Społeczeństwo

Ja podniosę pochodnię, wy podążajcie za mną!

 Nasz ogólny problem z przywództwem wynika z genetycznej niezdolności do współdziałania i współuczestniczenia w grupie, działania na rzecz grupy i myślenia o interesie zbiorowym. W zasadzie coś takiego jak troska o interes publiczny w pojedynczych polach percepcyjnych Polaków nie istnieje, to prawdziwa rzadkość. Liczy się: Ja, dla Mnie, Moje itp. Winna temu jest w części szkoła – kształcąca małych indywidualistów, kipiących z zazdrości, że „Bartek ma lepszy procesor w tablecie, a mama Kasi jeździ droższym samochodem niż mama Weroniki”. Niestety nie jest łatwo – źle rozumiana rywalizacja wypełnia dominującą część naszych procesów socjalizacyjnych.

Uczelnie wyższe nie poprawiają sytuacji, nawet w przypadku nauk tak egalitarnych jak wydawałoby się matematyka, gdzie warto jest współpracować – dyskutować i wymieniać się poglądami dla osiągania efektów, nasi studenci są poddawani bezustannym testom. Testowanie wszystkiego ciągle prowadzi do absolutyzacji szaleństwa testowania się wzajemnie. Zdałeś test – jest ok. Nie zdałeś testu – nie będzie dyplomu. Potem taki student idzie do pracy, gdzie przeżywa szok, albowiem mikrośrodowiska to wypadkowe współzależności, a na nich zależy pracodawcom, ponieważ są bazą efektywności, elastyczności i wytrzymałości struktury. W relacjach mikrozbiorowości coś tak banalnego jak urlop w święta, który każdy chce mieć – może rozłożyć spoistość zespołu. Zawiść – szczególnie w zespołach sfeminizowanych to wróg efektywności. Zamordyzmem nie da się zapewnić efektywności, nieszczęśliwy pracownik pracuje nieefektywnie – przynosi straty firmie. Co jednak zrobić, jeżeli zatrudniona para w jednym nielicznym zespole – najpierw jest w połowie w ciąży, a potem sprytny młody ojciec korzystając z przepisów – idzie na tatusiowe. W efekcie 90% czasu jego pracującej małżonki to telefony do domu – czy dziecko zjadło już papkę… oczywiście do teściowej, bo „żonkoś” buduje w tym czasie dom lub robi coś innego. Ludzie widzą takie kombinowanie i mają pełną świadomość, że odbywa się to ich kosztem. Problemów, zwłaszcza takich „z niczego” nie brakuje.

Jeszcze ciekawszą płaszczyzną nieporozumień jest samorząd terytorialny i wszelkiego rodzaju korporacje zawodowe. Jeżeli ktoś myśli, że tu mamy do czynienia z jakimikolwiek nićmi zobowiązań społecznych jest w błędzie. Samorząd to bezpardonowa walka o kasę. Oczywiście nikt niczego nie wymusza z pistoletem w dłoni, jednakże generalnie chodzi o to, żeby utrzymać społeczny status quo, w którym biedniejsza masa – przyczynia się do polepszenia losu niektórych zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Proszę popatrzeć na infrastrukturę i rozwój urbanistyczny swoich miast. W 90% przypadków przebiega to w ten sposób, że nagle w jakimś oddalonym miejscu pojawia się kolonia luksusowych domków – ogrodzone osiedle, do którego samorząd jest zobowiązany doprowadzić infrastrukturę, odebrać ścieki, postawić przystanek. Myślicie państwo, że kilometry kanalizacji ogólnospławnej same na siebie zarabiają i to rzymskie akwedukty, które wymagają przeglądu raz na 2000 lat i same działają? Nic z tego – pompy, kolektory, zlewnie, to wszystko kosztuje, a jak się już robi dziurę w ziemi, to się od razu kładzie linię dla centralnego ogrzewania – węzeł cieplny kosztuje, do tego jakieś kable i mamy koszt kilometra grzebania w ziemi równy rozwiązaniu rocznych problemów potrzeb mieszkaniowych najuboższej części wspólnoty. No, ale nie ma wyjścia – jest siedlisko, to ciągniemy infrastrukturę. Za budowę i utrzymanie płacą wszyscy, w mniejszości – realni beneficjenci.

W korporacjach zawodowych nie jest lepiej, w ogóle dostanie się – wymaga szlachetnej tradycji przekazania zawodu z ojca na syna itp. Zamknięcie się na zewnętrzny świat to coś normalnego – uprzywilejowani strzegą swoich przywilejów, nie pozwalając na to, żeby każdy mógł dołączyć, oczywiście każdy, kto spełnia kryteria doboru.

Na to wszystko nakłada się nasze życie polityczne. Jeżeli ktoś myśli, że może zostać wielkim politykiem poprzez zapisanie się do partii i uczestniczenie w jej strukturach – można mu życzyć powodzenia. Tutaj sposób wyłaniania liderów, którzy poniosą pochodnię jest tak ekstremalnie wypaczony, że w zasadzie zagwarantowano go nawet ustawowo. Nie liczy się nic, tylko to, kto jest liderem i jaki można mieć z nim układ. Przy czym uwaga – w partiach nie ma zależności symetrycznych, czego ostatecznym dowodem jest „tragedia” takich ludzi jak panowie Ziobro, Kurski, Kowal z jednej a Schetyna z drugiej strony pozornego sporu. Przynajmniej to jest prawdziwe w tym układzie, że wszyscy uczestnicy procesów politycznych wiedzą, że liderzy nie są żadnymi autorytetami. Dlaczego więc podwładni – współpracownicy mieliby się słuchać autorytetu formalnego wynikającego z posiadania legitymacji partyjnej o niższym numerze?

Wszyscy jesteśmy sceptyczni wobec wszystkich, a w szczególności wobec przywódców, od których oczekujemy jednak przewodnictwa. Ci nie są naiwniakami, niby dlaczego mieliby podnosić jakąś pochodnię i obnosić się ze swoim przewodnictwem? Przecież to tylko problemy są i roszczenia. O wiele bardziej opłaca się po prostu rządzić – czerpiąc z tego tyle pożytków ile się da. Ponieważ od małego nie jesteśmy przyzwyczajeni do odpowiedzialności za grupę, bardzo często traktujemy innych w najlepszym wypadku, jako widzów, częściej jako przeszkody do osiągnięcia osobistego celu.

Wnioski – u nas bycie liderem wcale nie oznacza, że się podniesie pochodnię i jak się ją podniesie można oczekiwać, że inni za nami podążą. Większość będzie sceptyczna już na początku i zostanie na miejscu, inni stworzą sztuczne problemy, jeszcze inni zachorują, znajdą się też tacy, którzy będą jawnie sabotowali nasze próby przewodzenia, a nawet będą chcieli zgasić pochodnię. No jest jak jest, jak mówił Marszałek – Naród wspaniały, tylko ludzie k…y…

One Comment

  1. I tu Marszałek się nie mylił.
    I tak zostało – niestety – do dzisiaj, co widać okiem nieuzbrojonym, a częściej słychać i czuć. Chciwość i zawiść, prywata, kolesiostwo i nepotyzm. Toto spotykamy na każdym kroku we wszystkich przejawach życia publicznego, w tym w wypowiedziach na publicznym forum. Nawet jeśli toto ma mózgowie, to potrzebne mu toto jak kurwie majtki.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.