szpitalach na rachunek NFZ.

Bez względu na to jak abstrakcyjnie i obrazoburczo by to nie brzmiało, taki ruch byłby doskonałym krokiem na rzecz poprawy wizerunku Polski na arenie międzynarodowej. Koszt generalnie byłby niewielki, albowiem problem ten dotyczy naprawdę niewielkiej ilości ludzi, a osoby decydujące się na zabieg w kolejnych można by zapewne zliczyć na palcach kilku rąk. Właśnie ze względu na skalę zjawiska – te operacje mogłyby być niewielkim kosztem – realnym ćwiczeniem dla chirurgów plastycznych w odtwarzaniu istotnych elementów ciała, albowiem są to zabiegi bardzo skomplikowane. Finansując nawet do stu tego typu zabiegów rocznie uchodzilibyśmy za państwo bardzo postępowe i wychodzące naprzeciw ważnym oczekiwaniom cierpiącej cząstki naszego społeczeństwa. Przykładowo tak jest np. w Iranie, gdzie operacja zmiany płci traktowana jest, jako sposób na uzdrowienie z uznawanego tam za chorobę homoseksualizmu – a w konsekwencji popierana i finansowana przez państwo. Więc skoro u nich jest to możliwe a ich kraj jest podobno absolutnym światowym liderem w ilości operacji tego typu w stosunku do liczby ludności – to być może jest to właściwe rozwiązanie?

Fakt, że w Iranie homoseksualizm może być ukarany śmiercią z pewnością napędza statystyki dokonywanych operacji, w naszym przypadku nie ma takich zagrożeń, więc moglibyśmy uchodzić za kraj ewidentnie demokratyczny – zyskując potężny oręż w argumentacji przy wszelkiego typu dyskusjach o uprawnieniu par jednopłciowych itp. Oczywiście byłby to argument zastępczy, bo twierdzenie, że co prawda w Polsce nie można wziąć ślubu jednopłciowego, ale można zmienić płeć to byłby lapsus, – ale przynajmniej mielibyśmy czym się wykazać w statystykach międzynarodowych. Jest to wbrew pozorom bardzo ważne, a w kontekście tragedii poszczególnych osób, których nie stać na taką operację moglibyśmy mówić o bardzo dużej dozie humanizacji opieki zdrowotnej przez państwo.

Reasumując, pójdźmy krok dalej za In vitro, potrzebujemy twardych dowodów na to, że nasze państwo realizując politykę tolerancji i współczucia względem cierpiących współobywateli – sfinansuje im operacje korekty, czy jak kto woli zmiany płci. Nie kosztowałoby to jakoś strasznie wiele w skali ogólnokrajowej, a korzyści w skali jednostkowej jak również – twardy dowód na arenie międzynarodowej byłyby znaczne. Poza tym, przedstawiciele środowisk LBGTQ nie mogliby słusznie protestować np. przeciwko In vitro dla „par heretyków”, albowiem rząd zawsze miałby argument i dowody, że wspiera te środowiska – wyraźnie, materialnie i to chyba w najbardziej delikatnym polu interwencji publicznej, jaką jest finansowanie zabiegów zmieniających płeć, a zarazem życie tych głęboko nieszczęśliwych ludzi.

One Comment

  1. Widzę że pan autor ma bardzo duży dystans do rzeczywistości i poczucie humoru. No chyba że to miało być na serio?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.