Polityka

Początek końca mediokracji?

 Event, jako wydarzenie medialne rządzi polityką rządzi nią od zawsze, – zwłaszcza w okresach wzmożenia komunikatów medialnych, z okazji np. wyborów lub innych wydarzeń, w których politycy chcą się przypomnieć wyborcom w mediokracji. Najczęściej jest tak, że forma przerasta treść, znacząco ją wyprzedza a co jest szczególnie częste na naszej scenie politycznej, – bardzo często ją zastępuje. Dlatego mamy festiwale ładnie skrojonych garsonek i garniturów, tła w postaci ścianek z logotypami, hasła, frazesy, niekończące się grzeczności, ukłony i absolutny brak krytyki wszystkiego co mieści się po danej stronie mainstremowej poprawności politycznej. Alternatywnie można prowadzić rozważania na temat wpływu drzewostanu w Rosji północnozachodniej na wytrzymałość zderzeniową skrzydeł rosyjskich samolotów pasażerskich itp. dywagacje. Ewenementem na naszej scenie politycznej było zachowanie prowokacyjne, polegające na publicznym demonstrowaniu fragmentów rąbanki, lateksowych pocieszaczy i demonstracyjne propagowanie spożywania niewielkich ilości różnego rodzaju substancji uzależniających. Niestety wszystko to, stanowi jedynie pewną formę, często jest głęboką refleksją, – ale pozbawioną rozważań nad sprawami istotnie dla Polski liczącymi się i kluczowymi z punktu widzenia problemów przed którymi nasz kraj stoi.
Niestety po okresie wyborczym, kiedy należy politykom wybaczyć duże nasilenie „eventowości” i akcyjności wszelkiego typu, – nadchodzi czas zwykłej codziennej pracy politycznej mającej na celu moderowanie dyskursu politycznego o Polsce i Polakach. Polityków, którzy przeszli po wyborach z fazy „eventowej” do fazy merytorycznej można policzyć na palcach, może kilku rąk.
Z pewnością nie zalicza się do nich pan premier, ale nie dlatego że jest mistrzem PRu i wręcz kocha eventy (piłka, domniemana „nekropolia”), ale dlatego ponieważ w zasadzie wycofał się z dyskusji politycznej zostawiając dla siebie rolę ostatecznego arbitra, – poprzedzonego ujadaniem swoich harcowników politycznych.
Podobnie wiele można zarzucić panu Jarosławowi Kaczyńskiemu, którego powyborcze działania charakteryzuje stagnacja – i prawdopodobne zdziwienie rozpadem partii – albowiem po ruchach pana Zbigniewa Ziobry rozpad obozu prawicowego stał się faktem i pan Kaczyński nie dzierży już ani palmy pierwszeństwa, ani laski marszałkowskiej. Ośrodek ciążenia na prawicy odsuwa się od niego, a zadanie mu ostatecznego ciosu zależy od woli pewnego kapłana, – niezwykle cenionego przez znaczną część środowisk prawicowych.
W ruchu ludowym spod znaku zielonej koniczynki, który uraczył nas bardzo atrakcyjną piosenką wyborczą, dominuje powyborcze rozprężenie i brak konkretów i decyzji. Dotychczasowemu liderowi uda się przezwyciężyć wewnętrzną opozycję i zachować władzę, jednakże będzie czuł oddech „dołów” i „poziomek” na karku, których apetyty będzie zaspokajał apanażami, – w przeciwnym wypadku zaroi się wokół niego od „Brutusów” z obnażonymi sztyletami. Determinuje to politykę PSL, w kierunku ugodowym oznaczającym przetrwanie koalicji z Platformą Obywatelską, ale nie za cenę reform KRUS i urealnienia kosztów opieki zdrowotnej ludności wiejskiej! Oznacza to złamanie koalicji i rewolucję w szeregach PSL, może nawet powrót do niechlubnej tradycji rozbicia ruchu ludowego? W każdym bądź razie, pan wicepremier niewiele nam po wyborach zaproponował i nie można się od niego spodziewać niczego przełomowego – a szkoda, bo to człowiek bardzo doświadczony i otwarty na zagadnienia gospodarcze, które rozumie jak mało kto – zgodnie z polską specyfiką.
Lewica? A raczej to co z niej zostało, kisi się we własnym sosie, nie wiedząc co ze sobą począć i w jaki sposób ukryć kawior wyciskający się z pyzatych policzków i przepastnych kieszeni większości działaczy. Niestety jeżdżąc luksusowymi markami samochodów i jedząc importowane towary „kolonialne”, paląc drogie cygara i cygaretki nie da się mówić o problemach zwykłych Polaków w sposób wiarygodny i przynajmniej minimalnie przekonujący. Elektorat który został, jest betonowy, wierny i zawsze można na nim polegać, ale niestety nie ma tutaj przyszłości, – bo młodość odeszła w „siną dal”. Bardzo smuci zachowanie lewicy, z jednej strony powrót pana Leszka Millera, z drugiej nierozliczenie do końca ludzi winnych epoce błędów Grzegorza Napieralskiego i samego przewodniczącego! To wszystko wskazuje, że partia ta nie będzie zdolna do zaproponowania realnej alternatywy dla społeczeństwa, ponieważ sama nie jest jednorodna i zjednoczona. W tym układzie personalno-kompetencyjnym nie urodzi się w SLD nic nowego, wielka szkoda zmarnowania wielu karier, niewykorzystania potencjału wielu działaczy i działaczek, ale tak chyba musiało być. Dlatego bezideowość i bezprogramowość tej partii może jej tylko wyjść na dobre, albowiem im szybciej upadnie i wyczyści szeregi, tym szybciej na nowo powstanie i na nowo się określi – wyznaczając zarazem nowy kierunek dążeń dla zawiedzonej i wykluczonej przez 22 lata „reform” większości społeczeństwa.
 Ruch Poparcia Palikota – a zwłaszcza sam lider tego ugrupowania, to ze “średniej chmury mały deszcz”, inaczej tych państwa nie da się scharakteryzować, albowiem poza czasami dającymi się usłyszeć cennymi uwagami lidera i komentarzami niektórych „gwiazd” nowej siły politycznej – środowisko to nie proponuje nic nowego. Zresztą obecna marność została wyświetlona w programie wyborczym tego ruchu, który miał szansę przewodzić lewicy, a nawet podnieść wysoko lewicowy sztandar. I tak jak Janusz Palikot, nie będzie nigdy Marcinem Lutrem, nawet walcząc z krzyżem, przy pomocy rośliny, która może zmieść wszystkie rządy – nie zostanie Prezydentem ani nikim szczególnie istotnym w krajowej polityce. Cały ten ruch to jedynie genialny manewr premiera Tuska i tylko transfuzja polityczna ratuje całą tą „ideę” przed bezideowością.
Reasumując, czas płynie a nic się nie dzieje – reform brak, jedyna wprowadzona przez byłego SLDowca kładzie się cieniem na bylejakość obozu rządzącego i jego realne możliwości sprawcze, a co najważniejsze utrąca mit skuteczności, – sprawności i efektywności rządzenia państwem przez ekipę Platformy Obywatelskiej. Prawdopodobnie większość polityków stoi na stanowisku, że każdy kto w naszym kraju twierdzi, że „zna rozwiązanie” jedynie przyciąga szaleńców. Nie jest to zatem, koniec mediokracji, ale bierność głównych graczy na naszej scenie politycznej to prawdopodobnie koniec jej początku w wydaniu serwowanym nam dotychczas przez mainstreamowe media.

2 komentarze

  1. Chciałbym doczytać do końca, nie wiem, czy się przemogę… Drogi autorze! Więcej dbałości o poprawność językową, proszę! Interpunkcja leży, gramatyka kuleje, nawet ortografia nie do końca poprawna. A szkoda, gdyż merytorycznie ciekawy wpis, może zacisnę zęby i doczytam do końca. Pozdrawiam!

    • No dziękuję w imieniu podmiotu lirycznego za ten tytaniczny wysiłek, mam nadzieję że nie przygryzł pan/i sobie języka ani nie napaskudził/a od tego zaciskania ząbków i wzrostu ciśnienia. Proszę na przyszłość tak się nie emocjonować – bo szkoda by było a wylew lub zawał to w dzisiejszych czasach niestety powszechne choroby cywilizacyjne…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.