Społeczeństwo

Polityka prorodzinna to bzdura i marnowanie pieniędzy publicznych

 W realiach neoliberalnego kapitalizmu tzw. polityka prorodzinna, tak ostatnio krytykowana w Polsce, to bzdura i marnowanie pieniędzy publicznych. Nie da się bowiem programować rozrodczości bez programu eugenicznego, bo w istocie do tego sprowadza się cel polityki prorodzinnej – mówimy o stymulowaniu ilości rodzących się dzieci w rodzinach.

We współczesnym świecie polityka prorodzinna cierpi na szereg problemów, zaczynając od głównego wyzwania jakim jest emancypacja kobiet. Możemy sobie narzekać że gender to szatan itd., ale jak kobieta nie chce to nie zajdzie w ciąże. Umożliwiają to stosunkowo proste farmaceutyki, powszechnie stosowane dzisiaj przez kobiety w krajach cywilizacji Zachodu, w tym w Polsce. Podobnie nie ma problemów z przerwaniem ciąży, jakkolwiek by ono nie było naganne moralnie i oczywiście sankcjonowane prawnie. Problemem jest samo macierzyństwo i dziecko – a ściślej wynikający z tego stanu, a potem z posiadania dziecka inny, nowy status kobiety. Współczesne kobiety na Zachodzie, w tym w Polsce nie chcą rodzić dzieci, to nie jest ich priorytet. Przede wszystkim zwracają uwagę na materialną stronę życia, robiąc karierę – konkurują z mężczyznami na rynku pracy, przez co muszą jeszcze bardziej konkurować, gdyż ilość miejsc pracy wysokopłatnej jest mniejsza ze względu na rosnący awans zawodowy kobiet. Można sobie wierzyć w pogodzenie macierzyństwa z pracą zawodową w korporacji, jednak trzeba mieć mocną wiarę, realia bowiem są szokujące i brutalne. Jeżeli nie ma się rodziny, albo nie zarabia się tak dużo, że stać człowieka na wsparcie i zabezpieczenie rodziny przez służbę i płatne instytucje dopasowujące swój grafik do grafiku pracy rodziców – nie ma się szans na dziecko, chyba że ryzykuje się karierę.

Oczywiście kobiety mają pełne prawo i nikt go nie kwestionuje, żeby robić karierę, ale w modelu społecznym mężczyzn mało zarabiających, którzy nie są w stanie utrzymać rodziny, wymusza to nowe wzorce zachowań. Stąd jest bardzo wiele samotnych matek, które wolą być formalnie same, niż mieć na sobie jeszcze męża – nieudacznika, który zamiast wspierać i pomagać jest w rzeczywistości dodatkowym balastem w trudnych latach początkowego macierzyństwa. Niestety mężczyzna bez pieniędzy nie jest już dzisiaj mężczyzną. Doszło do tego, że kobiety życzyłyby sobie, żeby ich mężczyźni dużo zarabiali, ale jest jak jest i same muszą dbać o swoje portfele.

Jeżeli mielibyśmy poszukiwać rozwiązania tego zagadnienia, to może nim być wprowadzenie nowego modelu wychowania dzieci, który od lat tak naprawdę funkcjonuje na Zachodzie, ale w Polsce kojarzy się z niemiecką eugeniką i hodowaniem wyższej rasy przez „Lebensborn”. Podczas, gdy na Zachodzie model szkół z internatem przejmujących na siebie wychowanie dziecka przez praktycznie całe dziecięco-młodzieżowe życie jest dostępny, sprawdzony i działa. W wielu przypadkach możliwe jest widzenie się z dziećmi, głównie tylko w okresie wakacyjnym lub świątecznym. Cały rok dzieci mają zabezpieczony w placówkach opiekuńczo-wychowawczych, będących tak naprawdę elitarnymi szkołami i uczelniami. To działa, sprawdziło się. Dlaczego nie moglibyśmy powielić tego modelu w Polsce?

Na pewno barierą są finanse, ponieważ nie każdego jest stać na to, żeby wysłać pociechę do całorocznego ośrodka, w którym będzie po prostu żyć i się uczyć, a także co bardzo ważne, podlegać procesom wychowawczym i socjalizacyjnym w grupie rówieśników, np. poddanych profilowanemu wychowaniu (wojskowe, religijne itp.), a nie w rodzinie. Trudno orzec w jakim kierunku to będzie zmierzać, ale na pewno prędzej czy później podobne rozwiązania pojawią się także w Polsce, ponieważ rzeczywistość nie znosi próżni.

Państwo, które stworzyło warunki w których coś takiego jak mieszkanie o standardowej powierzchni około 50-60 metrów kwadratowych podzielone na co najmniej trzy sypialnie w dużym mieście jest praktycznie nieosiągalne dla dominującej większości jego obywateli – musi mieć problemy demograficzne.

Brak możliwości zatrudnienia zarobkowego, jak również brak bezpieczeństwa socjalnego, dającego elementarne, ale realne zabezpieczenie na wypadek choroby, zdarzenia losowego i utraty pracy, w połączeniu z cenami mieszkań (czytaj ratami kredytów hipotecznych), to najskuteczniejszy na świecie środek antykoncepcyjny. Ludzie boją się mieć więcej niż jedno dziecko, chociaż i o to, bywa trudno, ponieważ przeważnie dzisiaj są egoistami. Niestety bezmyślne kopiowanie wzorców zachodniej kultury masowej przy średnim poziomie polskich zarobków zrobiło swoje.

Modny telefon kosztuje, dwa telefony kosztują tyle co dwa telefony, laptop podobnie, do tego chciałoby się mieć samochód, coś do ubrania i raz w roku pojechać na jakieś sensowne wakacje. Proszę do tego dodać koszty raty za mieszkanie, koszty życia i koszty dziecka. W wielu przypadkach przeciętnych zarobków dzisiaj w Polsce, to się po prostu nie bilansuje. Ludzie mniej rozsądni wpadają w pułapki zadłużenia, nieco bardziej – właśnie oszczędzają na dziecku, ponieważ z tym można poczekać, nie ma takiego ciśnienia jak na mieszkanie w modnej dzielnicy, czy też samochód z odpowiednio błyszczącym lakierem.

W dzisiejszej Polsce dziecko to luksus! To prawdziwa inwestycja, kosztująca przede wszystkim wiele czasu. ZAWSZE powinno być efektem świadomej decyzji dwojga ludzi, nie można dopuścić do tego, żeby jakiś państwowy program „tworzył warunki” zachęcające obywatelki do macierzyństwa, ponieważ to jest nic innego jak produkowanie klasy prekariuszy. Oczywiście lepiej jest mieć jakiekolwiek dzieci, niż w ogóle nie mieć dzieci. Jednakże w naszych realiach, nie ma cudów. Dzietność i generalna depopulacja połączona z masową ucieczką młodych Polaków i Polek za granicę, to wynik całego okresu 25 lat transformacji, to jej wielkie dzieło, to jej koszt uboczny, to jej zwieńczenie. To koszty takiej a nie innej filozofii transformowania państwa, przyjętej na początku.

Jeżeli myślimy o rozwiązaniach naprawdę łamiących standardy, to należy wprowadzić obowiązek ciąży dla każdej kobiety, tak jak dla mężczyzn był obowiązek służby wojskowej. Z tą różnicą, że po urodzeniu „obowiązkowego” dziecka, matka miałaby prawo oddać je na wychowaniu państwu, dopiero potem mogłaby podjąć np. dowolne studia – za darmo. Zawsze jest coś za coś, proszę się nie oburzać, to taki sam ZŁY i teoretyczny pomysł jak 500 zł na każde drugie i kolejne dziecko.

Bawmy się w politykę prorodzinną, jeżeli nie będzie ona oznaczała dostępności mieszkań, za pieniądze zarobione na rynku pracy – to zawsze będzie sięgała po rozwiązania ocierające się o eugenikę. Tak zawsze jest jak się administracyjnie kombinuje nad mechanizmami trwania społeczeństw.

Naprawdę nie można mieć pretensji do kobiet, że zarabiając 1400 zł i do tego np. 2000 zł męża, nie mają ochoty na dzieci. Żadne kilkaset złotych tej sytuacji nie zmieni, w rodzinach patologicznych zostanie przeliczone na ilość wina i wódki, w rodzinach biednych ale trzymających fason, lekko to poprawi sytuację dodając trochę do wspólnego garnka. Jednak to nie o to w tym wszystkim chodzi. Wszyscy jesteśmy pokrzywdzeni przez transformację. Najpierw rozliczny jej autorów i wykonawców, potem poszukajmy drogi wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji w jakiej znalazł się kraj. Wówczas nie będzie potrzebna żadna polityka eugeniczna.

Jeżeli jednak nie wiemy co zrobić, to po prostu płaćmy na każde drugie dziecko do czasu skończenia szkoły podstawowej minimalną pensję krajową, to rzeczywiście pieniądze umożliwiające funkcjonowanie. Pójdźmy w fikcję, śmiało! Inaczej w polskich warunkach, 1+1 długo jeszcze będzie się równać 1, jeżeli chodzi o rachunek międzypokoleniowy.

10 komentarzy

  1. Dzień Dobry po raz drugi.
    Tytuł poprzedziłbym “obecny lansowany model..”
    Dobry tekst choć z kilkoma tezami się nie zgadzam. Stawiam natomiast jedną. Jest jak jest przez strach.

    Ludzie się boją. Boją się pogonić głupich rządzących, boją się nie pracowania o największych szuj jak można śmiało powiedzieć o znacznej większości prezesów czy właścicieli firm. Boją się używać rozumu, boją się mówić głośno, boją się być dumnymi z siebie i ze swoich dzieci. Boją się pracować razem, boją się być wobec szczerzy. Boją się chcieć zrozumieć i być rozumianymi. Boją się żyć w prawdziwym świecie a w wirtualnym udają kogoś kim nie są (choć w istocie każdy z nich jest wspaniały i wyjątkowy). Boją się sprzeciwu, boją się poglądów innych niż własne. Boją się chcieć i być. I na końcu, boją się mieć dzieci. Bo będą musieli do wszystkich swoich leków dodać jeszcze drugie tyle związanych własnym dzieckiem.

    Za nisko zrównałem? Ale właśnie o to chodzi. O uleganie albo pokonywanie strachu. Albo paraliżujący wszystko strach albo działanie. Albo przerażenie albo radość życia.
    Pozdrawiam

  2. W naszych warunkach to produkcja patologii przez państwo

  3. Brak polityki społecznej,którego częścią jest polityka prorodzinna powoduje łatanie dziur które ciągle powstają.

  4. Strach, niepewność ‘jutra” jest nieodłącznym elementem
    obcego,wrogiego Polakom, systemu, zmieniającego się powoli na NIELUDZKI
    w trakcie gry – tylnymi drzwiami. Mijają kolejne lata, a my nadal tkwimy po pachy w demoliberalnym g…nie,
    bez cienia nadziei.A może “niedowidzę”??
    Wszak całkiem niedawno pewien minister(na szczęście – były)
    całkiem poważnie , zapewniał Nas Polaków – o dobrobycie
    i pełnym bezpieczeństwie – dary i “laski” spłynęły na Nas dzięki Układom i Systemowi.
    Więc zapytam publicznie, jeżeli jest tak dobrze –
    – to dlaczego jest aż tak źle?

    Ps. A wypowiedziane słowa jak i wypowiadający je,nic nie
    znaczą to tylko(byli,obecni) ministrowie,
    Ludzie niejednokrotnie bez honoru, ambicji,zasad moralnych – dyletanci…zarządzający bantustanem
    w interesie obcych – Brukseli, Berlina…

  5. 50-parolatek

    Witam,
    pozwolę sobie wtrącić swoje “2 Grosze”.
    Autor poruszył bardzo istotny temat “nagłych” zmian kontynuacji ciągłości ludzkiego gatunku.
    Fakt, sam artykuł, swoją treścią nie sięga tak głęboko. Dotyczy bardzo “przyziemnych” spraw socjologiczno-prawno-egzystencjonalnych, ale w gruncie rzeczy, mogących zapoczątkowywać proces zmian modelu rozwoju całego gatunku ludzkiego w przyszłości.
    Z różnych, częściowo wymienianych przez Autora, powodów, dotychczasowy model RODZINY (jako podstawowej komórki), zaczyna “zanikać”. Dzieje się to na rzecz innego modelu, powiedziałbym, “SPOŁECZNEGO” (czy, jak kto woli, pszczelego, czy mrówczego gniazda – nazwa i skojarzenia własne) w którym każdy z jego członków ma do wykonania jedno i tylko jedno, specyficzne do jego pozycji zadanie. “Trutnie” strzegą, “robotnice”, zaopatrują, “ródki” rodzą, “opiekunki” wychowują, a tylko “królowe” “żYJą” (2% odsetek posiadaczy wszystkiego).
    Proces ten można zaobserwować w tzw. “cywilizacji Zachodu”. Poprzez “technicyzację” prawie wszystkich dziedzin życia, społeczeństwo zostało tak dalece “rozczłonkowane”, że praktycznie nie ma już prawie żadnej wspólnej platformy porozumienia.
    Kontakty członków, nawet tylko najbliższej rodziny, z powodu rozwiniętych możliwości telekomunikacyjnych, są coraz rzadsze i sprowadzają się do sporadycznych i bardzo rzadkich osobistych spotkań. Takie kontakty są niezbędne i mają właściwie największy wpływ na budowę rodzinnych więzi. O innych kontaktach, t.j. różnego rodzaju grup/komórek środowiskowych już nie wspominam, bo te praktycznie są już w zaniku. Jeśli cokolwiek się ostało, to są to raczej kontakty ludzi najstarszych generacji. Młode pokolenia nie mają już jakielkolwiek takiej potrzeby.
    Paradoksem technicyzacji jest to, że, żeby całość funkcjonowała, jak zaplanowano, ludzie muszą poświęcać “jej” coraz więcej swojego czasu i… pieniędzy (koszty cyklicznie psującego się sprzętu, regularne opłaty stałe itd). I tu koło się zamyka, bo, by mieć pieniądze trzeba je wypracować. I to kosztem własnego czasu.
    Tak na marginesie, już kilka lat temu nasunęła mi się pewna myśl, że, jak jeszcze przed 30-40 laty technika ułatwiała człowiekowi życie i była na jego usługach, tak obecnie jest odwrotnie i by, cała ta technika funkcjonowała, to człowiek musi być na jej usługach.
    Technicyzacja i rozwój techniki stał się celem samym w sobie. Człowiek praktycznie nie potrzebuje jej w takim natężeniu i w takiej ilości do życia, egzystencji, czy trwania.
    Technicyzacja w obecnej formie “obdziera” nas z człowieczeństwa tworząc z nas malutkie, prymitywne i POJEDYńCZE (rozdzielone) trybiki “machiny Swiata”. Machiny, która prawdopodobnie sterowana ma być z “poziomu” tych 2% właścicieli.
    Katastrofalne myślenie ?
    – no cóż, już w latach 90-ych próbowano “przepychać” w mainstreamach teorię choroby psychicznej ludzi o takim spojrzeniu.
    Gdy się jednak tak zastanowić, będąc w tych 2% i mając do dyspozycji praktycznie nieograniczone środki (finansowe, militarne, służb itd itp), trzeba by się w jakiś sposób “zabezpieczyć”, by z nich nie “wypaść”.
    W pierwszym rzędzie należałoby zatrudnić m.in. wybitnych futurologów i socjologów. I jeśli ja, prosty i nieświadomy “trybik” mogłem na coś takiego “wpaść”, to nie sądzę, by taka możliwość nie była brana już dawno temu pod uwagę.
    A jeśli tak, to mamy odpowiedź na Pana dywagacje, Szanowny Panie Krakauer
    – przyszłość to “ródki” i państwowe “wychowalnie”… TRYBIKóW !

  6. Problem wymierania ludności ma nie tylko Polska ale m.in. Włochy (1,3 dziecka na kobietę) i Niemcy. Socjaldemokratyczny polityk niemiecki Thilo Sarazzin napisał bestseller “Niemcy się samolikwidują” za który musiał opuścić stanowisko w Banku Europejskim,prawie wyrzucono go z partii socjaldemokratycznej (pani kanclerz Merkel, przed opublikowaniem książki Sarazzina, nazwała ją “niepomocną”, choć nie mogła jej czytać). Sarazzin rzeczowo udowodnił, że Niemcy nie tylko będą wymierać ale będą też głupieć, bo głupsze rodziny ( prawie wyłącznie chodzi o NNNNNNNNNN)mają głupsze dzieci (bo rodzice nie przywiązują wagi do wykształcenia). Jako przykład pozytywny podał NNNNN, którzy od stuleci przywiązują wagę do wykształcenia i mają największy na świecie współczynnik wykształcenia. Tu zaprotestowały orgaizacje NNNNNNN i przyłączyły się do medialnego, politycznie poprawnego chóru, który zadenuncjował Sarazzina jako rasistę. Choć opierał się on na badaniach szwedzkiego socjologa spred drugiej wojny światowej. Jakie wię jest rozwiązanie? Mało kto wie , że w obecnej Rosji matka dostaje na urodzone dziecko olbrzymią sumę 5800 euro -nazywa się to fundusz macierzyński . W Rosji wystarcza to na przedpłatę na własny dach nad głową.Również Francja dawniej borykała się z malejącvą rozrodczością i problem rozwiązała częściowo prezz wysokie zasiłki dla rodzin (tylko pech , że zasiłki te ostatnio kasują też NNNNNNNNNN, którzy rozmażają się w postępie geometrycznym. W zasadzie głównie NNNNNNNN nie mają problemów tego rodzaju, na kobietę przypada ponad 3 dzieci a jeżli chodzi o NNNNNN NNNNNN to nawet 6. No i nie zapominamy o NNNNN. Np. liczebność NNNNN w Słowacji zwiększyła się po 2 wojnie światowej ok. 6-krotnie. Podobnie w Rumunii, Czechach i na Węgrzech. I w Niemczech.NNNNN stosują tumetodę – przybywają z unijnej Rumunii , “pożyczają” sobie kiloro dzieci i zgłaszają się do niemieckieho urzędu socjalnego po zasiłek (160 euro za 1 dziecko, ponad 200 euro za dalsze). Potem jadą do innego Landu i tam też proszą o zasiłek dla dzieci. Wyciągają w ten sposób po arę tysięcy miesięcznie. Podobnie czynią Kosowarzy ale przyjeżdżają co rok tylko na zimę. Kasują zasiłek i wracają do Kosowa. A Niemki robią karierę , szczególnie teraz kiedy rząd wprowadził obowiązek zatrudniania w kierownictwie firm kobiet na zasadzie tzw. Frauenquote.

    ZNAKOMITY KOMENTARZ – ZE WZGLĘDU NA OBOWIĄZUJĄCE USTAWODAWSTWO WOLELIŚMY ZADZIAŁAĆ PREWENCYJNIE NA NIEKTÓRE FRAGMENTY TEKSTU. SERDECZNE POZDRAWIAMY WEB. JÓZ.

    • “…ze wzgledu na obowiazujace ustawodawstwo”…
      Czy w wyniku DDDDDD nie wolno uzyc normalnego okreslenia na DDDDD? Ani na DDDDDD ? Wiec tylko DDDDD, Wyznawcy DDDDDD albo DDDDD (Roma locuta causa finita) czy DDDDD?

      NAWET WYPADA, ALE WSZYSTKO ZALEŻY OD KONTEKSTU. WEB. JÓZ.

      • Janusz Korczak był DDDDD tak jak pewien łódzki poeta był DDDD. A najgorsi są DDDDD!
        Niech żyje strach przed cenzurą. (dziękuję, postoję:::)

  7. Ciekawy artykuł i bardzo ciekawe komentarze. Teraz proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, jaka przyszłość czeka tych co dopiero się urodzili, biorąc pod uwagę przeludnienie planety Ziemia i fakt, że zasoby Ziemi przy obecnej eksploatacji odradzają się zaledwie w 40%.

  8. Problem wymierania ludności ma nie tylko Polska ale m.in. Włochy (1,3 dziecka na kobietę) i Niemcy. Socjaldemokratyczny polityk niemiecki Thilo Sarazzin napisał bestseller “Niemcy się samolikwidują” za który musiał opuścić stanowisko w Banku Europejskim,prawie wyrzucono go z partii socjaldemokratycznej (pani kanclerz Merkel, przed opublikowaniem książki Sarazzina, nazwała ją “niepomocną”, choć nie mogła jej czytać). Sarazzin rzeczowo udowodnił, że Niemcy nie tylko będą wymierać ale będą też głupieć, bo głupsze rodziny ( prawie wyłącznie chodzi o muzułmanów)mają głupsze dzieci (bo rodzice nie przywiązują wagi do wykształcenia). Jako przykład pozytywny podał xxxxxx, którzy od stuleci przywiązują wagę do wykształcenia i mają największy na świecie współczynnik wykształcenia. Tu zaprotestowały orgaizacje xxxxx i przyłączyły się do medialnego, politycznie poprawnego chóru, który zadenuncjował Sarazzina jako rasistę. Choć opierał się on na badaniach szwedzkiego socjologa spred drugiej wojny światowej. Jakie wię jest rozwiązanie? Mało kto wie , że w obecnej Rosji matka dostaje na urodzone dziecko olbrzymią sumę 5800 euro -nazywa się to fundusz macierzyński . W Rosji wystarcza to na przedpłatę na własny dach nad głową.Również Francja dawniej borykała się z malejącvą rozrodczością i problem rozwiązała częściowo prezz wysokie zasiłki dla rodzin (tylko pech , że zasiłki te ostatnio kasują też xxxxxe, którzy rozmażają się w postępie geometrycznym. W zasadzie głównie xxxxxx nie mają problemów tego rodzaju, na kobietę przypada ponad 3 dzieci a jeżli chodzi o xxxxx afykańskie to nawet 6. No i nie zapominamy o xxxxxx. Np. liczebność xxxxxx w Słowacji zwiększyła się po 2 wojnie światowej ok. 6-krotnie. Podobnie w Rumunii, Czechach i na Węgrzech. I w Niemczech.xxxxxx stosują tumetodę – przybywają z unijnej Rumunii , “pożyczają” sobie kiloro dzieci i zgłaszają się do niemieckieho urzędu socjalnego po zasiłek (160 euro za 1 dziecko, ponad 200 euro za dalsze). Potem jadą do innego Landu i tam też proszą o zasiłek dla dzieci. Wyciągają w ten sposób po parę tysięcy miesięcznie. Podobnie czynią Kosowarzy ale przyjeżdżają co rok tylko na zimę. Kasują zasiłek i wracają do Kosowa. A Niemki robią karierę , szczególnie teraz kiedy rząd wprowadził obowiązek zatrudniania w kierownictwie firm kobiet na zasadzie tzw. Frauenquote.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.