Marketing, Ogólna

Podatek od piractwa a państwo

 W mediach pojawiła się wywołana przez organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi kwestia wprowadzenia tzw. podatku od piractwa, czyli doliczania do cen urządzeń elektronicznych i/lub cen usług dostarczania dostępu do Internetu określonych kwot, przekazywanych przez system na rzecz właśnie tych organizacji grupujących twórców.

Sam pomysł nie jest niczym nowym, to już funkcjonuje w polskim i globalnym prawie jako kopia mniej lub bardziej udana rozwiązań amerykańskich. Jednakże do tej pory płacili to importerzy kserokopiarek, producenci płyt CD/DVD itd. To znaczy generalnie biznes związany z obiegiem nośników na jakich możliwe jest kopiowanie utworów – zrzucał się na opłatę dla organizacji zbiorowego zarządzania i potem przenosił ten koszt na pojedynczych odbiorców. Teraz dochodzi do czegoś nowego, płacić mają ci, którzy teoretycznie mają szansę na dokonanie naruszeń praw autorskich, czyli konsumenci. Kwota opłaty byłaby doliczana do ceny np. nowego komputera, smartfonu, czy do abonamentu Internetowego. Proste, czyste, genialne – można żyć na barkach społeczeństwa jeszcze bardziej komfortowo niż z publicznego haraczu zwanego abonamentem RTV.

Podstawą dla idei tej opłaty, bo to nie jest żaden podatek jest fikcyjne domniemanie, że każdy może w pewnych okolicznościach dokonywać pewnych naruszeń praw autorskich, w tym także tych zalegalizowanych przez prawo jako tzw. dozwolony użytek. W tym sensie odpłatność powszechna ma pewne uzasadnienie, ponieważ nie da się spowodować ściągnięcia opłaty od każdego egzemplarza utworu, których zwielokrotnianie jest możliwe dzięki licznym technikom elektronicznym i poligraficznym. Wszystko w porządku, nawet to że państwo wyraża zgodę na ściąganie takiego prywatnego haraczu ze społeczeństwa, jednakże nie można się zgodzić na domniemanie winy, to znaczy nie można bezkrytycznie przymknąć oczu na fakt, że zdaniem organizacji chroniących zbiorowo prawa twórców i wykonawców – posiadaczy praw autorskich – wszyscy posiadacze sprzętu, na którym możliwe jest odtwarzanie dzieł ich pracy twórczej nabywają je z zamiarem łamania prawa. Przy czym, równolegle trzeba pamiętać, że wiele osób może zupełnie nieświadomie złamać prawo – pobierając kradziony utwór praw autorskich na swój komputer (kopiując) poprzez złośliwe oprogramowanie jakie ulokuje się w ich komputerze. O przypadkach celowego naruszania praw autorskich, czy też naginania prawa przez np. wyspecjalizowane serwisy internetowe w udostępnieniu transferu do danych użytkowników, którymi mogą być treści stanowiące przedmiot cudzych praw autorskich nie ma co pisać, gdyż ich osąd moralny jest jednoznaczny. To zawsze kradzież, jeżeli wykracza poza dozwolony użytek.

W interesie publicznym jest wspieranie twórczości nowych treści, nowych dzieł, generalnie nowych przejawów działalności twórczej – kreacji człowieka. To nie ulega żadnej wątpliwości i nie może być przedmiotem dyskusji. Państwo jako forma wyższego rzędu organizacji społecznej jest zobligowane do opieki nad tymi procesami oraz wspierania ich i ich ochrony w imię rozwoju cywilizacji i człowieczeństwa w ogóle! W tym sensie idea zbiorowej odpłatności jest słuszna, w tym sensie że nie ma innej technicznej możliwości zagwarantowania prawa do dochodu artystów za ich pracę. To oczywiście nie jest sprawiedliwe, bo na pewno wśród osób korzystających z urządzeń będą tacy nabywcy, którzy nigdy nie dokonają naruszenia cudzych praw autorskich, przykładowo – instytucje państwowe! Trudno jest założyć, że państwo będzie kradło prawa autorskie!

Alternatywą jest wprowadzenie aparatu policyjnego zajmującego się szpiegowaniem i udowadnianiem naruszeń prawa, wówczas można by klasycznie metodami karnymi spowodować określony poziom odszkodowań jak również obniżać poziom aktywności przestępczej poprzez nagłaśnianie przykładów naruszeń prawa autorskiego.

Niestety udowodnienie przestępstw internetowych nie jest łatwe. W tym przypadku oskarżony musi udowadniać, że nie jest przysłowiowym wielbłądem, podczas gdy np. policja zabiera mu komputer – przegląda jego dane. Osoby zupełnie niewinne, mogą być wmanewrowane w najgorsze przestępstwa, przed którymi bez opłacenia się wybitnym ekspertom, nie będą w stanie udowodnić, że np. materiał nagrany na ich dysk – wgrała policja, a nie oni. Takie przypadki są możliwe do przeprowadzenia.

W procederze zbierania prywatnych haraczy niesłychanie bulwersujące jest to, że w ten sposób państwo zgadza się na to, żeby jego obywatele opłacali się przymusowo na rzecz prywatnych podmiotów – innych obywateli, czy wręcz osób lub podmiotów z innych krajów. To jest drugi zasadniczy problem obok kwestii moralnej dwuznaczności uznania wszystkich za potencjalnych przestępców.

Najdziwniejsze jest to, że nikt nie pyta społeczeństwa o zdanie, czy chce żeby państwo pozwalało na taki sposób finansowania organizacji, zrzeszeń i w konsekwencji twórców. Przecież moglibyśmy bez problemu wskazać także inne środowiska społeczne mające istotną misję społeczną, a nie korzystające z prawa do zbierania prywatnego przymusowego opodatkowania, czy też bardziej prywatnych przymusowych opłat. Przykładowo bowiem Kościół Katolicki jak również i inne wyznania – mogą się upomnieć do państwa o podobny przywilej, albowiem dlaczego nie?! Także pełnią ważną misję społeczną, przynajmniej w odczuciu większości społeczeństwa. Dlaczego zatem mamy się godzić na przywilej przymusowych opłat prywatnych dla właścicieli praw autorskich, przy jednoczesnym odmówieniu prawa do nałożenia np. podatku pogłównego w parafiach przez organizację kościelną? Jest to problem wart rozważenia, ponieważ wyrażenie zgody na jedno odejście od monopolu państwa na podatki, czy też opłaty przymusowe – może zrodzić całe spektrum roszczeń różnych organizacji, podmiotów i zrzeszeń, którym także wydaje się że są uprawnione.

Państwo nie powinno godzić się na JAKIEKOLWIEK wyjątki od swojej omnipotencji podatkowej. Prawo pobierania podatków, czy też nakładania dowolnych ciężarów publicznych może przysługiwać tylko państwu i jego pochodnym, tj. samorządowi terytorialnemu, czy też specjalnym samorządom zawodowym – realizującym określone zadania na rzecz interesu publicznego, ewentualnie można się zgodzić na opodatkowanie dla wspólnoty ponadnarodowej jaką jest Unia Europejska. Nie może być jednak zgody na to, żeby ktokolwiek inny – w tym podmioty wymienione powyżej, miały jakiekolwiek prawo do nakładania jakichkolwiek opłat lub podatków przymusowych na obywateli Rzeczpospolitej. Jeżeli nie będzie innego wyjścia ze względu na zobowiązania międzynarodowe (ochrona praw autorskich ma potężne ponadnarodowe umocowanie), to państwo powinno pobierać od obywateli stosowne podatki wedle swojego parytetu i rozliczać się z takimi organizacjami, ale nie ma prawa oddawać pola, gdyż w ten sposób demonstruje słabość.

One Comment

  1. inicjator_wzrostu

    Potrzebny jest ogólny i dosyć wysoki podatek “od wszystkiego”.
    Ustanowiony raz i na zawsze.
    Sięgający 96% dochodów najbogatszych i ok. 40% dochodów – najuboższych.
    96% – bo tyle ma spirytus lubelski, a 40 – zwykła wódka.
    Po wprowadzeniu takich podatków – nie można by było już niczego zmieniać.
    Sam fakt że ktoś oddycha polskim powietrzem (jeszcze nie unijnym) – powinien być podstawą do nałożenia tego podatku na każdego.
    Wtedy byłoby sprawiedliwie.
    A o to na tych łamach OP przecież wszystkim chodzi.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.