Ekonomia

Podtrzymywanie więzi społeczno-gospodarczych w kryzysie

 Kryzys nie musi być niczym złym, jeżeli umie się wyciągać z niego odpowiednie wnioski i dzięki odpowiedniemu nastawieniu potrafi się podejmować decyzje, niemożliwe do podjęcia bez tak nadzwyczajnej sytuacji jak obecna – motywowana kryzysem. Przede wszystkim trzeba nastawić się na ochronę tego, co jest dla społeczeństwa i gospodarki najważniejsze, czyli więzi społeczno-gospodarcze, decydujące o powodzeniu danej działalności w jej aspekcie biznesowym i społecznym.

Faktem jest, że wiele osób traci pracę, zmniejsza się baza podatkowa, spadają dochody ludności i państwa – maleją generalnie zakupy i spadają związane z nimi podatki, przedsiębiorcy nie próżnują i ograniczają podaż dóbr a z nimi związany popyt na pracę. Mniej kupujemy, więc mniej wytwarzamy, to oczywiste. Podobnie mniej wytwarzamy na potrzeby rynków, na które eksportujemy, aczkolwiek stosunkowo tańsze produkty polskie mogą w średniookresowej perspektywie czasu kryzysu – zyskać nowych nabywców, posiadających obecnie niższe dochody. Spadek dochodów państwa może być i powinien być zrekompensowany głównie poprzez zmniejszenie jego wydatków, co w istocie jedynie nakręca spiralę kryzysową, ponieważ zmniejsza się ilość życiodajnego pieniądza w obrocie. Dochodzi do zaistnienia samospełniającej się przepowiedni – mniej można osiągnąć za mniej dla mniejszej ilości ludzi, coraz więcej dóbr jest po prostu niedostępnych.

Jeżeli szukalibyśmy szans, jakie stwarza kryzys dla gospodarki i społeczeństwa to z pewnością może dojść do uwolnienia i przegrupowania potencjałów, w tym do wyeliminowania zbędnych kosztów funkcjonowania systemu społeczno-gospodarczego. Żeby to jednak było możliwe niezbędnym jest prowadzenie odpowiedniej polityki gospodarczej przez władze publiczne, współdziałające z podmiotami będącymi najistotniejszymi graczami na danym rynku. Koordynacja pomocy publicznej, zmian w biznesie i poszukiwania nowych specjalizacji – jest twórcza wszędzie tam, gdzie za mądrym przepisem idzie dobry kredyt inwestycyjny, a pracownik wie, czego się spodziewać od silniejszych stron umowy społecznej w długim okresie czasu – po prostu pracy i dobrej płacy.

Co to oznacza w praktyce? Poprzez instrumenty zarządzania gospodarką, można wpływać na globalne kształtowanie się popytu na pracę i podaży produkcji, przez co ogranicza się produkcję niesprzedaną i popyt na pracę, za którą nie byłoby, czym zapłacić. Umożliwia to przestoje, oznaczające możliwość wypłat w zmniejszonej wysokości lub minimalnej, na jaką pozwala prawo i/lub uwarunkowania branżowe – z pomocą państwa. Korzystają na tym wszyscy – po pierwsze przedsiębiorcy, ponieważ nie produkują na magazyn dóbr, których nikt nie będzie chciał kupić, – czyli nie wiążą sobie kapitału lub nie kręcą pętli kredytowej na własną szyję; państwo albowiem ponosi jedynie koszty wsparcia miejsc pracy w czasie nieprodukcyjnym – mając zarazem zabezpieczone naturalne mechanizmy wypracowane przez lata w gospodarce, banki – gdyż nie pogrążają się w złych kredytach i oczywiście pracownicy, ponieważ mają pracę – a to zawsze jest lepsze od jej utraty, nawet, jeżeli oznacza spadek dochodów.

Tak to działa w rozwiniętych gospodarkach a przynajmniej powinno działać. Niestety u nas jest inaczej, albowiem przede wszystkim nikt nie przejmuje się czymś takim jak podtrzymywaniem więzi społeczno-gospodarczych, wytworzonych przez lata kooperacji, produkcji, społecznego i biznesowego uczestnictwa w procesach produkcji. Wszystko, co się dzieje w przestrzeni ma swój wymiar biznesowy, obrazowany poprzez rachunek efektywności ekonomicznej oraz także – pomimo przemilczenia – posiada także istotny wymiar społeczny. To ludzie decydują czy dane „coś”, się sprzedaje a głosują prawie zawsze swoimi zasobami, które posiadają dzięki pracy. W ten sposób przez lata budują się w gospodarce liczne więzi społeczno-gospodarcze, polegające na czymś więcej niż zwykłej pracy u danego pracodawcy lub kupowaniu markowych produktów. Chodzi przede wszystkim o zaufanie, jakim pracownicy i konsumenci obdarzają producentów i wzajemność, z jaką oni zwracają się ku tym rynkom. Jeżeli rzeczywistość istniejącą w wyniku kryzysu wypełnimy próżnią, w której nie będzie niczego – stracą nie tylko ludzie lub przedsiębiorcy. Zniknie po prostu tkanka umożliwiająca jednym i drugim funkcjonowanie.

W naszym kraju niestety najczęściej nie produkujemy na lokalny, czy nawet krajowy rynek. Nasze najlepiej funkcjonujące zakłady produkcyjne są końcówkami/ linii logistycznych i produkcyjnych wielkich ponadnarodowych korporacji. To, co produkujemy tutaj na miejscu, ma się nijak do tego, co jest sprzedawane przez inną wielką korporację w supermarkecie na obrzeżu naszego miasta. Nie ma bezpośrednich związków, jesteśmy uzależnieni od globalnej gospodarki, dlatego też korzystamy z jednej strony z poduszki ochronnej, albowiem te firmy jednak coś produkują, a z drugiej strony jesteśmy narażeni na jeszcze poważniejszy bodziec kryzysowy, jeżeli okazałoby się, że nasza produkcja nie jest już potrzebna lub jest zastąpiona przez kogoś innego.

Zachowanie struktury produkcyjnej, która nie jest zależna od nas, której nie kredytują nasze banki – z naszych oszczędności, z którą nie ma związku społecznego inaczej niż poprzez pensje płacone pracownikom nie powinno być priorytetem rządu. Wielkie przedsiębiorstwa zagranicznych inwestorów to w istocie ich problem, naszym jest tylko i wyłącznie zapewnienie osłony socjalnej dla zwalnianych bez mrugnięcia okiem pracowników. To jest prawdziwe oblicze naszego kryzysu, z którym nie ma możliwości sobie poradzić bez podejmowania trudnych – rodzących inflację decyzji.

Podtrzymywanie więzi społeczno-gospodarczych w kryzysie powinno być głównym zainteresowaniem władz publicznych, ale tam gdzie te więzi w rzeczywistości występują. Jeżeli jesteśmy jedynie zakończeniem jakichś operacji logistycznych, to los naszych pracowników jest przesądzony.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.