Ekonomia

Pogarszają się wyniki gospodarki, a można było antycypować…

 Wedle najnowszego wstępnego szacunku PKB w II kwartale bieżącego roku autorstwa Głównego Urzędu Statystycznego [dostępnego tutaj] nasza gospodarka z coraz większą prędkością hamuje. Teoretycznie nadal odnotowywaliśmy w tym okresie wzrost, jednakże był on znacznie wolniejszy od oczekiwań. Wzrost PKB liczony realnie względem poprzedniego kwartału wynosił 0,4 % PKB i był wyższy o 2,5% niż rok temu. Powodem był głównie spadek popytu wewnętrznego niewielki, ale odnotowany po raz pierwszy od 2009 roku.

Jeden z wybitnych polskich ekonomistów pan dr Bogusław Grabowski skomentował te wyniki na łamach jednej z gazet codziennych, która zatytułowała jego komentarz alarmującym hasłem „Będziemy biednieć i niewiele możemy z tym zrobić”. Główną tezą pana Grabowskiego jest stwierdzenie o sieci naczyń połączonych – gospodarce europejskiej, której częścią jest Polska. Kłopoty na zachodzie przekładają się na naszą niewydolność, albowiem spada ilość zamówień. W efekcie będziemy musieli ograniczyć budżet państwa i budżety samorządów, w tym znaczeniu, że te będą zmuszone np. do cięcia inwestycji a budżet państwa zmniejszy wydatki, ograniczy ulgi i podwyższy podatki. Pan Grabowski zaapelował do związków zawodowych o zmniejszenie presji na rząd o podniesienie pensji minimalnej, albowiem to w ujęciu globalnym spowoduje wzrost bezrobocia.

Generalnie nie można się z zaprezentowanymi tezami w świetle przedstawionych danych nie zgodzić, można nawet przewidywać, że będzie o wiele gorzej, gdyż to tylko oficjalne dane, nieodzwierciedlające stanu szarej strefy, którą można sobie poobserwować na prawie każdym lokalnym bazarku. Otóż ilość upadających stoisk, narzekających handlowców, a nawet zmniejszenie się tłumów ludzi – to realne wskaźniki umożliwiające pomiar „na oko” i „na ucho”, realnej sytuacji gospodarczej. Generalnie, ludzie mają dosyć i co najgorsze są pod ścianą, albowiem nie mają środków w zapasie. Branie kredytów na przetrwanie pod zastaw jedynego mieszkania lub wielopokoleniowego domu to wszystko, na co zdesperowane i upodlone do granic wytrzymałości społeczeństwo może sobie pozwolić. Rezerwy się skończyły, klasa średnia się pauperyzuje no, ale o tym nie powie nic oficjalnie żaden znany ekonomista – nawet członek rady gospodarczej przy premierze…

Ten i inne komunikaty nadawane do mediów mają proste przeznaczenie – przygotować społeczeństwo na prawdopodobny szok, jakim będzie ponowne expose premiera Tuska. To tam premier przedstawi kierunki polityki – umożliwiającej przynajmniej zareagowanie na kryzys w postaci łagodzenia jego skutków, na tyle na ile to możliwe.

Problem jest jednak o wiele głębszy niż by się panu Grabowskiemu mogło wydawać. Chodzi o niedostosowanie polskiej gospodarki do kryzysu, brak przynajmniej prób antycypowania kurczenia się rynków zbytu w Unii Europejskiej przez obecny rząd. Przecież nie można nazwać inaczej jak skandalem – absolutnej bierności Ministerstwa Gospodarki w zakresie akcji promocyjnych polskiej gospodarki i profilowanych misji gospodarczych, oferujących na wybrane rynki dokładnie takie produkty, jakich odbiorcy oczekują! Co szkodziło panu premierowi i panu wicepremierowi – rok, dwa lata temu, przygotować dobre badania kilku wschodzących gospodarek w kierunku ustalenia nisz podażowych na tamtejszych rynkach i skorelowanie wyników z możliwościami eksportowymi producentów polskich? Posiadamy naprawdę znaczne możliwości eksportu np. zdrowej żywności, jednakże żaden rolnik sam nie zawiezie swoich buraków traktorem do Pekinu! To jest niemożliwe! Do tego jest potrzebne pośrednictwo – w rozwiniętej gospodarce rynkowej – odpowiednich grupowań gospodarczych posiadających znaczny potencjał umożliwiający sfinansowanie procesu standaryzacji produktu, badań rynkowych, eksportu, logistyki, marketingu itd. Jednakże, jeżeli ich brakuje, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rząd Polski – korzystając np. z pośrednictwa samorządów gospodarczych, odpowiednio wpłynął na inicjowanie tego typu działalności – wspierając ją państwową promocją – w pełni zgodną z prawem unijnym!

Naprawdę nikt nam nie zabrania eksportować na chiński, japoński, amerykański, brazylijski, czy nawet iracki rynek! Kwestią odrębną są wyniki tego typu starań, na pewno nie pojawią się z dnia na dzień, ale mimo wszystko nic nie szkodzi spróbować! Trzeba jedynie mieć odrobinę kapitału i umiejętnie reagować na sygnały nadsyłane przez rynki. Dane do potrzebnych analiz można znaleźć w Internecie! Albo kupić w krajach zainteresowania, praktycznie wszędzie są ekonomiści i wyspecjalizowane firmy consultingowe! To rozwiązuje bariery językową, mentalną, a także czasami celną…

Naprawdę myślenie i antycypowanie problemów nie jest procesem nie osiągalnym nad Wisłą! Rządzie, błagamy zlituj się i myśl! To nie boli!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.