Polityka

Pojednanie z Rosją. Polskie warunki wstępne

 Czy coś takiego jak pojednanie pomiędzy narodami i związanymi z nimi państwami w ogóle jest możliwe? Jeżeli tak, jakie musi spełniać warunki, żeby było skuteczne? W jaki sposób je przeprowadzić? W jaki sposób można uznać, że jesteśmy już z kimś pojednani?

Pojednanie to w wielkim uproszczeniu zasypanie różnic. W przypadku państw i narodów ze zbliżonego kręgu kulturowego, pojednanie oznacza spowodowanie, że z interesów narodowych obu zainteresowanych stron znikną interesy przeciwstawne, a całość aspiracji obu państw będzie nie konfrontacyjna a we wszelkich możliwych sprawach zacznie się poszukiwanie interesów wspólnych, celem uniknięcia powstawania przyszłych konfliktów.

Być może kogoś zszokuję, ale w przypadku Rosji i Rosjan, różnią nas głównie kwestie wtórne o rodowodzie historycznym z wyjątkiem jednej niezmiernie istotnej jaką jest niewidoczny współcześnie konflikt kulturowy o przewodnictwo w żywiole wszechsłowiańskim. Ten zadawniony konflikt, toczy się obecnie na płaszczyźnie mentalnej, Polska go przegrywa albowiem nie jest na tyle atrakcyjna, żeby kulturowo, politycznie, ekonomicznie i militarnie zdominować całą słowiańszczyznę, albo przynajmniej stanowić dla niej najbardziej liczący się punkt odniesienia. Są kraje od nas lepsze, jednakże same przestały już dawno uznawać się za słowiańskie. Poza tym, ze względu na potencjał liczy się tylko Polska, która ze względów historycznych zawsze stanowiła przeciwwagę systemową dla państwowości moskiewskiej lub kijowskiej. Polska łacińska, Polska katolicka, Polska wielkiej idei – wolności! Dzisiaj to wszystko, co spowodowało, że na początku XVII wieku bez jednego wystrzału oddziały Rzeczpospolitej zajęły Moskwę, a car rosyjski Wasyl IV złożył hołd Zygmuntowi III Królowi Polski – już się nie liczy. Nawet kulturowo, nie istniejemy na wschodzie – ze względu na wszechobecność cyrylicy i naszą słabość w narzuceniu własnych wzorców kulturowych. Warto pamiętać o tym, że prawdopodobnie ostatnim Polakiem, który nie bał się potęgi Wszechrusi był Józef Piłsudski, aczkolwiek i on mógł zdecydowanie mniej niż jego wielcy poprzednicy – jak Stefan Batory, czy Stanisław Zółkiewski. Dzisiejsza dysproporcja sił pomiędzy Polską a krajami wschodnich Słowian powoduje, że militarnie rozłożyłaby nas na łopatki nawet Białoruś, o Ukrainie lub nawet w kategoriach siłowych nie ma, co myśleć.

Mamy, zatem zadawnione konflikty, otwarty rachunek krzywd z polskiej strony, dysproporcję potencjałów, karłowatość militarną (Federacja Rosyjska to mocarstwo termonuklearne), sprzeczność współczesnych interesów gospodarczych i odmienne konteksty kulturowe związane z niekompatybilnością prawosławia i katolicyzmu. Poza tym po 10 kwietnia 2010 roku pojawiła się jeszcze kwestia smoleńska i nie chodzi bodajże, o bestialstwo wojsk Zygmunta III oblegającego tą twierdzę na początku XVII wieku, ale o kwestię wyjaśnienia przyczyn lotniczej katastrofy smoleńskiej, w której, w co trzeba przyznać ponad wszelką wątpliwość – w nadzwyczajnych i niecodziennych okolicznościach zginęli Prezydent RP i znaczna część elity przywódczej naszego kraju. Jak zatem mając to wszystko w pamięci spowodować realne pojednanie tych dwóch państw – narodów?

Jeżeli chodzi o pojednanie elit, to jak najbardziej jest ono możliwe. Wymaga to dyskusji historyków, pochylenia się nad wspólnym skomplikowanym losem, odpowiednich rezolucji obu parlamentów, a może nawet połączonych obrad i po sprawie. Jednakże to nie załatwia tematu, albowiem pozostaje część polskiej sceny politycznej, która jest przekonana o retoryce zamachu, w który miałoby być uwikłane nieprzychylne Polsce państwo rosyjskie, a ściślej jego służby specjalne. Mamy w ten sposób ujawniony pierwszy warunek brzegowy polskiej zdolności do pojednania – jest nim wyjaśnienie wszelkich kwestii związanych z katastrofą przed własnym społeczeństwem w sposób nieznoszący żadnej krytyki. Tylko, bowiem na tej podstawie, jest możliwe przekonanie polskich środowisk prawicowych do uczestnictwa w procesie wielkiego dzieła pojednania narodowego z Rosjanami. Bez zgody politycznej, co do tego faktu w jednym i drugim kraju, w ogóle nie ma mowy o czymkolwiek.

Jest kwestią oczywistą, że 17 września 1939 roku, państwo, za którego następczynię uznaje się dobrowolnie Federacja Rosyjska napadło na nasz kraj, zagarniając część jego terytorium – na trwałe, krzywdząc i mordując wielu naszych obywateli. Nie ulega także najmniejszej wątpliwości, że zimą 1945 roku, wspomniany poprzednik Federacji Rosyjskiej – Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich wyzwolił terytorium Rzeczpospolitej Polskiej spod zgubnej biologicznie dla Polaków, jako Słowian okupacji niemieckiej. Można mieć przekonanie graniczące z pewnością, że gdyby wówczas ZSRR nie wyzwolił Polaków spod władzy Niemców, dzisiaj nie czytalibyście państwo tego tekstu w języku Polskim, albo może inaczej – prawdopodobieństwo, że byście go czytali byłoby znacznie niższe – albowiem nie mamy żadnej pewności, czy nasi tak ukochani alianci zachodni, nie dogadali by się z Rzeszą Niemiecką odpowiednio wcześniej, czyli mając wojska np. na Łabie, przy założeniu że w ogóle bez radzieckiego wysiłku wojennego byliby w stanie wygrać metodami konwencjonalnymi wojnę z Niemcami, ale to bardziej pole dociekań dla historyków z zacięciem do teorii gier. W związku z powyższym, że doznaliśmy od poprzednika obecnej rosyjskiej państwowości krzywdy, powinno zależeć nam na jej naprawieniu. Jednakże w jaki skuteczny sposób, można żądać od współczesnej Rosji zadośćuczynienia za śmierć i cierpienia milionów Polaków? Przeniesienie państwa o 200 km na zachód, utratę olbrzymich ilości dóbr materialnych, w tym bezcennego dorobku narodowej kultury i sztuki oraz inne niezliczone krzywdy jak chociażby mord na polskich obywatelach dokonany z bezpośredniego polecenia najwyższych władz państwa komunistycznego na początku wojny? Przede wszystkim w zgłaszaniu roszczeń należy zachować umiar, sam fakt okresu historycznego, jaki przeminął od tych wydarzeń nie ma już znaczenia – cały PRL możemy traktować na równi z okupowanym przez Rosję „krajem przywiślańskim”, jakaś forma wewnętrznej niezależności w zasadzie pełnej, reglamentowana niezależność zewnętrzna – obwarowana sojuszem, z którego nie było opcji się wyzwolić, – czyli pod przymusem. Jednakże na mocy decyzji Józefa Stalina Polska otrzymała od ZSRR w 1945 roku część terytorium b. niemieckich prowincji wschodnich, znajdujących się pod władzą zwycięskiej Armii Czerwonej. Co więcej Związek Radziecki w momencie dogorywania – przy jednoczeniu się Niemiec optował za międzynarodowym uznaniem dla status quo polskiej granicy zachodniej. Nie można mieć złudzeń, bez przychylności Gorbaczowa w tej sprawie bylibyśmy dzisiaj w zupełnie innej sytuacji. Niemcy przełknęliby „pasztet” uznając, że te tereny są nadal „unter polnische verwaltung”, żądając np. częściowego zwrotu w momencie przyjęcia Polski do NATO i Unii Europejskiej. Naprawdę historia mogła się inaczej potoczyć, mieliśmy bardzo dużo szczęścia po 1989 roku. Jednakże nie ulega wątpliwości, że to, co nam radziecka forma państwowa Rosji zabrała, było dla nas ze względów historycznych cenniejsze niż nowe nabytki na zachodzie. Do tego dochodzi wspomniany rachunek krzywd, fizycznego mordowania Polaków oraz narzucenie krajowi własnej ideologii. Za to się powinno płacić, albowiem był to czyn bandycki – jedno państwo napadło na inne, zmieniło jego granice, wymordowało mu część obywateli a bardzo dużą ilość przesiedliło, jeszcze innych uznało za własnych, po czym narzuciło mu przychylny sobie rząd i zmieniło jego elitę. Tak w telegraficznym skrócie wyglądało rosyjskie oddziaływanie na Polskę przez prawie połowę XX wieku. Ze względu na bezmiar krzywd podstawą wszelkich rozmów powinno być wyjaśnienie, zrehabilitowanie i wypłacenie odszkodowań za mord katyński (i inne z tamtego okresu) oraz za prześladowania powojenne (wywózki AK-owców itp.). Co do tego nie ma wątpliwości, Rosja musi uznać swoją odpowiedzialność za zbrodnię przeciwko ludzkości, jest wiele rys na historii rosyjskiej państwowości – ta jest jedną z najbardziej ohydnych. Nie ma możliwości przebaczenia Rosjanom bez wyrównania tego rachunku krzywd. Jeżeli faktycznie zależałoby im na pojednaniu muszą zacząć od pełnego zaspokojenia polskich praw moralnych i wszelkich innych roszczeń w tym zakresie. Poza tym, kwestia katyńska jest generalnie „papierkiem lakmusowym” rosyjskich starań o demokratyzację własnego kraju, bez zmierzenia się ze swoją zbrodniczą przeszłością – adresowaną głównie do narodowości własnego olbrzymiego kraju – Rosja nigdy nie stanie się państwem demokratycznym w rozumieniu wartości zachodnich. Po prostu nie da się zbudować prawdy, porządku i miłości, jeżeli pod fundamentem domu, lub obok w przydrożnym rowie nadal leżą miliony ofiar brutalności reżimu. Rosja i jej społeczeństwo zapłaciły straszną cenę za panowanie zbrodniczej ideologii natchnionej starodawnym moskiewskim imperializmem. Niestety część rachunku krwi pokryli też inni – m.in. Polacy. Za to w ramach zadośćuczynienia, będącego elementem pojednania należy się odszkodowanie. W moim osobistym osadzie, jedyną formułą odszkodowania, jaką moglibyśmy od Rosjan i Rosji dobrowolnie przyjąć powinno być przekazanie własności państwowej nad terytorium Obwodu kaliningradzkiego. Byłby to nie tylko symboliczny, ale bardzo istotny strategicznie i materialnie krok Rosji. Wysiedlenie mieszkających tam obywateli rosyjskich i wykup ich własności powinny towarzyszyć temu procesowi przekazania przynależności państwowej nad tym terytorium. Dla nas oznaczałoby to ostateczną likwidację przekleństwa terytorium pruskiego, – które od zawsze było dla naszej państwowości problemem, a dla Rosjan było znacznym wysiłkiem i realną ceną do zapłacenia w zamian za wyrządzone nam krzywdy. Oczywiście takie działanie nie byłoby obojętne dla Niemiec, dlatego warto z wysunięciem takiego postulatu w relacjach państwowych poczekać jeszcze kilkanaście lat – aż z całą pewnością umrą wszyscy Niemcy urodzeni w Prusach Wschodnich, to zmniejszy ich ból i traumę oraz ograniczy możliwą reakcję tamtejszego społeczeństwa.

Zaproponowana konstrukcja „odszkodowania” ma tą wadę, że jest to nadal dzielenie czegoś zrabowanego, – czyli budowanie naszego potencjału na krzywdzie osób trzecich. Jednakże ze względu na czynniki historyczne, można się z tym pogodzić. Poza tym, w przypadku terytorium Rosji, trudno jest w ogóle mówić o jakimś fragmencie komuś wcześniej nieodebranym poza obszarem historycznej Rosji właściwej.

Spełnienie powyższych warunków wypełniłoby skutecznie nasze roszczenia, zasklepiając historyczne krzywdy. Jednakże uzyskanie tych trzech kwestii od strony rosyjskiej jest obecnie niemożliwe, albowiem każda z tych kwestii uderzałaby w podstawy neoimperialnego paradygmatu funkcjonowania państwa rosyjskiego. Rosja traktuje siebie, jako imperium. A to dramatycznie zmienia ogląd sytuacji, z perspektywy imperium o wiele łatwiej jest pewne rzeczy poświęcić i zdecydować się np. na konflikt niż odpuścić sprawę najważniejszą, jaką jest splendor i związana z nim specyficznie rozumiana racja stanu. Po prostu państwa imperialne nie mogą sobie pozwolić na okazanie słabości, albowiem natychmiast stałyby się ofiarami kaskady skutków raz okazanej słabości. Chętnych do odszkodowania od Rosjan ustawiłaby się cała kolejka. Dlatego pojednanie oparte na powyższym modelu, z punktu widzenia Polski bardzo korzystnym jest niemożliwe.

Co zatem jest możliwe? I co byłoby w tej kwestii najkorzystniejsze z naszej narodowo-państwowej perspektywy? Otóż, w relacjach międzynarodowych bardzo rzadko formułuje się roszczenia wprost, albowiem każde ich zgłoszenie jest automatycznie samo w sobie problemem i zaczątkiem nowej waśni. Nikt nie ma zamiaru z niczego ustępować, nawet, jeżeli kiedyś to ukradł, zrabował, zabijając przy tym pół Wielkopolski (jak np. Szwedzi). Dlatego powinniśmy postawić sobie zupełnie inny cel, poprzez wykorzystanie starannie wyselekcjonowanych technik soft power i oddziaływania kulturowego, – o którym pisałem na początku artykułu. Otóż naszym jedynym roszczeniem względem Rosjan powinno stać się żądanie rozpoczęcia dialogu i wzajemnego otwarcia się na siebie naszych odizolowanych szklaną ścianą państw i społeczeństw. Bez akceptacji i przyzwolenia Kremla to jest niemożliwe. Dopiero na tej podstawie moglibyśmy takimi działaniami jak: wymiana młodzieży, biznes, współpraca samorządów, współpraca administracji, współpraca wojskowa (a dlaczego nie !?!), współpraca technologiczna i inne zakresy współdziałania – otworzyć Rosję na Europę, stopniowo i powoli modernizując to państwo i zmieniając sposób myślenia tamtejszego społeczeństwa. I myli się ten, kto myśli, że to nie jest możliwe! Albowiem tak jak Polska, jej kultura, jej elity, jej prawa, jej sposób funkcjonowania na progu XVII wieku, była na tyle atrakcyjna dla części rosyjskich elit, że wpuścili nasze zawodowe i zaprawione w mordowaniu wszystkiego, na co starczało kopii wojsko do swojej stolicy – tak samo dzisiaj Unia Europejska, jej sposób funkcjonowania, jej prawodawstwo, jej humanizm i ogólna sprawność, jako systemu społeczno-gospodarczego może być na tyle atrakcyjna dla Rosji i Rosjan, że warto im nasze idee podsunąć pod rozwagę, jako model do przebudowy własnego państwa. Tak już kiedyś było po Powstaniu Listopadowym, że wściekły na Polaków Car, był gotów wybaczyć im wszystko włącznie z detronizacją, ale i tak do końca swoich dni uważał ich za „niewdzięczników”, albowiem swoim odśrodkowym wyczynem (powstanie kosztowało cara kilka nieprzespanych nocy i Belgię) – przyczynili się skutecznie do zaniechania jakiejkolwiek myśli o reformach wewnątrz rosyjskiego systemu „zamordyzmu” państwowego. Bez względu na to, w jakim stopniu było to wówczas odległe od prawdy, albowiem nikt rozsądny i znający historie nie posądza Romanowa o humanitaryzm i zapędy demokratyczne, w końcu pisał Mickiewicz „Król wielki, samowładnik świata połowicy” [Reduta Ordona].

Reasumując, pojednanie z Rosją i Rosjanami musi oznaczać z naszej strony dużo cierpliwości a ze strony rosyjskiej, co najmniej otwartość i gotowość do rozmów. Tylko w ten sposób można osiągnąć cele nadrzędne i myśleć o jakimkolwiek pojednaniu w perspektywie życia jednego pokolenia.

10 komentarzy

  1. Dobry, mocny, prawdziwy tekst! gratuluję!

  2. Zapomniałeś o “drobnostce”, rzetelnym wyjaśnieniu smoleńskiej tragedii (a nie parodii śledztwa), Rosjanie nawet nie myślą o zgodzie z Polską (dopóki im się ropa i gaz nie skończą).

  3. Prawda jest taka, że większość ludzi nie potrzebuje żadnego pojednania, bo nie ma nic do Rosjan. Najstarsi ludzie wychowani w PRL maja jakieś swoje traumy, ale reszta to raczej zlewa. Poza tym takie “pojednania” to tylko puste gesty durnych polityków, których każdy i tak ma w d.
    Ludzie, którzy w zamierzchłych czasach brali udział w jakichś wojnach, pogromach itp. barbarzyńskich hucpach,już od dawna gryzą glebę, a ich potomków interesuje życie codzienne, fura, wakacje,seks, relaks i kasa . Reszta jest mało istotna. Nudna i ciotowato smętna.

  4. jak sie zwie z imienia i nazwiska autor?

  5. Bardzo dobry tekst, krok w kierunku jako takiego ulozenia sobie stosunkow z sasiadami.

    Byloby dobrze, aby obie strony mogly bez niepokoju i uprzedzen usiasc przy jednym stole i wylozyc pretensje, ktore w ciagu wiekow narosly po obu stronach. Wtedy rowniez i my musielibysmy przelknac niejedna gorzka pigulke. Ale taki remanent zarzutow jest konieczny, tylko wtedy mozna zaczac rozmawiac.

    Nie sprowadzajmy jednak dyskusji do rozwazan nad konfliktami ostatnich dziesiecioleci. Tutaj trzeba siegnac duzo glebiej.

    Jak odpowiemy na taka odpowiedz Rosjan na temat Katynia: oni placza nad kilkudziesiecioma tysiacami zabitych, a u nas leza miliony? Rosjanie nas w tym momencie nie rozumieja.

    Jak reagujemy na wiadomosc, iz katastrofa samolotowa jest rezultatem naszej obojetnosci wobec wszelkich przepisow bezpieczenstwa (samolot nie powinien nawet probowac ladowac, brak wystarczajacych umiejetnosci pilotazu i doswiadczenia)? Nie, my szukamy winnych tylko po drugiej stronie i nie dopuszczamy nawet do mysli innej mozliwosci.

  6. A wystarczy powiedzieć “przebaczamy i prosimy o wybaczenie”. Ale wydaje się ze te słowa były możliwe w 1965 roku – w ciężkich czasach pełnego rozkwitu Gomulkowszczyzny. Dzis jest potrzebny wróg jak powietrze. W 1965 roku problemem bylo uznanie zachodniej granicy, dzis Polska nie ma nawet wspólnej granicy z Rosja (pomijając Konigsberg). Zamiast przebaczenia lepiej wynająć “Kibiców” do bicia gości ze Wschodu.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.