Polityka

Polityczne konsekwencje zmiany koalicjanta

 Salony Warszawy, Trójmiasta i Biłgoraju coraz głośniej szumią tematem konieczności zmiany koalicjanta partii mainstreamowej. Dokonanie manewru politycznego polegającego na podmianie Polskiego Stronnictwa Ludowego na Ruch Palikota staje się powoli coraz bardziej naturalną potrzebą, o którą salon coraz głośniej i coraz częściej się dopomina.

Problemem nie jest standardowa nielojalność PSL i jej lidera Waldemara Pawlaka, kłopotem jest sam Waldemar Pawlak, a właściwie to, co po nim ewentualnie nastanie. Zmiana lidera ludowców będzie oznaczać de facto konieczność nowego ułożenia stosunków w rządzie lub jego natychmiastowy upadek. Sygnał „sczyszczenia” do gołej posadzki wszystkich etatów hojnie rozdanych ludowcom, ich rodzinom, pociotkom, kuzynkom, kochankom i dzieciom – ma zadziałać orzeźwiająco na struktury, do czego dodaje się nieuniknione odebranie przywilejów socjalnych tzw. rolnikom niczego nieprodukującym. To dwa potężne straszaki, które mają zmiękczyć serca nawet najbardziej zatwardziałych działaczy gdyby odwidziało im się poprzeć jedynie słusznego kandydata.

Donald Tusk nie będzie miał wyboru, w razie jakiegokolwiek wahnięcia w PSL, nie może sobie pozwolić na niepewność i trzymanie się pod rękę nowego lidera tej partii (o ile ona się nie rozpadnie) z wiadomo, jakim liderem wiadomo, jakiej opozycji. Żaden mężczyzna czegoś takiego nie zaakceptuje, jeżeli chce mieć możliwość swobodnego decydowania o sprawach, dlatego też nie zaakceptuje tego premier, który naprawdę nic nie musi, albowiem w praktyce posiada pełnię władzy w Polsce. Wejście w koalicję z Ruchem Palikota i prawdopodobnie zatrzymanie w koalicji rozłamowców Pawlaka – w przypadku jego przegranej o pozycję w partii jest naturalną koleją rzeczy. W wielu głosowaniach można liczyć na wsparcie SLD, co powoduje, że ten rząd z tym premierem bez problemu może dotrwać do końca kadencji – bez względu na napastliwość retoryki opozycji.

Koalicja Platformy Obywatelskiej z Ruchem Palikota oparta na trzech warunkach Palikota (In Vitro, związki partnerskie oraz połącznie KRUS i ZUS) umożliwi rząd autorski Donalda Tuska, tak długo jak poseł Biedroń i jemu podobni będą kontrolowani przez pana Palikota. Być może sama wiarygodność tego typu ludzi nie jest problemem, albowiem każdego (prawie każdego) można kupić – jest to tylko kwestia ceny. To o wiele bardziej niebezpieczne jest wystawienie całej PO na strzały „konserwatystów” oburzonych koalicją PO z „homosiami”, antyklerykałami, transwestytą, czy też osobą trans-płciową, apostatą i innymi indywiduami, nie zapominając o najtrudniejszych z perspektywy prawno-praktycznej – zwolennikach legalizacji marihuany. Może to oznaczać nawet rozpad Platformy Obywatelskiej – poprzez odejście jej prawicowego skrzydła, niegotowego na aż taką otwartość i daleko posunięty relatywizm moralny. Co gorsza, od pierwszego dnia nowej koalicji mielibyśmy do czynienia z walką prawicowej-prawicy na zupełnie nowych poziomach, albowiem mariaż Palikota z Tuskiem otworzyłby zupełnie nowe możliwości ataku na rząd, koalicję, elitę, mainstream i całe zło kojarzone z ekonomiczno-obyczajowym liberalizmem. Prawie na pewno mielibyśmy festiwal mowy nienawiści, który wywołałby w Brukseli znaki zapytania nawet na najbardziej przyjaznych Polsce czołach, albowiem poglądy nieuznające równości ludzi – bez względu na kwestie seksualności już na początku lat 90-tych uznawano tam zupełnie poważnie za przestarzałe. Może to spowodować, że do mgły smoleńskiej zostanie dodane kilka ton retoryki „anty-homosiowej” z przypomnieniem panu Januszowi jego słynnego znaku – z czasów, kiedy był personą działającą na rzecz pewnego konserwatywno-katolickiego czasopisma. Bez względu na to, w jaki sposób zmodyfikuje to debatę publiczną wszystko, co będzie sprzyjać polaryzacji i nienawiści dwóch wielkich obozów – będzie przez ich liderów pożądane i miło widziane, albowiem kolejne wybory będą szły na pełnej polaryzacji względem logotypów partyjnych – nic innego nie będzie się liczyć. Żadne bzdurne programy, których nikt nie czyta i z których nikt nikogo nie rozlicza.

W efekcie będzie bardzo ciekawie, gdyż dwa istotnie spierające się obozy będą zbierały popłuczyny po innych partiach – kumulując na sobie uwagę społeczeństwa. W praktyce będzie to oznaczało, że małe partie – włączą się do mainstreamu, przekształcą się w partie niszowe albo znikną. Ten los czeka to, co zostanie z PSL, oczywiście SLD, – jako partię, której trzeba będzie odebrać przymiot lewicowości – topiąc jej przedstawicieli w morzu kawioru. Naprawdę czekają nas ciekawe czasy osobom, które mają odrobinę wolnego czasu można zaproponować zestawianie kursu złotówki z wynikami sondaży.

Koalicja Platformy z Palikotem ma szanse zmienić nasz kraj, w sferze obyczajowej, w sferze ekonomicznej i socjalnej. Czy Donald Tusk zdecyduje się zapłacić ewentualną cenę? A czy państwo jesteście gotowi na tolerowanie legalizacji miłości „homosiów” i legalne zamrażanie zarodków w zamian za satysfakcję z odebrania rolnikom przywilejów? I sczyszczenie ludowców z administracji resortowej?

Zobaczymy.

Jeszcze Polska nie zginęła, aczkolwiek przyczyniamy się!

One Comment

  1. Tak może się stać, Panie Krakauer. Gowina zastąpi Rozenek, a Biedroń … Zostanie pełnomocnikiem rządu do spraw Równego Statusu …
    Mam nadzieje, zenie zostanie Rzecznikiem praw dziecka …
    Pozdrowienia z deszczowego kraju.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

2 + twenty =