Paradygmat rozwoju

Pięć powodów strategicznego niepowodzenia Polski (w zarysie)

 Wielu z nas bardzo często się zastanawiało, dlaczego Polska jest taka biedna, nieszczęśliwa, zacofana, musiała walczyć o prawo do niepodległości, sprawy w kraju idą w takich kierunkach jak widać i generalnie żyje się ciężko a jako społeczeństwo jesteśmy, byliśmy i będziemy w horyzoncie dożycia współczesnych – nadal biedni. Powodów takiego stanu było wiele, tak wiele jak osób, które się nad nimi zastanawiały przez lata naszej niedoli, – jako świadkowie smutnej, a czasami tragicznej historii.

Spośród licznych powodów mających swoje źródła jeszcze w okresie przedrozbiorowym – albowiem bezapelacyjnie to 123 lata niewolnictwa jest podstawą naszego ogólnego zacofania, wielu wskazywało na słabości tkwiące wewnątrz samej Rzeczypospolitej. Następnie poeci i narodowi wieszcze wskazywali na zagadnienia wynikające z mesjanizmu i generalnej koncepcji tysiącletniego „przedmurza”. W okresie rozkwitu paryskiej „Kultury”, jako jednego z głównych ośrodków polskiej myśli patriotycznej i myśli w ogóle – wskazywano ponownie na zagadnienia geopolityczne, w tym przekleństwo położenia pomiędzy wyjątkowo trudnymi sąsiadami. Myśl propaństwowa z okresu PRL była nakierowana na przeciwdziałanie rewindykacji rewizjonistów z NRF, przy czym zupełnie pomijała kwestie przesunięcia państwa z jego wschodnich rubierzy II Rzeczpospolitej. Po odzyskaniu suwerenności w 1990 roku, polska elita w pełni zaufała wciągnięciu się w ramy NATO i struktur europejskich, traktując proces zapewnienia bezpieczeństwa, jako cel sam w sobie – pomijając aspekt faktycznych działań na rzecz umacniania suwerenności. W efekcie współcześnie, – gdy pojawiła się wizja upadku lub daleko idącego przemodelowania struktur zachodnich – nie mamy, jako państwo master planu, pozwalającego na odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Jak zwykle nikt nie pomyślał, żeby strategicznie antycypować możliwość wystąpienia najczarniejszego scenariusza, jaki można sobie tylko wyobrazić, – czyli Niemcy redefiniujące swoją pozycję i rolę w Europie post unijnej.

Czy można mieć pretensję o krótkowzroczność do naszych elit? Czy warto zadawać pytania o kompetencje zarządzających? Czy ktoś się w ogóle zastanawia, jakie cele ma nasz kraj – poza wyświechtanym i idiotycznie naiwnym wzmacnianiem uczestnictwa struktur euroatlantyckich i europejskich? Niestety odpowiedź na te pytania może być jednoznacznie tragiczna, i należy się modlić abyśmy nie musieli zapłacić ponownie strasznej ceny za krótkowzroczność i bezmyślność rządzącej nami kasty polityków nie rzadko z dwoma paszportami.

Z powyższych powodów warto pokusić się o syntetyczną refleksję nad generalnymi przyczynami naszego strategicznego niepowodzenia, albowiem tragiczny los naszego kraju musi mieć jakieś racjonalne i dające się przedstawić przyczyny! Nic nie dzieje się samo przez się, nawet, – jeżeli jesteśmy do tego przyzwyczajeni w Polsce. Zawsze za decyzjami kryją się jacyś ludzie, posiadający swój aparat percepcyjny – powodujący, że w danych uwarunkowaniach podejmują określone decyzje, – za które wszyscy ponosimy odpowiedzialność – a oni najczęściej nie – albowiem przeważnie są bez winy formalnej, są jawno-zdrajcami na garnuszku u naszych wrogów, albo udaje się im wyjechać przez Zaleszczyki lub na współczesnej „Zielonej karcie” do lepszego świata – gdzie mogą posługiwać się drugim paszportem, ukrytym kontem bankowym i mówić w innym języku. Kule w potylice w katyńskim lesie, krematoria Oświęcimia, Pawiak, Palmiry, łapanki, egzekucje, kontrybucje oraz liczne katownie w piwnicach – przejmowane przez aparaty represji zmieniających się okupantów – pozostają przeznaczone dla szerokich rzesz narodu i nielicznych ludzi honoru z elit, którzy wybierają los tego umęczonego przez historię i sąsiadów „Chrystusa Narodów”.

Poniżej przedstawiono pięć powodów, które można określić, jako główne przyczyny permanentnej dysfunkcji państwa i tworzącego go społeczeństwa. Są to:

  • Geopolityka
  • Mdła jakość elit
  • Słabość struktur i zła organizacja państwa
  • Charakter narodowy
  • Czynniki zewnętrzne

Przedstawiona kolejność ma znaczenie systemowe, albowiem poszczególne składowe strategicznego niepowodzenia Polski wpływają na siebie nawzajem.

Bardzo wiele rozwodzono się nad geopolityką, jako przekleństwem Polski. Przede wszystkim nasze nieszczęśliwe położenie geograficzne powoduje, że nie możemy nigdy odłożyć broni na łoża lub wieszaki. Mając taką lokalizację geograficzną pomiędzy dwoma potężnymi sąsiadami, przy udziale kilku innych nie do końca przychylnych nam krajów powinniśmy stale mieć się na baczności. Obecny czas pokoju nie jest niczym innym niż podobne we wcześniejszych okresach historycznych, w których, o czym warto wspomnień „wyprawianie się na Moskwę” uważano za coś wręcz standardowego – a przynajmniej w mieszkańcach XV, XVI i XVII wiecznej Polski – taki postulat nie był niczym nadzwyczajnym, przynajmniej nie paraliżował ich strachem. Czy dzisiaj taka perspektywa jest w ogóle brana pod uwagę? I nie tylko, dlatego bo Rosja to supermocarstwo termonuklearne, ale dlatego ponieważ Polska jest słaba, ekstremalnie słaba – prawdopodobnie najsłabsza w swojej historii.

Jednakże naszego położenia nie można postrzegać tylko i wyłącznie, jako przekleństwa, albowiem dwa potężne kraje będące odwiecznym źródłem kłopotów były, są i będą zarazem źródłem wielkich szans. Nie mielibyśmy Łodzi gdyby nie rynek Cesarstwa rosyjskiego, nie mielibyśmy Krakowa, gdyby nie wielowiekowy napływ żywiołu niemieckiego i liczne powiązania cywilizacyjno-kulturowe. Mądre państwo mając takich sąsiadów stara się ten atut wykorzystać, natomiast my – dzięki pełnej nieudolności naszych elit – nie mamy nic z tego, że kraje te połączyły się największą inwestycją energetyczną Europy – rurą bałtycką! A wymianę handlową i współpracę gospodarcza udało się nam rozwinąć tylko z Niemcami. Czy tak działa normalny kraj? Świadom swojego położenia? Przecież konsekwentnie od 1989 roku zaniedbujemy kierunek wschodni, czyniąc ze współczesnej Rosji źródło wszelkiego zła we wzajemnych stosunkach. W ten sposób nie da się uprawiać polityki, w ten sposób nie da się budować relacji międzypaństwowych i ekonomicznych. Dlatego pomimo sprzyjających okoliczności – ostatnie 22 lata relacji należy uznać za czas częściowo zmarnowany, głównie z naszej winy – albowiem nie zrobiliśmy niczego, żeby nie stać się geopolitycznym wrogiem Rosji – idealnych „chłopcem do bicia”. Śmiało można uznać, że niewykorzystany w relacjach ze wschodem potencjał ekonomiczny, kosztuje naszą gospodarkę około miliona miejsc pracy!

Geopolityka, jako przyczyna dysfunkcji państwa to czynnik zewnętrzny, na który nie da się nic poradzić – będzie występował zawsze aczkolwiek, od co najmniej 22 lat mamy szczęście – albowiem oba wielkie i tradycyjnie zagrażające nam kraje mają zmodyfikowane paradygmaty funkcjonowania. Niemcy zakotwiczone w strukturach zachodu – określają swoją politykę poprzez kategorie interesu wspólnotowego a Rosja stara się bezskutecznie zreformować i ocalić, jako państwo w swoim tradycyjnym kształcie. Gdyby te kraje realizowały swoje standardowe cele polityczne – klasycznymi metodami, prawdopodobnie podzielilibyśmy już dawno los Palestyńczyków. Jedynie poprzez umacnianie wewnętrzne państwa możemy zapewnić sobie przetrwanie! Do tego potrzebna jest mądra polityka zagraniczna, w której centrum będzie Polska racja stanu – a nie interes anglojęzycznej elity mającej drugie mieszkania na Manhattanie i zachodnie paszporty w szufladach!

Mdła jakość elit to drugi czynnik skazujący nas na porażkę, tym razem w znacznej mierze na własne życzenie. Faktem jest, że odtworzone z wielkim trudem elity Polski międzywojennej zostały w znacznej większości wytracone w okresie II Wojny Światowej i w trakcie prześladowań powojennego komunistycznego aparatu represji. Odbudowanie naturalnego dla naszego społeczeństwa potencjału okazało się niemożliwe przez cały PRL, albowiem elity po nim odziedziczone okazały się mdłe i miałkie – dalekie od interesu narodowego rozumianego w kategoriach, do jakich przywykły szerokie rzesze narodu wychowane na mesjanizmie i „Krzyżakach”. Co więcej nasze elity nie okazały się też ani na tyle profesjonalne, ani powiązane z zachodem, żeby przeprowadzić transformację w sposób wolny od kolosalnych błędów (np. sprzedaż sektora bankowego itp.).

Bez względu na barwy polityczne a także, jeżeli porównamy epoki – polska elita zawsze charakteryzowała się dążeniem do opanowania rzadkości podaży dóbr i usług wyższego rzędu, jako najpewniejszych źródeł swojego dochodu w społeczeństwie. Przykładowo w obecnej Polsce najszybciej do majątku doszli ci, którzy mieli w swoim władaniu ten zakres życia społeczno-gospodarczego, który stanowił monopol kastowy lub naturalny. Dzięki temu mamy u sterów ekonomicznych państwa prawników i lekarzy, architektów. Natomiast wynalazcy, przemysłowcy, w ogóle przedsiębiorcy – nie mieli w Polsce nigdy łatwo, tak samo nie mają łatwo współcześnie. Do generowania pieniądza z rynku najkorzystniej jest mieć koncesję od państwa na jakiś zakres sfery usług publicznych lub wspólnie z kolegami w ramach korporacji zapewniać sobie brak konkurencji i akumulować stały procent składowy.

Nie mamy szczęścia do ludzi wielkich, myślących kategoriami racji stanu i polepszania ogólnego dobrobytu. Niestety najgorzej jest w polityce, a i tak w „wielkim biznesie” mało, kto płaci podatki w Polsce – takich ludzi można wskazać na palcach jednej ręki. Podobnie hierarchowie najpotężniejszej i najtrwalszej na ziemiach polskich organizacji, wykazują się brakiem zrozumienia dla potrzeb społeczeństwa – tkwiąc w schematach utrwalonych przez ich wielki nieżyjący już autorytet. Celebryci, wszelkiego rodzaju wzorce odniesienia dla kultury masowej? To raczej masowe nieporozumienia. Co ciekawe, jeżeli ktoś nawet ujawni swoje poglądy polityczne, to przeważnie mieści się w kategoriach istniejących podziałów. Czyżby naprawdę ostatnim wielkim Polakiem był Karol Wojtyła?

Najgorsze w przypadku naszych elit jest to, że nie mają one pomysłu na państwo i nie widzą w nim miejsca dla siebie – inne go niż poprzez gnębienie klas pracujących. Ta przypadłość towarzyszy naszym elitom od czasów wojen szwedzkich, z krótką przerwą na PRL, – kiedy to rozkład podziału dochodu narodowego uległ lekkiej poprawie. Poza tym, nasza elita zawsze ma na celu najpierw głęboką eksplorację wszystkiego, co się da w społeczeństwie, mało kogo interesuje ta reszta, która zostanie do podziału dla reszty – tej zarabiającej na życie pracą własnych rąk, a nie odcinającej kupony od posiadanego kapitału.

Słabość struktur i zła organizacja państwa to problem stale obecny w Polsce od czasów przedrozbiorowych. Podobnie źle jak dzisiaj było w PRL, aczkolwiek aparat bezpieczeństwa wymuszał tam spoistość systemu, – który w pewnych sferach np. związanych z bezpieczeństwem i zorganizowaniem na najwyższym poziomie mobilizacji (wojskowej, ekonomicznej, itp.) działał o wiele sprawniej i efektywniej. Źle było także w międzywojniu, jednakże tamto państwo i tamci ludzie mieli przynajmniej poczucie wspólnego celu i potrzeby współdziałania, której współcześni Polacy niestety nie mają. Można postawić tezę, że o wiele bardziej efektywne w zakresie zmieniania rzeczywistości było Polskie państwo podziemne, niż obecne.

Dzisiejsza Polska działa, jako wypadkowa wielu chaosów, nieudolności, złego prawa i z konieczności – albowiem 37 mln mieszkających tu ludzi musi codziennie jeść, czasami potrzebuje pomocy lekarza, notariusza, nowego samochodu lub mieszkania. Nasze państwo funkcjonuje, bo musi, w wielu dziedzinach tak źle, że prawdopodobnie gorzej (w znaczeniu efektywności) się nie da. Przykłady słabości i złej organizacji można mnożyć, znamy je z życia codziennego – np. po co nam kilka równoległych systemów rejestrowania aktywności w sferze publicznej? Czy naprawdę nie da się połączyć Regonu, NIP, KRS i innych rejestrów w jeden? Czy rejestracja firmy/osoby prawnej nie mogłaby być ograniczona do rejestracji jej domeny internetowej? (z nadaniem numeru itp.).

Niestety jak w znanym przysłowiu „ryba psuje się od głowy”, co oznacza w praktyce mniej więcej tyle, że dysfunkcja państwa rozpoczyna się na górze jego struktur. Świadczy o tym szereg problemów z funkcjonowaniem najwyższych organów władzy państwa – jak np. konflikt w prokuraturze, kiepskie funkcjonowanie niektórych ministerstw – niepotrafiących odpowiedzieć dziennikarzom na najbardziej fundamentalne pytania związane z np. akurat wprowadzaną reformą. Pomijając kwestie przygotowywania aktów prawnych to problem, z jakością legislacji należy traktować za systemowy, ponieważ od jakości prawa i jego stosowania przez powołane do tego komórki systemu – zależy realny obraz państwa i sposób jego funkcjonowania.

Nasz charakter narodowy to zagadka. Jesteśmy narodem ze złamanym kręgosłupem, straciliśmy zdolność do samodzielności w myśleniu poprzez traumę ostatniej wojny i 45 lat jej konsekwencji. Polacy są narodem niezwykle trudnym w rządzeniu, ponieważ mają doskonale wykształcone nawyki „bycia na nie”. Jeżeli coś nasz naród potrafi „wysysać” wraz z mlekiem matki, to jest to właśnie zamiłowanie do wolności i kontestowania rzeczywistości. Powoduje to, że niezwykle trudno jest nam się samoorganizować, a przez to tracimy, jako wspólnota płacąc koszty zarządzania niewydolnej elicie, często obcego pochodzenia.

Polacy nie zniosą nad sobą obcego bata, ledwo godzą się na swój rząd. Ale czy ktoś widział, żebyśmy szanowali swoją władze i państwo? Wszystkie kategorie dobra wspólnego wyparowały, liczy się tylko „tu i teraz”. W przypadku, gdyby nasze państwo zaczęło nagle być na serio – tak jak np. funkcjonuje państwo niemieckie lub czeskie – to prawdopodobnie umarlibyśmy z głodu, albowiem od porządku i organizacji kraj przestałby funkcjonować. Polacy potrzebują luzu poczucia, że mogą sobie pozwolić na bycie u siebie i świadomość braku konsekwencji – nawet złych czynów. Dlatego tak powszechne są u nas zazdrość, małostkowość i egoizm, zwłaszcza w małych społecznościach zorientowanych lokalnie.

Generalnie nie można zarzucić Polakom niczego poza brakiem umiłowania w podporządkowywaniu się prawu, które jak wiemy nie jest najlepsze i nie stwarza idealnego systemu, w którym chciałoby się tego prawa przestrzegać. W ten sposób funkcjonuje tu już kolejne pokolenie. Jednakże zaszły pewne zmiany w wychowaniu i wzorcach kultury, których nie da się nie dostrzegać. Nowe pokolenia, edukowane i dorastające w obecnej rzeczywistości dopiero nas zaskoczą.

Czynniki zewnętrzne to wszystko to, co nas otacza względem, czego nasze państwo jest klientem i czemu jako organizacja podlega. Uczestniczymy w powiązaniach międzynarodowych, w których pełnimy role subsydiarne. Nie mamy szczególnych korzyści ani z sojuszy, ani z partycypacji w globalizacji, ani z udziału w różnego rodzaju mniej lub bardziej legalnych awantur międzynarodowych. Byliśmy, jesteśmy i będziemy na uboczu głównych nurtów spraw międzynarodowych. Jeżeli one nas dotyczą, to głównie w sposób niekorzystny – następczo staramy się ograniczyć straty i zagrożenia związane z oddziaływaniem czynników zewnętrznych.

Ostatnim najdłużej trwającym czynnikiem zewnętrznym była zależność od imperium radzieckiego. Za 45 lat przyjaźni polsko-radzieckiej zapłaciliśmy spowolnieniem rozwoju i skierowaniem go na krzywe tory nieprzemyślanej industrializacji i ogólnego marnotrawstwa. W wyniku przeprowadzonych zmian jesteśmy podobnie uzależnieni, tym razem od zachodniego systemu i wydaje się nam, że jest nam dobrze.

Reasumując, słabości naszego kraju mają charakter strategiczny. W dużej części od nas niezależny. Jesteśmy słabi, źle zorganizowani i wykorzystywani przez własne elity, a ze strony świata czekają nas ciągłe upokorzenia. Trudność z przełamaniem złego układu czynników wynika ze skali naszego zacofania, niemocy i niezdolności do wdrożenia nowych reguł gry. Społeczeństwo „nie wie, że nie wie”, że da się inaczej żyć, – przez co staje się ofiarą własnej percepcji ograniczającej postęp i rozwój przez dalszą niemożność. Elity ograniczają się do „spijania śmietanki” z udziału w życiu społeczno-gospodarczym, nie czując się zobowiązane do faktycznego przewodzenia z troską o powodzenie i dobrobyt ogółu, albowiem same się zawsze wyżywią – a poziom, jaki mają je zadowala. Zagranica ta, z którą zawarliśmy sojusze, nie widzi potrzeby wspierania nas ponad pewien ogólny poziom wsparcia, ponieważ stalibyśmy się konkurencją. Polska, jako podwykonawca o gospodarce nadążnej, jest arcywygodna dla zachodu. Nie opłaca się tego zmieniać i ten stan uzależnienia gospodarczego będzie trwał już zawsze. Oczywiście nie można mieć złudzeń, albowiem nawet 10 letnie niemieckie auto jest lepsze od nowego Poloneza – gdyby ten byłby jeszcze produkowany. Dlatego na stworzonym układzie korzystamy, ale w sposób zaprogramowany – docelowo do poziomu szklanego sufitu.

Jeżeli nie nauczymy się jak wykorzystać własne zasoby do zbudowania międzynarodowej pozycji, a także jak wykorzystać do tego celu zasoby innych – nigdy nie będziemy bogatym, zasobnym i co najważniejsze bezpiecznym państwem.

3 komentarze

  1. A czy pana zdaniem – autorze – coś takiego jak nasz katolicyzm nie jest powodem do tego że ciągle jesteśmy zacofani i wystraszeni ? pzdr.

  2. posłuchajcie tego;

    gaz łupkowy i geotermia… kto bojkotuje nas.

    http://www.youtube.com/watch?v=PFdruELOY1s&feature=related

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

10 − three =