Soft Power

Piosenka z tezą?

 Zadziwiające wydarzenia miały miejsce na ostatnim finale Eurowizji, zwyciężczyni – reprezentantka jednej z mniejszości narodowych zamieszkujących Półwysep Krymski, śpiewała piosenkę o dramatycznym losie swoich przodków w okresie II Wojny Światowej, kiedy to w 1944 roku, po odzyskaniu kontroli nad Półwyspem, administracja radziecka rozpoczęła działania antydywersyjne, jak również w celu przywrócenia bezpieczeństwa i porządku konstytucyjnego na tej części terytorium państwa. Jednym z efektów przeprowadzanych wówczas działań, była decyzja o przesiedleniu znacznej części ludności pochodzenia tatarskiego, ze względu na stwierdzoną masową nielojalność wobec państwa radzieckiego członków tej społeczności. Administracja ZSRR zastosowała brutalną metodę odpowiedzialności zbiorowej, wobec przedstawicieli tych narodowości i grup etnicznych, o których było wiadomo, że sprzyjały nadchodzącym wojskom niemieckim i ich sojusznikom. Niedawno, po zmianie przynależności państwowej Krymu, w Federacji Rosyjskiej nastąpiła rehabilitacja ludności tatarskiej.

Ciekawe, czy gdyby piosenkę śpiewała młoda Polka, będąca potomkiem tych nielicznych, którzy przeżyli rzeź na Wołyniu, to również Europa tak by się zachwyciła, a najwięcej głosów przekazaliby Ukraińcy? Chociaż to tak odległe, poza tym nikt o tym nie słyszał. Poszukajmy jakiejś świeższej daty przelewu krwi i niesprawiedliwości. Co jeżeli młoda mieszkanka Odessy, chciałaby zaśpiewać – po rosyjsku w intencji ludobójczo spalonych żywcem w Domu Związków Zawodowych 2 maja 2014 roku? Może to, też zbyt kontrowersyjne? Weźmy więc jakieś dziecko z Donbasu, np. z Doniecka, które po bombardowaniu ukraińskiego lotnictwa lub po ostrzale ukraińskiej „antyterrorystycznej” artylerii straciło matkę, a Ojciec został zamordowany przez „antyterrorystów”, jak poszedł po chleb? W sumie tutaj tytuł piosenki to mogłoby być 2016! Świeża dobra data!

To się nazywa wykorzystanie międzynarodowego wydarzenia kulturowego, do promowania sprawy politycznej w podwójnym kontekście, właściwie podwójnego oskarżenia. Najpierw wobec Rosji jako ZSRR, potem wobec Rosji już jako kraju pana Władimira Putina, skojarzenia wszyscy rozumieją, co miała przyznać sama wykonawczyni tej politycznej piosenki w rozmowie telefonicznej z rosyjskimi dziennikarzami, podającymi się za ludzi z administracji prezydenta Poroszenki. Nikt na Wschodzie nie ma dzisiaj wątpliwości jaki był przekaz tej piosenki i jej emocjonalnego wykonania.

Eurowizja to istotne wydarzenie, ponieważ kraje głosują na siebie nawzajem i można w ten sposób wyrażać polityczne sympatie i antypatie. Ogląda to całkiem sporo ludzi, ponieważ media mainstreamowe zaangażowane w proces, czynią z tego wielkie show. Dlatego można mówić o wielkiej skali społecznego oddziaływania przekazu nadawanego za pomocą tego międzynarodowego i interakcyjnego spektaklu.

Smutne jest to, że tego typu międzynarodowe wydarzenie jest po raz kolejny podejrzewane o to, że może być wykorzystywane do lansowania określonych tez. Wszyscy pamiętają wykonawcę w sukni z brodą, czyli manifest na rzecz równości społecznej wszystkich ludzi, dzisiaj mamy odwołania historyczne, do wyjątkowo jednostronnie przekazywanych faktów – za pomocą emocji, wywoływanie skojarzeń bieżących z historycznymi. Komu i po co to jest potrzebne? Podobno tam o sztukę chodzi? Wszyscy pamiętamy jak ZSRR i cały obóz socjalistyczny był oskarżany o wykorzystywanie sztuki na rzecz ideologii. Czymże jest ten proces, który obserwujemy w odniesieniu do tamtych procesów?

Szkoda tylko tych wszystkich, którzy pojechali na ten konkurs jako artyści, licząc na to że dobre wykonanie ich utworów, da im szanse na dobre miejsce. Tymczasem jak można podejrzewać, nie ma takiej gwarancji, po prostu nie da się uwierzyć w to, że o wynikach Eurowizji decyduje poziom artystycznego wykonania, czy też po prostu to, co ma się tam do zaprezentowania. Poczekajmy, aż będzie moda na ratowanie fok, albo pingwinów, wówczas na pewno wygra ktoś, kto akurat będzie miał o tym odpowiednią kontekstową piosenkę, ewentualnie będzie swoim strojem, wyglądem lub innymi cechami nawiązywał do modnej, zasługującej na lansowanie tezy.

O tym, ze to ludzie głosują przez SMS-y, to oczywiście wiadomo. Jak najbardziej, oczywiście głosy są zliczane i jak wiadomo, liczy się najbardziej to, kto i jak dane głosy liczy.

Szkoda publicznych pieniędzy na lansowanie propagandy, o wiele lepsze są festiwale niezależne, gdzie rzeczywiście liczy się twórca i jego dzieło, a nie polityczna manifestacja, jakiej kazano mu dokonać. Prawdopodobnie kiedyś to wydarzenie znajdzie się w klasyce działań soft power z tego okresu.

7 komentarzy

  1. Eurowizja bawi się w politykę ,muzyczne gusty są wyrazem politycznych interesów.Podwójna moralność na talerzu!

  2. Prawda. Już mniej polityki było niegdyś w Zielonej Górze.

  3. W przyszłym roku reprezentant Polski powinien zaśpiewać
    – tekstem nawiązując do rzezi dokonanej
    przez bandytów ukraińskich(szeroko rozumiane UPA),
    z czytelnym tytułem np.”Wołyń1943- nie zapomnimy”…dodam że NIGDY nie oglądałem tego kosmopolitycznego cyrku próżności.
    Uważam że w języku angielskim powinien zaśpiewać reprezentant z za kanału, i chwati’t! 🙂

  4. Tak ogladalem to.
    Zenada i tam polityka weszla.
    Oplaceni klakierzy przez sluzby specjalne z kraju dalekiego za wielkim morzem i tam juz lapy pchaja.
    Ta pani Dzamala to plakala a nie spiewala.
    Moim zdaniem powonien wygrac zespol z Cypru,Michal Szpak albo Sergey Lazarev piekna animacja komputerowa a jakie efekty,a Michal Szpak rowniez piekna piosenka.Ten festiwal to porazka jego forma juz sie przezyla

  5. Krzyku58, masz rację pod każdym względem i tyle, reszta łącznie z UE i US to barachło.

  6. Do ,,krzyk 58,,

    Prawda zgadzam sie,ta pani z Ukrainy jest zabawka w ręku ich.I zgadzam sie z autorem i panem rowniez.
    Nic dodac ani ująć.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.