Społeczeństwo

Pokolenie z(de)motywowane?

 Masakra, kontakt z młodszym pokoleniem to intelektualna tortura. Po pół godzinie usiłowania nawiązania intelektualnego kontaktu z osobnikiem już studiującym i to na kierunku inżynierskim – każdy się podda. Inaczej mówią, inaczej myślą, mają inne wartości, do tego jeszcze zachowują się w sposób zupełnie odstający nawet od silnie liberalnych norm społecznych. Można zaryzykować tezę, że pokolenie obecnych 20-kilko-latków to już zupełnie inni ludzie, których cechuje coś nadzwyczajnego – mianowicie brak typowo polskiego fatalizmu, jednakże pamięć narodowo-niepodległościowo-patriotyczną zastąpiono bzdurami, idiotyzmami, wykwitami i wymiocinami w najlepszym przypadku formą pozbawioną treści, ewentualnie po prostu popłuczynami.

Porażające jest to, że w istocie intelektualnie oni są przeważnie jałowi, nie posiadają wiedzy ogólnej, ale zdarza się, że mają doskonale rozwinięte kompetencje szczególne, wręcz unikalne. Przykładowo młody człowiek z gigantyczną ilością kolczyków może być już całkiem zdolnym programistą, przekonanym o swojej wartości, a zwłaszcza o braku potrzeby zdobywania jakiejkolwiek wiedzy o świecie poza programowaniem w zaawansowanych językach, gdyż nabycie w tym zakresie kwalifikacji pozwala mu zarobkować w okresie studiów na poziomie jego rodziców. Jak takiego człowieka przekonać do potrzeby czytania Mickiewicza? Słowackiego? Goethego? Po co nowemu społeczeństwu nasza cała kultura, jeżeli oni mają media społecznościowe, gdzie stale się komunikują i oceniają świat widziany kamerkami swoich wszystko-mających komórek „Made in China”?

Szacunek do autorytetów dla tych młodych ludzi jest raczej zdecydowanie czymś luźnym, nie interesuje ich polityka, a nawet, jeżeli to potrafią to przedstawić w sposób tak niesamowicie zaskakujący, że przedstawiona ich aparatem pojęciowym logika – poraża, rozbraja i zmusza do zamknięcia ust. Po dłuższej wymianie – zaangażowanych na dowolny temat poglądów, widać, że dzielą nas nie tylko Himalaje absurdów i oceany niewiedzy, ale widać, że te góry i morza są, co najmniej na innych planetach.

Im się należy, nie rozumieją, co to znaczy, – „że nie ma”, „że nie wystarcza” nie rozumieją, dlaczego coś nie jest powszechnie dostępne i dlaczego nie mogą kupić sobie mieszkania. Narzekają na brak pracy, ale zarazem ich przeciętne kwalifikacje nie starczają nawet na przysłowiowy zmywak. Oprócz tego brakuje chęci do pracy rozumianej, jako jakikolwiek zintensyfikowany wysiłek w danej jednostce czasu z wymuszonym parametrami efektem. Nie chcą o tym słyszeć, praca ma być przyjemnością i ma umożliwiać karierę i rozwój osobisty, to praca jest dla nich a nie oni są dla pracy! Mają samoświadomość bardzo wysokiej samooceny własnej, co przedkłada się właśnie na szereg roszczeń i potrzeb, w tym także oczywiście płacowych. Nie można mieć złudzeń – gadżety z Chin, projektowane przez designerów z klimatyzowanych biur Los Angeles kosztują krocie. Powoduje to, że zmienia się cały model konsumpcyjny, a to przewartościowuje naszą całą gospodarkę.

Przy tym wszystkim nie można ich oceniać negatywnie, mają prawo do życia własnym rytmem, przecież te wzorce, którymi nasiąkli nie wytworzyły się same, to wynik „troski” rodziców o rozwój ich świadomości. Marketing, który zrobił młodym fekalia z ich mózgów – to wynik troskliwych starań ich rodziców i dziadków, tutaj nie ma przypadków. Sami wychowaliśmy to pokolenie porażki, nastawione roszczeniowo i nie zdolne do jakiegokolwiek sensownego planowania własnego życia.

Już za niedługo wydajność naszej gospodarki i jej wyniki będą zależały właśnie od pracy tych nielicznych młodych ludzi, którzy w tym kraju pozostaną. Wówczas się okaże, na ile można żyć wedle modelu „party, party, party, non-stop party!”, A kiedy trzeba brutalnie stawić czoło rzeczywistości. Bajki propagandy rządowej, że za około 15 lat, to praca będzie w Polsce szukała pracowników a nie pracownik pracy można sobie włożyć, lepiej nie piszmy gdzie, nie można mieć złudzeń. Czeka nas prawdziwa rewolucja społeczno-obyczajowa powodująca zmianę przyzwyczajeń i wzorców zachowań, jaką wymuszą masowe zachowania implikowane do przestrzeni publicznej przez dorastającą młodzież.

Nie do uniknięcia jest konflikt pokoleń, oni nie będą pracować na emerytury pokolenia zstępującego, głównie dlatego ponieważ nie są w stanie zrozumieć potrzeby więzi międzypokoleniowej. Nie interesuje ich to, co było, wiedzą, że ojcowie i matki zapewnili im umowy śmieciowe za głupią i beznadziejną – przeważnie pracę, przez co naprawdę nie mają łatwo. Jest możliwe, że może nas czekać coś, czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czyli totalny bunt młodych – przeciwko dotychczasowemu światu.

Na marginesie można się jedynie zastanawiać, jeżeli taki dramatyczny skok międzypokoleniowych różnic można zaobserwować w mieście, – co dzieje się z ludnością wiejską? Jeżeli takowa oczywiście w ogóle będzie jeszcze występować.

5 komentarzy

  1. Mogę sobie wyobrazić, że do buntu młodych odmawiających finansowania emerytur pokolenia zstępującego dojdzie bunt tych samych młodych odmawiających finansowanie potrzeb pokolenia wstępującego. Być może objawiać się to będzie brakiem przyrostu naturalnego, ergo wzrostem liczby niesamodzielnych rodzin potrzebujących pomocy państwowych/samorządowych struktur pomocy rodzinie. Zapewne bardziej przedsiębiorcze jednostki wyemigrują bo kryzys nie będzie trwał wiecznie. Tyle moich dodatkowych konstatacji interesującego tekstu, który powinni przeczytać młodzi ludzie. Tylko czy zrozumieliby o czym ten tekst? Pozdrawiam Autora

  2. Stach Głąbiński

    W tej refleksji dostrzegam jeden brak, czy fałszywą tezę. Mam na myśli wypomniany młodym brak zainteresownia “polityką”, pod którym określeniem kryje się – jak przypuszczam – udział w życiu społecznym. Otóż sądzę, a zaobserwowane odruchy młodych utwierdzają mnie w tym, że młodzi są realistami i zdają sobie sprawę z zależności losu osobniczego od tego jak funkcjonuje społeczeństwo, natomiast odrzucają naiwne pojmowanie udziału w życiu państwa, czy miasta takim, jaki on jest w wykonaniu starych. Odrzucają – co wypomina im Autor – myślące i decydujące za wszystkich “autorytety”. Rozumieją to, co dla ogromnej większości z nas jest nie do pojęcia, że społeczeństwo nie może funkcjonować, jeżeli składa się z bezwolnych a nieodpowiedzialnych jednostek kierowanych przez “wodza”, które to jednostki stać tylko na bezpłodne biadolenie. A przecież tak niewiele trzeba, by to zmienić! Wystarczy konsekwentnie wymagać najpierw od siebie, ale zaraz też od innych – szczególnie od rozmaitych “wodzów” – by powierzone sobie funkcje wykonywać zgodnie nie tylko z prawem państwowym, lecz również ze statutami i zobowiązaniami, które sami uroczyście proklamowaliśmy!

  3. Musze sie niestety zgodzić z tezami stawianymi przez Krakauera.

    Sam należę do omawianego pokolenia (rocznik 86) i to, co mogę zaobserwować w gronie moich rówieśników pokrywa sie z tym, co napisano wyżej.

    Przykład z życia wzięty. Kolega studiował ze mną i zarówno w trakcie, jak i po studiach nie mógł znaleźć pracy. Cały czas tylko marudził. Gdy ja robiłem bezpłatne praktyki instalując/serwisując komputery, on nie robił nic. Proponowałem mu tez, żeby czasem wybrał sie ze mną na nocną inwentaryzacje do marketu dorobić parę zł, to nie. On za 6-7 zł za godzinę nie zarwie nocki. Ogólnie dobrze sie uczył, nie był głupi, ale po 5 latach studiów w CV w polu doświadczenie zawodowe nie miął nic, poza obligatoryjnymi praktykami na których nawet nie był, bo za “flaszkę” dostał wszystkie podpisy w karcie praktyk w jakimś sklepie.

    Spotkałem go Pol roku temu i dalej marudził, ze nie może dostać żadnej pracy. Postanowiłem mu pomoc. Wiem, ze zna język angielski, ma ukończone odpowiednie studia, a u mnie w firmie zatrudniają, no to czemu nie!

    Znalazłem mu odpowiedni wakat, przetłumaczyłem CV na angielski, bo pomimo moich próśb nie zrobił tego. Poszedłem tez do HR’ów, żeby go na pewno zaprosili na rozmowę.

    Gdy juz rozmowa kwalifikacyjna była umówiona poinformowałem go, żeby przeczytał dokładnie wymagania z ogłoszenia i nauczył sie chociaż teorii z Wiki. Podałem mu tez najbardziej sztampowe pytania, które zadajemy potencjalnym kandydatom i gwarantowałem, ze na 90% dostanie posadę. Może nie jakąś super, ale po roku będzie mógł przeskoczyć oczko wyżej.

    Na rozmowę przyszedł, jednak nie nauczył sie niczego. Miał problem z rozwijaniem technicznych skrótów, które były w ogłoszeniu nie mówiąc juz, żeby był w stanie ogólnie opisać technologie o której mowa.

    Oczywiście pracy nie dostał, do tego trochę sie na mnie obraził, a do tej pory koledzy z pracy śmieja sie, kogo to ja polecam.

    Podobny scenariusz z dużym prawdopodobieństwem dotyczyłby polowy moich bezrobotnych znajomych.

    Na koniec powiem jeszcze tylko, ze od niedawna sam prowadzę rozmowy kwalifikacyjne (cześć techniczną) i ich poziom jest dramatyczny. Inżynierowie informatyki nie znają podstawowych pojęć i terminów. Przygotowanie sie do takiej rozmowy to 2 dni nauki po 8 godzin… Co ciekawsze duży procent takich “miszczów” życzy sobie pensje w okolicach 5000 brutto.

    Starsi koledzy z pracy mówią, ze z roku na rok jest coraz gorzej. Największym przełomem był ponoć rocznik, który jako pierwszy uczęszczał do gimnazjum i potem zdawał nowa maturę. Od tego czasu odsetek gamoni rośnie i rośnie.

  4. To o czym pisze @autor jest w naszej ewolucji.
    Tylko że ona nie przebiega liniowo, ale spiralnie.
    Teraz jest pora powrotów na drzewo.
    Potem zejścia z drzewa na ziemię i odkrywanie narzędzi prostych.
    Dalej postępy we wzajemnej komunikacji.
    Musimy przez to wszyscy przejść (jakieś 200-400 lat).
    Taka karma.

  5. Artykuł świetny, staram się zrozumieć młodych i jednocześnie obserwuję młodych. Młodzi są zarówno świetni jak i zabawni w swoim pojmowaniu świata.Mam tylko pytanie, jak poradzą sobie młodzi gdy zabraknie źródeł energii, no chyba, że nauka pójdzie tak daleko, że ludzkość zacznie korzystać z energii słonecznej. Zdefiniuję sposób myślenia młodych, przytaczając zasłyszany dowcip
    -wyobrażasz sobie świat bez internetu?
    -taak podeślij linka

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.