Społeczeństwo

Piłkolęk na saunie narodowej

 Oglądając wczorajszy mecz, w którym nasza reprezentacja zadebiutowała na własnych mistrzostwach w niemieckiej telewizji można było usłyszeć obiektywne komentarze, na temat stylu gry. Dysonans pomiędzy stylem gry Polaków, a wyobrażeniami na temat gry w piłkę porażał, niemiecki komentator fachowo, krok po kroku wytknął dużo błędów, poczynając od ustawienia, poprzez motywację a kończąc na niedobieganiu do piłki naszych reprezentantów.

Druga połowa meczu w zasadzie nie może zostać uznana za grę, albowiem grała tam tylko jedna reprezentacja – Grecy, nasze orły najdelikatniej mówiąc miały problemy z koordynacją, co także nie umknęło uwadze niemieckiego komentatora. Po drugim tego dnia meczu ustalono już wiadomą kolejność w grupie, którą otwiera Rosja a domyka Polska. Nie można mieć złudzeń nawet w sporcie.

Nie będąc ekspertem od gry w piłkę nożną, ciężko jest się wypowiadać. Ale jako podatnik dokładający się do budowy tak widowiskowej infrastruktury sportowej mam prawo zastanawiać się, czy aby przypadkiem nasi reprezentanci, trenerzy i w ogóle cała krajowa struktura gry w piłkę nożną – nie kpią z nas widzów, podatników, Polaków.

Przecież to nie jest możliwe żeby było normą, gdy piłka znajduje się w równej odległości pomiędzy zawodnikiem greckim a polskim, zawodnik grecki był zawsze przy niej pierwszy! Czy Polakom a raczej graczom polskiej reprezentacji nie chciało się po prostu biegać? Poza tym, nie tylko w tym meczu. Czy kłopoty z podawaniem sobie piłki rozwiązuje się poprzez wykopywanie jej pod pole karne przeciwnika? Czy jeżeli gracz drużyny przeciwnej, w tym przypadku Grecji podbiega do piłki to należy mu ustępować pola, czy atakować? Jakoś Grekom się udawało wiele razy atakować w kilku gracza polskiej reprezentacji, skutecznie odbierać mu piłkę, albo zmuszać go, żeby ją mniej lub jeszcze mniej skutecznie próbował podać innemu graczowi w białoczerwonym trykocie. Z tym, że nie bardzo było, komu podawać, albowiem nasi zawodnicy prawdopodobnie mają „piłkolęk”, to znaczy unikają piłki ze strachu przed jej utratą. No, ale w ten sposób nie da się grać, nie da się wygrywać meczy.

Piłkarze na boisku nie są sami, mają swojego stratega przypatrującego się z ławki trenerskiej, który nie wiadomo, co widział na boisku, ale chyba nie widział tego, co widziała cała Polska i komentator niemieckiej telewizji państwowej. To nie była gra. To nie była drużyna. Oczywiście z wyjątkiem kilku chwalebnych przypadków, do których należy zaliczyć zdobywcę bramki i obrońcę rzutu karnego Przemysława Tytonia – człowiek wszedł, pomimo presji, wytrzymał i się sprawdził i nie wyglądało to na przypadek. Trening i doświadczenie zrobiły swoje, nie trzeba być wielką sławą, wystarczy znać się na grze i umieć „czytać piłkę”, czy też grę.

To, co widzieliśmy to zdecydowanie mniej niż chciałby obserwować kraj, po poniesieniu kolosalnych kosztów na przygotowanie tak dużej imprezy. Tego nie można nazwać grą, tych graczy – reprezentujących taki styl gry nie można nazwać graczami reprezentacji narodowej. Być może rację miał pewien znany piłkarz przeciwstawiający się wstawianiu obcokrajowców do naszej reprezentacji? Może faktycznie lepszy efekt dałoby zestawienie znających się i zgranych zawodników z polskiej ligi? Może to jest problem, że panowie po prostu nie chcą pracować jeden na drugiego i nie tworzą drużyny? Zresztą to takie polskie…

A boisko? Wydaliśmy krocie pieniędzy na ten paskudny i ohydny stadion, który jak się okazuje jest nie funkcjonalny, albowiem ludziom przy zamkniętym dachu było po prostu duszno, – znam relację od kolegi w jednej z górnych trybun. Powstaje, zatem pytanie, – komu i ile łbów należy na murawie tego stadionu odrąbać toporem – żeby decydenci, projektanci i wykonawcy nauczyli się odpowiedzialności za efekt końcowy? Przecież stadion, na którym jest duszno należy po prostu wyburzyć. Jeżeli ktoś ma problem z projektowaniem dużych obiektów dla mas z okrągłą areną pośrodku, to polecam wycieczkę do Rzymu i dosłowne skopiowanie kamień po kamieniu stojącej w centrum tego miasta olbrzymiej budowli, którą kojarzy każdy. Jak można było coś takiego zbudować, gdzie nie ma wentylacji? Tu nie ma żartów, odpowiedzialni są łatwi do namierzenia – projektanci, wykonawcy, zamawiający no i pyszny dyrektor tej sauny – niech się nimi zajmie rząd, niech premier tego kraju pokaże swoją wszechmocną omnipotencję i zgodnie z obowiązującym w tym kraju (póki, co) prawem niech wyciągnie druzgocące konsekwencje nawet, jeżeli miałby złamać komuś kariery i zmienić czyjeś życie w szambo. Nie może tak być, że znowu zostaliśmy zrobieni w ….! Jak premier tego nie zrobi, mam nadzieję, że znajdzie się lider opozycji, którzy powie Polakom to, co chcą usłyszeć, a tym razem będzie to gorzka prawda.

Wczorajszy jednostronny mecz odebrał nam całą przyjemność z organizowanych na własnym podwórku mistrzostw. Reprezentantom naszego kraju, po prostu nie chciało się walczyć po mniej więcej 17 tej minucie gry. Nie usprawiedliwia ich także narodowa sauna, chociaż może troszkę tak, bo Grecy są przyzwyczajeni do ciepłego powietrza u siebie w kraju. Ale „nasi” nie starali się, nie biegali, nie mieli zapału, nie mieli ochoty do walki. Czy myśleli, że się im należy? Że samo spadnie z nieba? Że Grecy ustawią się w szpaler po dwóch stronach linii bocznych boiska uprzejmie kłaniając się i zachęcając wskazaniami rąk i mimiką lokajów, aby nasze orły łaskawie po pierwsze nie bały się piłki, a po drugie być może, gdy już załatwią wszystkie sprawy między sobą ewentualnie pomyśleli o przejściu na druga połowę boiska i próbie oddania strzału? Oczywiście przyjazny grecki bramkarz mógłby w odpowiednim momencie po prostu się położyć na wznak. Ale nie wiadomo, czy naszym czekającym na deszcz piłkarzom wtedy także by się zachciało…

Naprawdę szkoda słów. I nie można się oszukiwać, że chłopaki potrzebują zgrania się, lub innego użalania się nad swoim smutnym piłkarskim losem. To, co wczoraj zaprezentowali to porażka! Odbierająca nam radość z gry i chęć oglądania ich w kolejnej akcji. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jeżeli ci panowie zamierzają grać tak dalej, to najlepiej uniknąć hańby (tak proszę państwa hańby) i dać sobie spokój, wycofać ten nie zespół z mistrzostw.

Na szczęście jeszcze nie wszystko jest stracone. Jeżeli tylko uda się zachęcić naszych reprezentantów przynajmniej do biegania, a pan Smuda – jak wiemy z doniesień medialnych doskonale władający językiem niemieckim, (jako obywatel tego państwa), może obejrzeć mecz transmitowany przez pierwszy kanał tamtejszej telewizji i posłuchać porad niemieckiego komentatora. Tym sposobem, jak ziomal do ziomala – Niemiec wytłumaczy drugiemu Niemcowi, jak mają grać Polacy i obcokrajowcy w polskiej drużynie narodowej.

Na marginesie warto wskazać na pewną obserwację, dotyczącą niemieckich kibiców. Mianowicie, nasi sąsiedzi byli zawiedzeni, że nie udało się nam pokonać Greków. To prawdopodobnie pierwszy przypadek w historii, żeby od Bugu po Ren, tak wielu miało jeden i wspólny cel, uzależniony od tak niewielu…

Jeżeli dzisiaj w polskiej telewizji zobaczę znanego polityka opozycji, narzekającego na „zakamuflowaną opcję niemiecką” w naszej piłce, to będzie pięknie… zwłaszcza w kontekście spodziewanej porażki z Rosją. A tedy zaśpiewamy wiadomo co, że nie koko i nie spoko…

15 komentarzy

  1. Na oceny przyjdzie czas po fazie grupowej…

  2. Do Marinka

    POlacy nic się nie stałooooo Polacy nic się nie stałooooooo – a jednak się STAŁO I SIĘ ZESRAŁO !!! ONI POWINNI SIĘ PRZYNAJMNIEJ STARAĆ !!!

    • Wiesz, to nie tak, że mamy skakać z radości nie wiadomo z czego i przymykać oko na błędy. Tylko najlepiej oceniać sytuację z perspektywy zjadacza chleba, siedząc na kanapie i popijając piwko. Skąd wiesz, że się nie starali ? Że nie byli zdenerwowani ? Że nie traktowali wyniku tego meczu jako punktu honoru ?
      Najlepiej usiąść przed komputerem i wypisywać kto zasługuje na reprezentowanie kraju, a kto nie.

      • Zbysław_Myśliwski

        Maleńka, rozumiem Twoje patriotyczne nastroje ale koleka “antysmuda” ma pełną rację. trzeba otworzyć oczy a nie pozwalać się unosić wierze w fikcję. Pytasz skowronku dlaczego wiadomo, że się nie starali? odpowiem Ci – na podstawie tego co na własne oczy widziałem – ponieważ jak pisze autor – nie biegali za piłką – a zero żółtych kartek wskazuje na to, że wogołe nie było walki – i taka jest prawda – w tym meczu wogóle nie było walki, a polski zespół wogóle nie wykazywał ochoty do tegio żeby walczyć i dlatego nie zasługuje na to żeby nas reprezentować Tomaszewski miał rację…

    • Tak naprrawde nie decyduje trener, tylko to czy chłopakom chce się kopać balona czy nie chce

  3. Szanuje każde zdanie, ale prosiłabym o mniej protekcjonalny ton wypowiedzi.

  4. Ten artykuł na serio? Skoro Grecy byli o tyle lepsi, to czemu 1-1, czemu oddaliśmy więcej strzałów itp.

    • Nie umiesz czytać piłki ? Nie widziałeś naszych słaniających się jak muchy w rosole ? Okazje greków… ehhh szkoda gadać. Już nie oglądam meczów naszych wole wynik poznać

  5. Brak wentylacji to jedno, a drugie to rozmiary boiska.
    Przecież to boisko jest za duże!
    Wręcz PRZEOGROMNE!
    Rozumiem, ze musieli znaleźć miejsce na ponad 50 000 widzów. Tylko dlaczego przy tym zrobili taką dużą płytę?
    Poszli na MAXA z tym trawnikiem, zamiast kolejnego, super full ORLIKA pobudować, tylko z wyżej położonymi trybunami.
    Przy mniejszej płycie nasi by się tak nie zmachali i może byłoby 2:1 dla Polski!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.