Płaca minimalna ze zdefiniowaną minimalną stawką godzinową

To o co upominają się związkowcy, czyli podwyższenie płacy minimalnej oraz ustanowienie minimalnego wynagrodzenia za godzinę pracy – to cywilizacyjna konieczność, z jaką powinniśmy mieć w naszym kraju do czynienia jako z normalnym cywilizacyjnym standardem. Przy obecnej płacy minimalnej około 1600 zł brutto wychodzi to około 6,25 zł netto przy przeciętnej miesięcznej ilości godzin za godzinę pracy. Jest to niewiele, ale jest to nasz standard wedle którego zdaniem rządzącej elity można orientować życie jednostek, to znaczy żyjąc za tyle można żyć i funkcjonować w naszym społeczeństwie.

Takie są realia, w świecie naszych realiów społecznych i niskiej wartości kapitału społecznego, czy też wręcz po prostu nienawiści ludzi do siebie, która jest standardem – bez uporządkowania spraw płacy minimalnej przez państwo mielibyśmy do czynienia z darwinizmem społecznym w czystej postaci. Przecież nie brakuje każdego dnia dowodów na to, że przedsiębiorcy chcą płacić ludziom jeszcze mniej – umowy śmieciowe to przecież nic innego jak okradanie ZUS z należnych mu składek, a pracowników z ich prawa do emerytury. Można dużo mówić i pisać o ludziach bez kwalifikacji, których umiejętności rynek wycenia na podstawie umów śmieciowych na bardzo mało lub jeszcze mniej niż to 6,25 za godzinę. Oczywiście jest to dla tych ludzi szansa, bo mogliby nic nie zarobić, jednakże równie uprawnionym jest pytanie o niewolnictwo socjalne!? Przecież płaca człowieka to wynagrodzenie za jego społecznie pożądaną i opłacalną ekonomicznie aktywność. Jak można zatem w ogóle mówić o płaceniu części z nas – mniej niż państwo formalnie uznaje za minimum „standardowej” egzystencji? Chyba że chcemy konkurować z Dalekim Wschodem kosztami pracy, to rzeczywiście jest to rozwiązanie, jednakże wówczas trzeba myśleć o odpowiednim profilowaniu kosztów życia – miska ryżu musi być dla każdego dostępna kto zarabia, a tak niestety u nas nie jest, głównie dlatego bo klimat wymaga od nas określonych standardów cywilizacyjnych, bez zachowania których zdechniemy na mrozie.

Państwo, przedsiębiorcy i organizacje reprezentujące pracowników powinny w sposób bardzo odpowiedzialny dążyć do stworzenia takiego systemu definiowania kwoty płacy minimalnej, żeby rzeczywiście była ona elastyczna i można było ją dopasować „w dół” w określonych warunkach i dla konkretnych zajęć, ale zarazem, żeby jej wzrost lub spadek – były regulowane racjonalnymi przesłankami mającymi oparcie w stanie gospodarki. Uwaga, właśnie spadek też trzeba uregulować, musimy się z tym bowiem liczyć w gospodarce rynkowej, że praca mająca swoją cenę może po prostu kosztować mniej w ujęciu minimalnym. Poprzez dopasowanie „w dół” należy rozumieć przykładowo możliwość regionalnego zróżnicowania płacy minimalnej – nawet z rozbiciem na poszczególne powiaty! No bo dlaczego nie? To kwestia dobrze napisanego prawa i widełek ustawowych oraz uprawnień dla Rady Powiatu (miasta na prawach powiatu) do podjęcia stosownej uchwały – zatwierdzanej np. przez Wojewodę, w którego imieniu jako zadanie zlecone mógłby działać GUS – stwierdzający jedynie, czy dana uchwała mieści się w widełkach i jest zgodna z trendem ogólnego wzrostu lub spadku cen. Proste, w istocie banalne, a odmieniłoby nasze realia chyba bardziej niż jakakolwiek z dotychczasowych reform.

W naszych realiach można tak zdefiniować system, żeby płaca minimalna podążała za wzrostem gospodarczym, korygowana o inflację. Proszę sobie dodać ile wynosi łącznie składana inflacja od 2007 roku a ile od tego czasu wzrosła płaca minimalna, uwzględnienie tych wielkości pokazuje ile ona podniosła się rzeczywiście (jeżeli w ogóle to można tak porównać, bo liczy się jeszcze spadek wartości waluty – to definiuje naszą siłę nabywczą w realnym świecie). Musielibyśmy się jednak liczyć z jej automatycznym spadkiem jeżeli nie byłoby wzrostu. Gdyby do tego dodać jeszcze wzrost wypłat lub ograniczanie wypłat – emerytur (i innych wybranych świadczeń socjalnych), to mielibyśmy rzeczywiście domykający się (mniej więcej) i bilansujący system. Poprawia się koniunktura, rosną obroty i produkcja w gospodarce – rosną płace, z nimi emerytury. Gospodarka hamuje – ludzie nie mogą zarabiać więcej, no bo to oznacza automatyzm inflacji (towarów jest w najlepszym układzie tyle samo) a ilość pieniądza wzrasta. Więc płace nie rosną i emerytury nie rosną. Gospodarka się zwija, płace (w rozumieniu płacy minimalnej) są zmniejszane a wraz z nimi emerytury. Dzięki temu – przeciętna siła nabywcza dominującej liczby ludności podąża za przeciętną produktywnością w gospodarce (ilości dóbr wytworzonych mniej więcej na głowę). W efekcie – zawsze model dąży do tłumienia demona inflacji, nie pompuje bańki rozdmuchanego „socjalu”, a zarazem utrzymuje relacje cen do zarobków w stanie możliwym do opanowania, ponieważ nie ma czegoś takiego jak presja na cięcia – gdyż one są składową systemu!

Jeżeli kogoś to dziwi lub zaskakuje, niech sobie uświadomi że to mniej więcej dzisiaj tak działa, z tą różnicą, że przez początkowe lata transformacji, póki inflacja była powyżej 4% rocznie – spadek wartości pieniądza niwelował wahania gospodarcze, a nominalnie pensje i emerytury były takie same. Do tego dokłada się jeszcze utrata wartości wynikająca z osłabienia naszej waluty.

Trudno powiedzieć jaka powinna być dzisiaj płaca minimalna? Odnosząc to jednak do kosztów życia, zakładając że pracujący jakkolwiek – ma prawo do normalnego społecznego życia, to płaca minimalna powinna wynosić około 4500 zł brutto, tak żeby netto mogła wynosić około 3000 zł – czyli jakieś 750-850 Euro. To przy naszych kosztach funkcjonowania umożliwiłoby normalną egzystencję w dużych miastach, to znaczy wzięcie kredytu mieszkaniowego lub najem na rynku i egzystencję we dwójkę (rodzina, w której oboje małżonkowie pracują za płacę minimalną). Ustawiając gospodarkę w ten sposób, może nie bylibyśmy za bardzo konkurencyjni, ale zniknęła by potrzeba finansowania pomocy społecznej, darmowych mieszkań, dopłat itd. Mniej więcej każdego byłoby w stać na normalną egzystencję za uzyskiwane dochody. Tak jest dzisiaj na zachodzie! Pracując w zwykłych płacach, których wynagrodzenia nie robią szału, można w Anglii, Niemczech, Francji czy Belgii – wynająć mieszkanie i żyć normalnie, nie lękając się ceny tego co się wkłada raz w tygodniu na zakupach do koszyka! Jak również można nawet coś odłożyć, jeżeli żyje się oszczędnie. U nas zarabiając nawet średnią krajową – czyli tak jak określiliśmy powyżej pożądaną minimalną – dalej jest się żebrakiem żyjącym na marginesie. Jest to ostateczny dowód na to, że nasz system gospodarczy jest wadliwy – jesteśmy półkolonią, albowiem zyski z zainwestowanego kapitału po prostu z kraju wypływają, jak również odsetki od zaciągniętych przez nas kredytów. To nie wraca do gospodarki, nie ma wypłat i bonusów, jest eksploatacja i drenowanie, a przy niskim poziomie płac – rynek pracy w Polsce zawsze będzie zależał od woli kapitalistów.

Warto dodać, że zdefiniowanie minimalnej stawki godzinowej to postulat na który kapitaliści nie zgodzą się nigdy, chyba że nie będą mieli innego wyjścia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.