Podatek na energię to konieczność – tylko nie na energetykę węglową!

Podatek na energię, jaki miałby być doliczany do rachunków za prąd, to konieczność. Można to nazywać dowolnie, istotą powszechnej daniny jest jej walor podatkowy – nie można sobie pozwolić wciskać kitu, że coś jest tzw. abonamentem. Pomysł Ministerstwa Energetyki jest koniecznością, ponieważ nie ma skąd wziąć dużego zasilania gotowości do świadczenia usług, chodzi o to, że w naszej energetyce zapewnienie możliwości dostaw jest bardzo drogie. Węgiel nie wydobywa się za darmo, jak również za darmo nie przyjeżdża, ani nie przypływa. Wydobycie węgla w określonej ilości – wymusza na nas posiadanie gotowego do tego potencjału, jeżeli chcemy mieć niezależność energetyczną opartą na węglu, trzeba inwestować w górnictwo głębinowe i nowe odkrywki, zwłaszcza węgla brunatnego – jest w tym zakresie kilka możliwości, dających potencjalnie nawet paro procentowe udziały w przyszłym bilansie.

Z powyższych względów należy odnieść się z pełnym zrozumieniem dla pomysłów rządu/ministerstwa, ponieważ jak się chce mieć prąd i to metodami prawie autarkicznymi w warunkach monopolu branżowego – to trzeba za niego zapłacić. Byłoby rozsądniej, jakby to po prostu było składową rachunku za prąd, tak żeby płaciły go również przedsiębiorstwa. Nie ma co wchodzić w didaskalia, to zbyt wczesny moment na ocenę tych koncepcji. Ważne jest to, że na pewno będzie to sięgnięcie do naszych kieszeni, a jeżeli to będzie kilka – docelowo kilkanaście Złotych miesięcznie, to jest do udźwignięcia. Obywatele, którzy godzą się, żeby państwo płaciło 500+ nie powinni oczekiwać cudów jeżeli chodzi o finansowanie systemu, rozdawnictwo musi kosztować – to jest właśnie jeden z przykładów, że pieniądze nie biorą się z kwantów, nie materializują się. To co się wydaje z budżetu publicznego, wcześniej trzeba komuś zabrać. Jak się wydaje na rozdawnictwo społeczne, to trzeba potem robić zrzutkę na inwestycje. Szacunkowe dane mówią o kilkunastu miliardach na energetykę/wydobycie z tego typu para podatków. Jest to kwota mniejsza od wydatków na 500+. Zawsze jest coś za coś.

Bezwzględnie trzeba popierać ideę takiej ogólnonarodowej „ściepy”, tylko żeby była ona przeznaczona na: modernizację przesyłu i magazynowania energii, budowę Odnawialnych Źródeł Energii oraz budowę elektrowni jądrowych (oraz towarzyszącej im infrastruktury). W tym kontekście, gdybyśmy mieli stałe finansowanie, to można byłoby o tym pomyśleć zupełnie na poważnie i w określonej perspektywie czasowej. 14,5 mln gospodarstw domowych, po 30 zł miesięcznie, daje 360 zł rocznie, co stanowi około 5,2 mld zł rocznie. Realnie jakbyśmy zebrali około 3-4 mld, to już byłaby kwota, którą można byłoby rozporządzać istotnie zmieniając krajobraz energetyczny Polski. Koszt budowy pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce to około 40-50 mld Euro. Mając finansowanie na poziomie miliarda Euro, moglibyśmy myśleć o budowie pierwszego obiektu. W tym znaczeniu, że byłby to obiekt będący w pełni własnością państwa. W naszych warunkach jest to jedyny opłacalny model. Chodzi o to, że mając takie finansowanie, można próbować znaleźć finansowanie budżetowe na „drugi miliard” rocznie i w konsekwencji już budowa staje się realna. W ciągu 10-15 lat, mielibyśmy elektrownię i kredyt do spłacania przez kolejne 10-15.

Dodatkowo, te pieniądze mogą posłużyć na rozwój sieci energetycznej, przesył energii i jej magazynowanie (tak, dzisiaj jest to już możliwe), to podstawa systemu. Potrzeby w tym zakresie w zasadzie nie mają granic, zwłaszcza że zużycie energii będzie w Polsce rosło. Tutaj jest potrzebna każda Złotówka i należy się spodziewać, że do tych 30 zł, należałoby dodać jeszcze 10 zł na utrzymanie i rozbudowę sieci przesyłowych oraz magazynów energii. Do tego wszystkiego mamy jeszcze rzecz najbardziej perspektywiczną, jaką są Odnawialne Źródła Energii, w naszym kraju sprawa niestety zaniedbana i po prostu rugowana z katalogu spraw w agendzie publicznej. Inwestowanie w energetykę prosumencką i dające szansę na powodzenie nowe rozwiązania technologiczne jest naszą koniecznością. Ze względu na warunki do tworzenia OZE, najbardziej obiecująca jest energetyka oparta na biokomponentach. Ta branża stwarza fantastyczne wręcz możliwości rozwoju polskiego rolnictwa. Nie da się po prostu zrozumieć powodów, dla których w naszym kraju nie postawiono na rozwój tych technologii. W ujęciu generalnym, nasze możliwości produkcji roślinnej i zwierzęcej sięgają mniej więcej 50-60% możliwej do uzyskania wydajności, przy zastosowaniu obecnych technologii i istniejących areałów. Wiadomo, że zwiększenie tego do 100% raczej nie jest możliwe, jak również może być ze względu na liczne użytki ekologiczne niecelowe. Ochrona środowiska ZAWSZE MUSI BYĆ najwyższym priorytetem. Jednakże samo zwiększenie produkcji o 10-15% mogłoby spowodować taki przyrost np. biomasy i materiałów do rafinacji na biopaliwa lub do wytwarzania biogazów, że moglibyśmy bez najmniejszego wysiłku ograniczyć naszą zależność od paliw kopalnych w stopniu istotnym ekonomicznie. Zarazem byłby to stały, pewny i po prostu gwarantowany dochód dla polskiej wsi!

Dlatego, nawet jak mielibyśmy co miesiąc płacić nawet 50 zł, jednak jak podano powyżej 30 zł na energetykę jądrowa, 10 zł na konserwację i rozbudowę systemu przesyłu i magazynowania energii oraz 10 zł na rozwój Odnawialnych Źródeł Energii, to warto podnosić ten koszt. To byłyby najlepiej ukierunkowane pieniądze na nasz rozwój w historii 30 lat transformacji.

Oczywiście, rząd mógłby te pieniądze wydać z dostępnego zasobu dochodów publicznych, jak również inaczej rozłożyć ciężary podatkowe – jednakże, w istniejących warunkach można pomyśleć o podatku energetyczno-ekologicznym, który po prostu miałby sens. Niestety prawie nie ma alternatywy, zwłaszcza że los środków pomocowych na przyszłość nie jest pewny.

Nie podlega również wątpliwości, że w okresie przejściowym należałoby również dotować istniejącą energetykę węglową, ponieważ wymaga ona pilnych remontów – jesteśmy od jej wydajności uzależnieni. Jednak to wsparcie może mieć charakter tylko przejściowy i powinno być poprzedzone ekonomizacją sektora.

To są bolesne fakty, bo zawsze nowe podatki bolą, jednak braki energii to w naszym przypadku poważne ryzyko już za kilka lat, poza tym cena prądu jest już szokująco wysoka, bez inwestycji będzie jeszcze większa. Można zapytać, dlaczego przez ostatnie lata tak mało inwestowano w energetykę?

5 thoughts on “Podatek na energię to konieczność – tylko nie na energetykę węglową!

  • 17 czerwca 2017 o 05:07
    Permalink

    U nas będzie na wągiel na 15 tki i 16 tki

    Odpowiedz
  • 17 czerwca 2017 o 08:34
    Permalink

    Podatek na WĄGIEL to mało!

    Przecież spalając go, zużywamy też powietrze.

    Dlatego oczekuję podatku ekologicznego, od tego powietrza.

    Chyba że ktoś kupi węgiel na skład, bez zamiaru jego spalania, jak ostatnio wojsko, żeby opróżnić przykopalniane hałdy …

    Odpowiedz
  • 17 czerwca 2017 o 09:33
    Permalink

    Co to za brednie? Panie Krakauer, energetyka jest PRYWATNA i jak się komuś nie opłaca to niech sprzeda temu komu się opłaci. W tej chwili na energetyce zarabia się miliardy dzięki zerowemu w nią wkładowi.

    Odpowiedz
  • 17 czerwca 2017 o 17:25
    Permalink

    Zgadzam się to jedyny sposób żeby wybudować atomówkę. inwestycja w OZE to pomysł na wspieranie ronictwa i budowę powaznego przemysłu w Polsce.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.