Społeczeństwo

Podwójne zło Pawła Kaźmierczaka rozważania o cenzurze prewencyjnej

 W naszym demokratycznym kraju nie ma wolności słowa, a ściślej nie ma pełnej wolności słowa, albowiem w przypadku materiałów prasowych, sąd może nakazać wstrzymanie kolportażu a w przypadku materiałów audiowizualnych zakazać ich publicznej emisji. Właśnie ten drugi przypadek spotkał pana Pawła Kaźmierczaka – wybitnego młodego twórcę, reżysera licznych niezwykle ciekawych i rzetelnych reportaży telewizyjnych.

Twórca ten przygotował kilkunasto minutowy reportaż pod tytułem „Podwójne zło” w temacie rzekomych nieprawidłowości w gdańskiej szkole im. św. Jana de La Salle. Reportaż miał ukazać się 4 grudnia br., o godzinie 21.45 w TVP 2 w „Magazynie ekspres reporterów” – znanym od lat i cenionym forum reportaży telewizji publicznej jednakże emisję zablokował Sąd Okręgowy w Gdańsku na wniosek – jak podają media – dyrektora szkoły, której rzekomych zachowań personelu dotyczy reportaż. Powodem zakazu emisji było rzekomo dobro uczniów szkoły. Cześć zakazu jest opublikowana na stronie szkoły, gdzie podano sygnaturę sprawy oraz okres – dwu miesięcznego zakazu emisji od daty wydania zakazu.

Jak widać sąd w Polsce jest realną władzą, może zakazać emisji programu audiowizualnego – na podstawie art. 14 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji, który stanowi, że” nałożenie na nadawcę obowiązku lub zakazu rozpowszechniania określonej audycji lub przekazu może nastąpić wyłącznie na podstawie ustawy.” Może to jednak nastąpić tylko i wyłącznie na podstawie delegacji ustawowej. Takim przepisem jest art. 13 ust. 1 i 2 ustawy prawo prasowe – stosowany odpowiednio także do publikacji audiowizualnych, który stanowi, że: „Nie wolno wypowiadać w prasie opinii, co do rozstrzygnięcia w postępowaniu sądowym przed wydaniem orzeczenia w I instancji.” Oraz: „nie wolno publikować w prasie danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe, jak również danych osobowych i wizerunku świadków, pokrzywdzonych i poszkodowanych, chyba, że osoby te wyrażą zgodę.” Ustawa prasowa zawiera też cały inny szereg zakazów, jednakże trudno jest stwierdzić – nie znając uzasadnienia, na jakiej podstawie sąd zakazał tej publikacji.

Dziwi natomiast sam fakt, że do tego w ogóle doszło, albowiem przykładowo – większe bzdury i bardziej szkodliwe informacje i to względem polskiej racji stanu publikowano w polskich mediach odnośnie tzw. zamachu smoleńskiego – a wówczas, jakoś sądy nie zakazywały publikacji, pomimo zupełnego braku dowodów na przywoływane w licznych materiałach medialnych oskarżenia. Dodajmy oskarżenia sięgające najwyższych organów władzy publicznej – premiera i prezydenta!

Podobno Sąd, który wydal nakaz wstrzymania emisji – nie widział tego reportażu, co jest już ultra niesamowite i powinno zostać rozważone przez najwyższe organy państwowe, jako przykład nadzwyczajnej wrażliwości sądu – pod kątem zastosowania cenzury prewencyjnej, gdyż czymże innym jest ten przypadek. Sędzia nie widząc materiału – na wniosek zainteresowanej osoby – w super ekspresowym tempie jak na realia orzekania polskich sądów – wydał zadawalające tylko jedną stronę postanowienie! To się nie mieści w żadnych standardach państwa demokratycznego – to wymaga weryfikacji na najwyższych szczeblach władzy, z powołaniem specjalnej komisji do zbadania tego przypadku. Podkreślmy – sąd nie widząc – nie zapoznając się z faktami zawyrokował, że nie wolno. To wydarzenie bez precedensu, przypominające czasy najbrutalniejszej komunistycznej cenzury, z tą różnicą, że cenzorzy zawsze czytali opracowywany materiał! Jednakże póki, co w samym kontekście zakazu publikacji znamy jeszcze zbyt mało faktów, dlatego należy wstrzymać się z oceną, albowiem być może sąd miał dostęp do innych faktów, które uprawdopodobniły wydanie takiego zakazu. Jeżeli jednak nastąpiło tutaj arbitralne działanie – cenzury prewencyjnej – zakazanej przez prawo, czyli działanie wbrew prawdzie i faktom – to minister sprawiedliwości i Krajowa Rada Sądownictwa powinny już myśleć o wyciągnięciu odpowiednich wniosków systemowych. Natomiast rząd powinien pomyśleć o natychmiastowej zmianie prawa prasowego i ustawy o radiofonii i telewizji, żeby wyeliminować wszelkie możliwe przypadki naruszenia wolności słowa w majestacie prawa.

Musimy się zdecydować – jeżeli to jest państwo demokratyczne – to jest wolność słowa i jako wartość – jej ochrona jest nadrzędnym celem wszystkich decyzji – w tym wyroków sadowych, albo nie jesteśmy państwem demokratycznym tylko np. państwem o licencjonowanej demokracji i wówczas różne ograniczenia w tym wolności słowa przez cenzurę prewencyjną środków masowego przekazu – poza okresem wojny są dopuszczalne! Jednakże nie oszukujmy się sami i zmieńmy Konstytucję, oczywiście w konsekwencji opuśćmy Unię Europejską…

Tu nie ma żartów – jest zrozumiałym, że dziennikarze mogą kłamać, mogą zdobywać materiały podstępem np. bezczelnie i z ukrycia nagrywać ludzi ukrytą kamerą i mikrofonem a następnie manipulować cięciem materiału w ten sposób, żeby ukazać daną osobę w narzuconym świetle lub formule. Tego typu bydlęta się zdarzają, np. w jednym z oddziałów regionalnych pewnej telewizji swego czasu był nawet program wyspecjalizowany w tego typu działaniach – na pograniczu i przekraczających prawo, których istotą była prowokacja i montaż stanowiący manipulację. Jednakże mówimy tutaj o działaniach mających na celu oczernienie danej osoby lub instytucji, a nie o rzetelnej pracy dziennikarskiej – weryfikowanej przez redakcję danego programu (program krakowski robiła firma zewnętrzna).

Poza tym, trzeba rozważyć – czy bardziej opłaca się nam chronić przypadki ewentualnych naruszeń, czy też wolność słowa? Biorąc pod uwagę kontekst zdarzeń z Gdańska, specyfikę środowiska, którego zdarzenia dotyczą i nie ukrywajmy jego wpływy – należy temu przypadkowi przyjrzeć się szczególnie dokładnie. W całej sprawie dziwi fakt, że na stronie internetowej szkoły widnieje prośba o wybaczenie adresowana przez „wspólnotę braci szkolnych” do uczniów, rodziców i absolwentów. Przecież o wybaczenie prosi się tylko wtedy, kiedy ma się poczucie winy? Więc jeżeli cała sprawa jest manipulacją, a ptak wcale nie zdechł i dziennikarz popełnił błąd – to, po co prosić o wybaczenie? Nie mówiąc już o odwołaniu z funkcji?

Sprawa już żyje własnym życiem i wymaga wyjaśnienia, przede wszystkim w zakresie życia wewnętrznego w szkole i relacji nauczyciel – uczniowie. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, co w tej szkole było nie tak, a w tym kontekście, – jeżeli pomówieni – są niewinni nie powinni bać się emisji jak należy przypuszczać nieprawdziwego materiału. Opatrzenie go odpowiednim komentarzem powinno zamknąć sprawę – a całość powinni zobaczyć i ocenić ludzie. Oczywiście oznaczałoby to koniec kariery dobrze zapowiadającego się reżysera, no, ale jeżeli jest inaczej? Zobaczymy za dwa miesiące, a może szybciej…

One Comment

  1. Wierny_czytelnik

    skandalem jest jeżeli to na prawdę ocenzurowano

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

two + 9 =