Wojskowość

Piloci Mig-29 nie latają… (cz.2)

J-10_Fighter_aircraft_20170902 中国人民革命军事博物馆纪念中国人民解放军建军90周年主题展览展出的歼-10战斗机。 By Tyg728 – Own work, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=63959702

Potrzebujemy najszybciej jak to możliwe mieć nowe samoloty!

Pisząc pozyskanie, należy rozumieć np. leasing maszyn JAS-39 Gripen, które w ten sam sposób pozyskano na Węgrzech i Czechach i to się sprawdza w praktyce. Jest to doskonały samolot, przystosowany do działania w warunkach polowych, a to w przypadku naszego lotnictwa ma znaczenie strategiczne (korzystanie z Drogowych Odcinków Lotniskowych). Wielka szkoda, że nie zdecydowaliśmy się na głębszą kooperację ze Szwedami wcześniej. Zwłaszcza, że mieliśmy i chyba nawet ciągle mamy potencjał pozwalający na samodzielny montaż tych samolotów, chociaż w wersji podstawowej (bez zaawansowanej elektroniki bojowej), a to już bardzo dużo.

Ewentualnie można w USA, Europie lub Izraelu nabyć używane i wyeksploatowane F-16. Miałoby to wiele korzyści, bo logistyka byłaby bardzo podobna do już posiadanych. Na pewno jednak takie maszyny, częściej byłyby serwisowane, niż by latały i to rozwiązanie „kładkowe” na kilka lat. Jednak mamy szansę na wprowadzenie drugiego typu samolotu. To zawsze droższe, ale z F-16 nie można być w pełni zadowolonym. Te samoloty są za drogie w eksploatacji w porównaniu do potencjału, który oferują.

Alternatywą wśród konstrukcji zachodnich jest izraelski Kfir. Jeszcze do niedawna, Izraelczycy oferowali takie maszyny z własnych zasobów, odpowiednio zmodernizowane i dostosowane do użycia najnowszego amerykańskiego i izraelskiego uzbrojenia. Była to ciekawa oferta, przy czym to konstrukcja oparta na starych francuskich płatowcach typu Delta, które w Izraelu twórczo skopiowano i rozwinięto, w połączeniu z amerykańskim silnikiem dało to doskonały samolot. Mało kto pamięta, ale mieliśmy możliwość zakupu we Francji całej linii produkcyjnej samolotów Mirage 2000, co również byłoby dla nas „jakimś rozwiązaniem”. Niestety również nie zdecydowaliśmy się na taką koncepcję, może nie najlepszą, ale dającą nam niezależność od USA i w sumie dobry samolot, nadający się do walki.

Korea Południowa produkuje doskonałe samoloty, na KF-X nie mamy szans, jednak T-50/FA-50 byłby doskonałym zakupem. Gdybyśmy nie kupili wcześniej włoskich maszyn, o analogicznych możliwościach, tylko w wersji czysto treningowej. Zakup analogicznej maszyny – innego typu nie ma sensu.

Pomysł na zakup nowych maszyn z Chin być może jest szokujący, ale pokazuje jak bardzo i jak nisko upadliśmy. PRL produkował licencyjne LIM-y, własne Iskry i przygotował produkcję Irydy. Gdybyśmy rozwijali przemysł lotniczy, to bylibyśmy zdolni do produkcji maszyny analogicznej do przywoła wyżej konstrukcji szwedzkiej. Zwłaszcza, że była szansa na kooperację, którą zmarnowano, decydując się na F-16.

Zakup samolotu w Chinach miałby ten cel, że bardzo szybko i stosunkowo tanio udałoby się pozyskać około 30 maszyn o potencjale bojowym analogicznym do F-16. Następnie jeżeli by się sprawdziły, można byłoby dokupić ich więcej. Optymalne byłyby maszyny Chengdu J-10. To udoskonalona izraelska konstrukcja IAI Lavi, będąca wersją rozwojową F-16 na której produkcję Izrael się nie zdecydował. Chiny kupiły licencję. Dodano rosyjski silnik (są już chińskie odpowiedniki), skopiowano stację radiolokacyjną i sprawdza się zaskakująco dobrze. Koszt jednostkowy maszyny z podstawowym oporządzeniem to około 30 mln USD. To praktycznie połowa ceny F-16.

Nasze „Mastery” nie nadają się do walki…

Jeżeli taka koncepcja kogoś szokuje, to niestety taka mamy rzeczywistość. Gdyby pomyślano przed zakupem samolotów szkoleniowych Master M-346 i kupiono je w wersji szkolno-bojowej, to wybór byłby prosty, kupilibyśmy więcej tych maszyn. Poza tym już mielibyśmy maszyny przynajmniej zdatne do ograniczonego użycia bojowego. No ale jak zwykle ktoś kupił tańsze… To zaskakujące, mając świadomość o szczupłości posiadanego lotnictwa.

Chiński zakup można traktować jako poważną opcję, jeżeli za 1 mld USD udałoby się w ciągu roku, czy półtorej otrzymać 32 maszyny J-10 w najnowszej wersji i kody do oprogramowania, pozwalające na modyfikacje. Do tego zakup niezbędnych pocisków i bomb za drugi miliard i mamy stosunkowo tanio i szybko odtworzoną jednostkę bojową, która osiągnie gotowość bojową najwcześniej po 3 a realnie 5 latach. To jest rozwiązanie pomostowe.

Na szali jest zdrowie i życie człowieka!

Takie są konsekwencje zaniechań w naszych Siłach Zbrojnych. Jeszcze większą porażka czeka naszą Marynarkę Wojenną. Szczególnie w siłach podwodnych, które w warunkach braku własnego lotnictwa i obrony przeciwlotniczej są jedynymi okrętami zdolnymi do wyjścia na Bałtyk w warunkach realnego konfliktu zbrojnego. Co więcej są bronią o znaczeniu strategicznym, bo tylko one mogą w sposób skuteczny zniszczyć instalacje podwodne na Bałtyku. Chyba każdy rozumie o jakie instalacje chodzi i dlaczego te okręty są takie ważne?

Natomiast pilotów po prostu szkoda. Szkolenie jest ekstremalnie drogie. Co więcej tutaj nie ma żadnej alternatywy, bo na drugiej szali jest ZDROWIE I ŻYCIE CZŁOWIEKA. To musi kosztować, to musi być realizowane i ciągle doskonalone. Nie ma czegoś takiego jak przerwa w lataniu. To tragedia i marnowanie potencjału, jednak to w naszych realiach coś tak normalnego jak każdy nonsens dotyczący armii.

Ilość porażek i spełniających się negatywnych scenariuszy dotyczących naszej obronności, nie może być przypadkiem. Nie ma bowiem tyłu przypadków zupełnie przypadkowo, teoria losowości to wyklucza.

9 komentarzy

  1. Jak to kupiono samoloty szkolne a nie szkolno-bojowe? co oni odwalili? mamy nieużyteczne samoloty na tak małą ilość samolotów to wielka strata.

  2. Nie ma i nie może być mowy o kupowaniu samolotów z innego źródła niż USA ewentualnie Izrael. Te zakupy są swoistym wyrazek polskiej lojalności, żeby nie nazwać ich kontrybucjami. Tu nie ma znaczenia nasza obronność czy bezpieczeństwo. Tutaj też nie chodzi jedynie o regularne wpłaty na finansowanie zbrojeń naszego Głównego Sojusznika. Istotne jest też to by nasze środki bojowe pozostawały pod kontrolą sztabów zza Wielkiej Wody. Po prostu by star samolotu czy odpalenie rakiety wymagało użycia kodów startowych udostępnianych (lub nie) przez w ramach “sojuszu”. To czy będziemy mieli trzy myśliwskie eskadry więcej czy mniej, w żaden sposób nie wpłynie na wynik atomowej III wojny światowej. Mogło by mieć znaczenie w ewentualnym konflikcie lokalnym, ale Ukraina jeszcze wiele lat pozostanie bardziej krainą jak państwem. Z innych stron zagrożenia nie widać. Ewentualne dalsze pogarszanie stosunków z Niemcami może doprowadzić do odnowienia ich roszczeń o tak zwane Ziemie Odzyskane, lecz te Niemcy są w stanie odzyskać w drodze działań ekonomiczno-politycznych, bez użycia siły zbrojnej. Paradoksalnie więc nasze wydatki zbrojeniowe raczej pogarszają naszą sytuację, bo zubażają gospodarkę. Nawet koncepcja przebudowy Polski w niezatapialny lotniskowiec USS “Poland” okazuje się mieć poważne słabości, choćby dlatego że główny sojusznik oczekuje byśmy i przebudowę i utrzymanie sfinansowali sami. Nie dosyć że nie mamy na to pieniędzy, to jego realizacja radykalnie zmniejsza szanse na przetrwanie polskich genów w przyszłej wojnie. Przy tym nie mamy żadnych naturalnych sojuszników którzy mogli by dla nas wyjednać łaskawsze traktowanie Sojusznika Głównego. Niestety, ale taki jest wymiar naszej współczesnej suwerenności. Niestety ale pomału dryfujemy do stanu w którym z Niemcami mieliśmy Pakt o Nieagresji i Gwarancje Wielkiej Brytanii, a samoloty PZL-37 “Łoś” bardziej pozostawiały nas stadem łosi niż militarną potęgą. Jesteśmy więc już narodem którego elity nie widzą lasu, bo im drzewa zasłaniają.

  3. Doskonały tekst…

  4. I pomyśleć, że mieliśmy kiedyś w Polsce Ludowej nawet własny przemysł lotniczy? Jak to było możliwe w systemie socjalistycznym? I Związek Radziecki nie przeszkadzał w rozwoju przemysłu PRL, no dziwne?

    Biedny styropian i Kościół, jak się z tego wytłumaczą przed historią, że to wszystko uległo zniszczeniu i staliśmy się krajem skolonizowanym przez obcy kapitał?

  5. Dać każdemu pilotowi po skręcie z marihuaną albo grzybki to polatają… oj, i to jak polatają… bez samolotu hahahaha

  6. Tylko 40-60 JAS-39 Gripen, obok dwóch -trzech okrętów podwodnych typu np. A-29 i transporterów BV-206 oraz CV-90 Amarilo.

    Plus artyleria szwedzka.

    Sama wysoce nowoczesna “górna półka” uzbrojenia i solidność wykonania.

    Można już im darować rabunek podczas “potopu”.

    Tylko poważne partnerstwo ze Szwecją.

    Silniki, pojazdy, itp …

    To jest to!

    No i nie budowalibyśmy 18 lat patrolowca.

    Tylko Szwecja.

    Na spokojnie i realnie – tylko Szwecja.

    Z innych powodów – też.

    A Amerykanie muszą to zrozumieć, zresztą mają udziały w Szwedzkim przemyśle.

  7. Problem z Mig-29 jest taki, że praktycznie nie współpracujemy z dostawcą tych samolotów: nie korzystamy z jego producenckich serwisów, udoskonaleń awioniki oraz możliwości zastosowania nowszego wyposażenia, w tym uzbrojenia.
    Dlaczego tak jest? Względy ideologiczne, czy polityczne? Ani jedno, ani drugie. Te samoloty mają się “zakonserwować” na dawnym, historycznym etapie rozwoju, stać się poletkiem doświadczalnym miejscowych “złotych rączek”, albo “zdezelować” się na tyle, aby jak najszybciej trzeba było kupić nowe.
    Polecam zapoznanie się z pewnymi refleksjami odnośnie naszego lotnictwa:
    https://www.altair.com.pl/news/view?news_id=24231
    w tym również powstałymi na kanwie sytuacji z polskimi Mig-29:
    https://www.altair.com.pl/news/view?news_id=27592

    Pozostają więc jedynie dywagacje na temat możliwych ofert kupna kolejnych samolotów. Jasne, dyskutować można (to nie boli), chociaż można też przypuszczać czym te całe rozważania się zakończą. Nie domyślają się Państwo?
    Dla ułatwienia dodam, że słynna dywersyfikacja (dotycząca gazu, i wkrótce ropy) nie działa odnośnie uzbrojenia. Tu działa odwrotna zasada (dywersyfikacja do lamusa): tylko sprzęt amerykański, odpowiednio przepłacony, bo dzięki temu staje się on jeszcze lepszy. Od razu wyjaśniam, to właśnie to zabezpieczenie uzbrojenia amerykańskimi kodami użycia podwyższa jego wartość, bo dzięki temu zwiększa się zaufanie do wyborów celu przez pilotów. Jasne? 🙂

    Wracając do dywagacji jaki samolot kupić, to od siebie radzę pomijać wszelkie starsze modele. Nie są one już dalej rozwijane, a jedynie “sztancowane do upadłego”, żeby po zakładanym terminie amortyzacji przedsięwzięcia, jeszcze dodatkowo więcej zarobić. Dlatego też wznowiono produkcję F-16, żeby uszczęśliwiać nimi wiernych sojuszników – i wilk syty, i owca cała.
    Z kolei inni nasi zachodni sojusznicy, ci mniej lubiani (co nie chcieli F-35), rozpoczęli prace projektowe nad samolotem szóstej generacji. Czy warto do nich dołączyć? Taka współpraca też może być kosztowna, ale przynajmniej efekt może być nowoczesny i niezależny. Ale czy nam, suwerennym, wolno tak? – oto jest pytanie.

  8. “Ах ты, степь широкая”.
    https://www.youtube.com/watch?v=hr0yCBmFKpc
    Jeszcze jedno ispołnienie… https://www.youtube.com/watch?v=yQdhMjdPUSc

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.