Podwójna hipokryzja wspólnotowej inicjatywy obronnej?

fot. 16p MSPO 2016
fot. 16p MSPO 2016

Zakłamywanie rzeczywistości przez Zachód wchodzi na nowe pole – Unia Europejska, zaczyna mówić o stworzeniu wspólnych wojsk. Tyko jest to wielka fikcja, pod której hasłami byłe mocarstwa kolonialne jak dotąd wysyłają m.in. Polaków do obrony swoich interesów w Afryce. Polska praktycznie wycofała się z europejskiej kooperacji wojskowej decyzjami obecnego kierownictwa MON. To ciekawe, że akurat to ministerstwo poprzez swoje decyzje faktyczne przyczyniło się do ważnej zmiany paradygmatu polityki zagranicznej w zakresie polityki bezpieczeństwa, jednak można powiedzieć – taki mamy klimat.

Unia Europejska była od zarania wspólnotą kooperacji gospodarczej. Od zapewnienia bezpieczeństwa, w tym trzymania Niemiec na smyczy było NATO, czyli Amerykanie i kilku Kanadyjczyków. Obecnie dzieje się proces, którego Europa bała się od zakończenia II Wojny Światowej i który był praprzyczyną stworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, później Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej i po zjednoczeniu Niemiec Unii Europejskiej. Niemcy usamodzielniają się politycznie, właśnie wystawiają amerykańskie buty za drzwi, robiąc to w sposób wyjątkowo finezyjny i rozważny. W zasadzie doszło do sytuacji, że Amerykanie sami wystawiają swoje buty za niemieckie drzwi, ale jak na razie one są jeszcze czyszczone. Mocno się zdziwią, jak pewnego dnia, nie tylko nie będą wyczyszczone, ale nie będzie butów. Ten dzień – emancypacji politycznej Niemiec się zbliża. Jest potrzebne do tego odpowiednie wydarzenie przełamujące, może nim być sprowokowanie jakiegoś zdarzenia symbolicznego przez Amerykanów. To kwestia czasu, zwłaszcza przy tym Prezydencie USA jest to bardzo prawdopodobne. Zwłaszcza na szczególnie delikatnej dla Niemiec kwestii eksportu, w tym produktów wysoko przetworzonych. Również potencjalne amerykańskie sankcje wobec europejskich firm, zajmujących się kooperacją energetyczną z Rosją, to już zbyt wiele dla Niemców (i nie tylko). Dochodzi do zmiany paradygmatu, a nawet jeżeli koncepcja wspólnoty euro-atlantyckiej nie ulegnie przewartościowaniu, to na pewno czeka nas zmiana podejścia do pryncypiów. To drugi skuteczny sposób na zmianę paradygmatu, bez zmieniania go, wystarczy zmienić podejście do definiowania kwestii zasadniczych w jego obrębie. To właśnie dzieje się obecnie z obu stron Atlantyku.

Unia Europejska pomimo deklarowania wspólnych przedsięwzięć obronnych, nigdy nie przeprowadziła w tym zakresie niczego na poważnie. Co prawda jest pewna obecność na Bałkanach i w Afryce, jednak to nic innego, jak misje policyjno-stabilizacyjne. Nic, co byłoby rzeczywistym wyrazem twardej współpracy, na wzór NATO z czasów Zimnej Wojny, gdy były określone procedury i standardy, które trzeba było wypełnić. Przykładowo kupując określony sprzęt i wystawiając określoną ilość wojsk o zdefiniowanym poziomie gotowości wojennej. To kosztowało olbrzymie pieniądze, ale zarazem niesłychanie ustawiało sprawy gospodarcze. Przemysł zbrojeniowy bardzo istotnie przyczyniał się do postępu technologicznego, zawsze tak było, jest i będzie, trzeba to jednak rozumieć i działać na rzecz wspierania tych procesów.

USA postarały się o to, żeby Europa przez lata była ślepa i głucha, jak również istotnie zapóźniona logistycznie. Co prawda Francja i Wielka Brytania mają własne możliwości w zakresie gromadzenia i przetwarzania informacji wojskowych (wywiadowczych), jak również pewne możliwości logistyczne, to jest to o wiele za mało jak na potrzeby całej Unii. W tym kierunku zmierzają główne kierunki inicjowanej współpracy wojskowej. Wywiad, w tym satelitarny i elektroniczny, to podstawa jakichkolwiek działań na współczesnym polu walki. Jednak, czy można traktować unijne pomysły obronne poważnie, jeżeli Unia nie potrafi się obronić przed stałym nielegalnym naruszaniem jej granicy przez zorganizowane grupy? Problemów i wyzwań jest oczywiście więcej, przede wszystkim nie ma czegoś takiego jak wspólnota obronna bez wspólnego dowodzenia, a to wymaga czegoś więcej w zakresie wspólnoty politycznej i legitymacji demokratycznej, niż daje to obecnie Unia.

Właśnie o problem tej legitymacji może się rozbijać nasz ewentualny udział w tej inicjatywie. Polska jako kraj quasi autorytarny, przestaje być tam mile widziana, poza tym w przypadku stworzenia alternatywnej dla NATO współpracy obronnej, nasza peryferyzacja jako bufora państw zachodnich będzie widoczna nawet dla kilkuletnich przedszkolaków. Dojdzie do śmiesznej sytuacji – kraje Strefy Euro w ramach intensyfikacji współpracy politycznej stworzą wspólnotę obronną w ramach NATO. Polska będzie tylko w NATO, które będzie pełniło rolę dodatku i czegoś zewnętrznego dla prawdziwego Zachodu. Europa Zachodnia będzie tworzyła własne podstawy do obrony, oczywiście także przed sojusznikami z NATO, których użyteczność będzie przecież ewoluować. USA, Wielka Brytania, Polska, to zewnętrzne natowskie otoczenie, przyszłego europejskiego rdzenia obronnego. To się dzieje na naszych oczach, właśnie jest decydowane czy to się nam podoba, czy nie.

Rządzący naszym krajem, nie robią niczego, żeby proces peryferyzacji Polski powstrzymać. Przez ostatnie lata na własne życzenie byliśmy buforem Zachodu. Obecnie kształtowany jest system, w którym będziemy buforem Zachodu i klinem ukierunkowanym – proszę się skoncentrować – przeciwko współpracy Zachodu i Rosji. Będziemy reprezentować interesy USA w regionie. Do tego prowadzi obecna polityka w tym głównie zaniechania dyplomatyczne naszego rządu, o ile wręcz nie powinniśmy mówić o braku koncepcji.

Wspólnotową inicjatywę obronną trzeba postrzegać jako koncepcję opartą na podwójnej hipokryzji. Z jednej strony hipokryzją i cynizmem wykazują się Niemcy i Francja, równolegle hipokryzją i głupotą polityczną wykazują się państwa liczące na Amerykę, której Prezydent prawdopodobnie nie rozumie, że właśnie traci wpływ polityczny i faktyczny na Niemcy, które na nowo orientują swoje interesy – GLOBALNIE! Co oczywiście będzie miało swoje konsekwencje regionalne. Nas czeka nowa odsłona Mitteleuropy. Niemcy po raz pierwszy od zjednoczenia, zdefiniują swoją obronność, w kontrze do Polski, ale zgodnie z tradycją bismarckowską – w uznaniu rosyjskiej potęgi.

Otwórzmy oczy… przyzwyczajmy się do nowej (starej) rzeczywistości… Pozostają dwie refleksje – pierwsza: to ile pan Trump przywiezie nam tych głowic jądrowych? Druga: w sumie to nie źle, że dominująca cześć najbardziej wartościowych jednostek wojskowych jest w zielonych garnizonach na zachodzie kraju. Przydadzą się w sam raz w razie czego. Trzeba jednak zbudować nowy potencjał na Wschodzie. Potrzebujemy jeszcze dwóch dywizji, potrzebujemy Obrony Terytorialnej z prawdziwego zdarzenia, potrzebujemy więcej Wojsk Specjalnych, potrzebujemy więcej lotnictwa, potrzebujemy więcej wyspecjalizowanej obrony przeciwpancernej. Lista tego, czego potrzebujemy jest bardzo długa. Czy Amerykanie nam pomogą? Jeżeli tak, to czy ceną ich pomocy, będzie de facto geopolityczne oddzielenie się od Zachodu Europy?

Kwestia ostateczna – wręcz zagadka – jak to jest możliwe, że odcinamy się od europejskiej inicjatywy obronnej? Przecież pan prezes jednoznacznie wypowiadał się za budową armii europejskiej, europejskiego potencjału jądrowego i nawet sygnalizował, że byłby skłonny ograniczyć fundusze na Wspólną Politykę Rolną, żeby finansować bezpieczeństwo. Dlaczego więc się z tej inicjatywy wycofujemy i nie podejmujemy słusznej myśli pana prezesa?

15 myśli na temat “Podwójna hipokryzja wspólnotowej inicjatywy obronnej?

  • 27 czerwca 2017 o 05:22
    Permalink

    Bardzo mądry tekst. Zaraz wpłacę 20 zł na OP!!!!!

    Odpowiedz
  • 27 czerwca 2017 o 07:21
    Permalink

    Doskonały tekst.

    Obnażenie hipokryzji państw UE i cwaniactwa nowych członków.

    Tylko NATO, bo w UE nie ma nawet myślenia proobronnego.

    Mamy rozchwianie, bo główny Szeryf Zachodu widzi ŚWIAT inaczej.

    Okazuje się, że Ziemia jest kulą i z tamtej strony Globu wszystko wygląda inaczej …

    Macondo w San Escobar.

    Odpowiedz
  • 27 czerwca 2017 o 08:09
    Permalink

    W kwestii końcówki. Żadna zagadka.
    Nowe wersja “Drittes Reich” wychodzi na światło dzienne. “zjednoczona” Europa nigdy niczym innym nigdy nie była od kłamstwa założycielskiego licząc. Starszy wrogowie, nowa sytuacja tyle że tym razem jeszcze pranie mózgów się robi (a środków i narzędzi do tego co nie miara) że to niby II wojna to wina Polaków, tak jak “obozy” i Bóg wie co jeszcze. A tej nowej “Drittes Reich” przyklaskuje dawny wspólnik który nie dość że swoją część Europy demograficznie przerzedził to jeszcze przerzedził własny Naród (a na pewno jego elitę).
    Świat jest trochę inny. Tamte metody odeszły do lamusa. Nowe to techniki manipulacji umysłami, pranie mózgu i gotowanie żaby. fundowanie depopulacji i odmóżdżenia które Polacy sami sobie aplikują mając zamiast mózgów “smartfony” i “internety” a głowy wetknięte we własny zadek.
    Dlaczego jeszcze w resztkach rozsądku przed całkowitym odmóżdżeniem odcinamy się od nowego szyldu “Drittes Reich”? No nie wiem…
    Może dlatego żeby nie bratać się z oprawcami naszych ojców i dziadów, naszych babek i matek?
    I tu bynajmniej nie chodzi o jakiś Niemców bo Niemcy kulturowo nam podobni i może tak jak my mają podobnego pecha do polityków, do “bogatych”, pośród których przyzwoitego człowieka nie ma sensu szukać.
    “Bogaci” i “biedni”
    Autor popełnił coś w retoryce “bogatych”. Byłoby szkoda gdyby do nich należał. Dla niego szkoda.

    Odpowiedz
  • 27 czerwca 2017 o 08:14
    Permalink

    Potrzeba zbudowania europejskiej wspólnoty obronnej wydaje się oczywista. Z pewnością rozmiar jej wspólnych sił zbrojnych nie będzie stanowił realnej odpowiedzi wobec USA, lecz może stanowić istotny stabilizator Europy Zachodniej i jej otoczenia. Natomiast nie potrafię sobie wyobrazić europejskiej wspólnoty obronnej z udziałem Polski, Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii. Ten obszar na długo pozostanie strefą buforową pozostającą pod kontrolą Stanów Zjednoczonych. Jednak strefą pełną sprzeczności, w której ewentualnie pozbawionej sama sobie wybuchną wewnętrzne konflikty zbrojne. To też jest ważnym powodem do budowy wspólnych sił zbrojnych, bowiem nie można liczyć na NATO-wską (w istocie amerykańską) interwencję w amerykańskim buforze. Zwłaszcza że takie wojny wewnątrz-buforowe czy też Bufor-Turcja mogą w pewnych okolicznościach być w interesie USA.

    Odpowiedz
    • 27 czerwca 2017 o 15:32
      Permalink

      …. Natomiast nie potrafię sobie wyobrazić europejskiej wspólnoty obronnej z udziałem Polski, Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii. ….
      To dobrze że tyle jest w stanie pan – “nie wyobrazić sobie”.
      Byłoby jeszcze lepiej gdyby do zacnego wspomnianego grona dokooptować
      Niemcy,Francję i pozostałe, niewymienione “twarde jądro” . TO NIGDY NIE BYŁY NASZE BUTY (nasi sojusznicy)…………………………

      Odpowiedz
    • 27 czerwca 2017 o 18:51
      Permalink

      @Pozorovatel….Hallo ludzie ! Balkany pozostawionymi samym sobie, w nedzy po wojnie i rozwaleniu przez Nato Jugoslawii interesuje sie ponad miare Turcja, zwlaszcza ze kiedys.te tereny nalezaly do Imperium Osmanskiego, maja do dzie swoje administracyjno-religijne powozania, dzieci , glownie w Bosni-Hercegowiny ucza sie w szkole bardzo trudnego jezyka tureckiego i wyjedzaja na fundowane w ramach pomocy gospodarczo-humanitatnej przez rzad turecki na wakacje do Turcji, uczy sie je pariotyzmu do”ojczyzny praojcow”…..wielka czesc ludzi z ex-Jugoslawi jest w Niemczech, pracuje na dumpingowych umowach, co oczywiscie budzi niezadowolenie tubycow… .Albania, piekna jak Wlochytonie w nedzy, Wlochy tj prywatne osoba pomagaja w zakladaniu roznych firm ale to kropla w morzu potrzeb, nie bedzie intensywnej polityki inwestycyjnej na Balkanach bedzie wojna z nedzy, po prostu o Balkanach zapomniano, kiedys byla.to Monarchia Habsburgow i powiazana z Europa a teraz co ? Mozna martwic sie o przejecie nie tylko wplywow ale i calego tego terenu przez Turcje ze swoja Unia Balkanska jak tylko poplyna dalsze inwestycje z Turcji…..Voile !

      Odpowiedz
      • 27 czerwca 2017 o 20:06
        Permalink

        Królowo nie zapominaj o roli Niemiec i Watykanu którzy poprzez Chorwację i Albańczyków doprowadzili do rozwalenia Jugosławii .!Obecnie poprzez Bośnię i “pumakow”w Bułgarii Turcy pokazują swoją rolę na Bałkanach a Amerykanie mając bazę w Kosowie osiągnęli swoje! Tylko Ukraińcy nie rozumieją ze Majdan miał doprowadzić U,S Army do bazy ma Krymie,i oto chodziło!

        Odpowiedz
      • 27 czerwca 2017 o 20:20
        Permalink

        Niestety, jestem pełen obaw się że grozi nam “bałkanizacja” Europy Wschodniej. Nasze rządy uległy wielkomocarstwowym “snom o potędze”. Nie chciały zauważyć że Unia jest nie tylko sojusznikiem, ale i gospodarczym konkurentem USA. Przyjęły więc politykę wiernopoddańczej służby USA, połączonej z wyciąganiem ręki po dotacje z brukselskiej kasy. Przy tym Mottem naszej polityki zagranicznej było szkodzenie gospodarczym interesom Niemiec Rosji i Francji. Nasz kraj nie posiada własnego przemysłu, nie posiada zdolności generowania nowoczesnych konstrukcji i technologii, pełni jedynie funkcje dostawcy surowców i taniej siły roboczej uzupełniającej zachodnioeuropejskie procesy technologiczne. Połączenia tej roli z nielojalnością wobec EU prowadzi wprost do omijania nas w europejskim łańcuchu zaawansowanej kooperacji a nawet omijania naszego terytorium w transporcie surowców. To właśnie prowadzi do bałkanizacji naszego “międzymorza”.

        Odpowiedz
      • 27 czerwca 2017 o 21:15
        Permalink

        @Pozorovatel.”Nasz kraj nie posiada…. ” I tu można/należy wpisać “litanię” CZEGO i dzięki KOMU – “nie posiada”.
        Widzę “tu” szczególną rolę “naszych adwokatów” szczególnie
        Niemiec,ponownie – Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego acz nie tylko, dzięki którym – “nie posiadamy”….w mniejszym
        stopniu USA…

        Odpowiedz
  • 27 czerwca 2017 o 08:14
    Permalink

    Przecież małpie nie można dać brzytwy.

    Odpowiedz
    • 28 czerwca 2017 o 09:03
      Permalink

      Wybacz Winetu że odpowiem Krzykowi spod Twojego komentarza. Nie posiadamy już wielu dóbr cywilizacyjnych, które zbudowało pokolenie naszych rodziców. O ile oni musieli budować od gołej ziemi, to dlatego że chudy dobytek II Rzeczpospolitej zniszczyła wojenna pożoga rozpętana przez Niemców, niestety i z polskim wsparciem. Natomiast nasze “nie posiadanie” jest prostym skutkiem roztrwonienia dorobku materialnego, naukowego i kulturowego. Oczywiście byliśmy do tego inspirowani przez fałszywych przyjaciół, ale nikt nam siłą państwa nie odebrał. To nie karczmarz winien temu że gospodarz dobytek zaniedbał i wyprzedał dobytek by mieć na dalszą hulankę. Winę niemiecką widzę raczej w myśleniu: ” i tak Polacy roztrwonią, to dlaczego nie mamy na tym skorzystać”. Brakło naszemu narodowi tradycji państwowych, dlatego utracił niepodległość w XVIII wieku, w 1939 roku i traci ją dzisiaj. Talleyrand zalecał naszym przodkom patronat by “doszli do wieku męskiego”. My jednak, zanim w polityce ów “wiek męski” osiągnęliśmy, odrzuciliśmy życzliwą opiekę słowiańską by pójść w objęcia wiele nam obiecujących narodów Syjonu i Germanii. Jest więc nasza kondycja kulturowa, polityczna i materialna taka na jaką sobie zapracowaliśmy.

      Odpowiedz
  • 27 czerwca 2017 o 09:52
    Permalink

    Czyli dalej wojna z Rosją. I po raz kolejny armia rosyjska będzie nas wyzwalać. Tym razem od marines i od zwasalizowanej armii polskiej w rogatywkach i z orzełkiem w koronie. Przy czym nikt nie martwi się o Polaków. Część wywiozą znowu na Sybir a pozostali wyparują.

    Odpowiedz
    • 27 czerwca 2017 o 12:30
      Permalink

      Tym razem nie liczyłbym na wyzwolenie przez Rosjan. Historia ich nauczyła, że nie warto uszczęśliwiać innych narodów, nawet genetycznie pokrewnych, jeżeli te narody są tak głupie, że nie potrafią docenić daru losu. Takie przynajmniej na dzień dzisiejszy płyną wnioski z ich polityki. Mamy niestety smutne efekty bezmyślności politycznej. Taki scenariusz przewidywałem w momencie zjednoczenia Niemiec. Wszystkie moje przemyślenia sprawdziły się co do joty ze stanem polskiej gospodarki i zamiarami zachodu. Zachód będzie trzymał nas na peryferiach i szkolił do wojny z Rosją. Niezależnie od ich układów zawartych poza naszymi plecami co do stref wpływów, nam wyznaczono rolę szczekającego kundelka, a nóż za 10, a jak nie to za 20, a jak nie to za 30, czy 50 lat uda się matołków wpuścić w wojnę z Rosją. To taki Generalny Plan Wschodni realizowany rękami San Escobar. O ile wcześniej nie wymrzemy z przyczyn naturalnych zapracowując się na śmierć, jako niewolnicy anglosaskich panów. Poszerzenie przestrzeni życiowej Niemiec na wschód od odry jest całkiem realne.

      Odpowiedz
      • 27 czerwca 2017 o 17:50
        Permalink

        Poczekajmy…gdy millenialisi dorosną nie będzie wojen ani tego typu konfliktów. Wszyscy będą leżeć do góry brzuchem, z wzrokiem wlepionym w iphony. Komu wtedy będzie chciało się jakieś armie tworzyć ?

        Odpowiedz
  • 27 czerwca 2017 o 22:04
    Permalink

    Istotne jest zdanie: Będziemy reprezentować interesy USA w regionie.

    No i Szanowny Wojciech się myli.

    Ci co nie wyparują, pojadą na Sybir.

    Jakąś nową Magistralę ułatwiająca handel z Chinami zbudują.

    Nowy Jedwabny Szlak.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.