Partie w Polsce zajmują się bebechami!

Stało się, to co było nieuniknione. Nawet prezydent tego kraju zauważył, że partie polityczne zajmują się własnymi bebechami zamiast reformami. To oczywiście oznaka zbliżającej się kampanii wyborczej, a raczej – wielokampanii, podczas których to pan prezydent być może zamierza odgrywać rolę samodzielnego podmiotu, który może liczyć na jakiś parytecik dla swoich milusińskich na różnych listach. Jednakże nawet jeżeli wypowiedź pana Komorowskiego była koniunkturalna, to fakt, że nawet on zauważył i robi wytyk Tuskowi oraz innym liderom, to już o czymś świadczy.

Dawno bowiem w historii Rzeczpospolitej nie było tak źle jest teraz. Partie są fikcyjne, zajmują się sprawami drugiego rzędu, interesuje je głównie fikcja i bzdety. Przede wszystkim zaś sprawy, które decydują o ich losie i ich władzy, a nie o celach jakie powinny im przyświecać.

Jeżeli na coś takiego, w istocie tak oczywistego, tak wręcz trywialnego, coś co powinno samo się dziać – musi zwracać uwagę prezydent państwa i to z okazji jednego z wywiadów okołoświątecznych, to znaczy się że nie jest dobrze. Po pierwsze nie ma dialogu pomiędzy partiami a elektoratem. Coś takiego nie istnieje, partie są zamknięte w swoich własnych gronach i nic ponadto ich nie interesuje tylko ich własna partyjność i partyjniactwo. Po drugie – liderzy partii są wyemancypowani ze swoich partii, a zatem podwójnie nie mają kontaktu ze społeczeństwem, czerpią wiadomości z mediów mainstreamowych, ewentualnie z wpisów i komentarzy na niewybrednych forach. Po trzecie wreszcie – sami politycy między sobą „dialogują” jedynie językiem branżowym, odnoszącym się do swojej branży. Przykładowo – jak piramidalnym trzeba być idiotą, żeby wpisać w rubryce zawód: „poseł zawodowy”, przecież to nie jest nawet komiczne, ani tragiczne – to rzuca na kolana i wywołuje rozwolnienie. W efekcie mamy liderów partii odseparowanych od społeczeństwa – brakiem kontaktu z realnym światem, co najwyżej od czasu do czasu, któryś z nich pozwoli sobie na zrobienie numeru i pokaże do kamery paragon z zakupów, psiocząc i narzekając na ceny masła i piersi z kurczaka.

Nasz narodowy problem polega jednak na tym, że demokracja przedstawicielska w wydaniu pookrągłostołowym wyczerpała już swoją formułę, a na takich oszustwach jak heca z OFE, czy cichym zrywaniu umowy społecznej jak podwyższenie wieku emerytalnego do 67-ego roku życia – raczej nie zdobywa sobie zwolenników. Zresztą najlepszym probierzem tego jak do państwa w obecnym kształcie odnoszą się obywatele jest frekwencja wyborcza. Głosuje poniżej 50% uprawnionych do głosowania! Reszta społeczeństwa biernie wyraża swój sprzeciw.

Póki co jednak rzecznicy systemu ukuli sobie podwójną moralność i twierdzą, że jak ktoś nie bierze udziału w głosowaniu, ten nie bierze udziału w demokracji i pozwala innym decydować. To się pewnego dnia zmieni, jak tylko pojawi się ktoś, kto będzie w stanie te zniechęcone ponad 50% elektoratu podnieść z kanap i foteli oraz skłonić do udania się do lokali wyborczych. Wówczas kłamliwym piewcom minionych idei zwiędną uszy i szybciutko, truchcikiem – wyciągną drugie paszporty i udadzą się do swojej drugiej ojczyzny o cieplejszym klimacie.

Tymczasem jednak partie w Polsce zajmują się bebechami, czy też jak kto woli – didaskaliami, a w istocie na celu mają swoje własne dobro, przetrwanie, rozwój – funkcjonowanie. Nikt, ani nic ich nie interesuje, liczą się prywatne korzyści liderów (polityczne, aczkolwiek partyjna limuzyna to przyjemna sprawa). Jakieś tam cele, idee, reformowanie państwa! To wszystko to są trudne sprawy, naprawdę – można się nawet narazić własnemu elektoratowi i co wówczas?

Niestety, liderzy partyjni nie są zainteresowani zmianami. Jakieś OFE? Jakieś problemy budżetowe? To się rozwiązuje na poziomie deficytu – po prostu go zwiększając. Nie ma w tej chwili w Polsce partii zdolnej do przetrawienia koncepcji zmian systemowych w kraju, prowadzących do np. zmiany rozkładu obciążeń podatkowych. Nikt o takich rzeczach nie myśli, programy w ogóle nie mają znaczenia. To co się mówi elektoratowi to czysta farsa, liczy się chwila przed kamerami – media, mainstream, być na świeczniku, gadać, coś, cokolwiek – tego i tak nikt nie zapamięta, nie zachowa, nie zewidencjonuje, nie przypomni za lat dwa lub dwanaście. Zresztą nawet jakby próbował to jakie miałoby to znaczenie, jeżeli do tego czasu już kilkakrotnie zmienią się barwy polityczne, liderzy, poglądy, programy.

Niestety przekleństwem naszej klasy politycznej jest to, że zmienia się otoczki, a bebechy pozostają ciągle takie same…

One thought on “Partie w Polsce zajmują się bebechami!

  • 25 grudnia 2013 o 08:47
    Permalink

    Teraz dochodzą dwie przemycone sprawy.
    Zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej oraz 0,5% z podatku na Kościół, przy likwidacji Funduszu Kościelnego.
    Te dwie sprawy skutecznie skłócą społeczeństwo na 2 lata, pozwalając utrwalić zabetonowany układ partyjny na kolejne lata.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.