Ekonomia

PKB rośnie o kilka procent rocznie a od lat nic się nie zmieniło?

 Wiele mówi się w Polsce o tym, ze jesteśmy w pułapce średniego dochodu, sami lansujemy tezę, że oto mamy nad głową szklany sufit, którego już nie jesteśmy w stanie przebić itd. Nawet najnowszy plan gospodarczy pana Morawieckiego zakłada przeformatowanie gospodarki w ciągu następnych 25 lat w taki sposób, żeby teoretycznie Polska mogła osiągnąć poziom rozwoju przeciętny dla Europy zachodniej.
Nasi politycy mają obsesję porównywania Polski do Niemiec, ewentualnie do innych krajów rozwiniętego i bogatego Zachodu, który swoje bogactwo budował nieprzerwanie przynajmniej od końca ostatniej wojny. Tymczasem nie podlega w ogóle nawet dyskusji banalna kwestia zasadności czynienia takich porównań, zupełnie bowiem zapominamy, że jeszcze 26 lat temu, byliśmy krajem, gdzie banany wywoływały emocje, a papier toaletowy wraz ze sznurkiem do snopowiązałek były towarami strategicznymi, których rozdziałem zajmowało się najważniejsze kierownictwo państwa! Kwestię bankructwa i braku dewiz nawet na najbardziej potrzebne lekarstwa do najważniejszych terapii ratujących życie możemy sobie darować, ale właśnie mniej więcej w takim stanie dostał państwo pan Tadeusz Mazowiecki.
Od tego czasu zawsze mieliśmy wzrost gospodarczy mierzony zgodnie z zasadami kapitalistycznej statystyki, której podstawą jest uznanie każdego procesu wymiany za przedmiot opodatkowania, a za tym idzie – zliczania gospodarczego. W efekcie stopniowego ewoluowania modelu doszło do wliczania do PKB takich wartości, które rzeczywiście niczego nie produkują, ale jednak wyrażają wartość za którą ktoś chce zapłacić. Z wyjątkiem rolnictwa, które co do zasady jest nadal poza realną gospodarką, a już załapało się na jedne z najważniejszych dotacji jakie wypłaca Unia Europejska poprzez nasze państwo.
Dla większości ludzi jednak wielkość PKB nic nie mówi, bo w istocie nie jest to najlepszą miarę. Sprytni statystycy, mogą samym włączaniem i wyłączaniem niektórych kategorii wliczanych do PKB, podnieść jego wartość lub obniżyć o 1-2% w skali całego kraju o względnie zrównoważonej gospodarce. W przypadku gospodarek surowcowych, uzależnionych od sprzedaży głównego dobra (np. ropa, kakao, kawa, bawełna, miedź), mogą dziać się cuda jeżeli chodzi o pomiar PKB. Przykładowo, niektóre zachodnie ośrodki eksperckie określają, że PKB Rosji spadł o 50% w ciągu roku.
My mamy sytuację ciągłego wzrostu, którego efektów nie widać, chociaż nie ma inflacji już co najmniej trzeci lub nawet czwarty rok z rzędu. Jest to fenomenalne zjawisko, albowiem trudno jest w ogóle ocenić o co w nim ekonomicznie chodzi. Mamy wzrost gospodarczy, nie mamy inflacji, a nikt nie czuje żeby miał lepiej – co jest powodem, dla którego nie ma poprawy w sytuacji?
Wzrost może być sobie wzrostem, a realia realiami. Przykładowo w starożytnym Egipcie, jak wybudowano piramidę, to przysłowiowe słupki także wybijały do góry dziury w pergaminach, ówczesnych ekonomów. Jednakże na wybudowaniu piramidy jako takiej, korzystał tylko jeden obywatel – władca Faraon. Podobnie jest współcześnie w gospodarce kapitalistycznej, ponieważ co do samej swojej istoty nie różni się ona znacząco od gospodarki niewolniczo-feudalnej. Zasady są dokładnie takie same, to znaczy – wielu pracuje, a korzyści są dzielone poprzez dzielnik jakim jest prawo do kapitału. Wcześniej była nim głównie ziemia, dzisiaj to mogą być opcje, dowolne instrumenty finansowe inkorporujące wartość, jak również i inne klasyczne „kapitały”, zwłaszcza te biorące udział w procesie wytwórczym.
Współczesna Polska rzeczywiście ma najbardziej skumulowany wzrost gospodarczy spośród krajów dokonujących transformacji w Europie, jednakże ten wzrost skonsumowała głównie zagranica, klasa krajowych posiadaczy kapitału oraz klasa zarządzająca tym kapitałem. Reszta społeczeństwa, tj. około 70% społeczeństwa nie ma prawie niczego z owoców wzrostu, w znaczeniu przyrostu zamożności – ponad poziom umożliwiający swobodną konsumpcję. Uzyskanie poziomu, w którym możliwa byłaby akumulacja kapitału jest w naszych realiach dla bardzo wielu ludzi prawie niemożliwe.
To jest przyczyna rzeczywistych powodów obecnego stanu rzeczy, a zarazem to jest powód obecnego stanu rzeczy. Można to nazywać pułapką średniego dochodu, czytaj – przeważająca ilość ludzi przeciętnie zarabiających, zarabia tylko tyle, żeby pozwolić sobie na przeciętny poziom życia przy posiadanych przeciętnych dochodach. Czyli większość Polaków pracuje, głównie po to, żeby jeść. Coś takiego jak akumulacja, oszczędzanie jest prawie niemożliwa, ponieważ koszty życia oraz koszty zaskakujących wydarzeń losowych, są takie że ludzie bardziej muszą się zapożyczać, niż są w stanie odłożyć. Do tego dochodzą zwykłe błędy, które decydują czasami o tym, jak przez kilka lat, ktoś będzie funkcjonował. Tak, po prostu bywa.
Niestety nasz system gospodarczy, jest skonstruowany w ten sposób, że jak ktoś nie ma pieniędzy, to nie je i może wylądować na bruku i umrzeć z głodu, większość społeczeństwa, chociaż pracuje i płaci składki – ma znacząco ograniczony w sposób funkcjonalny dostęp nawet do podstawowej opieki medycznej. W tym przypadku lepiej jest nawet na Białorusi, nie mówiąc o Rosji, zwłaszcza w największych miastach.
Wnioski są niestety trudne. Z jednej strony nie jesteśmy w stanie zakwestionować istniejącej gospodarki kapitalistycznej i podstaw jej funkcjonowania, ponieważ to jest żywy organizm, który żyje zgodnie z własnymi zasadami. Z drugiej jednak strony, są pewne przesłanki, np. takie jak demografia, zgodnie z którymi należy przeprowadzić pakiet działań osłonowych o charakterze socjalnym, ponieważ grozi nam stałe utracenie części potencjału.
Wielu para-ekonomistów i kłam-ekonomistów prorokuje, że wraz z kurczeniem się populacji, będzie poprawiać się nam poziom życia i np. praca będzie szukała ludzi itd. Nic bardziej mylnego, albowiem wraz z kurczeniem się populacji, będziemy po prostu mniej produktywni, czyli tort do podziału, stopniowo może się kurczyć, ponieważ jakiegoś nadzwyczajnego wzrostu produktywności tak jak nie było, tak nie ma i prawdopodobnie nie będzie. Głównie dlatego, ponieważ zainteresowane są w tym zwłaszcza największe korporacje, decydujące o lokowaniu miejsc pracy. Proszę zwrócić uwagę na to, że jedynie poza czołowymi perłami naszej gospodarki, jeżeli coś jest przenoszone-lokalizowane, to mamy do czynienia głównie ze schodzącymi technologiami z Zachodu, których np. pracochłonność, obsługa, modernizacje i naprawy – są kosztowne i obciążają bilans dochodów z naszej produktywności, której koszty są obniżane przez śmieszne płace Polaków. Najbardziej widać to np. w wielkich firmach zajmujących się spedycją (tzw. firmy kurierskie), chociaż zasady działania, oprogramowanie i w zasadzie sprzęt mają taki sam, w Polsce i w krajach Zachodu, to w Polsce przeważnie do obsługi tych samych procesów zatrudnione jest mniej ludzi, słabiej wynagradzanych niż na zachodzie. Dotyczy to wszystkich bez wyjątku firm tego typu. Oczywiście one mają na to gotowe odpowiedzi, ale to nie ma znaczenia, ponieważ tą zasadę znakomicie powiela znana sieć restauracji ze standaryzowanym jedzeniem o nie szczególnie zdrowej reputacji, obecna na całym świecie. Ponownie model ten sam, technologia ta sama, często nawet produkty te same, tacki, kubki, nawet stroje obsługi – co na całym świecie, ale jeżeli chodzi o pensje – są lokalne.
Wszystko co może zrobić nasze państwo, żeby tą sytuację poprawić, to dążyć okresowo do zwiększania płacy minimalnej, która już dawno powinna być zróżnicowana regionalnie, przynajmniej jeżeli chodzi o Warszawę metropolitalną, albowiem tam życie za dzisiejszą pensję minimalną jest po prostu niemożliwe, chyba że ktoś ma kraść lub żebrać. Pomimo tego jednak, wiele osób tak żyje, albowiem jeżeli uświadomimy sobie, jak skandalicznie i żałośnie niskie są w naszym kraju emerytury i renty, w tym zwłaszcza renty, to po prostu nie ma słów.
Pytanie zatem brzmi już nie dlaczego PKB rośnie o kilka procent rocznie a od lat nic się nie zmieniło? Tylko dlaczego pomimo tego, że PKB dalej wzrośnie o kilka procent rocznie przez kolejne lata – a nic lub prawie nic się nie zmieni?

11 komentarzy

  1. Henryk z Hamburga

    Rewelacyjne wyjaśnienie problemu!

  2. To samo jest ze średnią płacą której 75% nie osiąga! Nikt nie oblicza minimum socjalnego rzeczywistego,bo okazało by się że połowa emerytów jest skazana na wymarcie! A tzw.zasiłek dla bezrobotnych wystarczy na 10 dni!

  3. Popełniany jest błąd systemowy, który zresztą mocno wnerwiał jednego z byłych prezydentów Francji. Sprowadza się on do problemu zrozumiałego dla średnio niedouczonego studenta drugiego roku licencjatu z ekonomii, mianowicie – opieranie się na jednym wskaźniku i to jednowymiarowym jest błędem w sztuce lub oszustwem. Proszę zobaczyć jak wygląda PKB / per capita lub HDI.

  4. “Jeszcze nigdy tak wielu, nie pracowało tak wiele, za tak niewiele, na tak niewielu”…

    http://niewygodne.info.pl/artykul6/02826-Jak-wyglada-kapitalizm-po-27-latach-III-RP.htm

  5. Doskonała analiza i bardzo trafne porównania.
    Gratulacje dla Autora – szczyt formy!

  6. Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka wypowiedział się w poniedziałek przeciwko “hurtowej prywatyzacji”, jaką według niego postuluje rząd. Mówił o tym na naradzie poświęconej polityce podatkowej w 2016 roku…

    Zastrzegł jednak: – Tak po prostu nie oddam nikomu nawet jednej cegły, bo włożono w nią ogromną pracę.

    Zwrócił uwagę, że przedsiębiorstwo to “praca całych pokoleń, naszych dziadów i ojców”…

    Łukaszenka podkreślił przy tym, że prywatyzacji podlega dowolne przedsiębiorstwo na Białorusi pod warunkiem spełnienia pewnych kryteriów. Są to: przestrzeganie praw pracowników do normalnych warunków pracy, modernizacja przedsiębiorstwa, zwiększenie wpływów podatkowych do budżetu oraz produkcja towarów, które swobodnie mogą zostać sprzedane na rynkach zewnętrznych. – Na taką prywatyzację się zdecydujemy. Inna nie jest krajowi potrzebna – zaznaczył prezydent.

    http://biznes.interia.pl/firma/news/prezydent-alaksandr-lukaszenka-przeciwny-hurtowej,2291002,1852?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

    • Krzyku, dziękuję za podrzucony tekst, moje zdanie to: A. Łukaszenka jest przywódcą, który dba o własne Państwo i własny Naród. Refleksje na temat co wydarzyło się w Polsce w ciągu ostatnich 27-lat pozostawię sobie sądzę, że inni mają podobne zdanie. Pozdrawiam.

  7. Krzyku,twoje słowa pokazują oblicze dzisiejszego kapitalizmu.7% posiada tyle ile pozostała ludność globu!W Polsce 20 najbogatszych posiada tyle ile ma 35% Polaków.

    • 50-parolatek

      Panie Włodku, to przebiega prędzej, a wręcz lawinowo.
      To nie 7%, a JUż TYLKO 2%
      Stan ten podawano oficjalnie w niemieckich mediach z końcem roku 2014 !
      Chyba i te 2% uległo już “korekcie” (zmniejszeniu).
      A co do Pana Krzyka i Białorusi, to jeśli zaczną jakąkolwiek “prywatyzację”, to moim zdaniem, Białoruś jest już na “przegranej” stronie. Szkoda.

      • Jestem pewny że Prezydent Łukaszenka NIGDY,
        przenigdy, nie dopuści do barbarzyństwa – na warunkach …..
        ‘Kak w Polszy”. Jednak dopuszczanie do głosu
        “leberałów”, czy kontakty z międzynarodową lichwą to(już) moim zdaniem o wiele za dużo!

        Tym bardziej że Republika Białoruś nie tylko na tle sąsiadów, wszystkich, nawet Rosji – błyszczy.
        Taka Szwajcaria Europy.Może nie tylko od linii od Szczecina po Triest.

        Pozdrawiam Panów.

  8. To jedno wielkie neoliberalne kłamstwo. Precz z neoliberalizmem! Kłamcy, oszuści i złodzieje!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

20 − 11 =