Polityka

Polityczne skutki przegranej Grzegorza Schetyny

 Niezwykle łatwo jest przewidzieć polityczne skutki przegranej pana Grzegorza Schetyny w wyborach na przewodniczącego regionalnych władz Platformy Obywatelskiej. Jednakże nie ma po co patrzeć na nie z jego perspektywy – jako wielkiego przegranego. To w ogóle nie ma już znaczenia co on myśli, czuje i zrobi. Liczy się perspektywa zwycięzcy oraz perspektywa interesariuszy. Schetyna nie jest w stanie już zrobić Tuskowi niczego poza puszczaniem kontrolowanych przecieków. Podstawowa zasada w polityce brzmi – zawsze kontroluj to co robisz i nigdy nie podejmuj działań, których konsekwencji nie jesteś w stanie antycypować. Jeżeli więc pan Schetyna nie będzie w desperacji – nic nowego nie powinno wyciec, a możemy przypuszczać, że zemsta Schetyny byłaby brutalna i słodka zarazem, albowiem mógłby bardzo skutecznie wydobyć coś na światło dzienne, co spowodowałoby mocny wstrząs w społeczeństwie na skalę pewnej firmy inwestującej w złoto na pomorzu.

Tusk wie, że to jeszcze mimo wszystko nie jest koniec Schetyny, to jest jedynie obniżenie jego rangi, cofnięcie w politycznym rozwoju o 10 może 15 lat. Nic więcej, jeżeli się nie zniechęci – to odbuduje swój potencjał, to tylko kwestia czasu no i układu sondaży. Jeżeli jednak wszystko w kraju zacznie się układać przynajmniej neutralnie dla Platformy Obywatelskiej, to nie będzie żadnego klimatu na malkontenctwo, nastąpią czasy perspektywy sukcesu!

Tusk może w pełni pokarać Schetynę, nie pozwalając mu się przysłowiowo „pożywić”, co w najlepszym razie oznaczałoby dla tego los politycznego zesłańca w rodzaju Jana Marii Rokity lub Cimoszewicza, jednakże w praktyce tylko by na tym stracił, ponieważ wystraszyłby związanych ze sobą ludzi, którzy doskonale pamiętają jak bliskim i ważnym współpracownikiem był jeszcze do niedawna Grzegorz Schetyna. Innymi słowy, Tusk dokonał egzekucji Schetyny, a od tego jak teraz postąpi ze skazańcem zależy to w jaki sposób będzie postrzegany. Rozsądek każe dokończenie egzekucji, albowiem wroga, który miał aspirację sięgnąć po koronę, czy też przynajmniej mówił że Król ma ją krzywo na głowie – trzeba po prostu ściąć. Jednakże Donald Tusk ma doskonałą świadomość tego, że on też kiedyś się skończy i o wiele bardziej opłaca się podtrzymać kulturę miękkiego lądowania, czyli nie czynienia byłym kolegom krzywdy zagrażającej ich bezpośredniej egzystencji.

Jeżeli w tym rozdaniu ktoś miałby wyciągnąć do Grzegorza Schetyny rękę, to będzie to Bronisław Komorowski. Nie jest tajemnicą, że Donald Tusk może być jego kontrkandydatem w wyborach o tytuł “strażnika żyrandolu”. Powoduje to, że zgodnie z odwieczną zasadą wróg mojego wroga jest moim przyjacielem – panowie mniej lub bardziej otwarcie podadzą sobie dłonie. Jest to jedyny kierunek, którym Schetyna może szybko zdyskontować przewagę Tuska, odkupując swój błąd niestartowania w wyborach powszechnych o przewodnictwo w PO.

Dla interesariuszy, czyli przede wszystkim wewnątrz Platformy ta klęska to nowy początek. Nie ma już bowiem na dzień dzisiejszy w PO, nikogo kto mógłby zostać Brutusem, albo przynajmniej błaznem (chociaż tych nie brakuje), który zwracałby Królowi uwagę, że krzywo ubrał koronę. Jest oczywistym, że każda struktura, skazana na kult wodza musi prędzej czy później zacząć zjadać własny ogon! Tak było zawsze i wszędzie, nie ma powodu, dla którego w Platformie, nawet pomimo realnie demokratycznych wyborów przewodniczącego partii nie stało się inaczej! Długo jednak potrwa, zanim w PO powstanie nowa poziomka, nowa struktura zdolna do przeciwstawienia się obowiązującej linii. Nie oszukujmy się, nie wszyscy w PO to wyzuci z wszelkiej odpowiedzialności za kraj cyniczni karierowicze – chociaż trudno w to uwierzyć, ale naprawdę są tam uczciwi i zatroskani o stan spraw państwowych ludzie. Być może nie stanowią większości, jednakże liczy się to że Tuskowi być może uda się zyskać na czasie, ale jednak opozycja się odrodzi. Każdy bowiem widzi, że ten rząd nie rządzi tak jak tego oczekują ludzie, ani tak jak tego potrzebuje kraj.

Na dzień dzisiejszy jednak to Donald Tusk jest absolutnym jedynowładcą, to on ponosi pełną odpowiedzialność za swoją partię, jeżeli mu się uda i nastąpi odczuwalna poprawa sytuacji w Polsce – to wygra kolejne wybory i przedłuży swoje rządy nawet za cenę koalicji z jakimś mniejszym ugrupowaniem lub ugrupowaniami. Ma doskonałą świadomość faktu, że przegrana oznacza nie tylko dekompozycję obozu, oznacza również rozliczenie w duchu brzozy okołosmoleńskiego absurdu, więc jest to walka o być lub nie być, dosłownie o przetrwanie.

Z punktu widzenia interesariuszy zewnętrznych, czyli konkurentów politycznych, przegrana Grzegorza Schetyny to bardzo ważne wydarzenie, w zasadzie pewien punkt zwrotny jeżeli chodzi o traktowanie Platformy Obywatelskiej jako głównego rozgrywającego na polskiej scenie politycznej. Schetyna był dla wszystkich tą racjonalną twarzą tej partii, człowiekiem z którym można zawsze próbować się porozumieć. Z pewnością nie zabraknie ludzi, którzy nakłanialiby go do stworzenia Platformy Obywatelskiej ze znaczkiem „bis”, oczywiście pod cynicznymi hasłami powrotu do wartości tejże partii itd. Jeżeli popatrzymy na scenę polityczną, zwłaszcza ilość osób zawiedzionych przez Tuska – to byłby całkiem niezły potencjał. Tylko czy Grzegorz Schetyna zechciałby zostać Januszem Palikotem? Może nie, ale gdyby chciał wzmocnić tą inicjatywę polityczną swoją osobą i namówić związanych z nim ludzi do przejścia właśnie do tej nowej formuły „Twojego ruchu”, to możemy być pewni że wówczas ta partia stanowiłaby problem dla wyborczych rachunków PO i to nie tylko w województwie dolnośląskim, albowiem w Polsce jest bardzo wiele ludzi myślących w sposób tak spokojny i pragmatyczny jak Schetyna, tak kawaleryjsko jak Palikot i nawet jeżeli szanują Tuska to rozumieją, że jest już czas zmiany. Zmiany, którą nie może być pan Jarosław Kaczyński.

Z punktu widzenia prawicowej-prawicy, która jak wiadomo składa się dzisiaj z kilku partii i ruchów różnej proweniencji – przykład w jaki Tusk potraktował i potraktuje Schetynę jest doskonałym powodem do pokazywania jak „wielkim szatanem” jest ten pierwszy. Możemy tylko oczekiwać festiwalu współczucia i pozornego wsparcia dla pana Schetyny i jego środowiska, jakie nastąpi z ust prawicowych polityków, publicystów i zapewne także kapłanów. Być może stanie się „przykładem” pokazującym jak PO traktuje swoich ludzi, z pewnością przez niektórych będzie traktowany jak męczennik! Ofiara Tuska! Przy zręcznej retoryce może być dobrym straszakiem, jednakże zadziała tylko i wyłącznie na stalowych zwolenników prawicowej-prawicy.

W tej całej rozgrywce jest jeszcze wątek przez nas niedoceniany, mianowicie – panowie Schetyna i Tusk byli – co było nie raz relacjonowane w bardzo zażyłej relacji. Razem grali w piłkę, spędzali razem czas, z pewnością premier radził się swojego politycznego przyjaciela w wielu sprawach. Niezapomniana jest bardzo wysoka skuteczność Grzegorza Schetyny jako doskonałego organizatora podczas katastrof żywiołowych. Ten człowiek zrobił bardzo wiele dla Platformy, czy jego jedynym grzechem i przewinieniem wobec Króla było to, że chciał być traktowany po partnersku jako „kolega” z boiska? Jeżeli to jest jedyny grzech i problem, który rozłożył tą relację – a potem poszło „od słowa do słowa” to bardzo niedobrze jest z Donaldem Tuskiem.

2 komentarze

  1. Przecież Prezydent może obsadzić Pana G.Schetynę w roli ambasadora np.w Ułan Bator!
    Przecież nic ważniejszego niż podtrzymanie odwiecznej przyjaźni Polsko-Mongolskiej nie jest akurat pilniejsze.

    • Miałam sen, zły sen.
      Otwieram OP, niezawodny “krakauer” i “niezawodni” komentatorzy OP:
      “kanapowicz”,
      “wieczorynka”,
      “krzyk”,
      “Adam”…

      “kanapowiczu” – czy ty masz, jak to pięknie określa “krakauer” “sraczkę medialną”?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.