Paradygmat rozwoju

Peryferia traciły, tracą i jeszcze stracą na globalizacji i wolnym handlu

 Odrzucenie zbankrutowanych dogmatów ekonomicznych na których opiera się doktryna neoliberalnego ludobójstwa współczesnych społeczeństw poprzez transformację społeczno-gospodarczą i polityczną to obowiązek cywilizacyjny wobec człowieczeństwa, humanitaryzmu i cywilizacji ludzkiej.

Nic tak nie zniszczyło zachodniego świata, nawet dwie wojny światowe z okrucieństwami jakich się podczas nich dopuszczono jak okres budowy przeklętej globalnej wioski, outsourcingu gospodarczego, transformacji krajów post-socjalistycznych i niezaangażowanych. Polska jest tutaj na czele peletonu zatracenia i upadku – 25 lat transformacji, realnych sukcesów, ciągłej poprawy, a 5 zł w portfelu dla większości Polaków to nadal dużo i miliony ludzi z tego kraju wyjechało bez mrugnięcia okiem.

To jak z nami postąpiono oznacza stan niewypowiedzianej wojny, w której panowie w drogich garniturach wymagali od naszego kraju cudów, w tym pełnego oddania się kultowi cargo, albowiem tylko to co zachodnie i to co z zachodu było, jest i ma być uznawane za dobre. Polacy nie mają praktycznej możliwości samodzielnie niczego zaprojektować, wyprodukować, promować, sprzedawać i zarabiać na tym pieniędzy. Mówi się kapitał nie ma narodowości, a globalny – (ważne słowo) – podział pracy i płac jest taki, że w polskich niedogrzewanych i niedoświetlonych klitkach słychać tylko cichy płacz kobiet, których nie jest stać na to, żeby dać swoim dzieciom jeść i krzyki zapijających się na śmierć mężczyzn, którzy nie mają alternatywy, złamani przez system wpadają w szeroko rozwarte ramiona uzależnienia alkoholowego.

Jak to się stało że dla przeciętnego Polaka – używany 10-12 letni samochód z Zachodu to szczyt marzeń? Jak to się stało, że na metr kwadratowy mieszkania w dużym mieście trzeba przeznaczyć pensję z dwóch miesięcy pracy? Jak to się stało, że banki są w tym kraju wszechwładne? Jak to się stało, że publiczna służba zdrowia jest bardziej systemem powszechnej i stopniowej eutanazji niż sposobem na pomaganie i leczenie ludzi? O to co zrobiono z systemem emerytalnym – nawet nie wypada pytać, tutaj trzeba kręcić sznury na szyje tych bydlaków, którzy stworzyli system w którym można było w majestacie prawa okradać Naród przez tyle lat (po zmianie Kodeksu karnego dopuszczającej karę śmierci i działanie prawa wstecz)! O drogi, kolej, energetykę, szkolnictwo i inne sprawy nawet nie wypada pytać – kraj jest w zapaści, to co działa, to albo z rozpędu, albo jest atrapą pod dumnie prężącą się nazwą. Wszystko to – proszę państwa – składa się na obraz naszego prosperity, rzeczywistego okresu największego szczęścia i powodzenia od praktycznie 300 lat!

Jesteśmy krajem peryferyjnym, mamy peryferyjną-nadążną gospodarkę, dostosowujemy się do wielkiego europejskiego, w tym głównie niemieckiego rynku – na tym polega nasza siła i cała tajemnica naszego sukcesu. Sami nie znaczymy dzisiaj bez Unii Europejskiej niczego, prawdopodobnie bylibyśmy na poziomie zamożności Białorusi lub nieco lepszym, przy założeniu że tam zachowano przemysł co u nas jak wiadomo się nie udało specom od liberalnej transformacji ustrojowej!

Na wolnej wymianie handlowej peryferia ZAWSZE traciły, tracą i będą traciły. Wynika to z praw dyfuzji i koncentracji. Wartość, własność i prawa z nimi związane – lokują się tam, gdzie koncentruje się wartość dodana. To nie odbywa się w Polsce, może z wyjątkiem kilku sektorów lub nawet pojedynczych przypadków przedsiębiorstw – będących w istocie monopolistami w swojej dziedzinie gospodarki. Na wolnym handlu tracimy, ponieważ oddajemy swój rynek – to nie ojcowie polskich dzieci produkują dla nich zabawki, piórniki, buty, autobusy, to nie matki polskich dzieci szyją dla nich ubrania! To wszystko w dominującej większości jest importowane z Dalekiego Wschodu lub innych krajów – z poza Unii Europejskiej, gdzie ze względu na złą politykę gospodarczą i dobijającą gospodarkę politykę energetyczną/ochrony środowiska – produkcja przemysłowa jest mniej opłacalna niż u konkurencji.

Godząc się na Unię Europejską i jej rozwiązania, nie możemy godzić się na to, żeby Unia się samo ograniczała, albo dostosowywała do nowoczesnego paradygmatu rozwoju jaki wyznacza i realizuje najbardziej zaawansowana w Europie i chyba także a świecie gospodarka ultra bogatych Niemiec! Po prostu nie mamy możliwości konkurować z krajami, gdzie stać kogoś na obstawienie wszystkiego wiatrakami i prąd praktycznie za darmo, albo spalanie taniego węgla i jeszcze więcej taniego prądu. W długiej perspektywie czasu, musimy pogodzić się z tym, że zgoda rządu polskiego na taką politykę gospodarczą Unii równa się zgodzie na depopulację ludności polskiej w Polsce. Nie będzie tak dużo Polaków, ludność się będzie kurczyć, ponieważ nie ma dochodów umożliwiających utrzymanie standaryzowanych dla naszego kręgu kulturowego wzorców rodzin. I żadna polityka pro-natalistyczna, czy pro-rodzinna tutaj nie pomoże. Jak nie ma pracy, to nie ma pieniędzy, jak nie ma pieniędzy – to jest depresja, a jak jest depresja to pojawia się agresja a nie chęć na miłość i budowanie czegokolwiek. Ludzie raczej myślą dzisiaj w Polsce o przetrwaniu niż o rozwoju i przyszłości, zwłaszcza że zasoby proste, które posłużyły do amortyzowania ludobójczej transformacji zostały praktycznie w pełni skonsumowane, a jak rząd nie zdąży zabezpieczyć modernizacji linii energetycznych i zapewnić nowych źródeł prądu – to za kilka lat wiele miast i miasteczek powróci nad Wisłą do pełnej ekologii wieków średnich!

Rząd Polski powinien sprawę traktować jako zasadniczą i postawić w Brukseli sprawę jasno, albo będą opracowane wewnątrz unijne metody wyrównywania strat ogólnych wynikających z braku własnego przemysłu i centrów podejmowania decyzji gospodarczych oraz wpływu krzywdzącej taryfy celnej Unii na naszą gospodarkę, albo należy dążyć do modyfikacji Traktatu, w taki sposób żeby ograniczyć swobodę przepływu kapitałów, pracy i towarów np. poprzez kontyngenty ilościowe ustalane przez poszczególne rządy. Nie ma innej alternatywy – nigdy nie zbudujemy własnej siły gospodarczej, nie „dogonimy zachodu”, ani nawet nie będziemy mieli trwałej możliwości do samofinansowania się, jeżeli nie będziemy mieli warunków umożliwiających stworzenie w Polsce potencjału gospodarczego odpowiadającego naszemu generalnemu potencjałowi i zdolnego do globalnej konkurencji, mniej więcej na równi z największymi firmami starego świata kapitalistycznego i nowych – etatystycznie pompujących swoje gospodarki krajów.

Dalsze traktowanie kraju jako miejsca do nieskrępowanej ekspansji różnych „biedronek” i „oszołomów” (zbieżność nazewnictwa przypadkowa) – oznacza, że skończymy gorzej niż Grecja, jako kraj starych i biednych konsumentów najtańszych towarów najgorszego gatunku – rzucanych na samoobsługowe hale, żeby wydobyć z nas resztki ostatnich groszy.

I proszę sobie darować komentarze w rodzaju, że specjalizacja i handel międzynarodowy wzbogacają wszystkie strony procesów wymiany – to niepodważalna prawda, ale niektórych wzbogacają nieproporcjonalnie bardziej, a my albo za życia czytających te słowa pokoleń wyrażających jeszcze jakiekolwiek aspiracje – umożliwimy ludziom poprawę własnego losu i rozwój, albo przepadniemy w odmęcie rewolucji, negacji wszystkiego i pełnego upadku.

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

fourteen + twelve =