Po co istnieje Polska i co dalej?

Mając pełną świadomość, co do nadzwyczajnej ważności takich spraw jak kwestia tajemniczego nierozwinięcia zadaszenia nad stadionem narodowym. Co doprowadziło do niemożności rozegrania meczu, podkreślmy – mając pełną świadomość, co do ważności tego typu spraw, jak również wpadnięcia słoniątka do dołu, co także relacjonowała w ostatnich dniach nasza mainstreamowa telewizja warto zaproponować nieco tortur dla wypoczętej na bezkresnych idiotyzmach mainstreamu percepcji czytelników.

Zastanówmy się ponownie nad tematem już tu kilkukrotnie poruszanym, mianowicie – nad sensem istnienia naszego państwa narodowego w ogóle. Temat to dość trudny i z samej natury przedmiotowej materii niezwykle niewdzięczny, albowiem zmusza do refleksji ogólnej nad całością jak i szczegółowej – jednostki nad sobą. Choćby ktoś nawet nie miał skłonności do refleksji, warto przynajmniej spróbować zasiać ziarno niepewności u czytelników, przede wszystkim w oparciu o tak modne i skuteczne straszenie.

Państwo narodowe, jakie znamy z XX wieku, to najdoskonalsza wykształcona dotychczas forma politycznej organizacji jednostek, które pragną zagwarantować sobie niezakłócone funkcjonowanie i możliwości rozwoju. Państwo chroni, państwo porządkuje, państwo dzieli, państwo gwarantuje, państwo stanowi odpowiedź zbiorowości na anarchię jednostki. Państwo przede wszystkim odpowiada za możliwość funkcjonowania i osiągania celów w ramach struktury, którą samo stanowi. Najbardziej efektywne są dwa typy państw – państwa opierające swoją wydolność na budowanym i utrzymywanym imperium oraz państwa opierające ją na rozwoju technologii (właściwie nauki i wdrażania jej zdobyczy w życie). Wszystkie inne typy państw zawsze są skazane na ograniczenie swojej efektywności krańcowej do wykorzystywania jedynie efektów pracy i zarządzania, ich specyficznymi przedstawicielami są państwa surowcowe lub rolnicze. Wszystkie są skazane na bycie „biedniejszymi”, czyli mogącymi mniej i znaczącymi mniej od tych dwóch pierwszych typów.

Czynnikiem motywującym państwo do rozwoju jest bogactwo a środkiem do jego zdobycia władza, czy też siła. Pierwsze konflikty w starożytnej Mezopotamii wzięły się prawdopodobnie stąd, że ludy osiadłe broniły swoich oporządzonych i wykorzystywanych rolniczo terenów przed ludami, które nadal posiadały formację koczowniczą – nie rozumiejąc, że wypasając swój inwentarz na ładnym prostokątnym poletku naruszają cudzą własność, czyli niszcząc czyjąś pracę, uniemożliwiają zbieranie jej owoców i bogacenie się. Z czasem sytuacja się skomplikowała, obecnie szczytowymi konfliktami są nadal konflikty o ziemię, jako podstawowy nośnik bytowania oraz dostęp do surowców, w tym wody, jako instrumentów umożliwiających funkcjonowanie. W istocie od czasów starożytnych prawie nic się nie zmieniło w zakresie celów, jedynie udoskonalono narzędzia. Człowiek twórczy, zaradny i pracowity chce panować nad swoim otoczeniem, w tym nad innymi ludźmi. Nic tego nie zmieniło, nawet chrześcijaństwo. I nic tego nie zmieni, nawet ruch gender ani ONZ. Nie da się, bowiem zmienić natury ludzkiej, gdzie „mieć” w każdej formacji było, jest i będzie zawsze na pierwszym miejscu. Atawizm zawsze zwycięża nad rozsądkiem, no chyba, że pojawiają się korzyści z selektywizacji specjalizacji i międzynarodowego podziału pracy, wówczas udają się takie pomysły jak współczesna Unia Europejska, będąca fenomenem samym w sobie, albowiem nie jest oparta na przemocy. Co prawda dużo czasu zajęło Europejczykom zrozumienie, że budowanie jedności w oparciu o bagnet i drut kolczasty zawsze doprowadzi do ograniczenia ogólnego potencjału i jego niższej efektywności krańcowej niż wersja soft. Amerykanie zrozumieli to dużo wcześniej, bo już na samym początku swojej samodzielności. Efekt? Długo można by o tym rozprawiać.

Jak na tym tle wygląda nasze – póki, co – narodowe państwo? Po co ta Polska, którą znamy dzisiaj istnieje? W zasadzie powinniśmy zapytać, – po co kraj, który nazywamy dzisiaj Polską i który odwołuje się do pamięci historycznej dawnego państwa o tej nazwie – istnieje? Odpowiedź musi być trywialna – żeby umożliwić życie Polakom. Ale bądźmy precyzyjni – oczywiście, z wyjątkiem tych, których jako niewolników wyeksportowaliśmy. Jeżeli zatem oczekujemy od państwa zapewnienia nam warunków do życia tutaj na tym wycinku globu – to już bardzo wiele, albowiem tak się pechowo składa, że ze względu na otoczenie innymi państwami nasze warunki funkcjonowania należy uznać za trudne, a w zasadzie za stale zagrożone – czy jak kto woli jesteśmy państwem tymczasowym, cytując pewnego niemieckiego klasyka.

Zważywszy na powyższe, realnym celem istnienia naszego państwa jest przetrwanie i umożliwienie przetrwania narodowi. Potwierdził to  niedawno w znacznej części także pan premier – stwierdzeniem o historii pokazującej szkaradne oblicze i ściganiu się z czasem. Zatem kraj, który stoi przed stałą koniecznością udowodniania swojego prawa do istnienia musi być silny, albo wypracować instrumentarium umożliwiające przetrwanie narodu w poczuciu tożsamości i wspólnoty na wypadek utraty podmiotowości państwowej i co się także czasami dzieje – terytorialnej. Inaczej takie państwo nie przetrwa, a jak nie przetrwa – naród będzie skazany na zagładę lub nazwijmy to eufemistycznie „przeprogramowanie”, czy też modyfikację tożsamości. Właśnie z tym mieliśmy do czynienia my Polacy podczas 123 lat zaborów, i ponad 50 lat ostatniej najpierw okupacji potem ograniczenia suwerenności. Jesteśmy dzisiaj zupełnie innymi ludźmi niż nasi dziadowie, pradziadowie, czy też ludzie, których uważamy za przodków z zamierzchłej przeszłości Rzeczpospolitej.

Jeżeli zatem mamy świadomość, że nie jesteśmy wystarczająco silni, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo, a w żadne sojusze po ostatnich doświadczeniach nie możemy wierzyć to, w jaki sposób możemy zapewnić przeżywalność własnego narodu w razie komplikacji? Przecież wiemy, że podczas ostatniej wojny, jako naród byliśmy eliminowani biologicznie – jak robactwo. Czy sama formalna przynależność do struktur zachodu może nam zapewnić przetrwanie i funkcjonowanie? Jednakże rodzi się pytanie – jak długo musimy przetrwać, żeby wytrwać? 1000 lat państwowości nie nauczyło nas jej szanować, więc nie są to pytania pozbawione sensu. Może wręcz odwrotnie – sposobem na przetrwanie jest roztopienie się w wielonarodowej Europie? Wówczas zawsze na obrzeżach – nawet wielkiej Rzeszy – mamy szansę przetrwać przy odrobinie elastyczności i pragmatyzmu. Najwyżej język polski będzie drugim a nie pierwszym dla tubylczej ludności, ale przetrwamy.

Nie oszukujmy się! Jeżeli nawet premier w oficjalnym wystąpieniu mówi o ściganiu się z czasem, czy też historią przez ostatnie 23 lata transformacji – to znaczy, że nie ma co się przywiązywać do tej niepodległości, nasze domy, miejsca pracy, szkoły, rodziny, emerytury – byt, jaki znamy są zagrożone. Albo to sobie uświadomimy i zaczniemy antycypować zagrożenia, albo musimy liczyć się z konsekwencjami dla nas i naszych dzieci. Zresztą, jakich dzieci…

Musi być jakiś sposób na wydobycie nas z historycznego niebytu, w którym tkwimy od czasów Jana III Sobieskiego. Nie ma szans na budowę imperium panującego nad terytorium i czerpiącego z niego zasoby. Oparcie się na technologii też jest raczej trudne, albowiem wymaga czasu, kapitału i wytrwałości – a z tym może być ogólnie ciężko.

Cóż nam, zatem pozostaje? Modlić się? Apelować do sumienia wspólnoty międzynarodowej? Kochać sąsiadów? Wszystkiego próbujemy – modlitwy to nasze narodowe hobby, apele możemy sobie po inwazji na Irak „wsadzić”, a miłość sąsiedzka w naszym wykonaniu jest, co najwyżej wymuszona i jednostronna.

Podobnie wiara w sojusze i wspólnotę europejską może być tylko narzędziem, albowiem zarówno Unia jak i NATO na dzień dzisiejszy to tylko i wyłącznie narzędzia służące realizacji celów stowarzyszonych w nich państw. Jeżeli ktoś tego nie rozumie – zwłaszcza widząc, co się dzieje – jest absolutnie nieskończenie szkodliwym idiotą. Oczywiście nie można wykluczyć, że zwłaszcza Unia stanie się czymś więcej niż narzędziem, że stanie się celem – a wówczas można dyskutować czy i jak można się na niej oprzeć – w nią wpisać. Tymczasem jest jak jest i nie od nas zależy zmiana tego stanu rzeczy. Będzie dobrze, jeżeli byłoby dane nam móc bez konsekwencji odrzucić zmiany na gorsze w tej dziedzinie.

Czy coś pozostaje, co jest w naszym zasięgu? Tak, ciężka praca, wzrost populacji i oszczędzanie, do tego rozwaga i planowanie – a za kilkadziesiąt lat będą efekty. Powinniśmy jednak zacząć od zagwarantowania sobie tego czasu – tutaj nie ma innej pewnej możliwości, a niemamy marginesu na błąd – niż samodzielne opracowanie broni masowego rażenia i środków jej przenoszenia. Tylko własna bomba atomowa może zapewnić nam adekwatny do zagrożeń czynnik zniechęcający – każdego – do myślenia o zajęciu naszego terytorium i zrobienia z nas ponownie niewolników.

6 myśli na temat “Po co istnieje Polska i co dalej?

  • 21 października 2012 o 09:40
    Permalink

    Bardzo dobry artykuł. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • 22 października 2012 o 13:42
    Permalink

    Świetne podejście. Szczególnie do tematu patriotyzmu asymilacyjnego i domowego ( który sprawdzał się w okresie zaborów ).
    Natomiast co do broni nuklearnej to nie dałbym szympansowi karabinu maszynowego.
    Zdecydowanie optuję za elektrownią atomową, plus groźba awarii tejże przy odpowiadających polskiej racji stanu wiatrach.

    Efektem ubocznym byłaby spora porcja energii elektrycznej

    pozdrawiam

    Odpowiedz
  • 22 października 2012 o 14:42
    Permalink

    Pierwsze cztery akapity “państwologii” wprawiły mnie w denerwujące poczucie niedosytu. Zdanie “Państwo narodowe, jakie znamy z XX wieku, to najdoskonalsza wykształcona dotychczas forma politycznej organizacji jednostek, które pragną zagwarantować sobie niezakłócone funkcjonowanie i możliwości rozwoju” wydaje mi się zbyt autorytatywne. (Jaki jest język narodowy w USA? Kto wywalczył demokrację w USA? Ile jest państw stricte narodowych na Ziemi?) Jednolite narodowo imperium to sprzeczność sama w sobie.

    “Po co ta Polska, którą znamy dzisiaj istnieje? Odpowiedź musi być trywialna – żeby umożliwić życie Polakom” – nie, to nie jest dobra odpowiedź. O kształcie obecnej Polski zadecydowano w Jałcie i Moskwie, nie pytając Polaków o zgodę. Również cele wyznaczone temu tworowi nie pochodziły od Polaków. Może właśnie dlatego jest nam w obecnej sytuacji tak niewygodnie? Dobrze byłoby poznać te cele, wyartykułować i zająć jakieś stanowisko – nawet jeśli teraz są już tylko historyczną zaszłością (w co nie wierzę).

    “realnym celem istnienia naszego państwa jest przetrwanie i umożliwienie przetrwania narodowi” – taak, można tak powiedzieć. Można przyjąć, że niezależnie od rzeczywistości do tego chcemy je wykorzystać – my Polacy.

    “zarówno Unia jak i NATO na dzień dzisiejszy to tylko i wyłącznie narzędzia służące realizacji celów stowarzyszonych w nich państw. Jeżeli ktoś tego nie rozumie (…) jest absolutnie nieskończenie szkodliwym idiotą” – jestem za, a nawet przeciw. Primo – państwa nie są już własnością monarchów, a co za tym idzie te cele nie przynależą do państw. Politycy lawirują wśród grup nacisku własnych (krajowych) elit finansowych, zaplecza politycznego (w kraju) oraz zewnętznych – zorganizowanych i anarchizujących. (Pamięta ktoś dwie serie awarii systemów energetycznych w krajach Zachodu? Bardzo ciekawy przejaw.) Secundo – ogromnie mi się podoba określenie “absolutnie szkodliwy idiota”, ale nie przeceniajmy jednostek wobec globalnych procesów opartych na przepływach pieniędzy i zmianach potencjału gospodarczego. Niezbyt szkodliwym idiotą moim zdaniem.

    “Musi być jakiś sposób na wydobycie nas z historycznego niebytu, w którym tkwimy od czasów Jana III Sobieskiego” Nie zgadzam się z diagnozami przedstawianymi powszechnie w podręcznikach historii odnośnie przyczyn wspomnianego “niebytu”. Państwo polskie było onegdaj potęgą, ale nie da się zatzymać czasu. To nie zepsucie i matactwa, ale raczej niezdolność do walki na wszystkich frontach – a szczególnie w unowocześnianiu gospodarki – była przyczyną upadku.

    “Tylko własna bomba atomowa może zapewnić nam adekwatny do zagrożeń czynnik zniechęcający” – nawet jeden pan Soros może sprawić, że będziemy musieli sprzedać tą bombę. Nie idźmy śladami Korei Północnej, bardzo proszę.
    Czego oprócz ciężkiej i wytrwałej pracy nam potrzeba? Potrzeba partii jednorazowych bohaterów – na tyle licznej, by nie dało się zabić ich wszystkich w pozorowanych wypadkach. Partii łączącej ludzi o czystych życiorysach, uczciwych, gotowych dyskutować jawnie, jakie są nasze narodowe priorytety. Gotowych zrobić swoje, a następnie odejść od polityki.
    Potrzeba też forum z prawdziwego zdarzenia, wygodnego forum wzorowanego na Usnecie (Usenet), takiego jak http://www.forum.gazeta.pl – tylko inaczej moderowanego, oczywiście. Wszelkie fora oparte na PHP-BB nie nadają się do prawdziwej dyskusji.

    Przypadkiem zupełnie trafiłem na tą stronę i muszę powiedzieć, że bardzo mi odpowiada ta formuła. Zastanawiam się jedynie, kim są założyciele Fundacji “Pisanie książek”? Jaka to opcja polityczna?

    Odpowiedz
    • 22 października 2012 o 18:30
      Permalink

      Dziękuję Panu za jeden z najbardziej zaawansowanych komentarzy. może faktycznie użyłem skrótu myślowego nie do końca tłumacząc z tym państwem narodowym – chodziło mi o nasze warunki w kontekście Polski multinarodowej z okresu I RP i Polski mniejszości narodowych “na życzenie”, którą wywalczyliśmy w 1920 tym.
      Serdecznie pozdrawiam, zapraszając także do innych dyskusji.
      k.
      ps. Odpowiadając na pana pytanie – Polecam mój ulubiony cytat z naczelnika T. Kościuszki –

      https://obserwatorpolityczny.pl/tadeusz-kosciuszko/

      (jest boldem)

      Odpowiedz
  • 23 października 2012 o 04:06
    Permalink

    Moim zdaniem główną cechą Polski jest jej funkcjonowanie na krzyżowaniu szlaków i kultur. Bardzo niebezpieczne położenie, w porównaniu do innych krajów. Oto Szwajcaria zabunkrowana w górach, Chiny z Wielkim Murem, Wielka Brytania z długimi rękami floty… oraz Polska na skrzyżowaniu Szlaku Bursztynowego i kolei Berlin-Moskwa. W takich warunkach nie można bać się ludzi, trzeba być politykiem. Polityka to nie (tylko) sztuka oszustwa, ale przede wszystkim rozpoznawania i godzenia interesów. Sztuka synergii. Dlatego najlepsze czasy Polski były wielonarodowe. Nie dominacja, lecz łączenie – na arenie krajowej oczywiście.

    Dwa są wytłuszczone cytaty Taduesza Kościuszki we wskazanym artykule. Jeden o przyzwoitości i władzy – trafny.
    Drugi, o poświęceniu wszystkiego dla ojczyzny. Cóż, wydaje mi się, że powinniśmy być tu ostrożni, na wzór pana Kościuszki właśnie, który spędził połowę dorosłego życia na emigracji. Zróbmy dobry bilans zysków i strat zanim podejmiemy dramatyczne decyzje.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.