Cytaty, Ogólna

Pingpongowy katolik?

 Jak niebezpieczny jest ideowy redukcjonizm i zwykła pycha, czy też przekonanie o własnej nieomylności mógł przekonać się znany medialny celebryta – filar prawicowej publicystyki pan redaktor portalu Fronda.pl Tomasz Terlikowski. W wywiadzie udzielonym portalowi „na:temat” pan Terlikowski odpowiadał na pytania pani Anny Wittenberg, deklarującej się tamże jako ateistka, a pytania dotyczyły ogólnego przeglądu twórczości pana Terlikowskiego, jej formy i treści – obecnej w publicystyce publicznej, jak również jego osoby. W szczególności jedna z odpowiedzi i powiązana z nią kolejna odpowiedź pokazują jak niestety niebezpieczny jest redukcjonizm i jak trzeba się go wystrzegać, będąc nawet tak doskonałym retorem jak jest nim z pewnością pan Terlikowski. Poniżej udowodnimy, na przykładzie – niestety pana Terlikowskiego jak niebezpieczne jest upraszczanie i spłycanie, a zarazem jak niebezpieczne jest przekonanie o racji w swojej przewrotnej powierzchowności, albowiem wierni Kościoła Katolickiego czytający ten nieszczęsny wywiad mogą odnieść wrażenie, a nawet nabrać przekonania że np. są gorszymi, czy też nie są katolikami, albo w jakiejś mierze oddalają się od Kościoła i nauki Jezusa. Zacytujmy część tego, co powiedział pan Terlikowski:

[Tomasz Terlikowski:] (…) Mamy taką tendencję do mówienia: jestem katolikiem, ale nie zgadzam się z tym, tym i tamtym. Wyobraża sobie pani, że ktoś się zapisuje do związku pingpongistów, a na trzecim spotkaniu mówi, że ping pong to w zasadzie fajna gra, ale stół jest za wąski, piłeczka za mała, a rakietka niewygodna i w związku z tym proponuje wprowadzić boisko do siatkówki, piłkę do nogi i kije bejsbolowe? Co byśmy powiedzieli o takim człowieku?

[Anna Wittenberg] Że nie jest pingpongistą.

[Tomasz Terlikowski:] Więc dlaczego próbujemy to robić z katolikami? Jeśli ktoś jest posłem, a głosuje przeciwko nauce Kościoła, to powstaje pytanie, czy on jest katolikiem.

Już samo porównanie chrześcijaństwa do „pingponga” a Kościoła Katolickiego do związku pingpongistów jest, co najmniej nietrafione, o ile nie jest w jakiejś mierze bluźnierstwem. Czyniąc takie porównanie autor pławi się w pysze – bryluje intelektualnie a zarazem w swej świadomości jest przekonany o słuszności doboru formy i adekwatnej do niej – opisującej kontekst treści. Niestety nic bardziej mylnego. To redukcjonizm w najczystszej formie, wręcz nagi i w pełni brutalistyczny, dla sprawy szkodliwy – napędzany przez jakieś niebezpieczne „ego”, które wychodzi z autora. Uporządkujmy zatem te sprawy, otóż Chrześcijaństwo jest religią, sprawą indywidualnej wiary w Boga osobowego, którego znamy z przekazów, objawień i pasterskiej działalności Kościołów chrześcijańskich, jak również aktywności starszych braci w wierze, którzy mają przywilej posiadania tej wiedzy kilka tysięcy lat dłużej od nas. Dla chrześcijan „obrządku” katolickiego oficjalnym przedstawicielem Boga – Jezusa na ziemi, jest (upraszczając) w wyniku następstwa po wskazanym przez niego Piotrze – obecnie kolejny Papież, zarazem Biskup Rzymu. Ma on swoją siedzibę w Rzymie, a ściślej wydzielone państwo Watykan – w samym centrum włoskiej stolicy (bardzo łatwo trafić).

Natomiast „pingpong” a właściwie ping-pong to gra sportowa – tenis stołowy, który narodził się w Anglii pod koniec XIX wieku, sama nazwa, którą przytacza pan Terlikowski została zastrzeżona przez jednego z producentów sprzętu do tej popularnej gry a następnie sprzedana potężnemu amerykańskiemu koncernowi. Organizacją, odpowiedzialną za międzynarodowe standardy – zwane też zasadami gry w tenis stołowy jest Międzynarodowa Federacja Tenisa Stołowego „International Table Tennis Federation” z siedzibą w Lozannie w Szwajcarii. Strukturę organizacyjną i przewodnictwo tej organizacji można sobie sprawdzić na jej stronie internetowej.

Dotychczasowa prezentacja chyba jest wystarczająca, dla każdego – miejmy nadzieję także pana Terlikowskiego i pani Wittenberg, żeby zrozumieć zasadniczą różnice pomiędzy byciem katolikiem, tj. przynależnym do wspólnoty chrześcijańskiej obrządku rzymskiego – uznającym Jezusa za osobowego i żywego Boga, a Papieża – Biskupa Rzymu za jego formalnego przedstawiciela na ziemi; a tenisem stołowym, międzynarodową federacją tej gry sportowej – zwanej w cytowanym wywiadzie „pingpongiem”.

Jeżeli to nie wystarczy, to podążając dalej śladem pingpongowych porównań pana Terlikowskiego, zobaczmy jak stać się pingpongistą? Najprościej jest się zapisać do jakiegoś klubu zrzeszonego w „Polskiej Federacji Tenisa Stołowego”, która np. w Warszawie (żeby pan Terlikowski miał bliżej) posiada wedle informacji na stronie „Mazowieckiego Okręgowego Związku tenisa Stołowego” – aż 24 kluby! Po spełnieniu wymagań formalnych można się zapisać i realizować swoje tenisowe pasje. Natomiast z Chrześcijaństwem jest o wiele trudniej, co prawda można samodzielnie zgłosić akces w dowolnej chwili, ale z zasady przyjęło się w kraju o ugruntowanej tradycji chrześcijańskiej, że „członkostwo” nabywa się poprzez chrzest zaraz po urodzeniu. Zawdzięcza się to rodzicom – świadomym katolikom.

Miejmy nadzieję, że już na pewno wszystkim w tym panu Terlikowskiemu (jak zeznaje wierzącemu) i pani Wittenberg (jak podaje niewierzącej) udało się wyjaśnić kluczowe dla naszego tematu różnice pomiędzy chrześcijaństwem w jego katolickim wydaniu a tenisem stołowym. Jeżeli mimo to, ktoś dalej ma wątpliwości i pozostając pod wrażeniem retorycznego redukcjonizmu pana redaktora Terlikowskiego widzi znak równości pomiędzy tymi absolutnie nie porównywalnymi sprawami, może korzystając z Internetu łatwo wyszukać filmy, obrazy, teksty opisujące te zagadnienia.

Warto, albowiem są rzeczy, które ludziom inteligentnym wolno czynić – np. dokonywać adekwatnych zestawień faktów i porównań, a także są rzeczy, które dla pragnących zachować ten status są niedopuszczalne. Nie można zestawiać chrześcijaństwa z tenisem stołowym, nawet, jeżeli to jest ładne, szybkie, „fajne” i trafiające do słuchaczy (czy też czytających) porównanie, albowiem jest nieadekwatne, a w swojej konstrukcji nieobiektywne a wręcz fałszywe i szkodzi zrozumieniu nadawanego przekazu. W tym właśnie prawdopodobnie tkwi problem pana Terlikowskiego, że on na siłę, (jako choleryk) usiłuje wygłosić tezę – zupełnie nie bacząc na to czy i jak zostanie zrozumiany, czy też w jakim stopniu. Jest to kluczowe w procesie komunikowania, albowiem z zasady – chociażby z szacunku dla interlokutora trzeba się wypowiadać tak, żeby ten nas zrozumiał! Po prostu taki jest cel komunikowania się! Jeżeli chcemy wygłaszać orację a następnie tarzać się na dywanie w spazmatycznym samouwielbieniu do własnego talentu oratorskiego – to, co innego! Zostajemy w domu – wchodzimy na stołek i łubudubu – ile fabryka dała w piersi! Też wolno! No chyba, że sąsiedzi będą mieli inne zdanie. Jednakże nie o to chodzi w wywiadzie! Rozmowie! Dialogu! Uderza brak szacunku! Może nawet mamy w tym wywiadzie chęć poniżenia? Zostawmy…

To, że ktoś będący katolikiem – ma tendencję do mówienia, z czym w nauczaniu Kościoła się nie zgadza nie upoważnia nikogo do podważania jego wiary i samego faktu do bycia w katolickiej wspólnocie chrześcijan. To była pierwsza redukcja pana redaktora Terlikowskiego, która niestety natrafiła na panią Wittenberg – prawdopodobnie niemającą rozeznania w sprawach wiary (jak sama zeznała – ateistkę), tenisa stołowego jak również elementarnej logiki. Otóż, to że właśnie w Krakowie za oknem piszącego te słowa pada śnieg i jest zimno, wcale nie jest jednoznaczne z tym, że pani Anna Wittenberg – właśnie w tym momencie zmienia prawe przednie koło w samochodzie pana redaktora Tomasza Terlikowskiego! Przy czy, właśnie w Krakowie pada śnieg, co więcej jest on biały i jest bardzo zimno, a piszący te słowa posiada okno i jest w tej chwili w Krakowie. Natomiast pani Wittemberg – może akurat zmieniać jakieś koło w samochodzie pana Terlikowskiego, jeżeli tenże by jej na to pozwolił no i przede wszystkim miał samochód. Chyba nie można próbować zobrazować tego trafniej? Niestety wnioskowanie pani prowadzącej wywiad doprowadziło już do zupełnej deprawacji intelektualnej i dewastacji zasad logiki oraz wnioskowania u pana Terlikowskiego, który dokonał kolejnej redukcji budując na swoim nieuprawnionym zestawieniu katolików i pingpongistów – analogię do posłów! Na szczęście na nich się zahamował, nie rozstrzygnął natychmiast czy są czy nie są katolikami! Zrobił to pośrednio – w sposób dorozumiany pytaniem retorycznym. Upraszczając, spłaszczając i redukując logikę do rozmiarów piłeczki pingpongowej, w której zmieścił wszystko – to „pojemności pola percepcyjnego” pani Wittemberg i chyba niestety przeciętnego czytelnika tegoż portalu.

Próbując jednak odpowiedzieć panu Terlikowskiemu na jego pytanie, a zarazem uświadomić pani Wittemberg, że do przeprowadzania wywiadów – rozmawiania o jakichkolwiek rzeczach trzeba mieć jakiekolwiek przygotowanie – nawet podstawowe i zasłanianie się deklaracją, że się jest ateistką nie zwalnia z potrzeby posiadania wiedzy i chociażby znajomości pojęć uprawniających do rozumienia o czym się mówi warto przyjrzeć się, co mówi prawo Kościoła Katolickiego – dostępne w sieci na stronie internetowej Archidiecezji Łódzkiej – chyba najlepszej stronie internetowej polskiego Kościoła instytucjonalnego. Otóż, zgodnie z kanonem 205 Kodeksu prawa kanonicznego „W pełnej wspólnocie Kościoła katolickiego pozostają tutaj na ziemi ci ochrzczeni, którzy w jego widzialnym organizmie łączą się z Chrystusem więzami wyznawania wiary, sakramentów i zwierzchnictwa kościelnego.” Oznacza to, że zgodnie z powyższą definicją „w pełni katolikiem” jest ten, kto wyznaje wiarę, przyjmuje sakramenty i uznaje zwierzchnictwo kościelne. Zobaczmy zatem jakie obowiązki ma katolik względem zwierzchnictwa kościelnego, mówi o tym kanon 212: „§ 1 To, co święci pasterze, jako reprezentanci Chrystusa, wyjaśniają jako nauczyciele wiary albo postanawiają jako kierujący Kościołem, wierni, świadomi własnej odpowiedzialności, obowiązani są wypełniać z chrześcijańskim posłuszeństwem. § 2 Wierni mają prawo, by przedstawiać pasterzom Kościoła swoje potrzeby, zwłaszcza duchowe, jak również swoje życzenia. § 3 (…), przysługuje im prawo, a niekiedy nawet obowiązek wyjawiania swojego zdania świętym pasterzom w sprawach dotyczących dobra Kościoła (…).”  Okazuje się, że oprócz wypełniania wyjaśnień i postanowień Kościoła mają prawo przedstawiać swoje potrzeby – uwaga – zwłaszcza duchowe, jak również swoje życzenia! Niesamowite nieprawdaż? Co więcej przysługuje im prawo do wyjawiania swojego zdania w sprawach dotyczących dobra Kościoła, a niekiedy nawet obowiązek! Gdyby tego było mało zgodnie z kanonem 214” „Wiernym przysługuje prawo sprawowania kultu Bożego, zgodnie z przepisami własnego obrządku, zatwierdzonego przez prawowitych pasterzy Kościoła, jak również podążania własną drogą życia duchowego, zgodną jednak z doktryną Kościoła.” Czyli, jako wierni możemy podążać własną drogą życia duchowego!

Zatem nie tylko chrześcijanie – katolicy mogą mieć wątpliwości i nie zgadzać się z tym i tamtym! Mogą to także czynić posłowie na Sejm, albowiem tylko dlatego bo fakt, że się jest posłem a jednocześnie katolikiem, nie ogranicza w niczym praw posła jako wierzącego katolika – członka Kościoła! Milczeniem pominiemy już kolejną redukcję pana Terlikowskiego – twierdzącą, że posłowie mogą głosować przeciwko nauce Kościoła. Owszem mogą, ale nie muszą! Co więcej, mogą to robić nieświadomie, albowiem mogą być niedouczeni w tajnikach tejże nauki! Co więcej mogą być na tyle przenikliwi, że mogą dostrzec pewne niuanse w nauce Kościoła, czy też jej interpretacji – ujawniające różnice w światopoglądzie jego poszczególnych hierarchów, nie wspominając już o niektórych środkach masowego przekazu i komunikatom, jakie serwują swoim odbiorcom. Zanim odmówimy posłom – katolikom prawa do bycia katolikami tylko dlatego bo głosują jak każe im sumienie – za lub przeciw jakimś aspektom nauki Kościoła dobrze zastanówmy się, czy wyciągnęliśmy już belkę z oka swego! Może się, bowiem okazać, że popadamy w grzech pychy, za którym wiadomo, kto stoi i cieszy się z uprawiania redukcjonizmu, który mąci w głowach ludziom wierzącym.

Reasumując – niczym nieuprawniony redukcjonizm pana Tomasza Terlikowskiego to nic innego jak wprowadzanie ludzi w błąd, czy też wykorzystywanie ich niewiedzy do możliwości merytorycznego jak również logicznego osądzenia proponowanych stwierdzeń. Na tym prostym przykładzie widać, jak bardzo odległe jest upraszczanie zawarte w opowiastkach pana Terlikowskiego od prawdy, jak bardzo ten człowiek się myli – pozwalając sobie na redukowanie katolicyzmu i prawa katolików do aktywnego uczestnictwa w Kościele do automatyzmu aktów w istocie czegoś na kształt odstępstwa, czy też nieposłuszeństwa. Podczas gdy w rzeczywistości jest wręcz odwrotnie i katolicy mają nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek – komunikować swojemu Kościołowi sprawy, które w ich ocenie wymagają – nazwijmy to – innego spojrzenia. Zrozumie to każdy, kto pamięta, że podstawą nauczania Jezusa była miłość a nie pycha! A drogą do jego nauki jest prawda, natomiast tejże – nie ma bez dialogu, albowiem ludzki rozum stwarza dla człowieka cały szereg wyzwań związanych z rozmiarem jego pól percepcyjnych i nie tylko nie da się i części nauk Kościoła zrozumieć, ale czasami po prostu słuchacz „nie wie, że nie wie!” Czego najlepszym przykładem jest specjalistka od automatyzmu kojarzenia pingponga i chrześcijaństwa pani Wittenberg.

Swoją drogą, może źle oceniamy pana Terlikowskiego? Może on chciał wpuścić ateistkę w przysłowiowe maliny i dodatkowo zakpić z „lemingów” – czytelników „na:temat”? To także chyba żaden powód do chwały, albowiem popełniłby grzech pychy!

W każdym bądź razie – zawsze trzeba się przeciwstawić intelektualnej redukcji. Inteligentny człowiek, zwłaszcza ktoś tak doskonale władający słowem jak pan redaktor Tomasz Terlikowski powinien dostosować formę i treść przekazu do możliwości percepcyjnych rozmówczyni i odbiorców. No chyba, że nie chodziło o wywiad, zwłaszcza jego treść, ale o jego przeprowadzenie i promowanie konkretnej osoby? Mniejsza z tym – życzmy obu autorom najlepszego, w tym następnym razem – więcej dystansu do omawianych spraw, zwłaszcza jeżeli jedno jawnie deklaruje „że się nie zna”, to drugie powinno „po ojcowsku” wyjaśniać, a nie upraszczać, ze szkodą dla sprawy – bo w istocie cały wywiad wart przeczytania dotyczy spraw zasadniczych.

Niestety cała afera jest chyba najbardziej żałosnym przykładem kreowania rzeczywistości przez media – jedna dziennikarka rozmawia z drugim dziennikarzem, ta nie ma kwalifikacji do zajmowania się tematem, a drugi ma poczucie misji. Efekt? Zredukowanie katolicyzmu do pingponga i to nikogo nie dziwi! No bo jak ma dziwić, jeżeli wywiad przeprowadza ateistka, a wypowiadający się jest ofiarą własnej celebryckiej wielkości! Trudno o bardziej bolesny przykład lansowania medialnego celebrytyzmu! Szkoda, że na tym cierpi Kościół i wierni!

[Źródło:] Anna Wittenberg – wywiad z panem Tomaszem Terlikowskim pt.: „Tomasz Terlikowski: Walka o dusze toczy się w mediach [wywiad]” z 25.01.2013r., http://natemat.pl/48197,tomasz-terlikowski-walka-o-dusze-toczy-sie-w-mediach-wywiad [w nawiasach wskazano nazwiska – red.] (data dostępu 25.01.2012r.).

6 komentarzy

  1. Autor niepotrzebnie dowartościowuje niejakiego Terlikowskiego, który zwykłym ludziom jawi sie jako oszołom.
    To że promują go oszołomskie media – to już inna spawa.

  2. Przecież Terlikowskiemu wyraźnie chodziło o zasady i stąd porównanie do ping-ponga. Zasady ma Kościół i zasady ma wspomniana gra. I na tym kończą się podobieństwa. Skoro gracze w ping ponga nie zmieniają ich, to dlaczego wierni (można ich porównać do graczy), mieli by zmieniać zasady Kościoła? I czy zatem można ich jeszcze nazwać wierzącymi? Może, ale w co? Religia, to nie szwedzki stół. Do Zbawienia jest potrzeba wiele rzeczy, ale to nie wierni ustalają co i kiedy. To już dawno zostało ustalone i należy to tylko wypełniać. Dziekuję za uwagę.

    • Dokładnie zasady dot. nauki na które powoływał się kom. red. przytoczyłem. Jak się okazuje katolicy mają nie tylko prawo zgłaszać wątpliwości ale i obowiązek. Pozdrawiam

  3. Polecam jednak uwadze kilkadziesiąt komentarzy pod tym wywiadem – symptomatyczne spektrum reakcji-komentarzy “140. znakowych” – od bezradnego odrzucenia TT (“eliminować socjopatów ze społeczeństwa”), poprzez próby odebrania TT praw do publicznego głoszenia poglądów, do rzeczowych uwag “na marginesie”. Interesujące – z poznawczego punktu widzenia – są te głosy potwierdzające poziom kultury polemicznej.

    Wybieram trzy komentarze, które oddają, IMHO, istotę “sprawy” TT i są dobrym uzupełnieniem treści felietonu krakauera:

    1. “Przeczytałem wywiad. Straciłem czas. Pan Terlikowski nie zaskoczył. Sprawny erudyta i polemista z refleksją humanistyczną godną młotka”.

    2. “Pan Terlikowski jest ślepy, nie dostrzega,że granicą jego praw są prawa innych, on chce ustanawiać prawa dla wszystkich – to jest totalitaryzm”.

    3. “Chciałbym – tak jak wielu innych komentatorów tutaj – napisać, że z Terlikowskim się nie zgadzam, ale go szanuję. Ale nie mogę. Nie szanuję go. Dla mnie Tomasz Terlikowski jest jedną z przyczyn tego, że kompletnie straciłem wiarę w polskie media. Dzięki niemu między innymi zamiast normalnej dyskusji mamy bezmyślny, prawie automatyczny ping-ping: Terlikowski kogoś obrazi, ten ktoś odpowie inną “ciętą ripostą”, na którą z kolei obrazi się Adam Hoffman, co spowoduje zagotowanie się Stefana Niesiołowskiego, przez co Jarosław Kaczyński zagrozi, że pójdzie do sądu, po czym Tomasz Lis Kaczyńskiego wyśmieje. Dzień później do odparcia prześmiewczego felietonu poczuje się Tomasz Terlikowski i koło samsary zrobi pełny obrót.

    Na świecie i w Polsce dzieje się wiele ciekawych rzeczy, o których bardzo chciałbym czytać i dyskutować, ale mało z nich przebija się na nagłówki gazet i portali, ponieważ te wolą zajmować się relacjami i komentarzami z tej niekończącej się przepychanki, która do niczego pozytywnego nigdy nie doprowadziła. Zastanawiam się właśnie nad założeniem profilu na Fejsbuku, który by relacjonował wydarzenia na świecie pomijane w polskich mediach. Może dzięki temu parę osób spojrzy na nasz pożal się Boże “dyskurs” z trochę szerszej perspektywy”.

    In my personal opinion: TT to współczesny polski “młot na czarownice” i agent wpływu – skutecznie wypełniający całym sobą przestrzeń medialną, która żywi się odmieńcami i “prostakami”. A ludziska, w masie, od zarania podatne na wpływy są – stąd ekspansja “media manipulation of the masses” i “propaganda techniques”.
    No, ale na szczęście jest jeszcze możliwość switch off.

    • Szanowny Panie!

      Pana pomysł jest doskonały – zapraszam pana do publikowania na naszym portalu – proszę jedynie pamiętać o prawach autorskich i chętnie wszystko opublikujemy.

      Serdecznie pozdrawiam

      M. Szczepańska – red. naczelna.

      • Dziękuję za uznanie i zaproszenie do publikacji.
        Myślę sobie, że do pięt nie dorastam krakauerowi i byłoby dziecinadą stawanie z nim w szranki, prowadzące nieuchronnie do obniżenia poziomu portalu, a dla mnie do prawdopodobnego uszczerbku na dotychczasowej reputacji. A poza tym zły przykład szybko znajduje naśladowców i niechybnie przysporzyłbym tym samym Redakcji kłopotów.
        Niemniej, zachęcony a rzadko w takich sytuacjach odmawiający, co mogłoby być odebrane jako przejaw pychy czy braku wdzięczności, przesyłam propozycję krótkiego tekstu pod adresem redakcji.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.