Wojskowość

Pierwsze uderzenie w Iran – możliwy scenariusz

 23 października 2012 roku, wtorek, godzina 19.00, w trzech bazach wojskowych na terenie Izraela komandosi i piloci przechodzą ostatnią odprawę przed operacją o kryptonimie “Nocny Błysk”.

Godzina 21:00, z bazy Tel Nof startują dwa ciężkie śmigłowce CH-53 Sea Stallion ze 118 eskadry “Nocnych Drapieżników”. Na pokładzie każdego znajduje się trzydziestu komandosów z elitarnej jednostki 669. W razie niepowodzenia misji, to tym żołnierzom przypadnie najcięższe zadanie, ewakuacja rannych pilotów z nieznanego terytorium lub ich odbicie z rąk nieprzyjaciela oraz zniszczenie wraków zestrzelonych samolotów.

Godzina 21:15, z bazy Nevatim startuje Boeing 707 cysterna ze 120 eskadry “Pustynnych Gigantów”. Punktualnie o 23.00 zamelduje się na ustalonej pozycji, aby zatankować w powietrzu główne grupy uderzeniowe.

Tuż za Boeingiem, z tej samej bazy w powietrze wzbija się niepozorny Gulfstream G550 Shavit SEMA. Na pokładzie samolotu znajduje się operacyjne centrum dowodzenia misją, centrum komunikacyjne oraz zaawansowany sprzęt do walki elektronicznej. Załoga Gulfstreama ma do wypełnienia najbardziej odpowiedzialną część operacji, która zadecyduje o tym czy samoloty głównych grup uderzeniowych przedrą się przez obronę przeciwlotniczą nieprzyjaciela i czy będą miały możliwość dosięgnąć swoich celów. Poprzez dostarczanie fałszywych sygnałów radarowych, zakłócanie anten radarów, kreowania fałszywych instrukcji mają zapewnić niezauważone przejście przez obronę przeciwlotniczą samolotów izraelskich, lub w razie zestrzelenia któregoś z nich całkowicie sparaliżować systemy radarowe obrony przeciwlotniczej umożliwiając bezpieczne podjęcie zestrzelonych pilotów przez komandosów z pokładów śmigłowców.

Godzina 22:00 z bazy sił powietrznych w Hatzerim na pustyni Negev, startuje pierwsza para izraelskich F-15I z 69 eskadry, bardziej znana pod nazwą „Młotów”. Minutę później startuje kolejna para samolotów, a w następnych minutach niczym cienie startują kolejne dwie pary myśliwców. Pierwsze cztery samoloty mają podwieszone po dwie jednotonowe, precyzyjnie naprowadzane bomby typu SPICE. Bombardowanie fabryk nieprzyjaciela będzie wykonywane przez te samoloty.

Ubezpieczać bombowe F-15I, będą cztery F-15I w konfiguracji myśliwskiej. W razie gdyby nie powiódł się atak elektroniczny, ich zadaniem będzie fizyczne zniszczenie pozycji obrony przeciwlotniczej oraz ewentualna walka powietrza, stąd na pokładzie pociski AGM-65 Maverick oraz AIM-120 AMRAAM.

Godzina 23:00 do Boeinga 707 cysterny lecącego na Morzem Czerwonym, zbliżają się dwa śmigłowce celem uzupełnienia paliwa przed zajęciem wyznaczonej pozycji. 10 minut później do tankowania w powietrzu podchodzą samoloty F-15 sił uderzeniowych.

O godzinie 23:30 zagłuszanie elektroniczne rozpoczyna załoga Gulfstreama, a samoloty F-15 po zatankowaniu do pełna obniżają pułap lotu, aby utrudnić namierzenie radarem, jednocześnie gwałtownie skręcają obierając kurs na terytorium nieprzyjaciela. Śmigłowce krążą wokół wybrzeża po zajęciu pozycji bojowych, a komandosi nerwowo oczekują na ewentualny sygnał z operacyjnego centrum dowodzenia. Sygnał, który nigdy nie nadejdzie.

Od tej chwili dokładne koordynaty pozycji samolotów F-15 znane są tylko załodze Gulfstreama. Boeing cysterna odlatuje do bazy w Nevatim.

Godzina 0:30 pierwsza bomba SPICE rozświetla nocne niebo, po niej jeszcze trzy dosięgną celu. W płomieniach staje fabryka irańskich rakiet balistycznych Shehab oraz sąsiadujące kompleksy produkujące rakiety Fajr.

Obrona przeciwlotnicza nie ma pojęcia, że właśnie jest atakowana, a piloci nieprzyjaciela wciąż śpią. Operacja przebiega bez żadnych komplikacji, a samoloty F-15 niczym nie niepokojone wracają do bazy w Hatzerim, podobnie jak śmigłowce znad wybrzeża Morza Czerwonego oraz Gulfstream, którego załoga wzorowo wykonała zadanie.

Strażacy dopiero trzy godziny później dogaszą tlące się resztki tego, co jeszcze niedawno było fabrykami broni. Zdjęcia satelitarne zrobione następnego dnia potwierdzą zniszczenia i sukces misji.

Izrael oficjalnie odmawia potwierdzenia jakiegokolwiek udziału w operacji, przy gorączkowych oskarżeniach o przeprowadzenie takowej przez władze Sudanu oraz zapewnieniach władz w Chartumie, iż Iran nie miał jakiegokolwiek udziału w fabryce.

Cały opis operacji jest fikcyjny, a jego zbieżność z prawdziwymi wydarzeniami może być tylko i wyłącznie przypadkowa. Oczywiście za wyjątkiem bomb, które jak najbardziej realnie spadły na fabrykę Yarmouk niedaleko Chartumu.

Operacja ta, przez niektórych analityków międzynarodowych jest uważana, za możliwe przygotowanie większej ofensywy Izraela przeciwko Iranowi, która byłaby o wiele bardziej skomplikowana i niebezpieczna, a co, do której nie ma pewności, że da się ją przeprowadzić bez udziału Stanów Zjednoczonych.

Z pewnością natomiast uderza skutecznie w interesy Iranu, czego najlepszym dowodem jest szybkie wysłanie dwóch okrętów wojennych przez Iran do Sudanu, które stacjonują tam do dnia dzisiejszego.

Ciekawy jest natomiast fakt, iż wydarzenie to pozostaje niemalże niezauważone, a z pewnością przez media w Polsce.

Bez względu na to, czy sytuacja ulegnie eskalacji, bo raczej ciężko spodziewać się, ażeby Iran nie próbował przeprowadzić akcji odwetowej, Polska powinna stać całkowicie z boku wydarzeń w Iranie, nawet jeżeli w którymś momencie zaangażują się Stany Zjednoczone.

31/10/2012

PZ

5 komentarzy

  1. Niepotrzebne straszenie.
    Nawet jak Iran będzie miał broń “A” – to nigdy jej nie użyje.
    Po prostu podniesie poziom strachu do stanu: ZIMNA WOJNA i dalej nic się nie stanie.
    Chyba że w Izraelu wygra histeria i wykorzystają obecny stan przedwyborczy w USA.
    Bo Amerykanom byłoby na rękę ustalenie ZIMNEJ WOJNY pomiędzy posiadającymi broń jądrową Izraelem i Iranem.
    Izrael ma ponad 200 głowic.
    W czym mu zagrozi Iran kilkoma głowicami?
    Czasy przewagi BIAŁEGO CZŁOWIEKA nad CIEMNYMI LUDAMI już mijają.
    Tylko strach pozostaje i jest zawsze taki sam.

    • Jedna z teorii mowi, ze atomowy Iran rzeczywiscie ustabilizuje Bliski Wschod, polecam w tej kwestii:
      https://obserwatorpolityczny.pl/atomowy-iran-stabilizatorem-bliskiego-wschodu/
      Bombardowanie fabryki w Chartumie to nie straszenie, ale calkiem realne wydarzenie zeszlego tygodnia.

      • Nie zgadzam się z tezą, że Iran z bombką może cokolwiek ustabilizować. Proszę pamiętać, że Ci ludzie tam – są m.in. naprawdę głęboko wierzący… a to implikuje pewien problem z pragmatyzmem 🙁 Ja nie twierdzę, że trzeba się bać islamskiej bomby atomowej, uważam po prostu że najlepsza jest nasza własna – i to na wszelki wypadek zrzucona na stolice przeciwnika… i możecie się panowie ze mną nie zgadzać.

      • @Krakauer

        Z Iranem jest jeden kolosalny problem, przede wszystkim ma bardzo pro-zachodnie spoleczenstwo, a jednoczesnie anty-zachodnio nastawione wladze. Przy czym nalezy wziac poprawke na fakt, iz przynajmniej czesc z diabelskiego portretu Iranu jest po prostu propaganda, a na dodatek takze w Iranie mieszkaja ludzie wyznania Mojzeszowego. Tylko cześć ludzi jest mocno wierząca, kobiety maja takie prawa ze Arabki mogą im tylko zazdrościć. Pod tym względem Iranowi bliżej do Turcji niz do Arabii Saudyjskiej. Polecam obejrzec zalinkowany material i od razu mowie, ze tytul jest mylacy globalresearch.ca/horrifying-graphic-video-of-iranian-leader-savagely-abusing-jews

        Ewentualne zbombardowanie Iranu obroci społeczeństwo przeciwko Zachodowi, ktore nie trawi ajatollahow. Zatem opcja militarna znowu nie jest w stanie osiągnąć politycznych celów, co nie znaczy ze Izrael sie na nią nie zdecyduje, ale bedzie to bardzo ryzykowne.
        To jest klasyczny pat i naprawdę nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji.

        Co do posiadania bombki przez Polskę to tutaj sie zgadzamy, ze jest to koniecznosc, niestety elity sa zbyt nierozgarniete i serwilistyczne aby sie na to odwazyc.

    • Niepotrzebne straszenie to pan czytelnik będzie miał np. na stacji benzynowej jak zobaczy na ile skoczyło paliwo po udanej akcji tych kilku F-15-tek 🙂 Chlebek też zdrożeje 🙂

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.