Czy Polacy mogą czuć się oszukani przez system?

Jakie to naiwne, zawarcie tylu kłamstw w jednym stosunkowo krótkim tytule, to już nawet nie jest wymysł propagandystów, to po prostu wyrafinowana manipulacja. Jeżeli ktoś z państwa czytelników nie chce być nawet przypadkiem manipulowany – to proszę dalej nie czytać, cała reszta przekona się że zbliżanie się do prawdy może być bardzo bolesne. Dlatego czasami nie jest potrzebne dla ogółu.

Rozpatrując naszą zbiorowość jako ofiary transformacji można powiedzieć, że tak jak najbardziej Polacy mogą czuć się oszukani, ale na tym polega największa tajemnica posępnej otchłani neoliberalnej transformacji, że nie wiadomo przez kogo. Od razu obalmy pierwszy mit – jeżeli ktoś zwala odpowiedzialność za stan państwa na plecy „naszych”, szukając jeszcze w epoce Wielkiej „Solidarności”, ten jest w błędzie ponieważ Polacy byli sterowani. Oczywiście nie wszyscy, jednakże liderzy – w zdecydowanej większości tak, mieli zaprogramowaną percepcję na wąskie postrzeganie świata wedle neoliberalnej doktryny niewidzialnej ręki rynku i przymusu jak najszybszego tworzenia klasy kapitalistycznej – nawet jeżeli pierwszy milion trzeba – chyba wszyscy pamiętamy co? No i najlepsze – w zasadzie najbardziej ulubione, oczywiście że kapitał nie ma narodowości. Jedyne o co można oskarżać „naszych” decydentów to naiwność, a na pewno nie powinno się oskarżać właśnie „Solidarności” ponieważ ta została w znacznej mierze zawłaszczona przez „yntelygencję” spod różnych „znaków” i innej proweniencji. Można nawet powiedzieć, że „Solidarność” została oszukana przez tych co jako pierwsi zrozumieli, że dochodzą do władzy na plecach robotników, którym zaraz zlikwidują miejsca pracy a potem stan spraw może doprowadzić do sprzedania ich domów razem z nimi i rodzinami – prywatnym właścicielom, najczęściej oczywiście za pożyczki z państwowych banków! Ale to były czasy! Naprawdę wszystko było możliwe – „oscylatory” i inne wynalazki, przy których niedawny handel złotem na Pomorzu to niewinna zabawa rozkapryszonych dzieci – będąca taką samą piramidą jak wszystkie inne (w tym publiczne).

Oczywiście winnych już tych manipulacji i działań nie ma, czasami można jednego czy drugiego spotkać w autobusie – „facet” kiedyś był dumnym ministrem, decydował o losach państwa (wiele zepsuł) a dzisiaj jeździ z waszym ulubionym/znienawidzonym autorem czasami autobusem i to aż dwa przystanki. W realiach Krakowa nie jest to oznaka problemów finansowych, ale zdrowego rozsądku, ponieważ miasto jest stale zakorkowane i jedyne co jeździ to tramwaje i autobusy na wydzielonych pasach. No ale mimo wszystko – jeden z pierwszych kluczowych ministrów, człowiek który trząsł Polską – w autobusie! Lekko mówiąc zaniedbany, postarzały, w zużytych butach. Tyle wyszło z tej transformacji jej „ojcom”, może chociaż emerytury będą mieli wysokie? Jeżeli nie, to przecież… uwaga, uwaga, też mogą czuć się oszukani przez system! A kiedyś z takim wdziękiem nosili oporniki w klapach od marynarek! No, ale to było kiedyś jak jeszcze istniał przemysł, który produkował elementy elektrotechniczne i elektroniczne, dzisiaj po nim z rzadka pozostały cienie dawnych hal, w których przeważnie są hurtownie odzieży niesortowanej! Więc może dzisiejsi „oporni” powinni zawiązać sobie używany damski stanik wokoło lewego ramienia? To jest proszę państwa prawda czasów, prawda realiów.

Żeby jednak napisać cokolwiek zbliżonego do merytoryki w tym jakże bulwersującym temacie – warto się zastanowić jak dzielony jest w Polsce dochód narodowy? A przede wszystkim z czego utrzymuje się państwo i kto najbardziej w stosunku do swoich możliwości przyczynia się do pokrycia tych kosztów? Więc dochód narodowy dzielony jest nierównomiernie. Jego znaczna część jest dodatkowo transferowana za granicę, w ramach zobowiązań wynikających z kapitałowych praw własności podmiotów i osób zagranicznych w Polsce oraz oczywiście z tytułu obsługi zadłużenia zagranicznego. W odczuciu zwykłego Polaka nie ma czegoś takiego jak płaca minimalna, ilość pozakodeksowych form zatrudnienia jest tak znaczna i powszechna, że zdominowała stosunki pracy zwłaszcza wśród młodych pracowników oraz w segmencie „50+”. Trudno jest mówić, że osoby pracujące na umowach śmieciowych bez ubezpieczenia biorą udział w podziale PKB. System się rozsypał w tym względzie i solidne około 20% to strefa szara lub pół-szara, w której liczy się najczęściej umowa ustna i wzajemne wymuszanie na sobie należnych świadczeń. W ten oto sposób mamy szeroką grupę społeczną – wykluczonych z podziału. Inne liczne grupy społeczne jak np. renciści i emeryci – podobnie „szału nie mają” tylko skromność. W tym znaczeniu „rentierzy” nie mają spokojnej starości, ani wsparcia w chorobie. Raczej te grupy społeczne – wegetują, oczywiście z wyjątkiem „wyjątków”. Jednakże nie to jest najgorsze, bo to jest po prostu wynik naszej gospodarki – o wiele bardziej szkodliwe jest finansowanie państwa z podatków pośrednich, które płacą głównie biedniejsi i średnio zarabiający w ogólnej masie podatkowej, a w ich indywidualnych pozycjach wydatkowych te podatki mają stosunkowo duże znaczenie do ich dochodów. 22% stawka VAT ma charakter ludobójczy. Niech żaden rząd nie mówi o informatyzacji państwa i rozbudowie infrastruktury IT, jeżeli przez lata na sprzęt komputerowy utrzymywana jest najwyższa stawka, a od kilku lat źle się podziało w opodatkowaniu i możliwości rozliczania usług dostępowych do Internetu.

Nawet rolnicy z pozoru uprzywilejowani mogą mieć pretensje do systemu, ponieważ głównie przyczynił się do zakonserwowania stanów nieustalonych na polskiej wsi. Dobrze, że pojawiły się pieniądze, ale szkoda że poszły w „socjal” a nie w stymulowanie produkcji, spółdzielczość, przetwórczość i eksport. W efekcie głównym beneficjentem polityki rolnej Unii w Polsce są… deweloperzy i banki, którym rodzice ze wsi płacą raty za mieszkania dla swoich dzieci, dla których nie widzą przyszłości na wsi. To akurat jest przerażające i smutne, albowiem staliśmy się w tym zakresie niewolnikami własnej percepcji i nie jesteśmy w stanie przeskoczyć przyjętych i utrwalonych dogmatów.

Podsumowując – praktycznie każdy może mieć w naszym państwie pretensje do systemu. Jeżeli byśmy się bowiem zagłębili nawet w realia grup uprzywilejowanych, to nagle okazałoby się, że wszędzie są równi i równiejsi, lepsi i jeszcze lepsi itd. Jesteśmy wielką wspólnotą narzekaczy i możemy sobie narzekać na rzeczywistość, przy czym uwaga – NIKT TU NIKOGO NIE OSZUKAŁ. Koszty transformacji można było mniej więcej przewidzieć. Bardzo boli to w jakiej formule się to wszystko zakończyło, utrata potencjałów jest porażająca. Jeszcze bardziej dziwi – brak realnej alternatywy. W tym właśnie kontekście i to jest chyba jedyny uprawniony kontekst takiego generalizowania możemy mówić, że zostaliśmy wszyscy oszukani przez system, ponieważ szklany sufit ma wiele poziomów… Natomiast my niestety ciągle jesteśmy w piwnicy, ewentualnie z pewną nieśmiałością i niepewnością – czasami wychodzimy z piwnicy jak nikt nie widzi na klatkę schodową. Nic ponadto… poza tym, że niektórzy mają nawet prywatne windy, ale to naprawdę wąska grupa szczęśliwców.

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

7 myśli na temat “Czy Polacy mogą czuć się oszukani przez system?

  • 25 marca 2014 o 11:17
    Permalink

    Za 40 – 60 lat nie będzie to miało żadnego znaczenia, bo będziemy już martwi.
    Na najbliższy okres – pełen kampanii wyborczych należy pamiętać tylko o jednym.

    O styropianie.

    I wziąć udział we wszystkich wyborach, kierując się tylko jedną zasadą: BEZ STYROPIANU!

    Nawet jak ktoś się tylko o niego otarł – powinien być pomijany w naszych wyborach.
    Tylko tyle.

    Może to coś zmieni i cała nadzieja w młodych, czyli obecnie trzydziestoparoletnich Polkach i Polakach.

    Odpowiedz
  • 25 marca 2014 o 12:02
    Permalink

    Trzeba być mocno “kopniętym” przez(wpisać właściwe słowo),
    zeby w dalszym ciągu tkwic w “matrixe”, napinać muskuły
    i pisać brednie, kim i czym nie jest Polska pod “jedynie sluszną opcją solidarnościową”. A zapewniam Państwa,
    ze są jeszcze tacy naiwni – frajerzy, piszący nawet
    na OP.Żałośni, – kiedyś i “oni” obudzą się z ręką(a moze nie tylko), w nocniku.
    Czego “im” szczerze życzę – no chyba, że są niereformowalnym “betonem solidarnosciowym”…

    Odpowiedz
  • 25 marca 2014 o 12:16
    Permalink

    Sądzę, że gdybym czytał artykuły Krakauera w innej kolejności niz mi to wyszło, nie napisałbym 15 min. temu komentarza dotyczącego wpływu społeczeństwa na władzę.

    Odpowiedz
  • 25 marca 2014 o 17:05
    Permalink

    Artykuł bardzo dobry, chciałam coś dodać jednak wszystko zawarte jest w treści. Natomiast jako osoba złośliwa wyobraziłam sobie scenkę: były bardzo ważny minister/urzędnik wędruje sobie drogą pełną wybojów do lekarza rodzinnego (4 kilometry) lub do najtańszego marketu (8 kilometrów) do mojej miejscowości ze względów oszczędnościowych zlikwidowano całą komunikację publiczną a tylko nielicznych stać na własny pojazd. W czasach PRL do wsi w ciągu dnia przyjeżdżało 12 autobusów, wszystkie były wypełnione a ludzie jechali zwyczajnie do pracy i była to praca na pełny etat, pojęcia śmieciówki nie znano.

    Odpowiedz
  • 26 marca 2014 o 00:38
    Permalink

    Chciałem coś mądrego odpowiedzieć, ale raczej się uśmiałem setnie.
    I pomyśleć jak to autor (bez nazwiska tylko pod pseudonimem) użala się nad Polakami.
    Panie Krakauer, na całym świecie tak jest,że rządzą nie aniołowie, a ludzie a ludzie są różni i omylni i pazerni itd.
    Jest jednak TERAZ w Polsce tak jak nigdy dobrze nie było.
    Wystarczy wsiąść w samochód w Moskwie i przejechać się aż do granicy zachodniej Polski i zobaczy Pan czym się różni Polska od tych na początku.
    I to co teraz też ważne – MOŻNA SIĘ PODPISAĆ SWOIM NAZWISKIEM I NIE zginąć.

    Odpowiedz
    • 26 marca 2014 o 19:49
      Permalink

      Osobiście bym się tak Moskwą nie przejmowała, wystarczy Warszaw i… “Idziesz na Pragie weź na odwagie” cały czas aktualne. Zupełne nie jest moim zamiarem obrażanie Warszawiaków, wręcz przeciwnie chciałam zwrócić uwagę na występujące problemy. Te same problemy występują w regionie gdzie mieszkam.

      Odpowiedz
  • 26 marca 2014 o 06:46
    Permalink

    Panie Antek, to coś tutaj nad Wisłą jest za dużo omylnych i pazernych, a w zasadzie to chyba są tylko sami bardzo omylni, wręcz ciągle omylni i totalnie pazerni.
    Widzi pan, w Polsce, w której panuje wolność słowa prawo prasowe pozwala autorom pisać pod pseudonimami – natomiast to co pan określa jako “nie zginąć” tłumaczy pana intencje wobec autora.
    Co do tezy: Jest jednak TERAZ w Polsce tak jak nigdy dobrze nie było. – to jest pana odosobniona opinia, wiele osób uważa inaczej. I polecam też wsiąść w samochód w Moskwie… zapewniam że poczuje Pan różnice cywilizacyjną po przyjechaniu do WWy

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.