Patologia mieszkaniowej niemożności a dzietność

Praprzyczyną i głównym powodem, dla którego nasz kraj ulegnie depopulacji jest kwestia ekonomiczna, a konkretnie rozwarcie nożyc dochodowo-kosztowych. Ludzie za mało zarabiają, żeby żyć na poziomie adekwatnym do ich aspiracji, wyuczonych na podstawie tego co oferuje im współczesna rzeczywistość. Powoduje to, że pomiędzy tym co by się chciało posiadać, a tym co może się posiadać i co się realnie posiada – rozpościera się olbrzymia dziura, tym większa im bardziej przeciętne dochody są oddalone od przeciętnych kosztów życia.

Nie chodzi tutaj o luksusy i niestworzone rarytasy, chodzi o podstawowe, wręcz elementarne dobra umożliwiające życie biologiczne, funkcjonowanie w społeczeństwie na ogólnym poziomie cywilizacyjnym oraz prokreację. Nie mówimy tutaj o jachcie dla każdego Polaka i mieszkaniu na południu Europy, dokąd połowa Warszawy mogłaby co weekend latać się relaksować! Mówimy o tym, żeby Polaków było stać na standardową żywność, podstawowe leczenie, minimum udziału w kulturze oraz posiadanie dzieci.

To wszystko jest warunkowane przez cenę dobra podstawowego dla każdej gospodarki – mianowicie cenę mieszkania. W naszych realiach w dużych miastach cena przeciętnego około 60 mkw. mieszkania w nowym budownictwie, w stanie deweloperskim z jednym miejscem parkingowym to koszt około 400-450 tys., zł. To bardzo dużo, jeżeli odniesiemy to do pensji przeciętnej tj. około 3400 zł nie mówiąc już o pensji minimalnej, no ale do niej to w ogóle już nie ma po co tego odnosić.

W takim ujęciu, przyjmując że przeciętny Polak chce mieć mieszkanie – musi je spłacać przez 30-35 lat, czyli w praktyce dominującą część swojego życia, ponieważ odsetki i opłaty towarzyszące są tak kolosalne, że w praktyce spłaci w tym okresie kredytowania wartość mieszkania dwa lub prawie trzy razy.

Jeżeli do tego przyłożymy, że pensje dobre tj. powyżej 5000 zł ma w Polsce około 25% społeczeństwa – to dlaczego się dziwimy, że zaraz spadnie nam ilość ludności do 30 mln? Po prostu Polaków nie stać jest na mieszkania i nie stać jest na posiadanie dzieci. Ci, którzy mają rzadkie zawody, gwarantujące dobre lub bardzo dobre dochody – mają się świetnie, mogą sobie pozwolić na posiadanie mieszkania, domu, luksusów i potomstwa, jednakże mówimy o około 15-25% społeczeństwa i to maksymalnie! Jeżeli nałożymy na to siatkę wyborów życiowych, problemów zdrowotnych, perturbacji i inne przypadki – po prostu mamy oto obraz naszego kryzysu demograficznego.

Nie jest normalnym system społeczno-gospodarczy, w którym dominująca część społeczeństwa (około 70%) jest wykluczona z życia w głównym nurcie i de facto prawa do świadomego posiadania potomstwa i wychowania go w ogólnie przyjętym standardzie cywilizacyjnym. System w którym żyjemy jest nienormalny, chory, nieludzki, pozbawiony jakichkolwiek wartości – wszystko miało być regulowane przez rynek, oto proszę bardzo – dominującej większości społeczeństwa nie stać nawet na to, żeby się normlanie utrzymać z miesiąca na miesiąc i móc planować własne życie. Nie da się kolejnymi pokoleniami wegetować z dnia na dzień, bo albo się tworzą slumsy i klasa biedoty, albo nie rodzą się kolejne pokolenia. To jest nasz kraj, to jest Polska dzisiaj – w roku 2013 – tym! Taką ją sobie stworzyliśmy i taką ją sobie mamy. Nikt nas nie okupuje, na każdym rogu nie stoi Niemiec lub Łotysz z MP 40 a na rogatkach miasta nie stoją radzieckie czołgi! To my sami proszę państwa, zupełnie świadomie – wybraliśmy elity, które zgotowały nam właśnie takie piekło na ziemi w naszym własnym kraju na nasz rachunek i naszą odpowiedzialność.

Nie będziemy już się rozpisywać o niewidzialnej pięści rynku, ani o kapitale, który nie zna narodowości, liczy się jedynie to że w przyrodzie wszystko ma swoją przyczynę. Jeżeli więc w naszym kraju tak się dzisiaj dzieje, że – co prawda strach to powiedzieć – ale nie wiele trudniej ekonomicznie żyło się za ostatniej okupacji niemieckiej, a już na pewno za PRL-u było lepiej! To dokąd my zmierzamy? Jaki sens ma utrzymywanie tej demokracji i systemu, którego ostateczny wynik będzie minus (około) 10 milionów w ciągu jednego pokolenia transformacji?

Można zapytać to kiedy będzie tak naprawdę dobrze, jeżeli teraz w okresie super-prosperity, jakiej ten kraj nie widział od 300 lat – jest tak nędznie, że nawet we właśnie upadającej ekonomicznie Grecji zarobki są wyższe niż tutaj? Chyba nie ma sensu już o nic pytać.

Ten stan dłużej tak trwać nie może, to nie jest normalne, żeby państwo służyło i chroniło tylko i wyłącznie interesom warstwy posiadającej, w tym także jej zagranicznej części. Nie można dłużej na to pozwolić. Trzeba to wszystko jakoś umiejętnie pogodzić za pomocą systemu podatkowego w taki sposób, żeby kraj nie opierał swoich potrzeb finansowych tylko na najuboższych pracujących na mizernych etatach lub śmieciówkach.

Polacy mają prawo do tego, żeby w trakcie swojego życia we własnym kraju doświadczyć przynajmniej stabilizacji i pewności socjalnej – dachu nad głową, który będzie dla nich dostępny i którego nikt ich nie pozbawi. Inaczej czeka nas totalna rewolucja i wywrócenie wszystkiego. Strach myśleć o gniewie zwykłych ludzi – pozbawionych perspektyw i zmuszonych do ekonomicznej wegetacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.